Dziewięć masek Biovax ~ Nine Biovax deep treatments

Moja przygoda z maskami Biovax marki L’Biotica zaczęła się kompletnie przypadkowo i naprawdę mało brakowało, żebym odkryła te maski dużo później albo wcale. Straciłabym wiele. A było tak: jakieś cztery lata temu zapytałam pięknowłosą koleżankę o to, jakich używa produktów. Nie wiedziałam wtedy, że mamy zupełnie inny typ włosa (upierałam się, że moje są proste i, choć nie znałam wtedy tego terminu, o niższej porowatości niż w rzeczywistości) i nie ja jedna spodziewałam się, że kiedy kupię tę maskę, której używa koleżanka, też będę miała takie świetne włosy. Poszłam do wskazanego sklepu ziołowego i poprosiłam o „woskową odżywkę z henną”. Celowałam w poleconą mi Beauty Formulas Henna Treatment Wax. Akurat tej nie było, ale pani zaproponowała mi inną woskową i też z henną. Biovax. Wzięłam. Jakieś sto metrów od sklepu wpadłam w panikę. To była początkowa faza włosomaniactwa i przechodziłam anty-silikonowy bunt. (Rzecz jasna kompletnie bezpodstawny.) Wygrzebałam słoiczek z kartonika, przeczytałam skład, okazało się, że silikonów nie ma (była to wersja do włosów suchych i zniszczonych). Mało brakowało. Nie macie pojęcia jak się cieszę, że produktu Beauty Formulas wtedy nie było. (Kupiłam go później, też się sprawdza, ale nie tak jak cała rodzina Biovaxów.)

Rodzina, no właśnie. Trochę mi to zajęło, ale w końcu przetestowałam wszystkie te maski. To, że firma produkuje saszetki jest genialnym pomysłem. Kupiłam ich ostatnio po kilka, każdej z tych wersji, której pełnowymiarowego opakowania wcześniej nie miałam. Wzięłam też jeszcze raz po kilka saszetek maski Latte oraz Keratyna + Jedwab, żeby wypróbować wpływ protein w nich zawartych na skręt. Kiedy używałam ich ostatnio, byłam jeszcze po prostej stronie mocy.



Masek używałam jak zawsze: wprasowywałam je i trzymałam na włosach długo, minimalnie pół godziny. Czasem pod czepkiem, czasem nie. Do niektórych, już po pierwszych testowych użyciach, dodałam na przykład olej. Sprawdziły się właściwie wszystkie. To, że do dwóch z dziewięciu nie wrócę wynika tylko z tego, że działają dobrze lub bardzo dobrze. A reszta powalająco.

Maski Biovax wyróżniają się woskową konsystencją. Moje włosy kochają woski, a takie maski są wyraźnie bardziej wydajne od pozostałych (to, że zużyłam kiedyś mały słoik jednej z wersji po czterech użyciach wynikało z braku wprawy w aplikacji). Do tego niemal wszystkie wersje zawierają lanolinę, ekstrakt z henny (pomaga substancjom aktywnym wniknąć we włosy) i miodu oraz olej ze słodkich migdałów, bardzo wysoko w składzie. Z resztą przypisane do poszczególnych rodzajów masek substancje dodatkowe również występują w dużych ilościach. Wszystkie wersje z założenia regenerują, tylko są przeznaczone do różnych typów włosów, część ma poza regeneracją dodatkowe funkcje (ochrona kolor, zmniejszanie przetłuszczania włosów…). Poza moimi wrażeniami z używania poszczególnych masek zamieszczę też skład z podstawową analizą, obietnice producenta (w pigułce, bo na tych słoiczkach i kartonikach jest dużo fajnych rzeczy do czytania ;)) i listę kluczowych składników wymienionych z przodu opakowania. Poza miodem, olejem ze słodkich migdałów, lanoliną i henną, bo jak wspomniałam te składniki są w prawie każdej wersji.

Zacznę od tych dwóch, które sprawdziły się słabiej w porównaniu do pozostałych.

1. Biovax maska do włosów farbowanych

Skład: aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol (and)ceteareth-20, cetrimonium chloride, polyquaternium-4/hydroxypropyl starch copolymer, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, parfum, amodimethicone, hydroxypropyl starch phosphate, polyquaternium-59 (and) butylene glycol, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and)methylisothiazolinone, citric acid, potassium sorbate, triethanolamine, geraniol, c. i. 16255
CELQUAT® oraz filtr UV – chronią kolor, mikroemulsja MICRO-LV naprawia zniszczenia włosów powstałe przy farbowaniu. Maska zawiera dość wysoko w składzie substancję filmotwórczą, być może dlatego wielu osobom przeciąża włosy. Później mamy te świetne składniki, charakterystyczne dla masek Biovax. Jest też silikon, po zapachu. Dla mnie świetnie ;) Filtr UV znajduje się dopiero po zapachu, ale to niekoniecznie oznacza, że jest go zbyt mało, by zadziałał. W przypadku oleju uśmiechnęłabym się z politowaniem na taką jego ilość, jednak filtr to inna sprawa.

Maska jest nieco kremowa, a nie woskowa, przez co jej wydajność jest trochę mniejsza od większości masek Biovax. Ma różowy kolor ;) Podczas spłukiwania moje włosy nie były śliskie (choć po większości Biovaxów są), a kiedy były prawie suche sprawiały wrażenie klejących, zupełnie jakbym nie spłukała produktu. Nie był to typowy ochronny film, którego efekt lubię. Tu zapowiadało się przeciążenie włosów (u mnie praktycznie niemożliwe, chyba, że czegoś faktycznie nie domyję lub nie spłuczę, co też się w zasadzie nie zdarza). Po nocy wrażenie obciążenia znikło, włosy były śliskie w dotyku, ale nie tak dociążone jak po innych wersjach. Wizualnie również nie były gładkie a końcówki zostały nieco suche. Maska działa więc jak wiele innych produktów. Dobrze, ale nie na tyle dobrze, żebym do niej wróciła, kiedy wiem, że może być dużo, dużo, dużo lepiej.

2. Biovax maska do włosów słabych i wypadających

Skład: aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol (and) ceteareth - 20, cetrimonium chloride, aloe barbadensis leaf juice, amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, parfum, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, linalool, potassium sorbate, sodium benzoate, c.i. 42090

Tytułowy sok aloesowy ma wpływać wzmacniająco na cebulki włosów. Jest wysoko w składzie, podobnie jak pozostałe dobroczynne składniki. Jako humektant ma też szansę świetnie nawilżyć włosy.

Bałam się aloesu. Jako płukanka sprawdza się u mnie dobrze, ale jako dodatek do masek psuje ich efekt, puszy włosy. Spodziewałam się, że jego obecność w gotowych maskach skończy się podobnie.

Ta wersja, podobnie jak Biovax do włosów farbowanych, również jest kremowa, nie woskowa, lżejsza, być może dlatego, że jest przeznaczona przede wszystkim do stosowania na skórę głowy (chociaż maska do włosów przetłuszczających się ma typową, woskową konsystencję). Produkt pachnie świeżo, ładnie, zapach utrzymuje się po myciu. Włosy podczas płukania były śliskie, na początku schnięcia jakby powleczone filmem. A później pojawił się puch i nawet drobne fale, podobne do tych, które u mnie widać przy przeproteinowaniu. Moje włosy wyglądają dokładnie tak samo, kiedy do innych (świetnie działających solo) masek dodam sok z aloesu. Ten składnik wyraźnie mi nie służy, teraz mam pewność.

Po nocy włosy wyglądały jakbym nie nałożyła na nie żadnej maski czy odżywki. Były pełne objętości, ale w sposób, którego nie lubię – przez napuszenie. Lepiej robiło się dopiero drugiego dnia. Włosy były błyszczące, dosyć dociążone, ale napuszenie nie znikało ze spodniej warstwy ani z dolnej połowy włosów. Pojawiała się za to nieodłączna dla Biovaxów śliskość.

Ostatecznie nie było źle, ale przez to, że spodnia warstwa włosów nigdy nie wyglądała dobrze, przez to, że na efekt musiałam czekać do dnia kolejnego mycia a także dlatego, że w porównaniu wolę świetne maski od dobrych, do tej wersji już nie wrócę. Wykreśliłam też z listy wszystkie produkty zawierające sok z aloesu (na przykład maskę Natur Vital oraz Equilibrę, mającą sok bardzo wysoko w składzie. Spróbujcie, jeśli Wasze włosy lubią aloes. Natur Vital jest dostępna w drogeriach Natura, chociaż przez moment nie było jej na półkach, a cała seria produktów Equilibra na doz.pl, z darmową dostawą do wybranej apteki.)

A teraz opiszę te maski, które zadziałały fantastycznie. Niektóre z przebojami, ale skończyło się jednak… bajecznie. Niewiarygodnie.

3. Biovax maska do włosów suchych i zniszczonych

Skład: aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol (and) ceteareth - 20, cetrimonium chloride, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, cinnamomum zeylanicum extract, mel (honey) extract, parfum, c.i. 16255, c.i. 42090, linalool, hexyl cinnamal, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, potassium sorbate

Znajdziemy w niej rzadko spotykany w kosmetykach, a już zwłaszcza do włosów, ekstrakt z cynamonu.

To moja pierwsza maska, ta kupiona przypadkiem. (Pamiętacie „Accidentally in love” ze Shreka?) To po jej użyciu otrzymałam swój pierwszy komplement dotyczący włosów, koleżanka zauważyła, że nagle zrobiły się błyszczące. A kiedy niedawno, wiosną, nie mogłam przez kilka myć uratować włosów po oczyszczaniu, ta maska poradziła sobie po jednym użyciu. Na początku mojej przygody z pielęgnacją włosów używałam jej co mycie, zostawiając na noc. I chyba tylko dlatego obyło się bez ścięcia… właściwie całości włosów, bo wyglądały wtedy tak:



Pachnie typowo dla większości masek Biovax. Dziwiłam się za każdym razem kiedy otwierałam słoik czy saszetkę pozostałych, a zapach był inny, bo po użyciu tej maski i wersji do włosów ciemnych myślałam, że wszystkie tak pachną ;) Co do tego zapachu, jestem klasycznie uwarunkowana. Kojarzę go ze świetnymi efektami. Ta maska, dokładnie tak samo jak na przykład wersja do włosów ciemnych, dociąża moje włosy, nabłyszcza je, wygładza, sprawia, że są śliskie, znika też granica między zdrową partią a zniszczonymi końcami. I to wszystko od pierwszego użycia, a im dłużej tym lepiej. Efekty wszystkich masek Biovax utrzymują się nawet, jeśli przez kilka myć użyję innego produktu. Przy tym wszystkim maska nie obciąża włosów nawet, kiedy dodam do niej na przykład olej.

