Niedziela dla włosów 14: o przeproteinowaniu i falach

W niedzielę dla włosów, która miała miejsce w sobotę (podróżować w czasie każdy może) powtórzyłam połączenie produktów, które już raz zadziałało fenomenalnie. Tak gładkich włosów nie pokonały wtedy podróżne dwa warkocze upięte z tyłu głowy (a warkocze u mnie kończą się puchem) i czternaście godzin w pociągu.

Zaczęłam od olejowania włosów oliwką Babydream fur mama nałożoną na wodę i glicerynę. Po całym dniu zmyłam olej rozcieńczoną maską Kallos Latte a skórę głowy umyłam szamponem Planeta Organica Toskańska oliwa. Później nałożyłam zabieg laminowania Marion: Proste i gładkie włosy (ten niebieski), zwinęłam włosy w koczek na czubku głowy i podgrzałam je suszarką. Podgrzewanie masek wyciąga z nich 300% normy ;) Szybko założyłam czepek, turban i całość zostawiłam… tym razem na ponad pół godziny, nie na dwie, bo nie było akcji „pakowanie walizki”, przez którą poprzednio całkiem zapomniałam o masce. Turban jest naprawdę wygodny! ;) Po spłukaniu protein nałożyłam jeszcze na dłuższą chwilę maskę Biovax do włosów ciemnych, żeby uniknąć przeproteinowania, o którym za chwilę napiszę więcej. Po spłukaniu włosów zawinęłam je w koszulkę, później nałożyłam rokitnikowy koktajl do końcówek Natura Siberica, wysuszyłam.

Zaczęłam się zastanawiać nad przeproteinowaniem i falami. Wspominałam już o tym, że żeby uzyskać wyraźne i trwałe fale, muszę włosy przeproteinować, to znaczy tuż po wyschnięciu lub wysuszeniu muszą być matowe, lekko suche, muszą też pojawić się maleńkie fale, zwłaszcza na spodniej warstwie – to są typowe dla mnie oznaki nadmiaru protein. Mniejsza dawka nie wystarcza włosom do złapania mocnego skrętu, choć nie zostawia też tych nieprzyjemnych efektów tuż po wyschnięciu. Obawiam się cały czas, że takie przeproteinowywanie włosów, nawet jeśli nie robię tego często, wcale nie jest dobre. (Może powinnam dostarczać włosom małej lub średniej ilości protein cały czas, zamiast terapii szokowej co dwa tygodnie czy nawet co tydzień?) Nawilżam włosy przed każdym takim zabiegiem (gliceryna), ale to i tak nie wystarcza, żeby przeproteinowania nie było widać. Chociaż jest mniejsze. (Staram się właśnie ująć to zwięźle i jasno ;)) Pytanie brzmi: czy mogę zamaskować wizualne skutki przeproteinowania ale jednocześnie mieć fale po koczku? Czy jednak dodatkowe nawilżenie włosów po proteinach osłabi ich działanie? Nawilżanie przed tego nie robi. Łagodzi puch i szorstkość ale nie osłabia podatności włosów na skręt. Czy proteiny musi być widać w taki kiepski na początku sposób? Czy może jednak da się zatrzymać ich działanie, ale zamaskować pierwsze wizualne efekty? W końcu dodatkowa maska po laminowaniu czy masce jajecznej Babuszki Agafii nie powinna w żaden sposób usunąć protein z włosów ;) Zostają, więc powinny działać. (Tyle rozważań! ;) Naprawdę wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby do skrętu wystarczała mniejsza ilość protein, taka, która jeszcze nie powoduje puchu. Dlatego spróbuję używać ich w małej ilości, ale częściej.)

