Nawilżająca mgiełka Blondregeneracji ~ Blondregeneracja's moisturising hair mist

Blog Blondregeneracji jest jednym z moich ulubionych, z wielu powodów. Ufam autorce i podziwiam grafiki. Chociaż włosy mamy nieco inne, postanowiłam koniecznie spróbować jej nawilżającej mgiełki :)



Przepis: 

  • Kwas hialuronowy 1% - 5g
  • Mleczko pszczele w glicerynie – 5g
  • Kompozycja witaminowa All-in-one – 5g
  • D-pantenol – 3g
  • Woda lub hydrolat – 82g
  • Butelka z atomizerem
  • Miarka (lub strzykawka :D)
  • Drewniany patyczek lub szpatułka
  • Podstawek do rozmieszania
  • Dodatkowo: konserwant 1g

Za pierwszym razem nałożyłam mgiełki za dużo, na początku czułam to tylko na końcówkach. Spłukałam je, nałożyłam mniejszą porcję mgiełki. Ale nadal coś było nie tak. Końce były sztywne, powleczone klejącym filmem. Rano, kiedy włosy były suche, całość była lekko klejąca, matowa, tępa, trudno było przesunąć przez włosy palcami. Końcówki zostały sztywne, napuszone, klejące.

Postanowiłam zrobić płukankę. Niestety, nie było lepiej. Włosy znów zostały sztywne, napuszone, chociaż już nie sklejone. Najwyraźniej to nie kwestia stężenia (do 120 ml mgiełki dodałam drugie tyle wody, więc nie była zbyt stężona) ale jakiegoś konkretnego składnika, który nie służy moim włosom. Szkoda, że mgiełka się nie sprawdziła. Po świetnym opisie efektów u Blondregeneracji wiązałam z nią spore nadzieje i kilka półproduktów kupiłam specjalnie do tego przepisu.



Pomimo mojego niepowodzenia, polecam Wam zajrzeć do posta Blondregeneracji i spróbować jej mgiełki :) Jej post ma już dwa lata i pewnie niewiele osób go odnajduje, a przepis jest naprawdę wart wypróbowania. Sam pomysł robienia jakichkolwiek domowych mgiełek wpiszcie na listę rzeczy do zrobienia ;) Dla wielu osób są jednym z kluczowych elementów pielęgnacji włosów, zwłaszcza pomiędzy jednym a drugim myciem.


P.S. Przez większą część sierpnia jestem w podróży. W miarę możliwości będę odpowiadała na komentarze i maile, ale przepraszam za ewentualne opóźnienia. 

P.P.S. Tę mgiełkę robiłam jakiś czas temu. Teraz, zgodnie z planem, trzymam się nowego pomysłu i nie eksperymentuję.
_____________________________

Blondregeneracja’s blog is one of my favourite ones, for many reasons. I trust her, and I adore her graphic designs. Although we have a bit different hair types, I decided to try her moisturising mist.



Recipe:

  • Hialuronic acid 1% - 5g
  • Royal jelly in glycerine – 5g
  • All-in-one vitamin powder – 5g
  • D-panthenol – 3g
  • Water or plant/flower water – 82g
  • Spray bottle
  • Measuring cup or a syringe
  • Wooden stick
  • Little plate to stir things on it
  • Additionally: preservative1g

First time, I applied too much. I felt it on my ends – at the beginning only there. I rinsed them and applied less mist, but there was still something wrong. My ends were stiff, covered with a sticky film. In the morning, when my hair had dried, it was all dry, a bit sticky, matte, dull. It was hard to run my fingers through it. And the ends were still stiff, frizzy and sticky.

I have decided to make a rinse. Unfortunately, it was not better. My hair was stiff and frizzy again. At least it wasn’t glued this time. Apparently it’s not about density of the mist (I added 120 ml of water to 120 ml of the mist, so it was not too concentrated). The problem lies in some particular ingredient. I am sad. Having read the amazing description of effects on Blondregeneracja’s blog I had highest hopes and I bought a few half-products particularly for this recipe.



It didn’t work for me, but I still recommend taking a look at Blondregeneracja’s post and trying her recipe :) Her entry is two years old and probably not that many people find it now, but the recipe is really worth trying. I think you should put it on your to-do list – making a homemade hair mist. For many people these are one of the the key hair care elements, especially between wash days.


P.S. I will be travelling through most of August. I’ll be answering your comments and e-mails as fast as I can, but I apologise in advance for all delays.

P.P.S. I did this mist a while ago. Now I stick to my new plan and I don't experiment.

Komentarze

  1. o rany! Zupełnie zapomniałam o tej mgielce, może to gliceryna w mleczku Ci nie służy i oblepia, nic innego nie przychodzi mi na myśl w tym momencie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe :) Ale co tam, zrobiłam dzięki Tobie świetne zakupy na ZSK :>

      Usuń
  2. ja niestety jestem zbyt leniwa na zrobienie samemu jakiejś maski, mgiełki itd.. :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy przepis, chociaż od dłuższego czasu żadne mgiełki się u mnie nie sprawdzały:C

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie też panuje lenistwo ;(
    Ale mam nadzieję, że kiedyś coś stworzę ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nawet mgiełek nie dotykam, nie są dla moich włosów dobre :D
    Ale za to sierpień mam zaplanowany na testowanie domowych sposobów, m. in. SMT, żelu lnianego czy tej mleczno-miodowej, o której kiedyś pisałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja to nie biorę się za robienie kosmetyków ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. A jak sprawdzał Ci się Beauty Formulas Honey Treatment Wax, włosowa siostrzyczko? :) Myślę ostro nad zakupem ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo mam z nim zagwozdkę względem masek Biovax. Niby znalazłam już ukochane woskowe maski, ale ta dalej mnie zastanawia. Jak myślisz, jeśli Biovaxy mi się sprawdzają (bardzo, bardzo), jest szansa, że ona sprawdzi mi się lepiej? Bo- zainspirowana Tobą- wykreślam listę zachciewajek ;)

      Usuń
    2. 2 dni temu skończyłam drugi półlitrowy słoik Beauty Formulas Honay TM. I jest bardzo, bardzo, bardzo dobra... ale w porównaniu do Biovaxów wysiada :D

      Usuń
    3. OK, już ją oficjalnie skreślam :D Widzę, że nie tylko u mnie Biovaxy rządzą :P

      Usuń
  8. Próbowałam już parę mgiełek i chyba ten sposób pielęgnacji nie przypadł do gustu moim włosom niestety. O wiele lepiej sprawdza się drobna ilość zwykłej odżywki, od razu włosy są jakby "żywsze" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja coś nie przepadam za mgiełkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Henri, zdaje się,że całkiem niedawno pisałaś o tym że przestaniesz eksperymentować z włosami oraz że ograniczysz liczbę kosmetykòw.
    Po co znów mieszać mnóstwo składników skoro efekt jest niezadawalający?
    Masz ładne włosy,ale daj im szansę na to by choć trochę odpoczęły po katastrofie z cassią.
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mgiełki to chyba zupełnie inna sprawa. Co innego męczyć balsamy i maski które są niepewne, a co innego szukać pomocy - by przetrwać dni miedzy myciami - w mgiełkach.

      Usuń
    2. Też mi się wydaje, że to była bardziej próba uratowania włosów po cassi niż eksperyment :)
      Ania

      Usuń
    3. Możliwe, że macie rację co do mgiełek i ich traktowaniu jako pomoc doraźną:)
      K.

      Usuń
    4. Ja tę mgiełkę robiłam dawno, kilka miesięcy temu :) Mogłam o tym wspomnieć we wpisie, prawda. Teraz, skoro napisałam,że przestaję eksperymentować, to przestaję ;)

      Usuń

Prześlij komentarz