4. Biovax maska do włosów ciemnych

Skład: aqua, cetyl alcohol, cetrimonium chloride, cetearyl alcohol (and) ceteareth-20, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, hydrolyzed silk, polyquaternium-59 (and) butylene glycol, parfum, mica (and) titanium dioxide (and) iron oxides, fucus vesiculosus extract, sodium benzoate, potassium sorbate, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, linalool, hexyl cinnamal

Zawiera ekstrakt z alg brunatnych. „Algi brunatne zawierają związki jodu, potas, magnez, wapń, żelazo oraz witaminy: B1, B2, C, K. Nasilają one syntezę keratyny, co zapobiega nadmiernej łamliwości włosów.” Stałe składniki jak zwykle wysoko. W tej wersji jest też hydrolizowany jedwab, ale nie sądzę, by z tej ilości mógł przeproteinować włosy nawet tym z Was, które mają powody by protein unikać. Jest i filtr, tym razem przed zapachem, a już po nim, w śladowych ilościach, wspomniany wyciąg z alg.



Mam wrażenie, że ta maska wyciąga z moich włosów rude refleksy, co bardzo mi się podoba. Na powyższym zdjęciu było odpowiednie światło i udało mi się ten efekt uchwycić. 



Tę maskę kupiłam właściwie też przypadkiem, jako drugą, po sukcesie tej do włosów suchych. Szukałam dużych opakowań i w całym mieście znalazłam tylko to jedno. Wszędzie słyszałam, że półlitrowe opakowania były jednorazową, limitowaną dostawą. Jednak nie, są na rynku już kilka lat. Maska sprawdza się świetnie, dodając włosom blasku i zostawiając naturalny (widocznie różny od tego silikonowego, o prostownicy nie mówiąc) efekt gładkich włosów. Jest nawet lepszy od tego po odżywce Nivea Long Repair, właśnie przez większą naturalność. Tradycyjnie, włosy są dociążone a w dotyku aż śliskie. To po użyciu tej wersji postanowiłam przetestować wszystkie. Jako bonus, coś ładnego: ta wersja zawiera błyszczące drobinki :)

5. Biovax Latte

Skład: aqua, cetyl alcohol, cetrimonium chloride, cetearyl alcohol (and) ceteareth - 20, hydrolyzed milk protein (and) lactose, amodimethicone, isopropyl myristate, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, guar hydroxypropyltrimonium chloride, hydrolyzed silk, parfum, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, triethanolamine, hexyl cinnamal, potassium sorbate

Proteiny znajdziemy w Biovaxie Latte i wysoko (mleczne, które „posiadają zdolność naprawiania przerwanych wiązań keratyny, dzięki czemu odbudowują osłabioną i zniszczoną strukturę włosa”) i dość nisko w składzie (jedwabne). Jest też silikon.

Pierwszy raz używałam jej ponad rok temu. Nie mogłam przestać myśleć o jej zapachu. Przez dość długi czas nie wiedziałam co mi przypomina, w końcu wpadłam na to, że jest to zapach odżywki Herbal Essences Hello Hydration, tylko mniej intensywny i z mleczną nutą ;)

Kiedy kupiłam tę maskę, nie miałam pojęcia o tym jak moje włosy reagują na proteiny. Miałam szczęście, sprawdziła się świetnie. Zostawiała włosy błyszczące, gładkie i śliskie aż po końcówki. Pełną, pierwszą recenzję (nieco już wiekową) znajdziecie tutaj. Również tam wspominam w niej historię pierwszego zakupu masek tej firmy ;) Ale na uwagę o niskiej wydajności nie zwracajcie uwagi. Powtórzę – to brak wprawy w aplikacji. Wtedy na jedno użycie potrzebowałam ponad 50 ml maski, teraz w przypadku masek Biovax to mniej niż 40 ml.

Ostatnio dokupiłam sobie kilka saszetek, żeby sprawdzić działanie maski na skręt. Wiem, że jest zbyt słaba, żeby spowodować przeproteinowanie, a u mnie delikatne przeproteinowanie zmienia się w najlepsze fale ;) Ale i tak liczyłam na podkreślenie skrętu. Właściwie nie wiem czy przeproteinowywanie (punkt za neologizm) włosów, nawet od czasu do czasu, nawet nieznaczne, jest dobrym pomysłem. Chciałabym znaleźć punkt równowagi: mieć silny i trwały skręt, ale bez przeproteinowania przedtem. I podczas drugiej serii używania tej maski okazało się, że Biovax Latte nie podkreśla skrętu. Widocznie proteiny mleczne nie działają w ten sposób na moje włosy, albo jest ich w masce zbyt mało. Ale to nic, kocham tę wersję tak czy inaczej, na podkreślenie skrętu mam inne sposoby (hydrolizowana keratyna, maska jajeczna Agafii…). Fale wyglądały tak:



Były delikatne, zupełnie jakbym nie użyła protein, ale mniej napuszone od tych po wersji z keratyną i jedwabiem. A kiedy się wyprostowały drugiego dnia, włosy były tak śliskie, gładkie i błyszczące jak po innych wersjach masek Biovax.

6. Biovax keratyna + jedwab

Skład: aqua, cetyl alcohol, cetrimonium chloride, cetearyl alcohol (and) ceteareth-20, glycerin, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, silk amino acids, hydrolyzed silk, hydrolyzed keratin, lawsonia inermis extract, trimethylsilylamodimethicone (and) c11-15 pareth-5 (and) c11-15 pareth-9, parfum, citric acid, triethanolamine, methylisothiazolinone, phenoxyethanol (and) ethylhexylglycerin, benzyl salicylate, butylphenyl methylpropional, geraniol, hexyl cinnamal, limonene, linalool, potassium sorbate.

W tej wersji maski jest sporo cudeniek :) Pro2Kéra Silk to małocząsteczkowe aminokwasy w parze z wielkocząsteczkowymi proteinami. Działają wewnątrz włosa i na jego powierzchni. Niewielkie cząsteczki aminokwasów jedwabiu wnikają do wnętrza włosa i uzupełniają ubytki. Wiążą też wodę. Większe cząsteczki protein jedwabiu tworzą na powierzchni włosa film, chroniący przez działaniem negatywnych czynników z zewnątrz i zatrzymujący wodę wewnątrz. Keratyna również uzupełnia uszkodzenia włosa. Chociaż protein jest dużo, producent pomyślał też o równoważących ich działanie humektantach i emolientach. Nisko ale jednak znajdziemy też dość ciężki silikon.

To jedna z nowszych masek Biovax, tak jak „Argan Makadamia Kokos”. Pojawiła się, kiedy miałam spory zapas produktów, ale kupiłam ją sobie na urodziny;) Czekałam długo, żeby jej użyć… i w końcu zabrałam ją ze sobą we wrześniu 2013, kiedy jechałam na ślub. Własny. I nie wiem, dlaczego zaryzykowałam użycie nowego produktu dzień przed weselem. Chyba brałam pod uwagę poprzednie maski Biovax, które już znałam. I nie sądziłam, że moje włosy można przeproteinować maską. Ciągle nie wiedziałam, czy i ile protein potrzebują, wiedziałam tylko, że maska z czystej żelatyny (z wodą) to dla nich za dużo. Spotkała mnie niespodzianka, włosy były suche, sztywne, wygładziły się dopiero po kilku godzinach w kucyku. Pierwszą recenzję i zdjęcia znajdziecie tutaj.

Właśnie przez tamto dość wyraźne przeproteinowanie zdecydowałam się spróbować maski jeszcze raz. Po przygodach we wrześniu obiecałam sobie, że do niej nie wrócę, bo mało co zadziałało na włosy tak źle, ale później upewniłam się, że katastrofa była spowodowana nadmiarem protein. A nad tym od niedawna umiem panować. I tym razem byłam gotowa, nawet czekałam na ten efekt, chcąc go zmienić w wyraźne fale.

Znów spotkała mnie niespodzianka, tym razem z drugiej strony. Maska za nic nie chciała przeproteinować mi włosów ;) Chyba były zbyt mocno nawilżone po długich testach poprzednich wersji. Fakt, były nieco napuszone tuż po wyschnięciu, ale nie widziałam typowych oznak przeproteinowania moich włosów – niewielkich fal, zwłaszcza na spodniej warstwie. Teoretycznie mogłam zaczekać kilka dni aż nawilżenie ucieknie, albo użyć maski Keratyna+Jedwab kilka razy z rzędu, zamiast robić przerwy, jak zawsze w przypadku protein, których używam mniej więcej raz w tygodniu. Ale, no właśnie, bałam się, że przesadzę. To już umiem osiągnąć, a przecież chcę znaleźć balans. Chciałabym, żeby maska działała w każdej sytuacji, a włosy planuję mieć nawilżone zawsze ;) Dlatego zawijałam włosy w ciasny koczek nawet, kiedy tuż po wyschnięciu nie były widocznie przeproteinowane. Po nocy nie złapały fal tak mocno jak potrafią po przeproteinowaniu. Nie po raz pierwszy okazuje się, że jednak punktu równowagi może nie być i dla wyraźnych, sprężystych fal muszę włosy lekko przeproteinować. Oby im to nie szkodziło, na dłuższą metę.



Duże i nieco spuszone fale rozprostowały się dość szybko, wtedy okazało się, że włosy są tradycyjnie śliskie, dociążone i błyszczące. Podobne zdjęcie powinno się znaleźć przy opisie większości masek Biovax. Poza dwiema o których wspomniałam, wszystkie sprawiały, że moje włosy wyglądały własnie tak – zupełnie jakby były niskoporowate.




7. Biovax Naturalne Oleje: Argan Makadamia Kokos

Skład: aqua, cetyl alcohol, glycerin, cetearyl alcohol, ceteareth-20, quaternium-87, cetrimonium chloride, argania spinosa kernel oil, macadamia integrifolia seed oil, cocos nucifera oil, betaine, acetylated lanolin, lawsonia inermis leaf extract, parfum, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, methylisothiazolinone, sodium benzoate, potassium sorbate, citric acid, triethanolamine, hexyl salicylate.