Włosy po wysuszeniu faktycznie wyglądały dużo lepiej niż zazwyczaj po samym laminowaniu, czy nawet laminowaniu z nawilżaniem przed. Właściwie oznaki nadmiaru protein były ledwie widoczne. A więc koczek i do łóżka! ;)

Rozpuściłam włosy dopiero dziś, wczesnym wieczorem. Złapały skręt! Tak samo dobrze jak po laminowaniu bez dodatkowych produktów „po”. Czyli mogę bez obaw nawilżać włosy po proteinach, bo choć nie będą widoczne jako nadmiar, działanie zostaje. (Ale i tak pomyślę o systemie „mniej, za to częściej”.)

Do momentu robienia zdjęcia fale zdążyły się rozprostować. Ponadto na dworze było już na tyle szaro, że zdjęcie jest delikatnie doświetlone (choć daleko mu do typowego zdjęcia z lampą). Muszę znaleźć jakiś sposób na opanowanie puchu, który powstaje (nie zawsze, ale jednak) po jakimś czasie na wierzchniej warstwie włosów, mocno psując efekt.



P.S. To trochę śmieszne, że produktu o nazwie „Proste i gładkie włosy” ja używam do uzyskania fal ;) Ale cóż, proteiny to proteiny. Działają na moje (i nie tylko moje) włosy tak a nie inaczej, właściwie o docelowym przeznaczeniu zabiegu laminowania nawet nie myślę ;)

Przeczytaj też...

~Fale po wcześniejszym laminowaniu (Niedziela dla włosów 9)
~I po jeszcze wcześniejszym – mój największy do tej pory "falowany" sukces ;) I dobrze widoczny nadmiar protein.

Komentarze

  1. Polecam maskę do włosów Wax! Dostępna w aptece za 25zł. GENIALNA!
    Pozdrawiam ;*

    Miśka
    miska-grabowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co, wolę Biovaxy :) Maski Wax (firmy Pilomax) miałam kiedyś małą tubkę, na kilka użyć... i do L'Biotica się nie umywa :):)

      Usuń
    2. Całkowicie się zgadzam. Wax u mnie zawsze służy tylko jako baza, bo solo w porównaniu z biovaxem nie robi z włosami nic.

      Usuń
    3. Wax dawno temu spalił mi dolną część włosów i mimo twardej reanimacji nic nie udało się uratować. U mamy znowu działał dobrze a myślałam, że dostałam jakiś rozpuszczalnik zamiast maski z allegro...

      Usuń
  2. Przyglądałaś się może jak Twoje włosy reagują na różne rodzaje protein? Falki są prześliczne. <3 Szkoda tylko, że puszek je maskuje. Myślę, że opcja mniej, ale częściej będzie dużo lepsza. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli sprawdzam różne proteiny. I w różnej postaci. Podobnie jest po laminowaniu, keratynie i jedwabiu dodanych do zwykłej maski i po masce jajecznej Babuszki Agafii. Śmieszny jest keratynowy Biovax, bo raz konczy się sianem totalnym, które wygładza się dopiero po czasie a raz od raz jest gładko. Muszę jeszcze raz kupić kolagen i elastynę i sprawdzić je pod tym kątem. Ostatnio kiedy miałam ten półprodukt nie miałam pojęcia o proteinach :D Ale działał super. Sprawdzę następnym razem skręt i przyjrzę się objętości.
      Proteiny mleczne za to prawie nie działają. Lekko podkreślają skręt i na szczęście nie dają przeproteinowania.

      Usuń
  3. Zużyłam jedną saszetkę mariona, obciążyła mi włosy, więc druga leży i czeka. Chociaż pamiętam że rano mimo obciążenia fale całkiem długo się trzymały. Z kolei dawka protein od isany zawsze kończy się puchem, nieważne czy nakładam pod olej, na olej do emulgowania, czy na minutkę po myciu.
    Ale zazdroszczę ci tych fal, pięknie wyglądają. Ja chyba też uległam Eternity, bo zaczęłam wydobywać skręt :D Moje włosy zdecydowanie mają duży potencjał do falowania, ale nadal nie umiem tego wykorzystać. Jak wyschną wieczorem po ugniataniu to wyglądają świetnie mimo że są trochę spuszone. Ale rano po rozpuszczeniu z koka włosy są tylko powyginane na wszystkie strony, o falach nie ma mowy i zawsze kończy się tym że je rozczesuje :( Spróbuję jeszcze ugniatania z żelem, jak nic z tego nie wyjdzie to się poddaję.
    Jak robisz koczka? Głową w dół czy 'normalnie'?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak zwykle napisałam niezrozumiale, fale po marionie=typowe odgniecenia po koku które wyglądają całkiem ładnie a nie takie prawdziwe fale

