Henri i suszarka, czyli powrót po latach

Ostatnio kilka moich ulubionych blogerek opublikowało listy czytelniczek, które mają problem ze źle wyglądającymi po myciu włosami lub po prostu stworzyło wpisy na ten temat. Czytałam odpowiedzi i komentarze z wielką nadzieją, ale okazało się, że już od dawna robię wszystko to, co znalazło się w zaleceniach, albo nawet więcej. Silikony są, OMO jest (włosy poniżej linii uszu myję wyłącznie maskami i odżywkami), maski są, olejowanie nie tylko na sucho jest, i to przed każdym myciem.

Dawno temu myślałam, że taki mam typ włosów, bo wyglądały kiepsko cały czas, również kilka dni po myciu. Z czasem odkryłam polskie blogi i okazało się, że przy odpowiedniej pielęgnacji moje włosy potrafią być tak gładkie, że aż są śliskie w dotyku…



 …albo tworzą świetne fale.



A czasem wyglądają po prostu dobrze i to mi też wystarcza. Jest tylko jeden problem. Dobrze (i lepiej) robi się dopiero po nocy od mycia, czasem rano a czasem dopiero popołudniu. Włosy myję popołudniu lub wczesnym wieczorem, więc tylko przez pół dnia wyglądają źle i to najczęściej w czasie, kiedy już nigdzie nie wychodzę, ale to wystarczy, żebym myślała, że wciąż coś jest nie tak. Poza przerwami na eksperymenty i testowanie nowości olejuję je przed każdym myciem od stycznia. Teraz już nawet nie eksperymentuję, trzymam się sprawdzonej pielęgnacji. Przedtem mogłam myśleć, że nie wyglądają dobrze, bo jestem niesystematyczna w pielęgnacji, ale teraz powinien się już chyba pojawić efekt. Nie ma go. Zaczęłam się bać, że nawet po wielu, wielu miesiącach olejowania i, co zaczęłam robić od niedawna (o zmianie podejścia do pielęgnacji włosów), używania sprawdzonych produktów, moje włosy tuż po myciu wciąż będą wyglądały źle.

Czas na zdjęcia. Oto co mam na myśli, kiedy piszę „źle”. Włosy schły naturalnie, na dworze w ciepły dzień zajęło im to około godziny a wierzchnia warstwa była sucha po dosłownie chwili.




Strój roboczy, czyli nie dość, że fartuszek który załapał się na pierwsze zdjęcie, to jeszcze spodnie! Dla domowych pierogów wszystko ;)

Zaznaczam, że to jest stan po całodziennym olejowaniu na wodę i glicerynę i nałożeniu na długi czas świetnej maski (a sam olej zmyłam również maską, nie szamponem), tego sprawdzonego połączenia i podobnych używałam też przez poprzednie kilka myć, a więc to są włosy dobrze nawilżone i odżywione, wbrew wszelkim pozorom. Tyle tylko, że okazuje się to dopiero po nocy: następnego dnia wyglądały dużo lepiej, były gładkie i błyszczące. Kiedy użyję czegoś, co się nie sprawdza (po prostu nie robi nic, bo szkodzące, puszące i wysuszające włosy produkty to koszmar) włosy tuż po myciu wyglądają jeszcze gorzej. To naprawdę bardzo, bardzo demotywujące.

Wygląd włosów nie wynika z tego, że są falowane a ja je rozczesuję. Nie ma znaczenia to, czy swoje fale rozczeszę czy nie. Jeśli tak, rozprostują się nieco. Jeśli nie, będą bardziej widoczne, ale po wyschnięciu nadal napuszone i wygładzą się dopiero kiedy zawinę włosy na jakiś czas w koczek (na noc. Rzadko udaje mi się umyć włosy na tyle wcześnie, żeby do końca dnia się wygładziły. Kiedy ostatnio to zrobiłam, chyba je rozczesałam. Nie wiem więc czy fale zostawione same sobie, bez koczka, zrobiłyby się gładkie. W każdym razie kształt skrętu wolę po koku, do tego mam gwarantowane wygładzenie, więc zostaję przy tej metodzie, ale kiedy będę miała okazję, na pewno zostawię moje fale samym sobie na dłużej.) Oto różnica między wyglądem włosów przed i po kilku godzinach w koku. Oświetlenie jest to samo.




Miałam już naprawdę dość tego, że nie ważne jak dobrze pielęgnuję włosy muszę po pierwsze poczekać a po drugie zawinąć je w koczek (luźny dla prostych włosów i ciasny dla fal) żeby wyglądały dobrze. Chciałabym, żeby wyglądały dobrze od razu po myciu, bo kilkugodzinne patrzenie na włosy w takim stanie jak na zdjęciach z cegłami w tle sprawia, że cały czas myślę, że coś jest z nimi nie tak. Czy to wina typu włosa czy pielęgnacji? Jeśli to pierwsze, po prostu się z tym pogodzę, będę wiedziała, że mam zdrowe i zadbane włosy, które tylko po myciu wyglądają przez jakiś czas źle, ale ich faktyczny stan to ten po nocy. A jeśli to drugie… nie wiedziałam już co robić, skończyły mi się pomysły na produkty, zabiegi i metody pielęgnacji, próbowałam dosłownie wszystkiego, zastanawiałam się ewentualnie nad odżywką bez spłukiwania o bogatszym składzie niż Ziaja Intensywne Wygładzanie (jakiś czas po powrocie do suszarki kupiłam mgiełkę Gliss Kur Oil Nutritive). Aż trafiłam na wpis Marty z serii „Włosowa Zagwozdka”: Suche i puszące się włosy mimo pielęgnacji. Marta wspomniała tam o suszeniu włosów. Do tego przypomniał mi się wpis Mudi podsumowujący pół roku z suszarką. W tym poście Weronika przytacza wyniki badań wskazujące na to, że naturalne suszenie może być dla włosów bardziej szkodliwe, niż suszarka. Chociaż nie kieruję się takimi teoriami w pielęgnacji włosów a sprawdzam wszystko sama, wpis dał mi do myślenia. Pomyślałam, że być może suszarka jest dla mnie rozwiązaniem. Może moje bardzo wrażliwe i wysokoporowate włosy nie mogą być długo mokre. Schną szybko właśnie dlatego, że są wysokoporowate ale być może jednocześnie dla tego typu włosa to i tak za długo, może muszę domknąć im szybko łuski bo wyglądają źle przez to, że tak długo są one odchylone po myciu. Postanowiłam więc wrócić do suszarki.

Kiedyś suszyłam i prostowałam włosy co mycie. Dlatego mam takie końcówki jakie mam, różnicę między zdrowymi a zniszczonymi włosami widać na tym zdjęciu.