Olej arganowy posiada sporo witaminy E, dodaje włosom sprężystości, wygładza. Ten w masce Biovax posiada certyfikat Ecocert. Olej makadamia to „bogate źródło rzadko występującego w przyrodzie kwasu palmitooleinowego (…), harmonijnie funkcjonującego z naturalnymi lipidami skóry”. Ma odżywiać skórę głowy, dzięki czemu włosy będą rosły silne i zdrowe. I na koniec, olej kokosowy, nawilża, wzmacnia, wnika do wnętrza włosa i odbudowuje go. Gliceryna, którą akurat moje włosy uwielbiają, jest zaskakująco wysoko na liście. Miodu tym razem nie ma, podobnie jak w masce z keratyną i jedwabiem, ale henna jest :)

Ta wersja też pojawiła się na rynku dość niedawno. Czytałam przewidywania innych dziewczyn i dziwiłam się nieco, że boją się ewentualnego puszenia włosów, spowodowanego olejem kokosowym, który przecież nie znajduje się jakoś bardzo wysoko w składzie. Później użyłam maski Keratyna+Jedwab, okazało się, że maska jednak może (na przykład) przeproteinować mi włosy, to nie tak, że zawarte w niej i wszystkich innych składniki ze względu na ilość działają słabo. Z jednej strony, to dobra wiadomość. Możemy liczyć na działanie aktywnych składników masek, to jednak nie głównie woda i alkohole tłuszczowe z początku składu. (Chociaż u mnie rodzaj alkoholu potrafi mieć spore znaczenie. Stearylowy jest świetny, ceteraylowy bardzo dobry, cetylowy najsłabszy, ale nie zawsze się to sprawdza. Maski Biovax są na to najlepszym dowodem.) Z drugiej, też zaczęłam się obawiać puchu, bo moje włosy za kokosem nie przepadają (nasycone oleje zazwyczaj nie sprawdzają się na wysokoporowatych włosach). Ale koniecznie chciałam tej maski spróbować, bo skoro olej kokosowy może spuszyć włosy, dwa pozostałe, znajdujące się z resztą przed nim, też mogą zadziałać, tym razem dobrze. Niby zawsze można dodać czysty olej arganowy i makadamia do jakiejkolwiek maski do włosów. Ale nie każda z nas zawsze taki olej ma pod ręką, poza tym biovaxowa woskowa baza jest genialna.

Włosy podczas spłukiwania były śliskie. Kiedy wysychały były powleczone filmem, ale nie takim klejącym jak w przypadku wersji do włosów farbowanych. Tym razem był to lekki film, który uwielbiam. Później pojawiał się puch, który za pierwszym razem mnie załamał ;) Z czasem włosy stawały się śliskie w dotyku, ale wizualnie nadal napuszone. A po nocy robiły się już idealnie gładkie (aż proste), dociążone, mięsiste i błyszczące aż po końcówki. Morał: warto ryzykować. I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

8. Biovax maska do włosów blond

Skład: aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol (and) ceteareth - 20, cetrimonium chloride, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, citrus medica limonum peel extract, mel (honey) extract, parfum, linalool, hexyl cinnamal c.i. 19140, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, potassium sorbate

Ekstrakt z cytryny rozjaśnia włosy. Od siebie dodam jeszcze, że może też domykać ich łuski. Na własnym przykładzie odkryłam, że znajduje się wystarczająco wysoko na liście, żeby zadziałać.

Ta maska zbiera świetne recenzje, nie tylko wśród blondynek. Pewnie jest nieco kwasowa, przez zawartość ekstraktu cytrynowego, a więc domyka łuski, wygładza i nabłyszcza włosy. U mnie faktycznie to zrobiła, tradycyjnie pojawiła się też śliskość. I pachnie tak jak większość Biovaxów! :) Mam tylko pewne obawy co do obiecywanego przez producenta rozjaśnienia włosów. Używałam maski za krótko, żeby tak dla mnie zadziałała. Właściwie nie przeszkadza mi samo rozjaśnianie (jeśli będzie nieznaczne), maski miodowej Seri używam, a wielu dziewczynom też delikatnie rozjaśniła włosy. Boję się tylko wysuszenia. Maskę Seri sprawdzałam ostrożnie – nie wysusza. A Biovax wysuszył mi włosy praktycznie od razu. Nie jakoś wyraźnie i nie na długo. Kiedy przestałam używać tej maski wszystko wróciło do normy. Ale praktycznie już od pierwszego użycia wierzchnia warstwa włosów wyglądała na nieco przesuszoną, włosy nie były proste i dociążone jak reszta. A reszta, no właśnie, była standardowo śliska, gładka, błyszcząca i dociążona. Najwyraźniej cytryny jest w masce tyle, żeby mogła wysuszyć włosy. Więc pewnie może i rozjaśniać. Spróbujcie tej wersji, jeśli zależy Wam na delikatnym rozjaśnieniu włosów. Nigdy nie spotkałam się z tym, żeby ktoś skarżył się na wysuszające działanie tej maski, a moje włosy są wyjątkowo suche. U Was może ona zadziałać dużo lepiej ;)

9. Biovax maska do włosów przetłuszczających się

Skład: aqua, cetyl alcohol, glycerin, urtica dioica extract, cetearyl alcohol (and) ceteareth - 20, cetrimonium chloride, dicaprylyl ether (and) lauryl alcohol, acetylated lanolin, polysorbate 80 (and) sulfur, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, salicylic acid, parfum, linalool, hexyl cinnamal, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, triethanolamine, potassium sorbate

Biosiarka i ekstrakt z pokrzywy regulują pracę gruczołów łojowych skóry głowy a przy tym nadają włosom puszystości i odżywiają je. Gliceryna może świetnie nawilżyć włosy a kwas salicylowy oczyścić skórę głowy.

Chociaż używam czasem produktów niedostosowanych do mojego typu włosów, bo wśród kosmetyków do włosów na przykład farbowanych można odkryć prawdziwe skarby (takie jak na przykład serum Gliss Kur Ultimate Color albo szampon Natura Siberica Ochrona i Blask), produktów do włosów czy raczej skóry przetłuszczającej się unikam. W końcu zazwyczaj są przeznaczone do nakładania na skórę i niewiele dobrego mogą zrobić dla włosów. Nie planowałam więc kupić tej maski Biovax, ale przekonała mnie do niej Gabrysia i obecność gliceryny wysoko w składzie. Wyciąg z pokrzywy też ma szansę wpłynąć pozytywnie na długość włosów, w końcu nie muszę nakładać maski na skórę głowy.

Jak już wspominałam, w przeciwieństwie do drugiej przeznaczonej typowo dla skóry głowy wersji (do włosów słabych ze skłonnością do wypadania), ten Biovax ma typową woskową konsystencję, niektórym z Was, nałożony na skórę, może więc obciążyć włosy i przyspieszyć przetłuszczanie. U mnie nałożona na długość maska sprawdzała się świetnie. Wygładzała i dociążała włosy aż po końce, tylko nabłyszczała je minimalnie słabiej niż pozostałe wersje. Nadawała śliskości. Nie spodziewałam się po niej wiele, a okazała się na tyle dobra, że będę do niej wracała. Teoretycznie mogę mieć ten sam efekt zostawiony przez maskę o bogatszym składzie, na przykład tę do włosów suchych i zniszczonych czy tę z trzema olejami. Ale podoba mi się gliceryna (i zapach! ;)), więc chociaż małe opakowanie tej wersji będę często miała pod ręką. Zawsze mogę dodać do niej oleje lub półprodukty.

Prawie wszystkie maski Biovax działają na moje bardzo wymagające, trudne do dociążenia i wygładzenia, suche włosy wprost niewiarygodnie. Sprawiają, że są niesamowicie dociążone, śliskie w dotyku, błyszczące. Zupełnie jakbym miała całkiem inny typ włosa. Natychmiastowe obniżenie porowatości. Biovaxy są u mnie na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o maski czy odżywki, później długo nie ma nic, a później cała reszta, działająca właściwie tak samo, z niewieloma wyjątkami. Masek Biovax nie mogę do niczego porównać. 

Gdybym miała układać je w jakiejś kolejności, na pierwszym miejscu, razem, będą maski do włosów suchych i zniszczonych, do włosów ciemnych, Latte i ta do włosów przetłuszczających się. Dają ten sam efekt końcowy bez przygód po drodze. Teraz drugie miejsce, podwójne: świetne efekty, jednak z pewnymi uwagami. Wrócę na pewno do wersji z keratyną i jedwabiem, chociaż muszę uważać na nadmiar protein, który może pojawić się przy zbyt częstym używaniu, lub nawet po jednym użyciu bez poprzedniego odpowiedniego nawilżenia włosów. Biovax Agran Makadamia Kokos daje tak świetny efekt, że warto przeczekać początkowe wyraźne napuszenie. Trzecie miejsce, maska, do której niekoniecznie wrócę – inne Biovaxy dają ten sam efekt końcowy bez ryzyka: wersja do włosów blond. Jest świetna, ale muszę uważać na możliwe coraz mocniejsze przesuszenie przy dłuższym używaniu. I miejsce czwarte, maski do których nie wrócę: Biovax do włosów farbowanych, ze względu na brak dociążenia. Działa bardzo dobrze, jak wiele masek innych firm, ale w porównaniu do powalających efektów reszty, to… niewiele ;) I maska do włosów słabych i wypadających, która jednak, nieważne co robiłam, zostawiała spodnią warstwę napuszoną, ze względu na zawartość aloesu.

P.S. Post jest wielki i pod względem objętości, i pracy oraz czasu, jakie włożyłam najpierw w testowanie a później opisywanie masek i tłumaczenie. Jestem z niego dumna ;);) Lubię takie wielkie projekty. Przetestowanie całej rodziny masek to już coś! Robię to samo z Ziają. A Wy, macie ukochaną markę masek lub odżywek, które chcecie mieć wszystkie?

P.P.S. O ironio! Kiedy tylko opublikowałam post odkryłam całkiem przypadkiem, że Biovax ma nową maskę do włosów. Biovax Gold Argan i złoto 24K: z drobinkami złota i olejem arganowym. I już nie mogę powiedzieć, że sprawdziłam je wszystkie ;) Maska ma ciekawy skład, choć nieco uboższy od starszych. Myślę, że jest warta spróbowania.

Dopisek z listopada: recenzję maski Gold znajdziecie tutaj. Jest cudowna! (To znaczy maska, nie recenzja ;))


Dopisek z maja 2015: tutaj natomiast znajdziecie moją recenzję wszystkich pięciu masek Biovax z serii Glamour.