      Usuń
    2. Eternity sprawi, że świat będzie falowany <3 :) I to na wysokim poziomie. Ja też odkryłam nowe problemy odkąd przeszłam na falowaną stronę. A to puch, a to lewa strona prosta a prawa zakręcona... :) Jest trudno, ale tak bardzo warto się starać! :)
      A koczka robię z głową w dół. I do fal i jako fryzurę na co dzień. Inaczej trudno byłoby mi zaczesać włosy palcami tak wysoko. A wysoko musi być naprawdę, inaczej spałabym na spinkach ;)

      Usuń
    3. A ile gliceryny nakładasz pod olej? Chciałabym spróbować, ale nie orientuję się z ilością.

      Usuń
    4. cieszę się, że Wam w jakikolwiek sposób pomogłam :) od razu jakoś lżej na serduszku, jak się wie, że zrobiło się coś dobrego, nawet nie namacalnie. Gliceryna pod olej przenawilża mi włosy (nie dosychają do końca, są mięsiste do przesady), więc spróbowałam mieszać pół łyżeczki gliceryny z olejkiem BDFM właśnie i jest bardzo dobrze :) pracuję nad proporcjami BDFM, ale jestem zadowolona. Tyle, że moje włosy są wredne i wolą bardzo sprecyzowane proporcje, jak jest czegoś za dużo to albo jest za miękko albo za sztywno albo nie wiadomo co. Nie wiem czy dwa razy wyglądały dosłownie tak samo, no ale "nic dwa razy się nie zdarza" ;) Henri, spróbuj sobie mniej, a częściej. Moje włosy tak lubią, może i u Ciebie się sprawdzi? :) a co do puchu to tak czy siak powiem Ci, że Twoje włosy wyglądają milion (!!!) razy lepiej w tej wersji nie-prostej niż w pseudo prostej, oglądając przy aktualizacjach zdjęcia z poprzednich lat żałuję, że wtedy nie zasypałam Cię komentarzami o falach :D ale koniec końców wybrałaś DOBRZE. :) teraz tylko hodować, dbać, falować i już :) ja mam nowy cel: zapuszczam włosy żeby kupić sobie jakąś bajerancką szpilę do spinania koka, taką klasyczną, stonowaną. A na sam początek jak zyskam na długości to muszę się nauczyć spinania włosów na ołówek, o! :) nie mam talentu do takich rzeczy, a naprawdę bym chciała.

      Lainves masz takie gładziutkie te włosy <3 piękne :)

      Usuń
    5. Eternity, bardzo dziękuję ;)

      Henri, w rosmanie jest teraz promocja na sera gliss kur, UC jest po 20zł, a 6M za 25 ;)

      Usuń
    6. Lainves, gliceryny nakładam porcję wielkości 5 zł (tylko podzieloną na mniejsze) na każdą połowę włosów. Nie są dokładnie pokryte, ale to nic. Z gliceryną roślinną z ZSK jest dużo trudniej, bo gęsta jest i klei się niemożebnie ;) Apteczna jest wygodniejsza. A, i to wszystko na wodę. Nie wiem czy to ma w praktyce znaczenie, ale chcę, żeby gliceryna jako humektant miała z czym pracować ;) A bez wody gliceryna roślinna jest nie rozprowadzenia :)
      Serum zauważyłam, mam w zakładkach stronę Rossmanna i śledzę promocje. Wzdycham do zdjęcia :D Będę je mogła kupić dopiero pod koniec miesiąca... Wtedy pewnie tańsze nie będzie. Chociaż nie wiem czy skorzystałabym z promocji nawet, jeśli za trzy tygodnie by się powtórzyła. W Rossmannach w mojej okolicy tego serum nie widać! Nie ma nawet po nim miejsca na półce. Hmm.