W liceum wyjechałam na kilka dni z domu przypadkiem nie biorąc ze sobą suszarki (prosty model posiadał wyłącznie ciepły i bardzo ciepły nawiew) i odkryłam, że moja grzywka jednak jakoś się układa bez suszenia. Krótko po tym przestałam suszyć włosy całkowicie. Od wtedy, przez dobre sześć lat, pozwalałam im schnąć naturalnie. Dlatego tak nagle zaczęły wyglądać dużo lepiej, stąd to śmieszne zdjęcie powyżej. Teraz przypomniałam sobie o suszarce, którą kupiła mi mama, kiedy wyprowadzałam się z domu idąc na studia. Jest z Lidla (ich marka SilverCrest), ma dwie prędkości nawiewu i cztery stopnie temperatury: letnią, ciepłą i gorącą plus przycisk ze śliczną śnieżynką: zimny nawiew. Choć nigdy nie myślałam, że się to stanie, w połowie sierpnia przywiozłam ją do domu. Jak zwykle miałam desperacką nadzieję, że tym razem znalazłam rozwiązanie, w dodatku takie, które zadziała już od pierwszego użycia.

Zaczęło się od zwątpienia w chłodny nawiew. Temperatura powietrza nie była tak niska, jak się tego spodziewałam. Od początku planowałam z moją „starą” (ale nieużywaną, więc w pewnym sensie nową ;)) suszarką przekonać się tylko czy suszenie się sprawdzi. Później chciałam kupić model z jonizacją, mam już nawet wybrany. Na mieszkającą obecnie na liście zakupów profesjonalną suszarkę trafiłam przez artykuł polecający urządzenia z „prawdziwie lodowatym nawiewem”. Bo mój wydawał mi się zbyt ciepły. Martwiłam się o to, że po tym jak wciskam przycisk ze śnieżynką powietrze i tak jest letnie. Sama funkcja działa, bo kiedy na próbę włączyłam najcieplejszy nawiew i wcisnęłam śliczną śnieżynkę, powietrze zrobiło się chłodniejsze. W końcu wpadłam na to, co powinnam wiedzieć od początku. A chodzi o odległość urządzenia od włosów ;) Blisko wylotu powietrze z włączoną funkcją zimnego nawiewu jest faktycznie letnie. Sądzę, że suszarka go nie podgrzewa, ale temperatura rośnie od pracy silnika. Za to kiedy trzymam dłoń w podawanej w instrukcjach odległości 20-30 cm, powietrze jest chłodne. Nie letnie, ale też nie zimne. Idealne. Świetnie! :)

Używam tylko chłodnego nawiewu. (Właściwie temperatura powietrza jest taka sama na najniższym ustawieniu oraz wtedy, kiedy wcisnę śliczną śnieżynkę. Chyba nazwę suszarkę Śliczna Śnieżynka! ;)) Swoją drogą, może to dobrze, że chłodny nawiew jest chłodny a nie lodowato zimny. Może zbyt zimne powietrze też szkodzi włosom? Jeśli chodzi o prędkość nawiewu, odpowiada mi ta niższa z dwóch. Przy wyższej nie jestem w stanie zapanować nad fruwającymi pasmami ;) Najważniejsze jest jednak to, że suszę włosy kierując strumień powietrza z góry na dół, zgodnie z ułożeniem łuski. Włosy na głowie suszę trzymając suszarkę wysoko, nie z boku ani z przodu. Mam przedziałek na boku, więc na jedną stronę włosów kieruję strumień powietrza pionowo w dół, na drugą nieco ukosa. Przydaje się to, że koncentrator jest obrotowy. Nieważne pod jakim kątem trzymam suszarkę, końcówkę mogę ustawić tak, żeby skierować szeroki strumień powietrza tak by objął jak najwięcej włosów. Suszę powoli miejsce po miejscu, staram się nie machać urządzeniem. Dokładne wysuszenie całości zajmuje mi maksymalnie dwadzieścia minut, a najtrudniej dosuszyć oczywiście tył głowy, zwłaszcza partie nad karkiem ;)

A efekty… Jak zwykle spodziewałam się pełnego rozwiązania problemu. Myślałam, że po wysuszeniu włosy od razu będą wyglądały tak, jak przy naturalnym schnięciu wyglądają dopiero następnego dnia. Cóż, aż tak dobrze nie jest. Ale jest dużo lepiej. Na tyle dużo, żebym chciała już zawsze używać suszarki. Włosy są gładsze, od razu bardziej błyszczące, baby hairs nie odstają aż tak na całej długości, fale nie tworzą już efektu połamanych włosów, który świetnie pokazują zdjęcia z początku wpisu. (Wyjątkiem jest spodnia warstwa, która na obu poniższych zdjęciach widoczna jest po wewnętrznej stronie pasm. Tam włosy przez jakiś czas po suszeniu wciąż wyglądają na połamane, ale nie jest tak źle jak było. Wygładzają się też szybciej niż działo się to kiedy schły naturalnie. A różnicę między gładką wierzchnią warstwą i jeszcze niezadowoloną spodnią widać szczególnie na pierwszym z dwóch zdjęć.) Użyłam sprawdzonego połączenia produktów podobnego do tego ze zdjęć z cegłami w tle. „Efekt dnia drugiego” jest po nich taki sam. Ale w dzień mycia widać różnicę między naturalnym schnięciem a suszeniem. Po tym jak użyję suszarki włosy wyglądają tak:




Jeszcze bardziej wyraźna jest różnica w wyglądzie włosów na głowie. Fakt, odkąd nakładam i na nie maski i odżywki wyglądają lepiej. Opanowałam ŁZS, więc mogę sobie na to pozwolić, wcześniej nałożenie tych produktów na włosy powyżej linii uszu kończyło się tym, że i tak docierały do skóry i wracało swędzenie. Bardzo długo było tak, że włosy na długości wyglądały o niebo lepiej od tych tuż przy głowie, które były matowe i spuszone. To efekt stosowania tam tylko szamponów oraz obecności baby hairs, które zaniedbane wyglądały na połamane. Kolejny pozytywny zwrot to powrót do stężonych szamponów (paradoksalnie). Chociaż po tych dwóch zmianach baby hairs wciąż odstawały, to całość była na tyle gładka i błyszcząca, że nie wymagałam więcej. Otóż po wysuszeniu jest idealnie. W dotyku włosy są miękkie i sypkie. Nigdy wcześniej takie nie były, tej sypkości nie dają mi nawet proteiny. A wyglądają tak, jakby były niskoporowate. Ten efekt na długości potrafią dać mi maski Biovax, ale przy nakładaniu mniejszej ilości w okolice głowy tam nie było tak świetnie. Już jest.