P.P.P.S. Zastanawiałam się nad tym od dłuższego czasu i w końcu podjęłam decyzję. Od teraz będę pisała bloga wyłącznie po polsku. Powodów jest kilka. Pierwszy to czas. Razem z tłumaczeniem i sprawdzaniem, tworzenie notki zajmuje mi trzy razy więcej czasu niż pisanie polskiej części. Na przykład na angielską część tego bardzo długiego wpisu poświęciłam trzy wieczory, w sumie kilkanaście godzin. Każda poprawka czy dodatkowa informacja niesie ze sobą konieczność odszukania odpowiedniego fragmentu w angielskiej części posta i naniesienie jej również tam. Przez to, że myślę o tłumaczeniu i czasie, często zmniejszam ilość informacji we wpisie. Wiele postów było gotowych od dawna, od kilku miesięcy, czekały tylko na tłumaczenie. Od początku pisałam w dwóch językach, żeby bloga z łatwością mogli śledzić Czytelnicy spoza Polski. Jednak po półtora roku według statystyk mam nie więcej zagranicznych odbiorców niż autorzy i autorki piszący tylko po polsku, których Czytelnicy radzą sobie za pomocą Tłumacza Google. I to jest drugi powód zmiany. Traktowałam też tłumaczenie jako ćwiczenie dla siebie, ale na co dzień mam tyle kontaktu z językiem angielskim, że tej dodatkowej formy praktyki już nie potrzebuję.

Myślę, że blog zyska teraz sporo na przejrzystości. A ja będę pisała z przyjemnością, już bez myślenia "muszę to jeszcze przetłumaczyć, czeka mnie jeszcze dwa razy tyle pracy".

__________________________________

My adventure with Biovax deep treatments made by L’Biotica started completely by accident and I was really close to discovering those masques much later, or not at all. I would have lost a lot. And the story goes as follows: more or less four years ago I asked my friend, who has beautiful hair, about products she was using then. I had no idea we have completely different hair types (I was stubbornly claiming my hair was straight and, though I didn’t know the term then, I was thinking it had lower porosity than it really does). I was not the only person in the world who was expecting to have great hair after using the same product as my friend was using. I went to the herbalist’s shop she told me about and I asked for a “wax conditioner with henna”. I was aiming at Beauty Formulas Henna Treatment Wax, the one my friend recommended. It was out of stock, but the lady showed me a similar product, waxy, and with henna. Biovax. I took it. A hundred metres away from the shop a panic attack came. It was my initial phase of hair care journey, and I was going through an anti-silicone rebellion. (Which was completely groundless.) I dug the jar out of the box and read through the INCI list. There was no silicone (it was the line for dry and damaged hair). It was close. You have no idea how glad I am that the Beauty Formulas product was sold out then. (I bought it later, it works fine too, but not as great as the whole family of Biovax products.)

A family of products. It took me some time, but I have finally tested all the masques. It was a great idea of the manufacturer’s to produce little sachets. Recently, I bought a few sachets of each of the masques I hadn’t had before in full size. I also took a few of the Latte version and the Keratin and Silk one, to see how proteins they contain will influence my waves. When I was using them the last time I was still on the straight side of the power.



I was using the masques as usually: I was pressing them into my hair, leaving them on for a long time, half an hour at least, with or without a shower cap. To some of them, after the first few test uses, I was adding oil or other ingredients. Basically, they all worked great. I will not re-purchase two out of nine just because they worked well or very well, compared to the amazing rest.

Biovax deep treatments have unique, wax texture. My hair loves waxes, and masques of this type are much more efficient than the rest. (The fact that I used up a jar of one of the Biovax DTs in five uses was due to bad application technique.) Additionally, nearly all of them contain lanolin, henna extract (which helps active ingredients get inside our hair), honey extract and sweet almond oil, very high on the list. And the extra ingredients that belong to the particular types of Biovax DTs are also high. All versions are regenerating, but they are dedicated to different hair types. Some of them have additional functions (colour protection, regulation of sebum production…). Apart from my impressions and opinions about the masques, I will give you the ingredients and basic analysis, the manufacturer’s promises (in a nutshell, because there’s a lot of cool stuff for you to read on those jars and boxes;)) and a list of key ingredients listed in front of each package. Apart from honey, sweet almond oil, lanolin and henna because, as I have already mentioned, those are present in nearly all Biovax masques.

Let’s start from the two ones that did not work as good as the rest.

1. Biovax deep treatment for coloured hair

Ingredients: aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol (and)ceteareth-20, cetrimonium chloride, polyquaternium-4/hydroxypropyl starch copolymer, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, parfum, amodimethicone, hydroxypropyl starch phosphate, polyquaternium-59 (and) butylene glycol, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and)methylisothiazolinone, citric acid, potassium sorbate, triethanolamine, geraniol, c. i. 16255
CELQUAT® and UV filtr – protect the dye, MICRO-LV microemulsion repairs the damage caused by the dyeing process. The product has, pretty high on the list, a substance that can leave a filmy residue. Maybe this is why it leaves many people’s hair too weighted down. Then we have those great ingredients, typical for Biovax products. There is a silicone, after fragrance. For me, it’s great ;) The UV filter is also listed below fragrance, but it doesn’t necessarily mean that there’s too little of it to work. I would smile ironically if it was an oil, so little of it, but it’s all different with a filter.

The masque is a bit creamy, not waxy, so it’s not as efficient as most Biovax products. It’s pink ;) When I was rinsing it my hair wasn’t sleek, though with most Biovax DTs it is. And when it was nearly dry, it was kind of sticky, as if there was some product left in it. It was not the typical protective film layer which I like. There, it looked like over-weighted hair (which is almost impossible in my case, unless I really fail to wash off or rinse something well, which also doesn’t happen). In the morning the sticky feeling was gone and my hair was sleek to touch, though not as weighted down as when I use other Biovax products. Visually it wasn’t smooth either and my ends were a bit dry. So, the DT works as many other products do. It’s good, but not good enough for me to buy it again, when I know it can be much, much, much better.

2. Biovax deep treatment for fragile and shedding hair

Ingredients: aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol (and) ceteareth - 20, cetrimonium chloride, aloe barbadensis leaf juice, amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, parfum, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, linalool, potassium sorbate, sodium benzoate, c.i. 42090

Aloe vera juice should strengthen hair roots. It is high on the list, just like the other nice substances. As a great humectant, it can add lots of moisture to your hair.

I was afraid of aloe vera. As a rinse, it works well for me, but as an addition to masques it ruins their effect causing frizz. I was expecting it to work similarly when it’s present in ready DTs.

This version, just like Biovax for dyed hair, is creamy, not waxy. It’s lighter, maybe because it’s supposed to be applied on your scalp (but, on the other hand, the version for oily hair is to be put on your head too, and it has the typical waxy texture). The product has a nice, fresh smell which lasts even when my hair dries. When I was rinsing my hair it was sleek, and I felt a kind of film at the beginning of the drying phase. And then there came frizz, and even small waves, similar to the ones I have when I use too much protein. My hair looks just the same when I add aloe vera juice to other deep treatments or conditioners that work great when used alone. So this ingredient is not for me, now I can be sure.

In the morning my hair looked like I hadn’t applied any product whatsoever. It was full of volume, but in the way I don’t like – there was frizz. It became better only on day two after washing. My hair was shiny, quite heavy, but frizz refused to disappear from the under-layer and the lower half of the hair. The typical for Biovax masques sleekness did come.

In the end, it wasn’t bad. But since the under-layer of my hair never looked good, I had to wait for my hair to look better until the second wash day, and because, in comparison, I prefer great masques to good ones, I will not go back to the aloe vera Biovax masque. I also crossed out from my shopping list all other products that contain aloe vera juice (for instance the Natur Vital DT and Equilibra one, which has aloe vera juice particularly high on the INCI list. Try those, if your hair likes aloe. You will find the Natur Vital product in Natura drugstores, though for a moment it seemed like this masque disappeared. And the whole Equilibra like is available for Polish people on doz.pl, with free shipping to a chosen pharmacy.)

And now I will describe the masques that worked fantastically. Some of them with a twist, but in the end it was all… fabulous. Unbelieveable.

3. Biovax deep treatment for dry and damaged hair

Ingredients: aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol (and) ceteareth - 20, cetrimonium chloride, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, cinnamomum zeylanicum extract, mel (honey) extract, parfum, c.i. 16255, c.i. 42090, linalool, hexyl cinnamal, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, potassium sorbate.

Here we can find cinnamon extract, which is rather rare in beauty products, especially in hair ones.

This is my first Biovax masque, the one I bought by accident. (Do you remember “Accidentally in love” from Shrek?) It was after I used it that I received my very first hair compliment. A friend of mine noticed that my hair had become very shiny. And when not so long ago, in Spring, I was struggling for a few washes to rescue my hair after clarifying, this masque did the job in just one wash. At the beginning of my hair care journey I was using it every wash, leaving ig overnight. And I think it’s the reason why I didn’t have to cut… basically my entire length, since my hair, back then, looked like this:



It smells typically for Biovax products. I was surprised every time I was opening a jar or a sachet of the other types and the small was different. After I had used this one and the one for dark hair, I thought they all smell the same way ;) When it comes to this smell, I am classically conditioned. I associate it with great effects. This masque, just like the one for dark hair for example, adds weight to my hair, adds shine, smooths it down and makes it sleek. The border between my old ends and the healthy hair disappears. And it all comes with the first use. The longer the better. Effects of all Biovax masques stay in even if I use a different product for a few washes. With it all, the DT doesn’t weight my hair down too much even when I add some oil to it.

4. Biovax deep treatment for dark hair

Ingredients: aqua, cetyl alcohol, cetrimonium chloride, cetearyl alcohol (and) ceteareth-20, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, hydrolyzed silk, polyquaternium-59 (and) butylene glycol, parfum, mica (and) titanium dioxide (and) iron oxides, fucus vesiculosus extract, sodium benzoate, potassium sorbate, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, linalool, hexyl cinnamal

It contains algae extract (Ascophyllum nodosum, I think). “The algae contain compounds of iodine, potassium, calcium, magnesium, iron, and B1, B2, C and K vitamins. They increase synthesis of keratin, which prevents hair breakage.” The standard ingredients are, as usually, high on the list. Hydrolysed silk can also be found in this deep treatment, but since there’s not that much of it I don’t think it will over-protein your hair, even if your hair doesn’t like this type of ingredients. There is also a UV filter, before fragrance this time, and the algae extract, after fragrance, so there’s very little of it.



This masque can accent the red highlights in my hair. I love it! On the above picture I managed to grasp this effect since the light was fine.