      Eter, przyznaj, że masz master plan i sprawisz swoim blogiem, że cała blogosfera będzie falowana :> ;)
      Wolę się nie zastanawiać co by było, gdyby nie Ty. Trzymałabym się na siłę rozprostowywania włosów i do tej pory byłabym mocno zawiedziona tym, że nie wyglądają dobrze a powinny. Teraz puch mnie nie dziwi, przy falach wybaczam i wiem, że mogę nad nim popracować. A wtedy... Ha.
      Ja talentu też nie mam, a też bym chciała. Po ćwiczeniach jestem w stanie coś tam zapleść, ale w porównaniu do maestrii na YouTube, to jest namiastka.

      Usuń
    7. Oj kto wie, może ktoś inny by na Ciebie wpłynął :) nie wiadomo. Przy okazji donoszę, że złoty Biovax limitka w SP 16.74 za...125ml! O zgrozo, bez promocji się nie obędzie :D

      Usuń
    8. To Gold jest limitowany? :) Jeśli tak, zanim będę mogła go kupić, zniknie :D

      Usuń
    9. takie mnie wieści doszły :D zainteresowałam się nim, bo nie ma miodu w składzie i chciałam kupić, ale jak wzięłam opakowanie pod czytnik cen i przeczytałam, że ta kruszyna ma 125ml to nie i już :D

      Usuń
  4. U mnie największe fale też tylko po proteinach :) Na szczęście jednak nie tak łatwo mnie przeproteinować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tak. I założyłam przez to błędnie, że moje włosy protein nie lubią. Jaaasne ;)

      Usuń
  5. U mnie też proteiny= fale ;) I nawet się nie przeproteinowywuję :D Chociaż (głupia) długo ich unikałam (przeproteinowanie na początkju pielęgnacji, i zraziłam się). A dzisiaj za to nakremowałam sobie Anidą w ramach NdW i mi się rozprostowały jak nigdy *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się przeproteinowałam ;) Jakiś czas przed odkryciem blogów. I też się zraziłam.
      Po dzisiejszym dniu postanowiłam napisać osobny proteinowy post. Będzie skończony jak przez dłuższy czas popróbuję używania małej ilości protein ale często :)

      Usuń
    2. Ja po prostu nie skupiam się już na maniakalnym unikaniu protein (jak to bywało dawniej przy nędzniejszej pielęgnacji i resztkach po szamponetce) + proteinowy Biovax (latte/ keratyna + jedwab) do trzecie, czwarte mycie. I dbam przy tym o nawilżenie i natłuszczenie włosów. I od półtora roku ich nie przeproteinowałam (sukces :>)
      Ale jak Tobie lekkie przeproteinowanie służy, to może czemu nie? :)

      Usuń
    3. Coś mnie niepokoi w tym nadmiarze, nawet jeśli jest nieczęsty. Chociażby dla wygody wolałabym nie musieć z nim walczyć, a znaleźć punkt równowagi ;)

      Usuń
    4. Znajdziesz :) Znając Ciebie w końcu do tego dojdziesz :) Wierzę w Ciebie :*

      Usuń
  6. Fale wyglądają naprawdę super. W kwestii problemów z proteinami niestety dużo doradzić nie mogę bo ja dawkuje ja na tyle rzadko że włosy nie robia akichkolwiek problemów, wiec moje doświadczenie z nimi jest bardzo małe.