Są i inne plusy. Zapach masek, których użyję, zostaje na włosach. Do tej pory było tak tylko w przypadku laminowania Marion i odżywki jabłkowej Head&Shoulders, którą z resztą wyłącznie dla zapachu kupiłam ;) Większość pozostałych produktów wyczuwałam tylko kiedy mocno grzało słońce… albo padał deszcz. Teraz nie mogę się doczekać aż kupię pełne opakowanie balsamu prowansalskiego Planeta Organica. Zakochałam się w odlewce. Mogę też podgrzewać maski! A okazało się, że to naprawdę polepsza końcowy efekt.

Suszenie włosów wiąże się z czymś jeszcze. Już podczas pierwszych prób zachwyciło mnie to, że mogę mieć suche włosy tak szybko po myciu. Na dworze schną szybko, ale właściwie bardzo rzadko wychodzę po ich umyciu na spacer czy choćby do sklepu. (Kiedy robiłam zdjęcia powyżej byłam na wakacjach na wsi :)) Poza tym przez większość roku jest na to za chłodno. W efekcie, choć końce są suche od razu a długość schnie szybko, co dwa dni chodzę z wilgotnymi od ramion w górę włosami przez minimalnie dwie godziny. Jeśli za krótko trzymam je w koszulce lub nie przeczesuję ich często palcami trzymając głowę w dół, czas znacznie się wydłuża. Z suszarką nagle mam suche włosy w dwadzieścia minut i to jest cudowne :) Teraz mogę je od razu zwinąć w koczek, bez przerzucania ich przez głowę i przeczesywania palcami przez całe popołudnie. Nie muszę zaczynać mycia o szesnastej żeby razem z czasem trzymania maski włosy wyschły do wieczora. A jeśli w jakiś dzień tygodnia będę wracała do domu później, myjąc włosy po dwudziestej nie będę musiała (nawet skracając czas trzymania maski z godziny do kilku minut) spać w mokrych, a to niestety się zdarzało. Cudowna perspektywa! Dopóki nie zobaczyłam o ile lepiej może być, nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak naturalne schnięcie włosów mnie ograniczało. Myślałam, że innego wyjścia nie ma, włosy muszą wyschnąć a więc muszę znaleźć na to czas.

Zanim zaczęłam używać suszarki, zastanawiałam się jak suszenie wpłynie na moje fale. Planowałam przeczesywać włosy podczas suszenia tylko palcami, żeby ich nie rozprostowywać szczotką ale nie wiedziałam czy wysuszone złapią po koczku fale czy znów, jak kiedyś, będą ani proste ani falowane. Nie wiedziałam też jak oceniać działanie nowych masek, odżywek czy olejów a w momencie powrotu do suszarki kilka nieużywanych wciąż miałam. Choć chcę przez jakiś czas zostać przy maskach Biovax, w przyszłości na pewno kupię kilka nowości. Obawiałam się, że efekty suszenia mogą zamaskować słabo działający produkt. Rozwiązaniem mogło być suszenie połowy włosów przez jakiś czas, a później nauczyłabym się, jaka część końcowego efektu to suszarka a jaka sam produkt. I tak też robiłam. Suszyłam też włosy po użyciu znanych produktów, których efekty po naturalnym schnięciu bardzo dobrze znam. Szybko okazało się, że moje obawy były nieuzasadnione. Jeśli jakiś produkt działa źle, widać to tak samo dobrze po użyciu suszarki jak po schnięciu naturalnym. Końcowy efekt nie jest o tyle lepszy, żebym dała się nabrać na świetne działanie produktu, podczas gdy w rzeczywistości byłaby to suszarka. Suszenie w porównaniu do naturalnego schnięcia widocznie zmienia coś w wyglądzie włosów zaraz po tym, jak robią się suche. Efekt kolejnego dnia jest na tyle podobny, że nie muszę odliczać na przykład dwudziestu procent blasku i pamiętać, że to sprawka suszarki a nie maski czy oleju ;) Duża różnica jest od razu widoczna tylko na włosach tuż przy głowie, bo te są niesamowicie gładkie.

Wracając do fal – nic się nie zmieniło. Podczas suszenia, przez przeczesywanie włosów palcami, fale w większości znikają. I tak na etapie naturalnego schnięcia wyglądały najczęściej źle. Teraz zostają tylko te przy końcówkach. Jednak skręt po jakimś czasie wraca, a fale po koczku tworzą się tak samo dobrze jak po naturalnym schnięciu.

Jak na razie, po kilku tygodniach suszenia włosów jest naprawdę dobrze. Poobserwuję je jeszcze i za kilka miesięcy napiszę Wam o długoterminowych efektach. Używacie suszarki? A może właśnie wróciłyście do niej po długim czasie? Wydaje mi się, że suszarka powoli wraca do blogosfery. Tym razem jednak z chłodnym nawiewem, już jako coś, co zamiast szkodzić może wręcz pomóc :)

Komentarze

  1. Też chciałam pisać o efekcie dnia drugiego! :) telepatia :)
    Moim zdaniem po prostu to kwestia łusek, przecież nie masz zniszczonych włosów co widać po zdjęciu nr 1 :) moje włosy czasami wyglądają po myciu podobnie (kuzynko!), ale wtedy kiedy użyję puszaka hard - a miałam takich przez wakacje solidną armię :D najczęściej jednak wyglądają w połowie tak jak Twoje, więc nie jesteś odosobniona. Natomiast kiedy ta ich wizualna lekkość jest mniejsza, a włosy są "bardziej zbite" to wiem, że będzie lepiej właśnie po myciu, koczku, nocy. Ty masz to szczęście, że Twoje włosy akceptują suszarkę :) moje jej nienawidzą. Będzie dobrze. :) od kiedy odkryłaś, że nie są proste widzę znaczącą poprawę, myślę, że nie tylko ja :) aha i jeszcze coś - mi jak widziałaś na taki stan rzeczy bardzo pomogło nawijanie na palec już wtedy kiedy schły - wtedy dosychały już w konkretnym kształcie, bo każde pasmo nawijałam na palec kilka razy i to w jakimś stopniu je ujarzmiało. Tyle tylko, że metoda jest czasochłonna i teraz rzadko ją stosuję, chyba z lenistwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telepatia między nami wcale nie jest dziwna! :)

      Usuń
  2. Od dawna nie używam suszarki. Nigdy jej nie lubiłam, bo po jej użyciu wyglądałam jak król lew:/ Kiedy się spaliła, wcale za nią nie tęskniłam. Teraz po Twoim wpisie mam ochotę wypróbować ją na nowo. Mam identyczny problem z włosami jak Ty, też dopiero na drugi dzień wyglądają dobrze i ciekawa jestem, czy i u mnie suszenie by pomogło. Tym bardziej, że od czasu gdy suszyłam je po raz ostatni moje włosy nieco się zmieniły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! :) Ja te kilka lat temu zawsze suszyłam włosy z głową w dół, bo tak było mi łatwiej dosuszyć wszystkie, zwłaszcza spodnią warstwę. Przy włosach mniej wiecej do ramion... wyglądałam dokładnie jak Król Lew. :D
      Jeśli na przykład masz od kogo pożyczyć suszarkę (kupowanie jest trochę ryzykowne, zawsze może się okazać, że wciąż to nie to) to naprawdę warto spróbować.

      Usuń
  3. Taki typ włosów, U mnie z kolei po wysuszeniu wyglądają ogólnie gorzej, nawet z chodnym nawiewem. Może zamiast kupować suszarkę z jonizacją (no ba masz już dobrą suszarkę, widać to na zdjęciach!) zainteresujesz się szczotką jonizujacą?

    Mimo tego, że moje kłaki po suszeniu wyglądają kiepsko, zastanawiam się nad powrotem do suszenia ze względu na skórę głowy, jest z nią coraz gorzej. Spróbuję jeszcze suszyć, a potem pozostanie mi albo pójść śladem Ewy Bl i nie dotykać skalpu niczym poza szamponem (chyba nawet zainwestuję w tę jej Logonę), albo wybrać się wreszcie do dermatologa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie wiem czy chcę porzucić Śliczną Śnieżynkę. Chyba nie. Zostanę z nią dopóki się nie spali (oby to nie nastąpiło szybko!) i wtedy dopiero sprawię sobie jonizację. Bo szczotkę miałam. Widać było (i czuć!) że działa, włosy w dotyku były gładkie jak szkło. A wizualnie zmiana była niewielka. A tak się napatrzyłam na zdjęcia na przykład u BlondHairCare i u Gapy... Szczotkę więc odsprzedałam Czytelniczce :) Cieszę się, że nie marnuje się u mnie.

      A w projekcie postu o efektach suszarki mam punkt o wpływie na skórę głowy. Zobaczymy, co będzie.

      Usuń
  4. A ja chcialam spytac czym i jak czeszesz, na sucho czy na mokro, grzebieniem czy szczota? Ugniatasz loczki na jakas odzywke BS? U mnie wyglad wlosow bardzo zalezy od czesania, wyczesane szczota z dzika na sucho sa prawie tafla, na mokro grzebieniem bardziej sie kreca, w sumie to zazwyczaj "krakowskim targiem" czesze na sucho ale grzebieniem i mam takie pofalowane bogwico ;)

    fightthedull mi sie kojarzy ze Henri miala szczotke jonizujaca i ja w swiat poslala, ale moge sie mylic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się tak kojarzy, ale to było na "starych" włosach. :)

      Usuń
    2. A moze suszarka z dyfuzorem by sie sprawdzila? Chlodny nawiew+lepszy skret, moze dzieki temu puszylyby sie jeszcze mniej?

      Czy to chodzi moze o domykanie lusek chlodnym nawiewem dzieki czemu wlosy robia sie gladsze i mniej spuszone??? To jest to pdkrycie o ktorym ostatnio wspominalas???

      Usuń
    3. Czeszę tylko palcami. Czasem jeszcze odruchowo na mokro, a czasem nie. Tylko na sucho albo wcale. Wtedy zostają fale, nie robią się... porozdzielane i spuszone.

      A dyfuzor... Hm... Cóż... Kurka szmatka, dyfuzor... wyobraźcie sobie, wyrzuciłam. :/ Jakiś czas temu, jak nie miałam pojęcia do czego służy a zajmował miejsce w szafce. Może znajdę jakiś pasujący. Ale wydaje mi się, że na efekt końcowy wpływ mają dwie rzeczy razem. To, że w ogóle szybko osuszam włosy i to, że susząc je z góry domykam łuski.

      Usuń
  5. A u mnie suszarka powoduje szybsze przetluszczanie sie wlosow, nawet na chlodnym nawiewie :(
    Myje co rano przed praca, w sumie to teraz chodze z mokrymi ale zaczelam sie zastanawiac co jest mniejszym zlem- mycie z wieczora i ewentualne spanie z wilgotnymi czy suszarka z rana? Zastanawiam sie nad wieczornym myciem bo z rana czasu malo, mam 3 dzieciaki do wyprawienia do przedszkola i w sumie to kazda minuta cenna jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Ja bym nie była w stanie wstawać... o piątej? Gdybym do swojej 6:15 chciała doliczyć włosy... Brr. Nie. Poranne mycie odpada. Robi się zimniej... Może spróbuj z suszarką jednak? Kurczę, nie wiem co wymyślić żeby nie powodowała szybszego przetłuszczania. U mnie tak nie działa, a w sumie wizualnie włosy są gładsze. Teoretycznie mogłyby wyglądać na tłuste szybciej. Staram się po prostu ich za dużo nie dotykać podczas suszenia.

      Usuń
  6. Suszę od lat i to nawet nie chłodnym, a ciepłym nawiewem, chłodny zostawiam nas sam koniec ;)
    Moje włosy wyglądają sto razy lepiej po wysuszeniu suszarką, niż naturalnie i to zarówno, jak robię ja na prosto, jak i stylizuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj rzeczywiście Twoje włosy zależnie od pielęgnacji wyglądają różnie - od okrutnego puchu, po piękne fale... Ja nie suszę włosów wcale, bo po suszeniu mam straszne sianko :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Różnica kolosalna. O ile suszę samą długość to jest ok, ale jeśli przy nasadzie to wytrzymują tylko dwa dni z 3 bez suszarki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... U mnie się na szczęście tak nie dzieje ale suszenie faktycznie potrafi przyspieszyć przetłuszczanie... Może to połączenie tego, że włosy są gładsze i tego, że dotykamy ich i skóry głowy susząc...?

      Usuń
  9. Ależ obszerny post, podziwiam Cię za to.
    Różnica jest ogromna. Muszę przyznać, że moje włosy nigdy chyba aż tak źle nie wyglądały, choć ich prezencja po myciu również pozostawia trochę do życzenia. Ostatnio jest lepiej dzięki zostawianiu maski przy każdym myciu, odstawieniu wszystkich protein i zwiększeniu ilości serum silikonowego nakładanego na mokre włosy. Jednak puch i szorstkość przez kilka (lub kilkanaście) godzin po myciu mi nieobce... Pozdrawiam serdecznie.
    P. S. Jakie nogi! Zazdroszczę. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszedł... spory :D Faktycznie ;) Ale pomyślałam, że skoro zaczęłam, to napiszę wszystko. Za jakiś czas na pewno mi się to przyda.

      Nogi dziękują za komplement! ;) :*

      Usuń
  10. Ogromna roznica :) Fajnie, ze znalazlas swoj sposob i oby nadal dobrze sie spisywal :) Ja nie uzywam tej "Slicznej Sniezynki", ale zastanawiam sie od jakiegos czasu nad suszeniem wylacznie skalpu, zwlaszcza w okresie jesiennym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa Bl gdzies ostatnio o tym czytalam, podrazniony skalp, lzs, wzmozone wypadanie u jakiejs bloggerki uleglo poprawie gdy zaczela suszyc skalp suszarka. W mokrym srodowisku te grzybki sie szybciej namnazaly a przy gestych wlosach faktyznie skalp utzrymuje wilgoc kilkagodz... Moze pokrecilam szczegoly ale warto wyprobowac na pewno, czytalam o Twoich problemach ze skalpem,
      Moze tez zadziala???

      Usuń
    2. No właśnie. Ja się boję o ŁZS a może będzie wręcz jeszcze lepiej?

      Usuń
  11. Dzisiaj spróbuję, nie ma innej opcji! Boję się tylko o skręt, ale zachęciła mnie przede wszystkim perspektywa równie ładnych włosów blisko głowy, jak tych na długości. Teraz przez babyhair i rozczesywanie wygląd kosmyki przy twarzy nie oddaje ich realnego stanu, co zauważyłam nie tylko ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gładkie włosy przy głowie to świetny bonus do suszenia! :) Tym lepszy że kompletnie niespodziewany.

      Usuń
  12. Może "za dobrze" wymywasz szamponem olej? :D
    Albo za mało serum na końcówki po myciu?

    P.S. Pomyślę o napisaniu listu do św. mikołaja z prośbą o suszarkę. Zachęca mnie perspektywa suchych włosów w 20 min :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie myję włosów (długości) szamponem wcale, olej zmywam zawsze odżywką/maską. A i tak... jest to, co jest. Za to serum nakładam czasem tyle, że aż widać. I to niczego nie zmienia :( Końce wyglądają dobrze, reszta szaleje.

      A włosy suche w 20 minut to jak jakby przez lata podróżować gdzieś pociągiem i być przyzwyczajonym do tego, że trzeba poświęcić kilka godzin. Aż tu nagle ktoś wynalazł samolot. 20 minut i gotowe.

      Usuń
  13. Piszesz ostatnio o wielu rzeczach, których i ja próbuję :) Też mam suche włosy, polecałam Ci kiedyś biovax z aloesem, ale widziałam, że nie sprawdził się. Moje włosy go lubią, ale chyba są zbyt skłonne do przyzwyczajeń i nie będę go już stosowała 2 razy w tygodniu ;) Podobnie jak Tobie nie przypasowała mi maska do włosów farbowanych. Jednak gdy dodam do niej olej w miarę dociąża włosy.Muszę ją zużyć (główny zarzut to "fruwające włosy" trochę dziwne w dotyku). Po pozytywnym odbiorze przy wypróbowaniu saszetki kilka miesięcy później kupiłam 500 ml xD
    Od jakiegoś czasu zaczęłam też czasem suszyć włosy, chłodnym nawiewem, by spróbować zmniejszyć puch po myciu. Jednak nie jestem do końca zadowolona. Wszystko w fazie prób.
    Wiem, że nosisz włosy najczęściej spięte, jednak chciałabym zapytać czy nie czujesz, że włosy są zmęczone rzadszymi końcówkami? Nie pytam dlatego, że tego nie popieram. Przeciwnie. Już dawno zapuszczam włosy. Jednak w momencie, gdy zaczynają być w moim odczuciu długie (poniżej zapięcia od stanika, dochodzące do talii) przychodzi moment, że zdaję sobie sprawę z kiepskiej kondycji końcówek. Są po prostu do podcięcia. Przed rozpoczęciem świadomej pielęgnacji zapuszczałam włosy, a po podcięciu (nie chodzę do fryzjera, obcinała mi włosy mama, więc nie było to nigdy więcej niż 5-10 cm) wracałam do punktu wyjścia, czyli średniej długości włosów (na ogół do okolic łopatek). Tak zataczałam koło kilka razy! Teraz zastanawiam się, czy mam obciąć te końcówki w całości i mieć włosy do stanika, czy obciąć planowane 2 cm i przeczekać okres rzadkich końcówek kiedy ładne będą do talii. Teraz jednak, patrząc na Twoje włosy kusi mnie perspektywa posiadania włosów do kości ogonowej właśnie. Tyle tylko, że lubię chodzić w rozpuszczonych włosach (choć nie zawsze mogę) i zastanawiam się jak zamaskować nieco ich stan na ten przejściowy etap. Prócz fal oczywiście :)
    Mam nadzieję, że nie tworzę tutaj niepotrzebnego spamu i taka wymiana zdań zwiększy moją cierpliwość i wiarę w to, że kiedyś będę miała wymarzone długie włosy. Twojej cierpliwości jak i włosów mogę tylko pogratulować :)
    Cieszę się, że jesteś coraz bliżej określenia tego, co dla nich najlepsze. Wiele dziewczyn z suchymi włosami ma u Ciebie skarbnicę wiedzy.
    Mam jeszcze pytanie odnośnie maski Seri miodowej : jak ją stosujesz? Mam na myśli to, czy w konkretnych kombinacjach, czy zawsze tak samo? Ja trzymam ok 30 minut i mieszam z olejem w proporcji 1: 0,5-0,75.
    Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę od Seri zanim na koniec zapomnę ;) Używam jej najczęściej jako maski na koniec mycia, po olejowaniu. I trzymam 30 minut albo dłużej. Czasem dodam olej (BDFM na przykład), ale ona i bez dodatków spisuje się super :) (I tak pięknie pachnie! <3)

      A teraz reszta :)
      Nie tyle włosy są zmęczone rzadszymi końcówkami (na szczęście zniszczenia nia wędrują w górę), co ja jestem. Mam już dość tego, że muszę czekać. Czekam od 4.5 roku a nie wiadomo ile jeszcze. Już chciałabym, żeby moje włosy były całe takie jakie są na przykład w połowie pleców.
      Wbrew pozorom, lubię zdrowe końcówki. Chwilowo u innych bo sama dawno takich nie miałam, ale to co jest teraz znoszę tylko dlatego, że jest na przeczekanie. To nie jest stan stały, to nie jest coś co lubię. Wiem, że z moimi włosami nie do końca jest wszystko w porządku właśnie przez końcówki. I tylko świadomość tego, że z czasem dotnę się do zdrowych włosów mi pomaga.
      Sama jestem przypadkiem z jednego końca skali, ale jest i drugi. Czyli wybór: albo idealne końcówki albo zapuszczanie. Niektóre dziewczyny muszą właśnie tak wybierać, bo na przykład cokolwiek zyskają (w kwestii długości) w trzy miesiące muszą obciąć. I nici z zapuszczania, za to końce są idealne.

      Nie wiem, czy to zależy od typu włosów. Mam nadzieję, że nie. Mam nadzieję, że to kwestia pielęgnacji i dbając o końcówki (bardzo, bardzo, bardzo intensywnie) można zrobić tak, żeby zyskiwać na długości ale jednoczesnie nie tracić na stanie końcówek. Podcinać 1 cm z zyskanych w trzy miesiące 4 cm na przykład. To znaczy, mam nadzieję że odpowiednio zabezpieczane włosy (nawet suche i wrażliwe tak jak moje) rosną szybciej niż się niszczą. Bo inaczej... jeśli jest typ włosa, który pomimo pielegnacji i tak sie niszczy, to taka osoba albo zostanie przy długości przy której włosy jeszcze się nie przerzedzają na końcach albo będzie musiała zrezygnować z idealnych końcówek. Oby nie! Naprawdę wierzę w to, że można mieć bardzo długie włosy i idealne końcówki. Musi się dać zrobić tak, żeby nie niszczyły się tak szybko, jak rosną.
      Mamy przykład :)

      http://www.haartraumfrisuren.de/

      Właścicielka bloga ma włosy prawie do kolan i świetne końcówki. Chociaż... fakt, że ma też gładkie, niskoporowate włosy, nie takie łatwe do przesuszenia jak moje ;)

      Ale i tak się uparłam. To się musi dać zrobić. Czyli konkrety: jak zabezpieczasz końcówki? Czym czeszesz włosy? Kiedy nosisz je rozpuszczone, ocierają na przykład mocno o oparcie krzesła, zaciskają sie między plecami a oparciem siedzenia? Może dlatego się niszczą tak szybko, jak rosną? To się musi dać polepszyć! I w zadnym razie nie będę sugerowała spinania. Bo myślę, że można dość często rozpuszczać długie włosy jeśli się o nie dba i tak typowo, i kiedy są rozpuszczone (na przykład pilnować, żeby nie tarły codziennie po kilka godzin o krzesło ;)).
      I żaden spam! :) Wymiana poglądów to jedna z najlepszych... jeśli nie najlepsza część blogowania.

      Usuń
    2. Z tym zmęczeniem włosów miałam na myśli coś takiego: gdy obcięłam je rok temu na wiosnę trochę bardziej (nieco poniżej obojczyków) były takie pełne objętości, wydaje mi się, że mniej puszące się etc.
      Bardzo ładne włosy mi pokazałaś :) I cudowne fryzury! Od dziecka chciałam móc czesać się jak księżniczka Sissi (zaplecione płasko włosy do ramion / łopatek). Wydaje mi się, że większość włosów, które są suche i jednocześnie długie nie ma idealnych końcówek. Chyba dlatego, że trzeba ścinać połowę przyrostu, później znów i tak dalej. Na pewno da się to zrobić! tylko wymaga to czasu. Zrobimy to razem!
      Od wiosny zabezpieczam końcówki serum green pharmacy, po nałożeniu kilku kropli oleju na włosy poniżej ucha ( z tym olejem zaczęłam trochę wcześniej). Czeszę włosy obecnie grzebieniem, rzadko małą plastikową szczotką. Wcześniej czesałam się plastikową szczotką z kępkami włosia (dopiero niedawno zorientowałam się, że "włosie" w większości wykonane jest z tworzywa sztucznego, a włosia naturalnego jest mało, jednak bardzo dobrze rozczesywała ;)) Nie ocierają się, nawet nie mogę dłużej jechać samochodem z rozpuszczonymi, bo mam wrażenie, że je przyciskam ;) Są trochę wytarte od zwijania na jedną stronę.
      Teraz, po rachunku sumienia myślę sobie: może się łamią, bo dawniej dostawały za mało protein? Chyba jest to możliwe, bo używałam odżywek pantene dawnymi czasy. A włosów nie męczyłam, jedynie czasem lakierem, bo nie lubiłam nawet suszyć. I muszę przyznać się do tego, że czasem trafia mi się taki włos, który na środku (!) długości ma dziurę. Takie wewnętrzne rozdwojenie. Nie zdarza się to często, ale już kilka razy na pewno. Co o tym sądzisz?
      Dziękuję za pomoc :)
      Pozdrawiam, A.

      Usuń
    3. O tak, Sissi! <3 Kilka razy na YouTube widziałam, że dziewczyny robiące fryzury między innymi z filmów dostawały prośby o odtworzenie jej uczesań z filmów właśnie, ale odmawiały bo mówią, że aktorki grające Sissi mają tyle włosów doczepianych, że byłoby ciężko :D Ale co tam! Samo uczesanie można sobie spóbować zrobić. Najwyżej nie będzie tak imponujące :D

      Kurczę. Z tymi proteinami to może być to. Pewności nie mam żadnej, ale... może mogłabyś spróbować używać częściej protein teraz?
      Rozmawiałyśmy o olejowaniu już? :) Takim ciężkim, regularnym, na przykład chociaż raz w tygodniu na 203 godziny przed myciem? :)

      Usuń
    4. Nie rozmawiałyśmy, ale od początku smaruję włosy olejem co mycie (co 2, rzadko co 3 dni) :) Tak minimum 2 godziny. Ostatnio spróbowałam znów na sucho (od wiosny/lutego tylko na mokro lub z dodatkiem gliceryny do wody) i bardzo dziwne było to uczucie, prawie jak olej na skórze.
      Napisałam, że rzadko widzę suche, długie włosy z ładnymi końcówkami, a przecież gładkie włosy z brzydkimi końcówkami są powszechne, tyle, że często wyglądają jak cieniowane, a nasze jak prześwity. Pozbyłam się 3,5 cm moich, Twoją prostą metodą, bo chcę mieć prostą linię ciecia :)
      Dzięki za odpowiedzi :) Pozdrawiam :)

      Usuń
    5. Nie czuję, że poradziłam Ci coś tak skutecznie jak bym chciała. ;) Także jeśli przychodzą Ci do głowy jakieś konkretne pytania, które mogłyby nas nakierować na pomysł, to pisz śmiało :)

      Usuń
    6. W tej chwili rozwiązaniem jest chyba tylko cierpliwość :)
      Może w tym momencie nic się nie zmieniło w mojej pielęgnacji, jednak czuję, że tak naprawdę zaczęłam świadomą pielęgnację, gdy poznałam Twój blog. Dlatego, że jak pisałam, moje włosy są podobne, choć wiem, że nie wszystko, co służy podobnym włosom, posłuży i mnie. Dlatego dziękuję, że go piszesz :)
      P.S. Wspominałam Ci kiedyś o maseczce z siemienia, płukanka też jest pomocna- moim włosom nadaje blasku. Próbowałaś miodu? Mnie bardzo posłużył z oliwą, często stosowałam go zimą.
      P.S. 2. Jako dowód na to, że włosy "poprawiają się" lecz bardzo powoli: Kiedyś mogłam zrobić ciasnego koczka 2 czy 3 wsuwkami, teraz taka ilość jest kilkukrotnie za mała, są w dotyku tak gładkie, że koczek zapinany żabkami, też bardzo kiepsko się trzyma :)

      Usuń
    7. Siemię jest super! U mnie płukanka działa tak, że włosy są gładkie, śliskie, jakby były niskoporowate. A i miód lubią! :) Często dodaję go do masek.

      Sliskie włosy, chociaż teoretycznie przy upinaniu mogą denerwować, są jednak satysfacjonującym wyznacznikiem sukcesu w pielęgnacji :)

      Usuń
  14. Tak długi post że nawet nie mam ochoty zaczynać pisać komentarza, zbyt wiele mam do napisania =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mi się napisało :D Fakt.

      Usuń
    2. Pierwsze były chyba silikony, później nierozczesywanie i stylizacja, fale, teraz suszarka... Co następne? Radykalne cięcie do linii zdrowych włosów? Może encanto? A może powrót do prostownicy? ( nie, tego akurat nie obstawiam =D) Ooo, a może nafta? Nie pamiętam już czemu unikasz parafiny ale wierz mi, nafta daje rewelacyjne rezultaty, więc może spróbujesz jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś?
      Też mam problem z niewyjściowymi włosami po myciu, które zaczynają wygląda znośnie dopiero po nocy. Do niedawna zupełnie nie zwracałam na to uwagi. Tak samo jak na działanie masek i odżywek =) Teraz kombinuję z nierozczesywaniem mokrych włosów i czesaniem ich dopiero na sucho i jest... inaczej. Na pewno potrzebują posiedzieć chwilkę w koczku żeby ładnie wyglądać po takim rozczesaniu ale to jest zaledwie 5-10 minut a nie noc cała. Suszarkę też wypróbuję, mam taką wypaśną z ustawieniami temperatury i nawiewu, jonizacją i dyfuzorem. A suszę nią tylko grzywkę. Ale tak właściwie to nie wiem co robić, i od czego zacząć, mam za dużo elementów do sprawdzenia...

      Usuń
    3. Tak, czas objawień i odkryć :D Chociaż do silikonów wróciłam... o mamo, ze dwa lata temu? Trzy może. Co innego serum :D
      Radykalne cięcie nie, ale zbieram się do kształtu U. A i do parafiny się powoli przekonuję! Ale tylko w odżywkach ;) Jeśli gdzieś tam się przewija a reszta składu jest warta spróbowania to myślę, że przekonam się do oleju mineralnego na tyle, żeby taką odżywkę czy maskę kupić. A za parafiną w ogóle nie przepadam przez to, że puszy i jednoczesnie obciąża mi włosy. Uparłam się i wolę jednak olejowaniem (naturalnymi olejami) doprowadzić do polepszenia kondycji włosów niż wygładzić je pochodną ropy naftowej :D Coś mnie w parafinie odrzuca, chociaż staram się nie kierować się teorią. No ale. Parafina i praktyce mi nie służy.

      Co do sprawdzania... Ja ostatnio odpuściłam. Fakt, że nie mam już dużo nowości do sprawdzania. Nowy produkt zawsze sprawdzam solo najpierw, tego nie zmienię. Ale na przykład... dokopałam się do butelek szamponów NS z nowymi składami. Starych składów używałam rozcieńczonych więc teraz powinnam też te nowe tak sprawdzić. Ale nie będę. Nie chcę tracić kilku tygodni tylko po to, żeby wiedzieć jak wypada porównanie. I tak teraz używam tylko stężonego szamponu więc nie mam po co zdobywać wiedzy o rozcieńczonym :D

      Usuń
  15. Moje włosy bez suszarki puszą się i falują paskudnie. Próbowałam ograniczyć suszenie, ale efekt mi się nie podobał. Tak więc suszę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. może silikony to zło.. ale na twoim miejscu zaczęłabym je troszkę używać .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego niby silikony to zło? Przecież to emolienty. Ciekawe kiedy niedoinformowane włosomaniaczki przestaną je demonizować.

      Henri przecież nie ma nic przeciwko silikonom...

      Usuń
    2. W przypadku suchych włosów silikony nie dadzą spektakularnego efektu wygładzenia, chyba, że wszystkie etapy pielęgnacji zawierałyby je i po jakimś czasie ładnie nadbudowałyby się :)

      Usuń
  17. Dla mnie suszenie naturalne to była katorga, czasami to całe włosomaniactwo mija się z celem. Teraz stawiam na wygodę i efekt, przestałam już stosować się do złotych rad z internetu. Kocham suszarę, czesanie na mokro mimo że mam proste włosy, ba! Nawet często muszę ze względu na pracę włosy układać prostownicą! Żadna krzywda im się nie dzieje, mimo że większa część moich cieniutkich włosków była mocno rozjaśniona oksy 12% (czyli teoretycznie powinny mi się wykruszyć). Mam tyle samo rozdwojonych końcówek jak wtedy gdy chuchałam, dmuchałam, nie suszyłam. Dokładnie tak jak teraz czyli raz na jakiś czas ni z tego ni z owego mam taflę, a parę dni później koszmarny puch. Na dzień dzisiejszy z całego włosomaniactwa to mi zostało mi olejowanie raz na tydzień, omo, henna, miękka flanela zamiast ręcznika i płukanka octowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i super! :) Kurczę, w końcu ostatecznie chodzi o efekt. Może nie do tego stopnia, żeby cała pielęgnacja polegała na serum i prostownicy, ale jeśli komuś tak jak Tobie wystarcza olejowanie raz na tydzień a po prostownicy od czasu do czasu nic się nie dzieje... to po co więcej? :)

      Usuń
  18. Ja suszarkę odstawiłam bo niestety mam po niej puch tragiczny.

    OdpowiedzUsuń
  19. Moje włosy ostatnio znowu przechodzą złe dni I aż mnie korci wystylizować je na prosto.
    Póki co jednak zauważyłam, że dyfuzor z zimnym nawiewem im służy.
    Mamy bardzo podobne włosy- może spróbuj wystylizować je jak ja? :) (żel drogeryjny, ugniatanie, plopping I dyfuzor)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu wyrzuciłam dyfuzor?! :O

      Usuń
    2. Szkoda... moje ostatnio mają kryzys, ale dyfuzor naprawdę potrafił się dobrze spisywać :)

      Usuń
  20. Wydaje mi sie, ze Twoje wlosy maja cechy wlosow szklistych. Kiedys o tym Tobie pisalam, ale nie zgodzilas sie z ta teoria.
    NIe mowie, ze sa w 100% szkliste jak moje, ale cos ze z nich maja.
    Wlosomaniactwem interesuje sie od 2 lat. Przetestowalam wiele produktow np. biovaxy (pusza), produkty rosyjskie( no comment), Garnier AiK (zle), do tego polptodukty tez sie nie sprawdzily. Aloes wysuszyl, rozjasnil i rozdwoil koncowki ! taaak! keratyna-puch i gumowatosc, gliceryna szorstkosc.. bylo wiele innych, ale nie pamietam juz nawet co.
    Oleje ogolnie nie robia z wlosami nic (probowalam na prawde wielu), poza arganowym, emuglowanym jakas odzywka.

    Moj sposob, ktory daje zadowalajace rezultaty to olej arganowy na noc, rano odzywka ( dzis biovax latte, bo na niego reaguja calkiem nie zle), mycie szamponem ze sls balea ( wszystkie bez slsowe, przeciazaja, niedomywaja, pusza) i na to odzywka garnier oleo. i tu jest chyba ten zloty srodek, czyli odzywka emolinetowa z silikonem.
    Mam na prawde zadowalajacy efekt, po tym oleo, do tego wlosy wysuszone chlodnym nawiewem.

    Proteiny: moje wlosy raczej ich nie toleruja, ale za rada Mysi, nakladam jakas odzywke proteinowa, doslownie na chwile, a po niej juz emolientowa, ktora trzymam w zaleznosci ile mam czasu od 5-30min.

    Wydaje mi sie, ze masz podobny problem jaki mam ja. Moje fale niby sa, ale nie sa ladne. Ciezko mi wydobyc cokolwiek na zel itp, bo czuje, ze wlos jest obklejony, szorstki, bez blasku.
    O blask tez nie latwo, chociaz garnier oleo calkiem nie zle sobie tu radzi.
    Czasem uzywam elseve fiberology, zamiast protein przed emolientowa i tez jest ok.
    Moje wlosy bardzo sie pusza, koncowki latwo sie rozdwajaja, bardzo trudno jest nad nimi zapanowac a do wygladu idealnego brakuje im bardzo duzo, chyba ze wysusze na duzej okraglej szczotce wtedy jest ok, ale nie mam czasu za kazdym razem na takie suszenie.

    Na razie chyba znalazlam cos co mnie zadowala, zastanawiam sie nad podcieciem koncowek na prosto, bo ostatnio wlosy zostaly wycieniowane za duzo i koncowki cierpia, szczegolnie sam dol i warstwa pod karkiem.

    Mam nadzieje, ze pzostane na razie przy tym oleo, bo wlos szkolisty bardzo przyzwyczaja sie do produktu i po prostu na niego nie reaguje.

    Dzieki i przepraszam, za tak obszerny komentarz.

    pozdrawiam Z

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja naprawdę lubię długie komentarze ;)

      Uff. Cieszę się, że znalazłaś coś, co działa. Naprawdę można się załamać sprawdzając wszystko, co robi dla wielu osób furorę i rzeczy, które po prostu powinny się spisać, a tu albo nic albo wręcz szkody. Tak, jak w przypadku aloesu, którego moje włosy też nie lubią :)

      Ale podobieństw jest właściwie niewiele. Czytałam kilka dni temu jeszcze raz post Mysi i nadal niewiele, bardzo niewiele elementów pasuje. A porównanie moich i Twoich włosów wychodzi tak: Biovaxy są dla mnie najlepsze pod słońcem :) Nic nie może się z nimi równać. Rosyjskie produkty są w porządku, zwłaszcza Natura Siberica (szampony) oraz maski i odżywki Babuszki Agafii i Planeta Organica. Aloes puszy mi włosy, mamy podobnie w tym, że za nim nie przepadamy ;) Gliceryna to mój ukochany humektant, a protein potrzebuję bardzo. Fakt, że musiałam nauczyć się z nimi obchodzić bo kilka razy skończyłam z szorstkimi włosami. Oleje też sporo robią. Niektóre właściwie po pierwszym użyciu! :)

      Ale wskazań Mysi w pewien sposób się trzymam, bo jakiś problem z włosami mam. Porowatość, suchość... I pewnie właśnie dlatego w pewien sposób częściowo szklistość. Dlatego z teorii o włosach szklistych trzymam się emolientów :)

      Usuń
  21. To, że trafiłam na tego posta to chyba jakieś przeznaczenie! *.*

    Od wakacji, wraz z postanowieniem odbudowy włosów odstawiłam suszarkę (prócz sytuacji wyjątkowych ;d), jako, że nie musiałam się nigdzie spieszyć pozwalałam włosom schnąć samodzielnie, Do teraz myślałam, że moje siano to efekt prostownicy, suszarki, złych kosmetyków itd. Po naturalnym schnięciu wyglądają jak Twoje na tle cegieł, a efektem drugiego dnia nie mogę się cieszyć, bo myję codziennie włosy, bo już po 12 h mam przetłuszczony skalp. Mam je nadal bardzo zniszczone, ale kurcze, faktycznie jak suszę suszarką to włosy wyglądają lepiej, są wygładzone i nie wystają na wszystkie strony (zwłaszcza przy głowie).

    Ten post to rozwiązanie moich problemów. :D Nie wiedziałam jak zorganizować czas by myć włosy nad ranem i zdążyć pozwolić im naturalnie wyschnąć, teraz już wiem co robić - po prostu je wysuszyć, tylko, że z chłodnym nawiewem. :D

    PS. Używasz czegoś przy suszeniu? Czy z racji, że nawiew jest chłodny nie potrzeba kosmetyków termoochronnych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale super! Cieszę się, że trafiłaś na wpis w takiej chwili ;)
      Kosmetyków termoochronnych nie używam, bo ten nawiew w odpowiedniej odległości naprawdę nie jest nawet ciepławy tylko letni/chłodny :)

      Usuń
  22. Mam ten sam efekt tuz po myciu mimo uzywania odzywek, masem i regularnego olejowania. Nawet efekt drugiego dnia sie u mnie nie sprawdza bo mam tak przetluszczajace sie wlosy ze umyte rano, wieczorem sa juz tluste u nasady :(

    OdpowiedzUsuń
  23. Też ostatnio powróciłam do suszarki, bo miałam taki sam problem jak Ty - mimo pielęgnacji wieczne obciążenie i nijaki wygląd.
    Co zyskałam dzięki suszeniu włosów?
    - objętość której nigdy nie miałam! (zawsze suszę głową w dół)
    - mega puszystość, ładny wygląd
    - skalp jest zadowolony, mniej ich wypada
    - czas :)
    I NAJWAŻNIEJSZE - włosy są świeższe, i mogę je myć co 2 dni a nie codziennie!
    Zawsze suszę chłodnym nawiewem, a śnieżynkę wciskam na końcu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo! Niesamowite z tą dłuższą świeżością. Super :):)

      Usuń

Prześlij komentarz