I actually bought this masque by accident too. It was my second one, and after the successful experience with the previous one I was looking for the big jars. I found just this one in the whole city. Everyone was telling me that the big ones (500ml) were just one-time, limited supply. Luckily, they have been available for a few years now. The masque works great, adding shine to my hair and leaving it naturally smooth. The effect is much different from the one left by silicone products, not to mention flat irons. I even like this masque more than Nivea Long Repair conditioner, precisely because the smoothness is more natural. As usually, my hair is heavy and sleek. It was after I used this version that I decided to test them all. There is a bonus too: this version contains shiny particles! :)

5. Biovax Latte

Ingredients: aqua, cetyl alcohol, cetrimonium chloride, cetearyl alcohol (and) ceteareth - 20, hydrolyzed milk protein (and) lactose, amodimethicone, isopropyl myristate, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, guar hydroxypropyltrimonium chloride, hydrolyzed silk, parfum, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, triethanolamine, hexyl cinnamal, potassium sorbate

In Biovax Latte we will find protein both high on the list (milk protein, which can „repair broken keratin bonds, by which they reconstruct the weakened and damaged hair parts”) and, low on the list (silk). There is a silicone, too.

The first time I used it was over a year ago. I couldn’t stop thinking about its smell. For quite a long time I had no idea what it was like, then it came to me: it is the smell of Herbal Essences Hello Hydration conditioner, just less intense and with a milky not ;)

When I bought this masque I had no idea how my hair reacts to protein. I was lucky, it worked great. It was leaving my hair shiny, smooth, sleek down to my ends. The full, first review (which is a bit old) is here. I mention the story of my first Biovax purchase there, too ;) Please ignore the part that says how inefficient this masques are. Let me repeat – it was due to the fact that I wasn’t used to applying them. Then, I needed over 50 ml per one use. Now, in the case of Biovax masques, it is less than 40 ml.

Recently I bought a few sachets to see how the DT influences my waves. I know it is too weak to over-protein my hair, and for me slight protein overdose turns into best waves ;) But I hoped for enhanced waves anyway. Actually, I don’t know if overdosing protein, even if I do it just from time to time and it’s slight, is a good idea. I would like to find a balance point: to have distinct and lasting waves that aren’t preceded by protein overdose. And during my second series of washes with this DT it turned out that Biovax Latte doesn’t enhance my wave pattern. Apparently milk protein doesn’t work this way for my hair, or the amount of it in the product is too low. But that’s not a problem, I love this masque anyway, and I have other methods for wave enhancement (hydrolysed keratin. Babushka Agafia’s egg masque…). The waves looked like this:



They were slight, just as if I used no protein at all, but less frizzy than the waves I had after I used the DT with keratin and silk. And when my hair became straight on day two, it was sleek, smooth and shiny, just like it is with the other Biovax products.

6. Biovax keratin and silk

Ingredients: aqua, cetyl alcohol, cetrimonium chloride, cetearyl alcohol (and) ceteareth-20, glycerin, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, silk amino acids, hydrolyzed silk, hydrolyzed keratin, lawsonia inermis extract, trimethylsilylamodimethicone (and) c11-15 pareth-5 (and) c11-15 pareth-9, parfum, citric acid, triethanolamine, methylisothiazolinone, phenoxyethanol (and) ethylhexylglycerin, benzyl salicylate, butylphenyl methylpropional, geraniol, hexyl cinnamal, limonene, linalool, potassium sorbate.

There are lots of promising things in this masque. Pro2Kéra Silk is a mix of small molecules of aminoacids and big molecules of protein. They work inside hair and on the surface, too. The small molecules of silk aminoacids go inside and refill any missing parts. They also lock in water. The big molecules of silk protein create a film on the surface of our hair, which protects it from negative influence of outside factors and keeps water in. Keratin also fills in damage. Even though there is a lot of protein, the manufacturer made sure there are also humectants (moisturisers) and emollients to keep the balance. Low but still present there is a heavy silicone.

It’s one of the newest Biovax masques, just like the “Argan Macadamia Coconut” one. It appeared on the market when I was stocked up with conditioners, but I bought it as a self-birthday present ;) I was waiting long time to use it… and then I took it with me in September 2013 when I was travelling for the wedding. My own one. I have no idea why I risked using a new product a day before the wedding. I think I kept in mind the Biovax masques I had already known. And I wasn’t thinking that a masque may over-protein my hair. I still didn’t know if my hair needs protein, and how much if yes. I only knew that a pure gelatin treatment (with water) was too much for it. And I was surprised. My hair was dry, stiff, it became smooth only when I tied it into a caterpillar braid for a few hours. Here you can find the first review and pictures.

That obvious protein overdose inspired me to re-try the DT. After the September adventure I promised myself I wouldn’t go back to it, because it belongs to the few products which worked that bad for my hair. Then I made sure the catastrophe was caused my protein overdose and I can manage such situations, I learned it a while ago. So this time I was ready, I was even waiting for this effect, wanting to turn it into distinct waves.

I was surprised again, from the other side this time. The DT did not want to over-protein my hair, no matter what ;) I think it was too moisturised, after long tests of the previous versions. True, it was a bit frizzy when it dries, but I did not see the typical signs of overdose – small waves that appear particularly on the under-layer of my hair. Theoretically, I could wait a few days for the moisture to disappear, or I could use the Keratin + Silk masque a few times in a row instead of making breaks like I usually do with protein. I use such products more or less once a week. But, well, I was afraid I would overdose again. I can achieve that. This time I wanted to find a balance. And I would like the masque to work in all situations, also on moisturised hair, especially since I plan to have it moisturised all the time ;) So I was making a tight bun even though after this product my hair wasn’t visibly overproteined. After a night it didn’t catch waves as much as it can when I overdose. It wasn’t the first time when it turned out that maybe there is no balance point, and maybe I really have to over-protein my hair for distinct, bouncy waves. I hope it won’t do any harm in the long run.



Big and a bit frizzy waves went straight relatively quickly, and then my hair was traditionally smooth, sleek, heavy and shiny. A similar picture should be placed in the description of the majority of Biovax deep treatments. Apart from the two I mentioned at the beginning, they all make my hair look just like this – as if it had lower porosity.



7. Biovax Natural Oils: Argan Macadamia Coconut

Ingredients: aqua, cetyl alcohol, glycerin, cetearyl alcohol, ceteareth-20, quaternium-87, cetrimonium chloride, argania spinosa kernel oil, macadamia integrifolia seed oil, cocos nucifera oil, betaine, acetylated lanolin, lawsonia inermis leaf extract, parfum, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, methylisothiazolinone, sodium benzoate, potassium sorbate, citric acid, triethanolamine, hexyl salicylate.

Argan oil contains a lot of vitamin E, which makes hair bouncy and smooth. The one in Biovax conditioner has Ecocert certificate. Macadamia oil is a “rich source of palmitoleic acid (…), which is rare in natural environment. It functions along with natural lipids of the skin.” It is supposed to nourish your scalp, which will make newly grown hair strong and healthy. And, for the end, coconut oil, which moisturises, strengthens, gets inside hair and rebuilds it. Glycerine, my hair’s beloved ingredient, is surprisingly high on the list. There is no honey this time, just like in the Keratin + Silk masque, but there is henna ;)

This version is also relatively new. I was reading other girls’ expectations and I was surprised by the fact that they were afraid of possible frizz caused by coconut oil, which, after all, isn’t that high on the list. Then I used the Keratin + Silk masque, and a masque can (for instance) overprotein hair. It’s not like ingredients that are present in it and all other products hardly work at all because of the amount in which the come. On one hand, it’s a good news. We can count on the active ingredients, masques aren’t just water and fatty alcohols from the beginning of INCI lists. (Even though, for me, the type of alcohol can matter a lot. Stearyl one is great, ceterayl one very good, and the cetyl one is the weakest, but it doesn’t always work this way. Biovax conditioner are best examples here.) On the other hand I became afraid of the frizz too, since my hair isn’t particularly fond of coconut oil (saturated oils usually work bad for high-porosity hair). Yt I really wanted to try this masque, because if coconut oil can cause frizz, the two remaining ones which are, after all, higher on the list, can also work. Well this time. Theoretically we can always add pure argan oil or macadamia oil to any DT. But we don’t always have these oils at hand, do we? And the Biovax wax base is just genius.

My hair was sleek when I was rinsing it. When it dried it was covered with a film but this time it wasn’t a sticky one like with the DT for coloured hair. It was a light film I love. And then frizz was coming. The first time, I was devastated ;) With time my hair was getting sleek to touch but it was still frizzy. And after a night it was getting ideally smooth (even straight), heavy, bouncy and shiny, including the ends. Conclusion: it’s good to risk. And they lived happily ever after.

8. Biovax deep treatment for blond hair

Ingredients: aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol (and) ceteareth - 20, cetrimonium chloride, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, citrus medica limonum peel extract, mel (honey) extract, parfum, linalool, hexyl cinnamal c.i. 19140, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, potassium sorbate

Lemon extract  lightens hair. I can add that it can also close hair shafts. And I discovered that it is high enough on the INCI list to work.

This masque receives great reviews, not only from blondes. It’s probably a bit acidic because of the lemon peel extract, so it closes hair shafts, smooths hair down and adds shine. In my case it did it all, and it also made my hair sleek. And it smells like most Biovax products! ;) I am a bit afraid of the lightening, promised by the manufacturer. I wasn’t using the DT long enough to let it lighten my hair. In fact, I don’t mind the change of colour (as long as it is slight), I do use the Seri honey masque, and a few girls report that it lightens hair a bit. I am only afraid of drying. I was testing the Seri masque carefully – it doesn’t cause dryness. And the Biovax one dried my hair at once. Not too much and not for long. When I stopped using it, the situation changed back to normal. But as early as with the first use the top layer of my hair was looking a bit dry, the hair there wasn’t as heavy and straight as the rest. And the rest, there we go, was, as usually, sleek, smooth, shiny and heavy. Apparently there is enough lemon extract in the masque to dry hair out. So it can probably lighten hair, too. Try this version if you’d like to brighten your hair a bit. I have never seen anyone complaining about dryness caused by this product, and remember that I have really dry hair. In your case, the deep treatment can work much better ;)

9. Biovax deep treatment for oily hair

Ingredients: aqua, cetyl alcohol, glycerin, urtica dioica extract, cetearyl alcohol (and) ceteareth - 20, cetrimonium chloride, dicaprylyl ether (and) lauryl alcohol, acetylated lanolin, polysorbate 80 (and) sulfur, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, salicylic acid, parfum, linalool, hexyl cinnamal, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, triethanolamine, potassium sorbate

Bio-sulfur and nettle extract balance the activity of sebum glands, they add volume and nourishment to hair. Glycerine can moisturise your mane and salicylic acid can clean your scalp.