    OdpowiedzUsuń
  7. z proteinek polecam takie cudenko o swietnym skladzie:
    http://ekopiekno.pl/pl/p/Spray-do-wlosow-witaminy-dla-wlosow%2C-regeneracja-200ml/1603
    http://ekopiekno.pl/pl/p/Spray-do-wlosow-na-mlecznej-serwatce-pobudza-wzrost-200ml/1602

    mam ta 2 wersje, stosuje na skalp i wlosy. U mnie usztywnia wlosy, w dotyku "pogrubia" ale bez szorstkosci- mam cieniutkie, dzieciece wloski wiec ta sztywnosc jest pozadana. Bardzo lekki, nie obciaza, pieknie "regeneruje" fale

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jeny, Kasia, jakie te spreje mają ekstra składy! :) Dziękuję! :) Właśnie o takim produkcie myślałam. Spray, i bez spłukiwania. Ha! Teraz zacznie mi rosnąc lista zakupów w zakładce "bez spłukiwania" :D

      Usuń
    2. Spray jest naprawde swietny, leciusienki jak woda, ma super psikacz ktory dozuje delikatna mgielke (wiesz o co chodzi, niekture pryskaja tylko w jedno miejsce), ten moj pachnie...migdalowo??? (zapach nie utrzymuje sie w ogole, a szkoda)- na pewno go jeszcze kupie, jak dla mnie odkrycie. Uzyty na wlosy "po warkoczu" daje naprawde przyjemne i utrzymujace sie fale u mnie ( a mam takie nie wiadomo co, raczej proste)
      a jesli chodzi o "bezsplukiwacze" to biorac pod uwage Twoja milosc do biovaxow- nie probowalas ich odzywek w sprayu? Tych nie mialam, ale jest ich cala seria, niektore dwufazowe

      Usuń
    3. Właśnie zainteresowałam się nowymi składami :) Dosłownie kilka dni temu je sprawdzałam. Bo przedtem, w starych butelkach, były nieco inne. I też dorzuciłam kilka do listy :D Kurczę, z tą gliceryną, może być fajnie.
      Nie chciałabym szaleć i dodawać za dużo do pielęgnacji, ale odżywkę b/s muszę mieć. ;)

      Usuń
  8. Mogę coś zasugerować? :) Myślę, że ten puszek po proteinach powstaje po tym, jak włosy tracą wilgoć. W sensie, że dobrze jest przed karmieniem włosów proteinami solidnie je nawilżyć. Potem nakarmić je proteinami, właśnie dla skrętu, objętości i ogólnie pojętej "jędrności". Czego mi brakuje w tym zestawieniu, to emolientów na koniec, żeby pięknie tę wilgoć zamknąć. Do biovaxu na koniec dodałabym 2-3 krople BDFM, Twojej ulubionej. Zamknie wilgoć we włosie i puch będzie mniej prawdopodobny. No chyba, że bardzo boisz się osłabienia skrętu... Ale chociaż spróbuj, dobrze? :)

    I jeszcze co do nadmiaru protein: nawet ciągłe przeproteinowanie, gdyby udało Ci się takie uzyskać, włosom nie zaszkodzi. (zastanawiałaś się w poprzednim poście). Po prostu takie sucharki trzeba traktować delikatniej, ale na pewno już to robisz, zwłaszcza, że nie czeszesz na sucho. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również zawsze po proteinach stosuję coś z olejem, żeby obkleił łuski i wilgoć się z nich nie wydostawała.
      W sumie po koczku zawsze mam puch, więc wolę chodzić w kucyku ;)

      Usuń
    2. Aha- moje włosy bardzo polubiły się z proteinami z odżywki białkowej.
      Kończy mi się, ale mam nadzieję, że jeszcze ją gdzieś dorwę :)

      Usuń
    3. O, a jakiej konkretnie odżywki? Bo chyba produkują ich jeszcze więcej niż kosmetyków. ;)