Even though I sometimes use products that don’t match my hairtype, because you can find great stuff among products for, for instance, coloured hair (such as Gliss Kur Ultimate Colour serum or Natura Siberice Protection and Shine shampoo), I usually avoid those dedicated to oily hair or rather scalp. After all, these are usually supposed to be applied on your scalp and they cannot do much for hair. I wasn’t planning to buy this DT, but Gabrysia suggested that I should, and glycerine high on the list helped. Nettle extract can do something for our hair too, I don’t have to apply the DT on my scalp.

As I have already mentioned, in contract to the other Biovax masque that was typically made to be applied on scalp (the one for fragile and shedding hair), this one is typically waxy. So for some of you it can be too heavy to put it on your scalp, it can weight down your hair too much, and make it go greasy faster. For me, applied on the length of the hair, the product worked great. It was smoothing and adding weight to my hair, down to the ends, and the shine was just a bit weaker than it was with other versions. It gave me sleekness too. I wasn’t expecting much from it and it turned out to be good enough for me to re-purchase it. Theoretically, I could have the same effect with a masque that has richer ingredients: the one for dry and damaged hair or the one with natural oils. But I like glycerine (and the smell!:)) so I will have this masque at hand, in a smaller jar for instance.

Nearly all Biovax masques worked unbelievably for my really demanding, difficult to weight down and smooth down, dry hair. They make it amazingly heavy, sleek to touch and shiny. It’s like I had completely different hair type. Instantly lower porosity. Biovax deep treatments are number one for me, when it comes to masques and conditioners, then, for a long time, there’s nothing, and then there is the rest, working more or less the same, with few exceptions (into both directions). I cannot compare Biovax deep treatments to any other product. 

If I were to put them in an order, the first place, collectively, belongs to the masque for dry and damaged hair, the one for dark hair, Latte and the one for oily hair. They give me the same final result with no twist. The second place, double: great effects but with some remarks. I will surely go back to the masque with keratin and silk, though I have to be careful with protein, which can be overdosed if used too often, or even if used once on hair that wasn’t well-moisturised before. Biovax Argan Macadamia Coconut gives me effects that are so great it is really worth waiting through the initial frizz. The third place, a masque I am not sure I will re-buy – other Biovax ones give me the same effect without risk: the masque for blond hair. It’s great, but I have to watch out for the dryness that could possibly become more and more visible in the long run. The fourth place, masques I will not buy again: Biovax deep treatment for dyed hair, because it doesn’t weight my hair down enough. It worked very well, like many products of other companies, but in comparison to the outstanding results that the rest gives me it’s… not much ;) And the DT for fragile and shedding hair, which, no matter what I did, was leaving the under-layer of my hair frizzy, due to the fact that it contains aloe vera.

P.S. The post is huge, in terms of the length, and the amount or effort and time I put into testing the masques first, and then in describing them and translating it all. I am proud of it ;) I like bigger projects like this one. To have a whole family of deep treatments tested means something! I am doing the same thing with Ziaja DTs. Do you have a brand of conditioners of deep treatments you like so much that you want to try them all?

P.P.S. Oh irony! As soon as I published this post I discovered, by accident, that Biovax has a new DT. Biovax Gold Argan & Gold 24K: with golden dust and argan oil. And I can no longer say I've tested them all ;) This masque has a promising INCI list, though it's not as rich as in the older versions. I think it's worth trying.

Edition made in November: you can find my review of the Gold masque here. It's amazing! (I mean the masque, not the review ;)) It's in Polish only, but you can easily use the Google Translate tool I added to the side bar.


Edition from May 2015: here you can find my review of five more Biovax deep treatments from the new Glamour line. It’s in Polish only, but, again, you can easily translate the whole page using the Google Translate tool on the sidebar :)


P.P.S. I’ve been considering this for a longer while and I’ve taken the decision. From now on I will write in Polish only. There are a few reasons. The first one is time. With translation and correction, it takes me three times more time to prepare an entry than in would if I was writing in Polish only. For instance the English part of this long entry took me three evenings, several hours in total. With every correction or additional information I have to find the corresponding part of the text in the English section and add it there too. Since I always think about translation, I often limit the amount if info in posts. I’ve had a lot of entries ready for a long time, for months, and they were waiting to be translated. I was writing in English from the start so that readers who do not know Polish could follow my blog easily. But after a year and a half I see that I have no more foreign readers than those authors who write only in Polish do. Their readers use Google Translate. And this is the second reason for the change. I was also using this as a practice for myself, yet I have so much English in my everyday life that I don’t really need this kind of extra practice.


I think that my blog will be clearer now. And I will write with pleasure, without thinking “I have to translate it now, it’s twice this much work”.

Komentarze

  1. alez zmienily Ci sie wlosy! mialam kiedys maske biovax do wlosow ciemnych, ktora byla super, pozniej mialam z proteinami mlecznymi, ta sie calkiem nie sprawdzila :( musze znalezc gdzies saszetki do kupienia i wyprobowac reszte :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno są w SuperPharmie, ale nie byłam tam od bardzo dawna ;) Swoje kupiłam częściowo w Biedronce, w ciagu pół roku chyba ze dwa razy były w ofercie a późńiej jeszcze długo leżały w koszu "ze wszystkimi resztkami". Pozostałe w aptece i chyba właśnie w aptekach saszetki widzę najczęściej :)

      Usuń
  2. ja najbardziej lubię tą w zielonej saszetce :) najlepiej sprawdziła się na moich włosach :) mam też tą z olejami, ale już nie jest taka fajna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasnozieloną czy zielono-brązową? :)

      Usuń
  3. Doczekałam się, yay! Świetny post, bardzo rzetelny i satysfakcjonujący.
    Rozumiem Twoją decyzję i na pewno będę tu zaglądać, gdy będziesz pisała tylko po polsku.
    Ja właśnie zużywam drugie opakowanie do włosów suchych i zniszczonych. Latte miałam kilka lat temu, gdy jeszcze byłam laikiem w kwestii składów i porowatości, 3 oleje kupiłam zaraz po tym, gdy się pojawiła i nie polubilysmy się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) Trochę się bałam tej zmiany, ale od jakiegoś czasu pisanie po angielsku zaczęło mnie, paradoksalnie, ograniczać. Czasowo i... siłowo ;)

      Usuń
  4. Ja też używam tych saszetkowych maseczek i bardzo je lubię, zarówno solo jak i dodaję do masek domowej roboty (np. drożdżowej).
    Kochana to aż nie dowiary jak bardzo Twoje włoski się zmieniły, widać jak bardzo trud w ich pielęgnację włożony popłaca, bo dzisiaj Twoje włosy mogłyby śmiało występować w reklamach najlepszych producentów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :):):)
      A kiedy patrzę na te dosłownie spalone końcówki, zastanawiam się jakim cudem nic z nimi nie zrobiłam wcześniej. Ale to chyba wina powolnej zmiany, której nie dostrzegałam.

      Usuń
  5. Bardzo fajne zestawienie:) też lubię te maski. Ciekawa jestem tej nowej wersji z drobinkami złota, nie znalazłam w internecie żadnej sensownej recenzji, może sama się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ją odkryłam. Sekundę temu, przypadkiem. Kurczę, że też nigdzie jej nie reklamują... A może reklamują, ale nie przebijają się przez moją anty-medialną osłonę :D

      Usuń
  6. Bardzo wyczerpujacy (temat) post :)
    ja tam lubilam czytac tlumaczenia postow, traktujac to jako cwiczenie jezykowe no i zawsze pelna podziwu jak sobie radzisz z tlumaczeniem niektorych slowek, zwrotow (chociazby ta babuszka Agafia :) - i zawsze tez kiwalam glowa jaka to kupa roboty z przetlumaczeniem kazdego wpisu.
    Biovax do wypadajacych wlosow (ten zielony) bardzo mi pomogl w poporodowym wypadaniu, w sumie to dziwie sie ze jeszcze do niego teraz nie wrocilam (zmagajac sie z fala wypadania), a twoj post mi o nim przypomnial- musze sie rozejrzec za jakas dobra oferta :). Z biedronki przetestowalam kilka wersji (na pewno oleje, proteiny mleczne, keratyna i jedwab, do ciemnych, i latte- ale za leniwa jestem zeby je porownywac)- a Ty kawal roboty odwalilas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczerpujący ;) ;)
      Natura ostatnio wprowadziła Biovaxy. Fajnie :) Ale i tak dużo bardziej opłaca się kupić te duże, choć trudniej je znaleźć. NA przyszłość zastanawiam się nad zamówieniem z internetu, bo z opłatą za dostawę i tak wyjdzie taniej przy większych zakupach.

      Usuń
  7. Bardzo lubię maski z Biovaxa i też udało mi się przetestować wszystkie. U mnie niestety jedna z nich się kompletnie nie sprawdziła (do włosów farbowanych), a reszta dobrze lub bardzo dobrze. Najbardziej podobają mi się Twoje włosy po wersji z proteinami mlecznymi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zostałyśmy pozbawione prawa do powiedzenia "przetestowałam wszystkie". Chyba, że używałaś tej nowej, złotej? :) Ciekawe kiedy się w ogóle pojawiła. I tak cicho o niej...
      Dziękuję! :)

      Usuń
    2. O! Zapomniałam o niej. Widziałam ją w SuperPharmie bodajże pod koniec czerwca. W sumie to mnie do niej nie ciągnie. :)

      Usuń
    3. Mnie tak żeby biec i kupować też nie :) Kiedyś przy okazji ją wezmę, ale... trochę zła jestem. Na to złoto. Czy metal robi cokolwiek z włosami? :D Czy tylko ładnie wygląda i kusi luksusem? ;)

      Usuń
    4. Jak ją zobaczyłam wtedy to chciałam ją kupić, ale za taką cenę jaką proponowali to stwierdziłam, że to jakiś żart i se odpuściłam. Nie wiem czy złoto coś daje. Może będzie dodatkowo nabłyszczać?

      Usuń
    5. Może tak. Może te drobinki są zrobione w taki sposób, że będą zostawały na włosach :)
      Niech firma zrobi saszetki. Najlepiej dla Biedronki znów ;) Najlepsza promocja.