      Usuń
    4. Uaaaa, dziękuję! :) Teraz czuję, że to ogarnę. Emolienty na koniec to jest to. I może jednak przed proteinami coś więcej niż gliceryna...? Przeproteinowania i tak będę się starała unikać na rzecz stałej, równej dawki protein, ale dobrze wiedzieć, że jeśli przesadzę, to na dłuższą metę nic złego mi z włosów nie wyskoczy. Dzięę-kuu-ję!:)

      Usuń
  9. Ja kiedyś jak przedawkowałam z proteinami to mialam istną masakrę na głowie, w sumie zazdroszczę Ci tego, ze u Ciebie wychodzi ładny skręt, też bym tak chciała;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to odkryłam dopiero niedawno. Pierwszy raz przeproteinowałam włosy żelatyną i nie było fajnie, a drugi keratynową maską Biovax dzień przed ślubem. I było jeszcze mniej fajnie ;) Dopiero niedawno odkryłam, że jak sianko zawinę, wyjdą super fale :)

      Usuń
  10. U mnie zabieg laminowania Marion też bardzo fajnie wpływa na skręt. Jest delikatny ale efektowny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To nie jest śmieszne, że produkt przeznaczony do włosów prostych używasz w celu wydobycia fal :) Ja dawniej używałam mleczka poprawiającego skręt z Nivea do prostowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre produkty powinny mieć podwójne etykiety. "Możesz użyć maski do wygładzenia włosów. Ale w sumie możesz też je mieć bardziej kręcone niż zwykle." :D

      Usuń
  12. Ehh wyglądają jak moje po Sesie i po deszczowych dniach.

    OdpowiedzUsuń
  13. może pogoda też wpłynęła na ich wygląd? ;) ale są zadziwiająco długie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak! W końcu napadła nas jesień. Już...

      Usuń
    2. A ja się cieszę :) To chyba moja ulubiona pora roku <3
      Nawet, jeśli moje włosomaniactwo cierpi przez puch i wypadanie, jesieni jestem w stanie to wybaczyć :D

      Usuń
    3. Moja chyba też ulubiona. Ale czasem nie mogę wybrać, jeszcze wiosna! :) Zimę lubię jak jestem pod kocem z czekoladą i książką. I jak pierwszy raz spadnie ciężki śnieg. Ale w sumie lato... Jeziora i wieś... Ale jesienią jednak takie magiczne światło!
      Tylko nie spodziewałam się jej we wrześniu ;)

      Usuń
    4. Ja też się nie spodziewałam :) Jechałam sobie wczoraj eLką i zamiast skupiać się na drodze oglądałam listki na drzewach i jarzębinę :> Instruktor aż się ze mnie śmiał :D
      Ja w każdej porze roku COŚ lubię, ale tylko jesień biorę z całym dobrodziejstwem inwentarza <3

      Usuń
  14. Włosy sa swietne :) Zapraszam do siebie :) Bylabym bardzo wdzieczna gdybys poklikala w linki z ubraniami :) patyskaa.blogspot.be

    OdpowiedzUsuń
  15. o jacie ale masz włosy swietne ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie jednak sprawdza sie zasada mniej, a czesciej w towarzystwie nawilzaczy :) W zasadzie przy kazdym myciu, w lecie co 2 dni, uzywam mleczka pszczelego w glicerynie (obecnie sie skonczylo). Moje wlosy po po nim bardziej miesiste i lapia lepszy skret, niz np. po keratynie. Tak, jak Dziewczyny wyzej napisaly, sprawdza sie dodanie do protein emolientow. U mnie najlepiej dziala olejowania przed myciem, gdzie pod olej ida nawilzacze, czasami wraz z mleczkiem pszczelim, mycie i maskowanie z proteinami :) Niestety i po takim zestawie, zabieg Marion skonczyl sie u mnie ksiazkowym przeproteinowaniem ;)
    Piekne wlosy i swietne falki po slimaku, no i ta dlugosc powala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio muszę wrócić do mleczka pszczelego! :)

      Usuń

Prześlij komentarz