      Usuń
    6. Złoto koloidalne twarz napina i nawilża zwiększa też produkcję kolagenu w masce pewnie ma nawilzyc i uelastycznic ale pewności nie mam ;)

      Usuń
    7. Na pewno będzie ładnie wyglądało :D
      Ale! Mamo moja, te 25 zł to oni chcą za tylko 125 ml. Robi się ekskluzywnie.

      Usuń
  8. Moim ulubieńcem jest wersja do włosów ciemnych. Do włosów suchych i zniszczonych sprawdziła się dobrze, ale jednak gorzej. A o wersji latte, wstyd się przyznać, ale dowiedziałam dopiero z Twojego posta i zaciekawiła mnie, tym bardziej, że ostatnio szukam najlepszych dla siebie protein. Może kiedyś wypróbuję, a twój skręt po niej właśnie jest śliczny, kiedy już zetniesz przerzedzone końce będzie idealnie (nie pośpieszam, wiem co o tym sądzisz) :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe właśnie jak równe, ciężkie końce wpłyną na skręt. Za jakiś czas się przekonam... :)

      Usuń
  9. Wreszcie doczekałam się tego posta! :D Moją pierwszą maską z Biovax była Latte, która sprawdziła się najlepiej ze wszystkich masek jakich miałam. Teraz kupiłam drugą maskę z serii Biovax do suchych i zniszczonych i nie mogę uwierzyć, że aż tak dobrze się sprawdza. :)
    Twoje włosy BARDZO się zmieniły! :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię tą do włosów ciemnych :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje włosy ich nienawidzą... :( i tak długo zastanawiałam się, co jest grane, ale doszłam do wniosku, że nie pasuje im miód, bo zawsze wyglądają po nim beznadziejne. Dostałam od czytelniczki saszetkę tej z keratyną i jedwabiem i włosy były zadowolone. Czyli moje podejrzenia chyba są słuszne. A tą z keratyną kupię w saszetkach jeszcze, może chociaż ona się sprawdzi :D

    Próbowałaś z olejem ze słodkich migdałów? :)

    Fale pod Biovaxem Latte <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *z olejem=z olejem solo ;) chodziło mi o to, czy kiedyś nim olejowałaś :)

      Usuń
    2. Taaak :) Dostałam odlewkę. I był super. W starych czasach (tylko LHC) czytałam o oleju ze słodkich migdałów i szukałam na allegro. Był bardzo drogi... a teraz nie jest źle, w aptece :) Jak już znudzi mi się Babydream i Loton, pobędę kilka miesięcy z migdałem ;) (Taka zdrada to będzie! :D )

      Usuń
  12. Ooo, i ja się doczekałam! :) U mnie wszystkie przetestowane Biovaxy działają tak samo, czyli świetnie :D Muszę jeszcze zdybać gdzieś tę Gold ;) Aż do dzisiaj nie wiedziałam, że istnieje takowa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie. Co za niedoinformowanie :D Poległam jako włosowy szpieg. Szukałam z ciekawości opinii o Regenerum (bo u mnie się nie sprawdza) a wizaz podsunął mi w podobnych produktach złotego Biovaxa. Przypadek nad przypadki. Akurat dziś!
      A jak już wypłynęła, to nagle ludzie o nią pytają. Ha.

      Usuń
    2. Będziem obczajać ;) A na Regenerum się czaiłam, dopóki nie zobaczyłam składu :D Generalnie nie mam nic do silikonów, ale produkt, który reklamuje się jako "regenerujący", a na drugim miejscu ma silikon... Yyy, no.
      Jeszcze mogłabyś mi powiedzieć, gdzie kupiłaś te saszetki? Bo szukam i szukam i nigdzie nie ma :c

      Usuń
    3. Bedziem obczajać. Kto jak nie my :>

      Też Regenerum chciałam (tak ładnie brzmi!), później przestałam chcieć (jak ten skład wygląda? Same "coś" łamane przez "coś" i jeszcze raz... i w sumie nie wiadomo o co chodzi) ale je dostałam, więc spróbowałam.

      Saszetki, poza nieocenioną Biedronką, dostałam w aptece. Są w DOZach, czasem schowane za ladą więc nie widać ;) Widuję je też w innych, sieciowych i nie. Jedna ciekawa choć niesprawdzona prawidłowość: najczęściej w tych w galeriach, czy to typowych handlowych czy takich mniejszych, przy dużych marketach. Tam są też 500 ml słoje <3

      Usuń
    4. Aha! Czytałam też że SuperPharm ma saszetki.

      Usuń
    5. To ruszam w bój :>

      Usuń
  13. Ja przetestowałam póki co 8 z nich, a wersję cynamonową po której obiecuję sobie sporo odłożyłam na później bo po drodze miałam przygodę z keratynowym prostowaniem ( a raczej wygładzaniem) włosów. Mimo wszystko testy jeszcze potrwają bo nie z każdej wersji mam notatki. Ale również wychodzę z założenia że wszystkie Biovaxy działają co najmniej dobrze, więc pewnie przez jakiś czas pielęgnacja moich włosów będzie się opierała właśnie na nich. Też straciłam ochotę na eksperymentowanie i testowanie kolejnych nowych produktów - widzę że moje włosy wyglądają dobrze kiedy używam sprawdzonych maseczek.
    Gdzie można kupić te duże opakowania Biovaxów?
    Hm, czyżbyś zamierzała skompletować Ziajową tęczę? =D

    Pozdrawiam, Gabrysia (nie mogę się zalogować na gmaila - zmieniłam hasło i już go nie pamiętam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duże Biovaxy są w aptekach. Czasem widuję w DOZie, ale takim serio wielkim, a poza tym w innych sieciowych. Na allegro też są, chociaż z czymś tak ciężkim dostawa trochę kosztuje.
      Ziajowa tęcza jest nadal niepobita w swojej cudowności. Mam katalog i te odżywki wygladają tam tak cudnie :D Czemu wszystkie poza jedną mają parafinę? ;(

      Usuń
  14. U mnie żadna z saszetek nie zdała egzaminu a szkoda bo liczyłam na dobre nawilżenie :/ Twoje włosy mogą być wymagające moje w takim razie są hiperwymagające ;)
    Zawsze strasznie dobrze czyta mi się Twoje recenzje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się cieszę! :) Recenzje to chyba jedne z trudniejszych wpisów.
      Co tu zrobić żeby nie było nudno i sucho...? ;)

      Usuń
  15. Epopeja Biovaxowa!

    Mam teorię odnośnie do wersji do włosów blond, i muszę ją koniecznie Ci napisać, zanim mi ucieknie: to ekstrakt z kasji puszy Ci włosy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie można kpić te wielkie słoje? Bo też myślałam, że to tylko limitki i kupiłam taką, jaka była... czyli do włosów blond (chciałam do przetłuszczających się albo ciemnych). Albo nie odpowadaj mi, najpierw przetestuję saszetki, potem zużyję pół tony z tonowych zapasów, a potem będę się rozglądać za ewentualną dokładką.

      Jak dla mnie to superfajnie, że nie będziesz pisać po angielski i po polsku, jeden język w zupełności wystarczy - i przewijania mniej, i strona się szybciej załaduje.

      I co to za nowsze niż nowe podejście do zakupów? :)

      Usuń
    2. Na hasło "kasja" chowam się pod kołdrę i oddycham tak cicho, żeby mnie potwór nie usłyszał. Wystaje tylko kabel od lapka.

      Jak zużyjesz to co masz, podam Ci sekretne miejsce nabycia półlitrowych słojów. Tylko nie podczytuj komentarzy wyżej :D
      O! Z tymi zakupami, już wiem. Znalazłam to miejsce w tekście. Post powstał przed opublikowaniem tego niedawnego o tym właśnie, że zostaję z maskami Biovax. Chociaż wtedy jeszcze planowałam najpierw całkiem skończyć zapasy. A teraz już, na przeczekanie i do używania jedocześnie, Biovaxa kupiłam. Zaraz to zmienię:) Już nic nowszego nie ma ;)

      Usuń
  16. Uwielbiam Biovaxy! Najbardziej przypadła mi do gustu wersja dla włosów ciemnych. Tak jak u Ciebie wydobywa z moich włosów rude refleksy :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedyś gdzieś pytałaś o dostępność odżywki timotei drogocenne olejki, melduję że w moim rosmanie jest, może u Ciebie też będzie.

    Co oprócz biovaxów określiłabyś jako 'pewniak' ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Widywałam do tej pory tylko szampony. Ale za to jakie! To co prawda już nie seria z olejkami, ale Timotei podobnie jak Pantene robi wielkie, 750 ml butle szamponów (a Pantene też odżywek). Chyba specjalnie dla wielkich marketów, bo tylko tam je widziałam (Carrefour i Kaufland). Wychodzi to dużo taniej, zwłaszcza odżywki ;)

      Poza Biovaxami wybitnie działa u mnie też Nivea (Long Repair, Hydro Care, Straight and Gloss, mam jeszcze kilka na liście na przyszłość). A poza tym już tylko pojedyncze produkty. A, jeszcze Ziaja, maska wygładzająca i oliwkowa. Reszta to już naprawdę pojedyncze maski i odżywki. Jajeczna maska Agafii, balsam tybetański PO.

      Usuń
  18. Uwierz lub nie ale u mnie było identycznie z ich pierwszym zakupem! Tylko że to moja kuzynka miała takie cudne włosy i poradziła mi tą oryginalną maskę a Pani w aptece poradziła mi te, bo tańsze! Była to ta z proteinami mleka i świetnie mi się sprawdziła! Była też bardzo wydajne i od tamtej pory już do nich nie powróciłam, sama nie wiem dlaczego! Jestem bardzo ciekawa jak u mnie sprawdziłaby się ta wersja z aloesem, chyba w sumie wypróbuję sobie taką małą wersję w saszetce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj :) Te saszetki to naprawdę strzał w dziesiątkę. I półlitrowe słoiki dla tych, co spróbowali saszetek i zakochali się... aż po cebulki włosow :D

      Usuń
  19. nie testowałam jeszcze masek z biovax'u;)

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie jest zupełnie odwrotnie - jako płukanki i mgiełki aloes się totalnie nie sprawdza. Ale jako dodatek do maski działa cudnie.
    Te fale po wersji Latte! <3 <3
    Kusisz tymi maskami, chyba jednak kupie je wszystkie. I jest nadzieja, że może i ja nauczę się takiego używania masek by znikały mi wolniej. Bo teraz z tych 250ml po 2/3 użyciach nie ma już połowy słoiczka :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie znalazłaś te większe opakowania tych masek?

      Usuń
    2. I albo znów mam omamy wzrokowe albo zmieniłaś kolorystykę bloga :>

      Usuń
    3. Właśnie też mi się wydaje, że wcześniej nie było różowo. :) Duże bivaxy z tego co dziewczyny pioszą są w niekórych dozach, często też w marketowych aptekacxh i na allegro. Serię z olejami widziałam też w naturze, zle nie dam sobie ręki uciąć, czy ten duży słój też mieli.

      Dzisiaj kupiłam saszetkę biovaxa do ciemnych w biedronce za 1,30 zł. :)

      Usuń
    4. U mnie zadziałało nakładanie mniejszymi porcjami. W końcu nauczyłam się zużywać mniej. Kiedy nakładałam jedną dużą, tam gdzie wylądowała było za dużo a nie zawsze dała się rozprowadzić na przykład przez przeczesywanie. Więc dokładałam. Albo, nawet jeśli dała się nałozyć na całą długość, i tak było za dużo a nie chciałam odciskać maski z wodą do słoika. W butelce to już w ogóle odpadało.
      Ale i tak zużywam dużo :(

      Większe maski mieszkają w aptekach, szczególnie polecam DOZ oraz - to dość dziwna prawidłowość - apteki w galeriach, czy tych typowych czy tych przy marketach, takich "wzdłuż jednej ściany". Jakoś tam Biovaxy widuję. W mniejszych aptekach nie, choć możliwe, że po prostu są ukryte na półkach.

      Zrobiło się różowiej ;) Z usunięciem angielskiej części poczułam, że dużo się zmieniło. Nie macie pojęcia ile ja teraz piszę, ile tworzę postów zaległych często nawet z roku ;) I zmieniłam też na tę okazję szablon. W poprzednim cały czas denerwowało mnie to, że na 2 linijki kart jest tylko 1.5 linijki miejsca i było nierówno ;)

      Usuń
  21. no przeczytałam wszystko :D stosowałam póki co 3 wersje masek i wszystkie lubię :D na pewno sięgnę po inne :D teraz się tylko zastanawiam czy zostać przy saszetkach czy kupić pełnowymiarowe opakowania :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Moja ulubiona to chyba wersja z olejami :)
    Mimo wszystko dobrze sprawdzała się jeszcze ta do włosów ciemnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ta z olejami kończy się naprawdę fenomenalnie. Tyle tylko, że trzeba przeczekać puch, też pierwszej klasy i rozmiaru XL :D

      Usuń
  23. Miałam wersję latte- świetna! sprawdza się w moim przypadku zarówno na zniszczonych jak i zdrowych włosach. W Biedronce kupiłam jakiś czas temu saszetkę z olejami- była zbyt lekka, słabo nawilżała, nie byłam zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak o tym czytałam :) U mnie jednak (na szczęście!) dociąża.

      Usuń
  24. Henri, stylizujesz fale jakimś żelem czy tylko zawijasz koczka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko zawijam. Próbowałam chwilę z żelem ale niczego to nie zmieniało, poza usztywnieniem mi włosów które po odgnieceniu nawet nie mijało :) Więc do skrętu używam tylko protein jako masek. I koczka :)

      Usuń
  25. Wlasnie sie dowiedzialam ze q supepharmach jest aktualnie promocja na zloty biovax- ten nowy za 9 zl, jesli macie w okolicy to warto prpbowac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam (i bardzo dobrze, bo jeszcze bym kupiła) ;)

      Usuń
    2. Też to odkryłam :) Ktoś ma jednak trochę wstydu. Dla mnie regularna cena, 25 zł, za 125 ml (!!) to lekka przesada. 25 zł za maksymalnie trzy mycia włosów... Liczmy nawet cztery z Biovaxową wydajnością. 100 zł na miesiąc gdybym chciała używać tej maski regularnie. Ups, nie. Ale za te 9 zł warto. Następnym razem, jeśli taka promocja się trafi, skorzystam :) Tym razem nie mogę. Honor mi nie pozwala :D

      Usuń
  26. Henri, nie chcę Cię martwić, ale tych składników po Centrimonium Chloride (a nie po parfum) są śladowe ilości. Tak więc o ile proteiny może mają szanse zadziałać (ale marnie), to oleje chyba nie za bardzo.

    Wszystkie te maski to woda, cetearylowy lub cetylowy alkohol z dodatkami poniżej 0,1%. Tak więc pisane o innych, że "są wysoko w składzie" nie do końca odzwierciedla rzeczywistość. Ale grunt, że działają!

    http://śmierdzącemazidła.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cetrimonium Chloride ma ograniczone stężenie gdy pełni funkcję tylko konserwatora. W tych maskach zapewne jest w większych ilościach gdyż pełni również funkcję kondycjonującą.
      za to benzyl alcohol pojawiający się w paru maskach faktycznie ma ograniczenie stężenia do 1%.

      Usuń
    2. Gabriela, przeczytałam Twój komentarz jakoś w połowie dnia i już rozpędzałam się do załamania ;) Okazałoby się, że wszystkie maski to w sumie woda i alkohol tłuszczowy. Poza tymi, które mają oznaczony skład procentowy, jak na przykład Planeta Organica Afryka, etykiety wspominają o procentowej zawartości olejów.

      Zawsze staram się używać sformułowania " coś jest wysoko w składzie" a nie "jest tego dużo" właśnie dlatego, że ile jest nie wiem. Ale numer pozycji mogę policzyć i to rzeczywistość odzwierciedla ;) Wiem, że niektórych rzeczy jest bardzo mało nawet jeśli są na czwartym miejscu w składzie, więc nie ważę się pisać "maska ma dużo...". Ale o pozycjach na liście chcę wspominać, bo jednak musi być (bardzo chcę w to wierzyć ;)) jakaś różnica między maską która olej arganowy ma po zapachu a taką jak np. Lady Spa Silk & Argan, która ma oleje zaraz po "Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride", czyli 4. i 5. miejsca.

      Usuń
    3. Hej, ale nie ma się co załamywać, skoro to działa! Alkohol tłuszczowy to bardzo dobra rzecz, nie zastąpimy go olejami, przecież i nie bez powodu producenci go tyle pakują. Dodanie dużej ilości oleju wcale nie jest takie kosztowne w produkcji (oczywiście jeśli mowa o tańszych olejach :] sojowy etc.), a jednak tego nie robią. Ale keratynę czy cysteinę do masek i odżywek wolę dolać już sama - zawsze mi mało.

      Co do tego Cetrimonium albo Behentrimonium Chloride, to większa część internetowych źródeł mówi o 0,1% ogólnie - nie tylko jako konserwant. Sama już nie wiem. Skąd Wiedźmo takie informacje? Zdziwiłam się, bo to substancje dość solidnie drażniące są.

      Benzyl Alcohol to wiadomo - konserwant zwykły.

      I jeszcze jedna ważna rzecz! To, co producent pisze na etykietach poza INCI to zupełnie inna bajka niestety. W INCI kłamać nie ma prawa, co poza - to już wolna amerykanka. Ostatnio jedna z dziewczyn (z bloga "zakupniekontrolowany") testujących masło TBS z olejem arganowym o tym pisała. Z resztą Henri sama zobacz co pisze przedstawiciel na facebooku: "70% oleju arganowego" w komentarzach https://www.facebook.com/TheBodyShopPoland/posts/677031342376391 , kontra INCI:
      Hydrogenated Coconut Oil (Emollient), Caprylic/Capric Triglyceride (Emollient), Octyldodecanol (Emollient), Copernicia Cerifera Cera/Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax/Cire de carnauba (Stabiliser/Viscosity Modifier), Hydrogenated Vegetable Oil (Emollient), PEG-8 Beeswax (Emulsifier), Butyrospermum Parkii Butter/Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (Skin Conditioning Agent - Emollient), Parfum/Fragrance (Fragrance), Argania Spinosa Kernel Oil (Skin-Conditioning Agent), Tocopherol (Antioxidant), Coumarin (Fragrance Ingredient), Triethoxycaprylylsilane (Binder), Citric Acid (pH Adjuster), CI 77492/Iron Oxides (Colorant).

      Sorry, że się tak rozpisałam, ale ludzie to łykają i mnie to strasznie mierzi.

      Usuń
    4. Jeeeju! Czytałam ten skład, czekałam na olej arganowy... I parsknęłam śmiechem.
      Naprawdę chciałabym wiedzieć jak TBS to wyjaśnia. Bardzo. 70% w ostatnich 6 składnikach? :<

      Usuń
  27. Do tej pory zużyłam cztery słoiki różnych Biovaxów (oleje, latte, do ciemnych i z jedwabiem). Każdy był na co najmniej 4+ :) planuję tak jak Ty wypróbować po kolei wszystkie, ale z wyjątkiem wersji do blond włosów, bo nie chcę rozjaśnienia. Dziś kupiłam złotą wersję limitowaną, następną kupię tę z cynamonem, jak już trochę wykończę aktualne zapasy (co trochę potrwa...) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, a dasz mi znać jak działa złota? Jeśli będziesz pamiętała :)

      Usuń
    2. Wciąż nie wiem, jak działa - wykańczam zapasy, złoty Biovax czeka w kolejce :)

      Usuń
  28. Ciekawe te maski, może spróbuje. ;)
    Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
  29. Świetne rozwinięcie tematu! Jestem pod wrażeniem. Bardzo mi pomogłaś w podjęciu decyzji, którą z masek Biovax chcę wypróbować jako kolejną. Miałam już tą do włosów ciemnych, z proteinami mlecznymi, do włosów suchych (także mój faworyt!), keratyna i jedwab, a także tą z olejkami. Są genialne! Nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów bez Biovaxu.

    OdpowiedzUsuń
  30. Wszystkich jeszcze nie próbowałam ;D Ale jestem miłośniczką wersji ciemno pomarańczowej do włosów suchych i zniszczonych oraz fioletowej do włosów ciemnych!
    Najlepsze są te saszetki można spróbować wszystkich i nie wydawać fortuny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o opakowania, Biovax jest firmą idealną. Mają i saszetki i wielkie opakowania :-)

      Usuń
  31. Duże swoje Biovax ma apteka Niezapominajka. Ja mam włosy rozjaśniane, zdrowe,ale suche. Mam Biovax do włosów suchych oraz regenerujący do włosów blond. Oba sa dobre, ale wole do włosów blond. Maskę trzymam zawsze co najmniej 30 min i nie zauważyłam rozjaśnienia ani wysuszenia włosów. Jest świetna. Wypróbuje wszystkie pozostałe

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz