Cassia Henne Natur, Khadi i senes ~ Khadi cassia, Henne Natur cassia and senes

Moja przygoda z cassią (a później senesem) była od początku dziwna. Założyłam nieświadomie (no właśnie), że zioła będą miały pozytywny wpływ na moje włosy pomimo ewentualnego kiepskiego działania zaraz po zastosowaniu. Z niczym innym tak nie robię. Maskę o świetnym bogatym składzie, która teoretycznie też z czasem mogłaby przynieść dobre rezultaty w postaci, dajmy na to, mocniejszych końcówek odrzucam od razu jeśli na przykład puszy włosy. Z cassią próbowałam i próbowałam. Może dlatego, że cassia daje (teoretycznie ale i według wielu, wielu recenzji ze zdjęciami) te same efekty co henna, tylko nietrwałe i bez koloru: gładkie, błyszczące włosy. Coś, czego bardzo chcę a długo nie mogłam uzyskać tego w żaden sposób. Kiedy w końcu mi się to udało, eksperymenty z cassią przeprowadzałam spokojniej i bez presji. Wciąż zakładałam, że cassia ma jakieś dobroczynne właściwości, które ujawnią się po długotrwałym używaniu. Myślałam, że muszę się nauczyć wydobywać je spod przesuszenia i szorstkości. Na początku mojej przygody z pielęgnacją włosów nie miałam wielu możliwości. Właściwie używałam tylko szamponów i odżywek, bardzo rzadko olejów (i to, o czym wtedy nie wiedziałam, kompletnie niedobranych do typu moich włosów), o półproduktach nie miałam pojęcia. Dlatego uczepiłam się cassii i cały czas wierzyłam w to, że ma ona dobroczynny wpływ na włosy, tyle tylko, że muszę opanować jakoś ich suchość.

Zaczęłam mniej więcej w 2011 roku z cassią Henne Natur. Używałam jej do niedawna, w sumie kilkanaście pudełek. Moje włosy potrafiły po niej wyglądać tak (zdjęcie z lampą, luty 2011):


Ale niestety wcześniej były suche, szorstkie, trudne do rozczesania. Z czasem zaczęłam się zastanawiać czy warto czekać te kilka dni na gładkie i błyszczące włosy. Nie dawały mi jednak spokoju opinie innych dziewczyn, które chwaliły cassię za wzmocnienie włosów i ograniczenie ilości rozdwojeń przy regularnym stosowaniu. Później znalazłam na to inny, pewny sposób: oleje i maski. W końcu do cassii zaczęłam podchodzić jak do innych produktów: jeśli się nie sprawdzi, nie będę się z nią męczyła. Nie muszę już używać jej, chociaż zaraz po użyciu moje włosy są suche i szorstkie a długofalowy dobroczynny wpływ niepewny. Nawet ten blask i wygładzenie, które pojawiają się kilka dni po zabiegu z użyciem cassii nie mogą się równać z efektem na moich włosach po użyciu maski czy oleju. Wiem, że są osoby, których włosy od razu po zastosowaniu cassii są gładkie i błyszczące. Czyli może tak być i tak właśnie być powinno. Uznałam, że jeśli po wielu próbach u mnie tak nie będzie, cassia po prostu nie jest dla mnie. Wiedziałam już, że nic nie tracę, znając inne sposoby na wzmocnienie i wygładzenie włosów i postanowiłam nie męczyć się z suchymi włosami po zmyciu cassii.

Wysuszenie można opanować bardzo skutecznie płukanką z wody źródlanej. (Ten post zawiera też więcej generalnych informacji o cassii.) A przede wszystkim można po jej użyciu nałożyć dobrze dociążającą maskę. U mnie jednak cały czas powracało pytanie: czy warto? Aplikacja nie jest łatwa, cena cassii Khadi dostępnej stacjonarnie lub cassii Henne Natur z dostawą nie jest niska, z przesuszeniem jednak trzeba w jakiś sposób walczyć. Nie lepiej jednak postawić na mniej problematyczne maski i oleje, dające, co mam już sprawdzone, pewne i wyraźne efekty? Żeby w końcu zdecydować, czy chcę regularnie, przynajmniej raz w miesiącu używać cassii, spisałam efekty użycia cassii obu dostępnych dla mnie firm a także kupiłam nieco tańszy senes.

1. Cassia Henne Natur

To mieszanka cassii i odrobiny henny. Jest jej tam tak niewiele, że nie barwi włosów. Zużyłam jakieś piętnaście pudełek tego produktu. Czasem używałam cassii co miesiąc, czasem robiłam długie przerwy. Zazwyczaj używałam jej zgodnie z najpopularniejszym na LHC przepisem na hennę i cassię, czyli po prostu z ciepłą wodą. Czasem zostawiam ją na kilka godzin w cieple, czasem od razu nakładam na włosy. Kiedyś dodałam nieco soku z cytryny, ale nie mam notatek. Kilka razy użyłam herbaty rumiankowej – włosy były jeszcze silniej przesuszone (teraz bym to przewidziała). Dodanie odżywki również niewiele pomagało, pewnie dlatego, że była to odżywka Hegron o słabym działaniu.

Tradycyjne użycie

Kiedy zaczynałam używać cassii, na pierwszym roku studiów, moje włosy były tak suche, że zioła nie pogorszyły zbytnio sytuacji. Do tego, kiedy patrzę teraz na wszystkie zdjęcia włosów po użyciu cassii, już drugiego dnia suchość zaczyna mijać. Nie jest wcale aż tak źle. Moje suche, wysokoporowate włosy nie kochają ziół, ale nie jest też bardzo źle.

Poniżej kilka zdjęć efektów cassii. Był taki czas, że używałam jej dość regularnie, co miesiąc. Zaraz po wyschnięciu włosy były wyraźnie suche i szorstkie, ale jak widać już kolejnego dnia wyglądały dobrze.


Maj 2012


Czerwiec 2012


Marzec 2013 po płukance z wody źródlanej

Właściwie jakiś czas po cassii moje włosy nie wyglądały źle. Przez jakiś czas po zabiegu były też wyraźnie grubsze. Nie widziałam jednak nadal powiększonego blasku i gładkości. Może jednak należą one tylko do henny? Pomimo to postanowiłam próbować dalej. W międzyczasie użyłam też cassii jako glossu.

Cassia gloss

Zamiast rozrabiać cassię  z wodą, po prostu dodałam jej do maski (Beauty Formulas Honey Treatment Wax, która sama działa na moich włosach świetnie.) W ten sam sposób można używać również henny, jeśli chcemy tylko odżywić kolor. (Pisała o tym Kociamber w podróży tutaj, są też zdjęcia.) Teoretycznie przy tym zabiegu włosy zostają odżywione i przez maskę/odżywkę i przez cassię/hennę, ale wiele osób twierdzi, że kolor, owszem, delikatnie się zmienia (w przypadku henny), jednak odżywienia takiego jak przy pełnej wersji nie ma.

Dodałam resztkę cassii firmy Henne Natur (około 30g) do maski BF Honey Treatment Wax i wymieszałam. Wyszła tego cała masa. Kiedy używam cassii z wodą potrzebuję trzech czwartych z 90g opakowania. Tyle mi wystarcza, ponieważ skoro cassia jest bezbarwna nie muszę się martwić stuprocentowo dokładnym pokryciem każdego cienkiego pasemka, chociaż staram się. Wszystkie włosy zasługują na coś dobrego ;) Tym razem z 30g proszku i maski powstała porcja, która starczyłaby aż na dwa użycia.

Przede wszystkim dodanie cassii do maski o woskowej konsystencji było bardzo nietrafionym pomysłem. Już wiem, dlaczego nie zaleca się wosków jako baz do mieszania z czymkolwiek. Prawda – cassia nie była takim trudnym to rozprowadzenia na włosach, szorstkim potworkiem jak zwykle. Za to stała się plasteliną – rolowała się, w ogóle nie chciała trzymać się włosów. W końcu jakoś ją nałożyłam, zawinęłam włosy w folię i cierpliwie poczekałam dwie godziny.

Spłukanie cassii w tradycyjnej wersji zajmuje mi trochę czasu. Woda dłuższą chwilę leci brudna, na końcu czysta, a po kolejnym myciu, ciekawostka, znów lekko brązowa. Tym razem większość cassii spłukała się od razu… a reszta została we włosach w formie grudek, plastelinowych kulek. Przeczesywanie palcami niewiele pomagało, kilka razy zakręcałam już kran i odciskałam wodę z włosów tylko po to, żeby odkryć kolejne klejące grudki.

Po wyschnięciu włosy były gładkie, błyszczące, czyli wyglądały tak jak po użyciu samej maski Beauty Formulas Honey. Jedynie końcówki były przesuszone i to jedyny efekt cassii, jaki zauważyłam. Typowego pogrubienia włosów czy wzmocnienia blasku nie było.

Ostatecznie cassia Henne Natur nie do końca jest produktem, do którego chciałabym wracać. Aplikacja jest męcząca, włosy pierwszego dnia przesuszone, późniejsze efekty, chociaż suchość mija, są nieporównywalnie gorsze od tych po dobrej masce czy oleju. A na możliwe długotrwałe – wzmocnienie włosów – nie chcę czekać. Na pewno mogę je mieć używając masek i olejów, z dużo większą łatwością. Na początku pielęgnacji włosów, kiedy miałam tylko odżywki, trzymałabym się cassii z dwóch powodów: po pierwsze, po tamtych słabych odżywkach moje włosy i tak nie wyglądały dużo lepiej niż po cassii (teraz widzę ogromną różnicę. Już wiem, że moje włosy nie muszą wyglądać jak siano, to nie tak, że taka ich natura. Po, na przykład, jednej z moich ulubionych masek Biovax włosy są gładkie, śliskie, dociążone.) a po drugie nie miałam nic innego co miałoby szansę wpłynąć na włosy przy dłuższym używaniu (teraz mam oleje, półprodukty).

2. Senes

Senes zawiera sennozyd, co częściowo tłumaczy jego nazwę. Cassia nazywana jest też czasem senną, mamy więc połączenie. Według Wikipedii senes był kiedyś zaliczany do rodzaju cassia. Rośliny są bardzo podobne.

Zdecydowałam się na senes ze względu na jego cenę. Za opakowanie 30 g herbatki fix zapłaciłam w aptece około 3.5 zł, więc mam 90g za nieco ponad 10 zł. Dla porównania, 90g cassii Henne Natur kosztuje 15 złotych plus dostawa a Khadi aż 30 zł plus dostawa (chociaż od niedawna w Toruniu jest stacjonarny sklep Helfy.pl, więc cassię Khadi mogę mieć za 29 zł).

Przeliczyłam się myśląc, że skoro wybieram herbatkę fix a nie całe liście, senes będzie zmielony drobno. Miał formę wiórków, co widać na zdjęciu nawet po dodaniu wody. Jego Wysokość Król Małżonek zrobił co mógł, żeby zmielić senes (który nazywa liśćmi sensu, jak magicznie! Pasuje nam to do elfów z „Wiedźmina”, którego oboje czytamy, ja już trzeci raz.) jeszcze drobniej, ale i tak skończyło się na czymś, co przypominało mieszankę małych trocin z wodą. Różnica między senesem a pastą z cassii jest w tej kwestii ogromna.

Przygotowałam go tak jak cassię w podstawowej wersji, czyli dodałam ciepłej wody, na początek na tyle, żeby dało się zmiksować pastę blenderem. Tu niestety musiałam wstawić mieszankę do lodówki na cały dzień, dopiero po powrocie dodałam więcej ciepłej wody i nałożyłam senes na włosy. Wspominam o tym w razie, gdyby okazało się, że ma to jakieś znaczenie dla efektów końcowych.



Oczywiście przez swoją postać senes był niesamowicie trudny do nałożenia. Po prostu odpadał z włosów. W cassii czuć maleńkie drobinki i całość jest szorstka, ale trzyma się włosów aż za dobrze – muszę nakładać małe porcje, bo jeśli nałożę większą w jedno miejsce nie dam rady rozprowadzić jej na całą długość włosów po prostu przesuwając po nich dłońmi. Nałożyłam jednak ile mogłam na mokre, świeżo umyte samym szamponem włosy i zawinęłam je w reklamówkę i ręcznik na 2.5 godziny.

Nawet po takim czasie kolor ziół się nie zmienił. Senes był nadal zielony, w przeciwieństwie do cassii, która brązowieje. Nie tak jak henna, ale jednak. Pozornie zioła dały się wypłukać w włosów po niewielkim wysiłku. Nie było ich widać ani czuć pod palcami, a jednak kiedy włosy wyschły wypadały z nich pojedyncze okruszki i były widoczne na przykład na narzucie łóżka. Do końca dnia musiałam zamiatać podłogę ;) Być może byłoby lepiej, gdybym umyła włosy odżywką jak to zazwyczaj robiłam po cassii, ale chciałam zobaczyć efekty samego senesu.

Stan włosów pozytywnie mnie zaskoczył. Obawiałam się, że będą suche po ziołach, nie mówiąc o braku odżywki czy maski, a były puszyste, ale nie suche, do tego zaskakująco błyszczące i miękkie, przede wszystkim gładkie, bardzo łatwo mogłam przesunąć przez nie palcami chociaż nie były jakoś wyjątkowo śliskie. Wizualnie jednak krótsze włoski wyraźnie odstawały. Włosy przy skórze głowy były puchate. To jedyne słowo, które idealnie pasuje. Były miękkie, mięsiste, gładkie jak gruby zimowy koc ;) Puchate. Nigdy przedtem takie nie były. A więc senes nie powoduje takiej suchości jak cassia… Ale nie pogrubia włosów jak cassia, chociaż na tym mi nie zależy, bo efekt utrzymuje się tylko przez kilka dni.



Senes nie jest zły, w żadnym razie nie szkodzi, efekty są dobre zwłaszcza w porównaniu do suchości włosów, której się spodziewałam. Ale po prostu lubię bardziej dociążone, nie tak miękkie włosy. Założę się, że od czasu do czasu najdzie mnie ochota na jakiś ziołowy zabieg na włosy i wtedy do senesu wrócę, ale nie będę go używała regularnie, na przykład co miesiąc.


3. Cassia Khadi

To była moja ostatnia próba odnalezienia w cassii tego, co daje henna, czyli blasku i wygładzenia włosów. Postanowiłam, że jeśli sprawdzi się tak samo jak cassia Henne Natur, czyli w sumie średnio, uznam, że nie warto używać tego zioła. Jeśli by się sprawdziła, zostawiając włosy gładkie i błyszczące, spokojnie mogłabym używać jej regularnie, pomimo ceny. W przypadku produktu, z którym nie trzeba walczyć a który już po użyciu zostawia dobry efekt, regularne używanie i czekanie na długofalowe działanie nie jest problemem.



Niby cassia to taki niesamowicie prosty produkt, ale jednak poszczególne marki różnią się od siebie. Henne Natur poza liśćmi cassii zawiera też hennę. Khadi to czysta cassia. Różnica na pierwszy rzut oka widoczna jest w tym, że Khadi ma dużo jaśniejszy kolor. Dwa razy wyższą cenę wybaczyłam jej właściwie od razu: jest wyraźnie drobniej zmielona, co ułatwia aplikację. Dobra wiadomość dla tych z Was, które za zapachem cassii nie przepadają: Khadi pachnie pięć razy słabiej niż Henne Natur. Doceniam też bardzo dobrze i szczegółowo napisaną instrukcję i dołączony do zestawu czepek – nie chcę brudzić swoich zrobionych z tkaniny. Rękawiczki przydadzą się do henny i indygo, cassia na skórze nie zostawia śladów. (Cassia Henne Natur za to nieodwracalnie plami ubrania i ręczniki. Wiem, że cassia innych firm niekoniecznie tak robi, daje się łatwo sprać. Być może w HN to wina henny. Plamy po cassii Khadi zniknęły w praniu.)

Na początek znów użyłam produktu w podstawowej wersji: przygotowałam cassię tylko z wodą (bardzo ciepłą). Jeszcze ciepłą pastę od razu po przygotowaniu nałożyłam na włosy. Senes tylko spłukałam, cassię Henne Natur najczęściej zmywałam rozcieńczoną odżywką po tym, jak początkowo sprawdziłam jak działa sama. Przy pierwszym użyciu cassii Khadi postanowiłam również tylko ją spłukać, bez zmywania jej maską Kallos Latte i bez używania maski czy odżywki po niej. To prawda, że gdybym używała jej regularnie, planowałam zmywać ją Kallosem, żeby mieć pewność, że cała zniknęła z włosów. Ale na pierwszy raz postanowiłam zobaczyć, jak działa sama cassia, żeby nie okazało się, że wysusza włosy, Kallos to tylko maskuje i byłoby lepiej, gdybym wcale cassii nie używała i nie musiała walczyć z suchymi włosami. Wciąż ważne było moje postanowienie, że jeśli włosy będą suche i szorstkie zrezygnuję z cassii, chociaż mogłabym niwelować kiepskie początkowe efekty maskami czy odżywkami. Jeśli mam walczyć, to po prostu nie warto.

Ta świetna dołączona do cassii książeczka z instrukcją podpowiedziała mi jedną bardzo prostą z ważną rzecz: cassię dobrze jest nakładać na osuszone ręcznikiem, a nie tylko odciśnięte z wody jak to do tej pory robiłam, włosy. Wtedy nic nie kapie na ramiona, na kanapę czy krzesło, nie brudzi.

100g cassii to dla mnie zbyt dużo. Na pudełku jest napisane, że wystarcza ono do pokrycia włosów do ramion ;) Na pewno zależy to od ich gęstości a także dokładności aplikacji. Ja większość pasm pokryłam pastą bardzo dokładnie, z innymi udało mi się to gorzej, chociaż dzieliłam włosy na niewielkie sekcje. W każdym razie wszystkie dostały cassię a i tak zostało mi jej sporo. Szkoda, że nie mam już zamrażalnika i nie mogłam jej zamrozić. Po prostu nałożyłam nadmiar na włosy. Trzymałam wszystko pod czepkiem i ręcznikiem przez trzy godziny. I pomimo zmagań z cassią Henne Natur, pomimo tego, że senes nie zadziałał tak jak miał i sprawił, że chciałabym używać go regularnie, miałam ogromną nadzieję, na to, że w końcu wszystko wyjdzie tak, jak bym chciała. Niby mam maski i oleje, które dają to samo co może dać cassia a co w jej przypadku nie jest pewne. Ale jest coś, co lubię w tym błotku. A może po prostu chciałabym w pielęgnacji włosów mieć jakikolwiek ziołowy element? ;)

Cassia spłukała się dość łatwo, to kolejna zaleta drobno zmielonego proszku. Woda była wciąż zielona, nie brązowa jak w przypadku cassii z domieszką henny, gdzie odrobina henny utleniała się z czasem. Włosy wyschły bardzo szybko. Kiedy były wilgotne, mimo że nie były splątane, bardzo trudno było przesunąć przez nie palcami, tak były szorstkie. Po wyschnięciu zrobiły się lekkie (widać, jak fruwają na zdjęciu chociaż prawie nie wiało) i suche. Co też widać. Takie same były w dotyku. Zauważyłam też, że wplątane w pasma zostały niewielkie wiórki cassii, których nie było widać ani kiedy była sucha ani po zmieszaniu.






Tak włosy wyglądały po nocy w luźnym koczku:





Było kiepsko. Mam nawet wrażenie, że jak na ranek po myciu włosów było gorzej niż bywało po cassii Henne Natur. Włosy były suche, szorstkie, plątały się, czego nie robią nigdy. Przypomniało mi się, że takie właśnie były kiedy zaczynałam pielęgnację i uświadomiłam sobie ile się zmieniło. Jest w tej sytuacji coś dobrego ;) Cassia przesuszyła mi też skórę głowy na tyle, że powróciło lekkie swędzenie. Mogłabym ją nakładać w pewnej odległości od skóry... ale to byłby kolejny przykład tego, że muszę kombinować, męczyć się, walczyć z cassią. Czas przyjąć, że cassia moim suchym włosom nie służy, to raz. Dwa: nic przez to nie tracę.

Odratowanie włosów po cassii Khadi zajęło mi bardzo dużo czasu. Po ponad tygodniu nawilżania, nakładania zazwyczaj świetnie działającej maski i takiego samego oleju wciąż były suche. W końcu pojechałam nad jezioro, z resztą pierwszy raz od lat. Zamoczyłam włosy a one zapachiały cassią. Woda od dawna nie leciała podczas mycia brązowa ale zapach cassii i efekty wciąż się utrzymywały. Wtedy pomyślałam, że je rozpuszczę. Pływałam dość długo, nie miałam problemu z rozczesaniem włosów. Bez żadnego kosmetyku wyschły miękkie. Następnego dnia, przed myciem, nałożyłam olej, później maskę. I w końcu było lepiej.

Trochę żałuję, że cassia się nie sprawdziła. Spróbowałam wszystkiego. Nie będę do niej wracała. Gdyby włosy były w dobrym stanie po zabiegu, mogłabym dalej jej używać wierząc w opisywane dobroczynne właściwości. Ale jest źle. Po trzech godzinach z cassią moje włosy wracają do stanu sprzed lat i odratowanie ich zajmuje mi trochę czasu. Nie chcę w taki sposób raz na miesiąc usuwać efektów długiej pielęgnacji. Nie na zawsze, po jakimś czasie włosy wracają do normalnego stanu, ale to i tak bez sensu. Powodowanie zamieszania dla niepewnego efektu... Trzymałam się kurczowo cassii tylko dlatego, że zostało mi w głowie przekonanie, że wzmacnia ona włosy, odżywia je. Nie warto czekać na ten niepewny efekt, kiedy mam oleje, maski i półprodukty. Mogłabym dodawać do cassii półprodukty czy maski ale to wszystko i tak byłoby walką z przesuszeniem. Lepiej go sobie po prostu nie fundować. Cassia nie daje mi nic dobrego, poza bardzo krótkotrwałym pogrubieniem włosów. Nie chcę ich co miesiąc tak przesuszać. Czas przestać myśleć o cassii jako o świetnym produkcie, bez którego sobie nie poradzę. Maski i oleje są mniej problematyczne, dają świetne efekty zaraz po użyciu (często już po pierwszym razie) i wiem na pewno, że na dłuższą metę robią dla włosów dużo, dużo dobrego. Mam do cassii jakiś sentyment, jakieś stare nadzieje, ale już teraz wiem, że te się po prostu nie sprawdzą.

Używacie cassii lub senesu? Macie jakiś inny produkt z którym jesteście lub byłyście w wieloletnim, bardzo skomplikowanym związku? ;)


P.S. Przez większą część sierpnia jestem w podróży. W miarę możliwości będę odpowiadała na komentarze i maile, ale przepraszam za ewentualne opóźnienia. 
______________________________________


My adventure with cassia (and later with senes) has been strange since the very beginning. I assumed unconsciously (that’s the point) that the herbs will have positive influence on my hair despite the possible poor immediate effects. I don’t do this with any other product. If a masque that had rich ingredients that with time could make my hair better – for instance give me stronger ends – makes my hair frizzy I stop using it at once. With cassia, I’ve been trying and trying. Maybe it’s because cassia (theoretically and also according to many, many reviews with pictures) can give us the same effects as henna, just without the permanence and the colour: smooth, shiny hair. Something I really want but for a long time I was unable to obtain it in any other way. When I have eventually managed to get it, I continued my cassia experiments without pressure, calmly. I was still assuming cassia has beneficial properties which will show if I use it for a long time. I thought I just need to learn how to dig those effects from under dryness and roughness. At the beginning of my hair care journey I didn’t have many possibilities. In fact I was just using shampoos and conditioners. Rarely there were some oils but these were not suitable for my hairtype, I just didn’t know it then. I had no idea semi-product exist. This is why I was sticking to cassia and I was believing in its beneficial properties for hair. I just though I needed to find a way to manage the dryness of my hair.

I started more or less in 2011 with Henne Natur cassia. I have been using it until very recently, in total I’ve used several boxes. My hair could look like this, when I used it (picture taken with flash, February 2011):


But unfortunately, before that it was dry, rough, difficult to comb through. With time I started to wonder if it’s worth waiting those few days for smooth and shiny hair. But I couldn’t stop thinking about other ladies’ opinions that cassia is great for it can strengthen hair and limit the amount of split ends, if used regularly. Then I found another way to obtain those effects: oils and masques. Finally, I started seeing cassia as all other products: if it doesn’t work, I won’t struggle with it. I don’t have to use it if it makes my hair dry and stiff right after the treatment and the beneficial long-term effects aren’t sure. Even the smoothness and shine that come a few days after cassia treatment cannot be compared to what oils and masques give me. I know there are people whose hair is smooth and shiny right after cassia. So it is possible and this is how things should be. I decided that if, after numerous trials, it doesn’t happen for me, it will mean cassia is simply not for me. I knew I won’t lose anything, since now I know other ways of making my hair smoother and stronger, so I decided not to struggle with having it dry after washing cassia off.

It is easy to manage the dryness using a spring water rinse. (This post also containc more general cassia info.) And most importantly, we can simply use a good, rich masque after rinsing cassia off. But I kept asking myself whether it’s worth it. Application isn’t easy, the price of Khadi cassia which I can buy in a regular shop or the price of Henne Natur cassia I can buy online plus shipping cost isn’t low, and the dryness has to be battled. Isn’t it better to use less problematic oils and masques that give me – and I have this checked – certain and visible effects? To finally decide if I want to use cassia regularly, at least once a month, I wrote down effects of both cassia treatments of both brands I can get, and I bought senes, which is slightly cheaper.

1. Henne Natur Cassia

It is a mixture of cassia and a bit of henna. There’s so little henna there that it doesn’t dye hair. I have used more or less fifteen boxes of this product. Sometimes I was using cassia every month, sometimes I was making long breaks. Usually I was using it with the most popular LHC recipe: with warm water, simply. From time to time I was leaving it in a warm place for a few hours, or I was applying it right after preparation. One time I added a bit of lemon juice to the paste but I don’t have any notes. A few times I used chamomile tea – my hair was even dryer (now I would predict this). Adding a conditioner wasn’t too helpful either. Probably because it was a poorly working Hegron conditioner.

Traditional use

When I started using cassia on my first year at the university, my hair was so dry that herbs couldn’t make it much worse. Additionally, when I now look at all those pictures of my hair after cassia, dryness starts to disappear on day two. It’s not that bad really. My dry, high-porosity hair doesn’t love herbs, but it’s not too bad.

Below you can find some pictures of cassia effects. There was a time when I was using it every month, regularly. Immediately after drying my hair was really dry and rough, but, as you can see, on the following day it was looking good.


May 2012



June 2012



March 2013 after a spring water rinse


After all, my hair some time after a cassia treatment wasn't bad. It was also thicker for some time after a treatment. I still couldn’t see shine and smoothness though. Maybe, after all, these belong to henna? Despite all this I decided to keep trying. In the meantime I used cassia as a gloss.

Cassia gloss

Instead of making a cassia and water paste I simply added some powder to a masque (Beauty Formulas Honey Treatment Was, which alone works just great on my hair.) You can also use henna in this way, if you just want to refresh the colour. (Kociamber w podróży wroteabout it here, and she also posted pictures.) Theoretically, during this treatment our hair is nourished by both conditioner/deep treatment and cassia, but many people say that even though the colour does change a bit (in case of henna), there is no typical nourishment that we get with full treatment.

I added the remains of Henne Natur cassia (about 30g) to the BF Honey Treatment Wax masque and I mixed it. I ended up with a whole ton of the paste. When I use cassia with water I need three quarters of the 90g package. This is enough because, since cassia is colourless, I don’t need to worry about covering every single strand. But I’m doing my best, all hair deserves a treat ;) This time, with 30g of the powder and some masque, I received a portion that could be used twice.

Adding cassia to a wax masque was a bad idea. Now I know why waxy products are not recommended as bases for any mixes. It’s true, cassia wasn’t a dull mass, hard to distribute all over my hair. But it became like modelling clay – it was forming little rolls, it didn’t want to stick to my hair at all. Eventually, I managed to apply it, I wrapped my head into a plastic bag and I patiently waited for two hours.

Rinsing cassia used in the traditional way takes a while. The water runs brown for a long moment, then it’s clean and, interestingly, brown again after the following wash. This time most of cassia rinsed off immediately. And the rest remained in my hair in the form of modelling clay clots. Fingercombing wasn’t helping. A few times I was turning the water off thinking I was done only to discover more sticky clots.

When my hair dried it was smooth, shiny, looking like when I use the Beauty Formulas masque alone. My ends were dry and it was the only cassia effect I noticed. There was not thickness or additional shine.

In the end, Henne Natur cassia is not really a product I’d like to use again. The application is troublesome, my hair is dry on day one, and the effect that follow when the dryness goes away cannot be compared to what I get when I use a good masque or an oil. And I don’t want to wait for the possible long-term benefits. I can surely have them if I use masques and oils, and it’s way easier. At the beginning of my hair care journey, when I had only conditioners, I’d stick to cassia for two reasons: first, in those times my hair with conditioners didn’t really look much better than it now does when I use cassia. (And now I see an enormous difference. I know that my hair doesn’t have to look like haystack, it’s not like this is its nature. When, for instance, I use one of my favourite Biovax deep treatments, it is sleek, smooth, bouncy.) Secondly, I had no other thing that could influence my hair in a positive way on the long run (now I have oils and semi-products).

2. Senes

Senes contains sennoside, which explains its name to some point. Cassia is sometimes called senna, so we have a connection. According to Wikipedia, senes used to be included into the cassia type. The plants are very similar.

I decided to use senes because of its price. For 30g of fix tea I paid 3.5 PLN in a drugstore. So I have 90g for a bit over 10 PLN. In comparison, 90g of Henne Natur cassia costs 15 PLN plus shipping and Khadi as much as 30 PLN plus shipping (but recently Helfy.pl opened a regular shop in Toruń so I can have Khadi cassia for 29 PLN).

I had too high hopes if I thought that fix tea, as opposed to whole leaves, will be well grounded. Senes was in chips, which is visible on the picture even as I added water. His Highness King Consort did his best to grind senes (he calls it the leaves of sense, how magically! It fits to elves from The Witcher which we are both reading, me for the third time.) into finer powder, but I still ended up with something that resembled a mixture of fine sawdust and water. The difference between senes and cassia here is huge.

I prepared the mix according to the basic cassia recipe – I added warm water. At the beginning just to mix the paste with a blender. Then I had to put the mix into a fridge and go out. When I came home after the whole day I took it out and I added more warm water – to make a paste that I could apply on my hair. I note it down just in case it had any influence on the final results.



Because of its form, senes was extremely difficult to apply. It kept falling off my hair. In cassia you can feel tiny particles and it’s all rough – I have to apply small portions, because if I put more paste in one place I just won’t be able to spread it along the length of my hair by sliding my palms. I applied as much senes as I could on my went, freshly washed hair, and I wrapped it in a plastic bag and a towel for 2.5 hours.

Even after this time the colour of the herbs didn’t change. Senes was still green, as opposed to cassia which goes brown. Not as much as henna, but still. The herbs seemed to be rinsed off from my hair and I didn’t need to put much effort into it. I couldn’t see any particles, I couldn’t feel them with my fingers. But when my hair dried, small chips kept falling from it, I could see them on my bed covering and I had to keep sweeping the floor until the end of the day ;) Maybe it would have been better if I used some conditioner to wash senes off, like I was usually doing with cassia, but I wanted to see the effects of the herb itself.

I was positively surprised with the condition of my hair. I was afraid it would be dry because of herbs, not to mention the lack of  a conditioner or a masque. But it was voluminous without being dry, it was surprisingly shiny and soft, and most importantly smooth. I could run my fingers through it easily, even though it wasn’t particularly sleek. Visually, the shorter hairs were sticking to all sides though. My hair close to the scalp was fuzzy. This is the only word that fits here. It was soft, bouncy, smooth like a thick winter blanket ;) Fuzzy. It has never been so before. So senes doesn’t give me the typical cassia dryness… But it also doesn’t give me the thickness. Yet I don’t really miss that, as the effect lasts for a few days only.



Senes isn’t bad, it doesn’t cause any harm, the effects are good especially if I compare them to the dryness I had expected. But I simply like my hair heavy, sleek and not so soft. I bet that from time to time I will feel like doing some herbal treatment. And then I will use senes, but I won’t be using it regularly, for instance every month

3. Khadi Cassia

It was my last attempt at finding in cassia the things that henna gives that is shine and smoothness. I decided that if it works like Henne Natur, which means so-so, I will accept the fact that it’s not worth to use this herb. If it worked well, leaving my hair smooth and shiny, I could easily use it regularly, despite the price. In the case of a product that you don’t have to fight and that gives you good effects after you use it, it’s not a problem to wait for long-term results.



Cassia seems to be an extremely simple thing, but particular brands differ. Cassia by Henne Natur contains henna too. Khadi is pure cassia. The difference is visible at once, Khadi is much lighter. I forgave it its twice higher price immediately after I saw that it’s much better ground, the powder is finer which makes the application easier. Good news for those of you who don’t like the smell of cassia: it doesn’t smell as intensively as Henne Natur cassia. I also appreciate the well-written instruction and the shower cap they add to each box. I wouldn’t like to stain my fabric caps. You could use the gloves for henna and indigo, but cassia doesn’t stain skin. (Henne Natur does leave non-removable stains on towels and clothes. I know that other brands don’t do that, stains disappear after you put the things into a laundry machine. Maybe, in HN, it’s the henna’s fault. Stains that Khadi left on towels also disappeared after I laundered the towel.)

At the beginning I used the product in the most basic way: I mixed cassia with very warm water. When the paste was still warm I applied in on my hair. I only rinsed senes, and when I had checked how Henne Natur cassia works I was usually washing it off with a conditioner. With the first Khadi use I decided to just rinse it too, without washing it off with Kallos Latte DT and with no conditioner or masque afterwards. If I decided to use it regularly, I’d most often wash it off with Kallos, to be sure that it is all gone from my hair. But for the first time I decided to see how cassia works on its own to avoid a situation when Kallos would mask its drying effects. I didn’t want to come to the conclusion, later, that it would be better now to use cassia at all  - I wouldn’t have to fight dry hair then. My decision to give cassia up if the hair turned out to be dry and rough was still valid even though I could remove the initial bad effects with masques or conditioners. But if I am to fight, then it’s just not worth it.

This great little book that comes with this cassia told me one simple yet important thing: I should use cassia on towel-dried hair. Until now I was just squeezing the excess water off. When I towel-dried it, there was no water leaking on my shoulders, staining chairs or the sofa.

100g of cassia powder is too much for me. The box says it can dye shoulder-length hair ;) It surely depends on thickness and on how evenly are you going to cover your hair. I covered most of the strands well, the rest – not so well, even tough I was dividing my hair into small sections. Anyway, it all received more or less cassia and I still had some left. Too bad I don’t have a freezer anymore and I couldn’t freeze it. I simply applied the excess onto my hair. I kept it under the cap and a towel for three hours. And despite my struggle with Henne Natur, despite the fact that senes didn’t work as it was supposed to and it didn’t make me want to use it on regular basis, I still really hoped that finally everything would go as I’d like it to. Theoretically I have masques and oils, which give me all the things cassia can give me and which, in its case, aren’t even sure. But there is something I like in this mud. Maybe I would simply like to have some herbal element in my hair care? ;)

Cassia rinsed out quite easily, which is another advantage of fine powder. The water was running green, not brown as it was in the case of Henne Natur, where this tiny amount of henna was oxidising. My hair dried very quickly. When it was damp it was so dull and rough that it was very difficult for me to run my fingers through it, even though there weren't any tangles. When it dried it became light (you can see it on the picture how my ends fly around though there was hardly any wind) and dry. It was the same to touch. I also noticed tiny chips of cassia tangled into the strands. I hadn’t seen those when cassia was dry and when it was mixed with water into paste.






This is how my hair looked like after it spent a night in a lightly twisted bun:






It was bad. I was under the impression that as for a morning after cassia, it was worse than with Henne Natur cassia. My hair was dry, rough and I had tangles which never happens. I recalled that it looked just like that when I was starting to take care of it. I saw how much has changed. There is something positive in this situation ;-) Moreover, cassia dried my scalp to the point when slight itching came. I could avoid the scalp area during application, but... this would be another example of the fact that I have to find ways, struggle with cassia, fight it. It's time to say that: cassia is not good for my dry hair, that's one thing. The other: I don't lose anything.

It took me a lot of time to rescue my hair after the cassia treatment. After over a week of moisturising, applying a masqie that usually works great and a similar oil it was still dry. Finally, I went to a lake, it was the first time in years, by the way. I made my hair wet and it smelled like cassia. The water wasn't brown during washes for a long time, but the smell and effects were still there. Then I thought I would let it down. I was swimming for quite a while, I didn't have a problem with detangling my hair. With no product at all it dried soft. The next day, before a wash, I applied an oil and and a masque. And finally it was better. 

I regret it a bit that cassia didn't work. I tried everything. I will not be going back to it. If my hair was fine right after a treatment, I could keep using it, believing it its beneficial properties. But it is bad. After I spend three hours with cassia my hair goes back to the state in which it was years ago and it takes w while to rescue it. I do not want to delete effects of long-term care like that every month. It's not forever, with time my hair goes back to its normal state, but still it doesn't make sense. Causing so much trouble for unsure effects... I kept sticking to cassia because I had this stubborn  belief that it strenghtens hair and nourishes it. It's not worth waiting for this uncertain effect when I have oils, masques and semi-products. I could add semi-products or masques to cassia but it would all be a fight against dryness. It's better not to cause the dryness at all. Cassia doesn't give me any good thing apart from increased thickness that quickly disappears. I don't want to make my hair this dry every month. It is time to stop thinking about cassia as a great product without which I won't be able to manage hair care. Masques and oils are less problematic, they give great effects right afyer I use them (very often it's after the very first use) and I know for sure than they help my hair very, very much on the long run. I have a sentiment for cassia, some old hopes, but now I see that they just won't come true.

Do you use cassia or senes? Do you have any other product with which you are or were in a long and complicated relationship? ;-)


P.S. I will be travelling through most of August. I’ll be answering your comments and e-mails as fast as I can, but I apologise in advance for all delays.

Komentarze

  1. Odkąd dowiedziałam się o bezbarwnej hennie cały czas się nad nią poważnie zastanawiam :) Może na jakąś okazję, jak urosną do łokci, np.? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobry pomysł, ja chyba też wyznaczę sobie jakąś okazję, np. jak włosy urosną do kolan:D

      Usuń
    2. takie małe motywejszyn :D ale ja niestety muszę się ograniczyć (na razie...) do łokci, bo kolana osiągnę za jakieś.. 5-6 lat? :D

      Usuń
    3. Policzyłam kiedyś jakie miałabym włosy, gdybym nie obcięła ich po przyjęciu (były do bioder, zrobiły się do brody, i to jeszcze spontanicznie! W przeciwieństwie do moich koleżanek i ich mam, ja nie planowałam ścinać włosów po przyjęciu. W później, kilka dni po, odbiło mi, bo zobaczyłam jak włosy koleżanki fruwają na wietrze, a miała je do ramion. I też mi się zachciało takich lekkich włosów. Zamiast mocniej machnąć głową na tym wietrze, polecialam do fryzjera. Co za... Aaa!). Byłyby dużo dłuższe od "do podłogi" :D

      Swoją drogą, ciekawe jakby to było. Miałabym długie włosy, ale nie wiem czy nie zniszczone, nie wiem, czy na czas zainteresowałabym się pielęgnacją. Być może w tym 2010 kiedy odkryłam pielęgnację włosów byłoby tak źle, że musiałabym sporo ściąć. (I tak musiałam!) A może mając długie włosy szukałabym informacji wcześniej...

      A okazja, no właśnie. Na 100 cm chciałam kupić włosom olejek Kerastase ale znalazłam tańszy i świetny Gliss Kur. Może kupię im inną wersję Gliss Kura po prostu :)

      Usuń
    4. Ja też swoje ścięłam (głupia!) dwa razy :( Jak teraz o tym myślę, to... :D Ale w sumie to krótkie, suche, wypadające sianko zapoczątkowało u mnie fazę włosomaniactwa i - muszę przyznać - moje włosy nigdy nie wyglądały lepiej ^^ Teraz pielęgnację mam już dopiętą na wszystkie guziki (OMO i Biovaxy <3), więc pracuję nad przyrostem - mam dłuuugą listę wcierek i suplementów i piję siemię lnianie. I czekam na łokcie (na razie), a potem na klasyczną :)

      Usuń
    5. Ja nawet więcej niż dwa. Jak już ścięłam do brody rosły sobie co jakiś czas do łopatek i mnie wtedy zawsze coś odbijało i ścinałam. I tak naprawdę wiele razy.
      Ja też chcę mieć już ogarnięte włosy :( Właśnie przechodzę kryzys "od dawna pielęgnuję włosy a one ciągle nie wyglądają dobrze". Zazwyczaj w takim momencie poszukałabym sobie czegoś co znów "na pewno już tym razem zadziała", jakiejś maski, półproduktu... A teraz mogę tylko siedzieć, robić to, co sprawdzone i czekać aż zacznie działać...

      Usuń
    6. Mi chyba najbardziej pomogły Biovaxy, i chyba ich się trzymasz, prawda? :) Są nawet w mojej "wyprawce studenckiej" :D Ale ja Ci zazdroszczę i tak, bo Ty nawet po np. miesiącu będziesz miała włosy w lepszym stanie, a ja na długość i przyrost będę czekać dłużej niż miesiąc :(

      Usuń
    7. Nie ma czego zazdrościć, właśnie tonę w kryzysie końcówkowym, serio, jest kiepsko. Na szczęście znów wyjeżdżam i nie będę miała czasu o tym rozmyślać, a póżniej będzie koniec sierpnia, będę mierzyć włosy i może okaże się, że w końcu urosły do kości ogonowej :)

      Usuń
    8. To trzymam kciuki, żeby urosły i końcówki były grzeczne ;) A ja przyspieszam porost, ale co z tego, że na mokro mam dłuższe, jak wyschną i się całe podwiną? :D
      A jak już jesteśmy przy wyjazdach.. co "włosowego" zabierasz na wyjazdy? (Mam dwa we wrześniu i sama nie wiem. co wziąć.. ;))

      Usuń
    9. Właśnie siedzę i patrzę na jeszcze niespakowane rzeczy! :) Do włosów mam wypracowany od jakiegoś czasu stały zestaw. Trochę szamponu, odzywka ochronna do mycia (jak zwykle Kallos) i maska/odżywka po myciu - teraz oczywiście Biovax ;) W 100 ml słoiczkach/butelkach, na ten wyjazd akurat zmieściłam się w jednym na każdy typ produktu, przy dłuższych biorę raczej całe opakowania. Do tego biorę też jeden olej, bo w sumie nałożenie go na sucho to chwila. I serum do końcówek. W sumie pięć rzeczy :) To jest zestaw minimum. Na dłuższe wyjazdy, powyżej tygodnia jeśli są takie, że będę miała czas (na przykład wakacje u rodziny) jedzie też ze mną proteinowa maska, druga maska po myciu, gliceryna i ewentualnie drugi olej :)
      A. Pośmiejmy się. Jeszcze przyspieszanie porostu. Te rzeczy tez biorę ze sobą. Może bym nie brała gdyby to nie był pierwszy, testowy raz z daną rzeczą. Trochę kiepsko byłoby odpuścić na przykład pół miesiąca, wynik nie byłby wcale wiarygodny. Akurat teraz piję drożdże :D Ale kupię je sobie na miejscu, bo bez lodówki nie wytrzymają ponad połowy doby w pociągu. Z gotowymi wcierkami jest lepiej ;)

      Usuń
    10. No, trochę przesadziłam. Całego opakowania Kallosa nie biorę nigdy :D Biorę cały ale półlitrowy słoik po masce Beauty Formulas, w którym Kallos zawsze siedzi sobie rozcieńczony. To zawsze połowa mniej :D

      Usuń
    11. Czytam, czytam i mniej więcej robię podobnie. Taak, jak mam miejce :D A szykuje mi się wyjazd w góry (piesza wędrówka) i zapakowanie się do jednego, dużego plecaka, z którym będę łazić. Więc myślałam o delikatnym szamponie i Anidzie (przed jako olej i po jako odżywka b/s), bo inaczej chyba pleców nie wyprostuję :D Zobaczymy ;)

      Usuń
    12. Super pomysl :-) I ogranicza bagaz. Wlasnie jestem w gorach i oe zawsze podziwialam turystow noszących caly dobytek na plecach ;-) Sama wracam codziennie do hostelu. Moze kiedys poczuje sie gotowa na turystyke schroniskowa :-)

      Usuń
    13. Moglam sie jeszcze podpisac :-) Teraz to już wiadomo. To ja, tylko w ukryciu :-D

      Usuń
    14. Super szpieg Henri :D Żeby nie było, że ja taka świetna, to jest pół-schroniskowa :> Też chyba bym się nie zebrała na taką regularną :>

      Usuń
    15. Moja tatrzańska turystyka w tym roku opierała się o leżenie w łóżku z rekordowym zatruciem pokarmowym. Przejechałam 800 km żeby pochorować, i nawet z okna Tatr nie widziałam, bo za oknem rosło drzewo :D Dałam radę wyjść na szlak raz. Jeden. (Oczywiście była burza, bo kiedyś być musi. A najlepiej jak ja jestem daleko od domu :D.) A później już był koniec świata.

      Usuń
  2. Od grudnia jakoś się nie mogę zebrać aby kupić Cassie. Ciekawa jestem czy moje włosy odżywi i nada im blasku, zamiast tylko przesuszenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niedługo planuje zakup henny khadi i myślę o jasnym brązie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kupiłam właśnie zestaw koloryzujacy (maska i szampon) z NaturVital. To będzie moja pierwsza styczność z henna i jestem bardzo ciekawa efektów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już czytałam! :) Marion robi też takie "kolorowe" maski w saszetkach, zastanawiałam się nad nimi ale w koncu, jak zwykle, wygrał strach :)

      Usuń
  5. Zastanawiam się od dawna nad henną Khadi lub Heenarą, jednak skoro Tobie cassia szkodzi to u mnie może być tak samo. Nie wiem czy jej sens ryzykować :) Mam wysokoporowate włosy, które trudno obciążyć i łatwo robią się nierozczesywalne kołtuny. Zresztą i tak bym nie dała czasu hennie (kolorowi), bo od razu po spłukaniu wylądowałyby na włosach odżywki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Długo czekałam na tę notkę, ale opłacało się, wyczerpałaś temat. Pomyślę nad wypróbowaniem senesu, chyba warto by było zmielić go na pył jeszcze przed zmieszaniem w jakims robocie kuchennym.
    PS: Czytając niektóre fragmenty tej notki mam wrażenie, że przez ostatnie parę lat na pielęgnację włosów wydałaś grube tysiące ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet i roboty kuchenne nie dają rady - wiem, bo próbowałam i w młynku do kawy i w młynku, który mieli mi wszystko, a senes i tak potem był taki grudkowaty. Ale było to dosyć dawno, teraz pewnie próbowałam bym jeszcze mocniej :)

      Usuń
    2. Cały czas pamiętałam, że czekasz, dlatego w końcu zebrałam się napisania :) Przepraszam, że tak długo to trwało.

      Muszę jeszcze raz przeczytać wpis i poszukać odpowiednich fragmentów :D Wbrew pozorom, kiedy o tym pomyślę, nie wiem czy przez 4 i pół roku wydałam choćby półtora tysiąca. Wychodziłoby mniej niż 30 zł na miesiąc. To i tak dużo, bo robię większe zakupy (szampony w Kalinie) raz na pół roku albo rzadziej i to jest jakieś 200 zł. A poza tym są miesiące kiedy nie kupuję nic :)

      Są w Rossmannie moździerze, może by się sprawdziły? Ale senes jest chyba za miękki.

      Usuń
  7. Kilka dni temu skusiłam się na użycie senesu i całkiem fajnie sprawdził się na moich włosach, też miałam to wrażenie puchatych włosów przy skórze głowy, o którym napisałaś :) nie powiem, efekty są warte by nadal z tym ziółkiem się zadawać :P :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fale 2012!!!! <3 :) tyle powiem ;) myślę, że o ziółkach i eksperymentach dziewczyny już poprzednio napisały Ci niemal wszystko, więc pod tą notką pozachwycam się falami :D jeju dziewczyno, jak ja Ci zazdroszczę mocniejszego ode mnie skrętu! *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio wziął się i zniknął. Buu! :)

      Usuń
  9. Świetny post ! ;) Chyba też sobie sprawię takie małe co nieco :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Masz może młynek do kawy / cukru pudru ?
    Ja właśnie takim starym, zgrzytającym i dogorywającym młynkiem zmieliłam senes, inaczej nie odważyłabym się go nałożyć - już oczami wyobraźni widziałam siebie płaczącą nad wanną, niemogącą wydłubać wszystkich tych fusów z włosów.
    A tak powstał bardzo drobny proszek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie. I nie znam nikogo, kto ma. Przegrałam :D

      Usuń
  11. Do tej pory hennowałam tylko kolorami.
    Na jesień zamierzam ponownie poddać włosy koloryzacji, ale zastanawiam się na co postawić. Henny z Khadi niestety bardzo przesuszają moje włosy...

    OdpowiedzUsuń
  12. Znam ból suchych włosów po Cassi. Nie mogłam i nawet nie próbowałam ich rozczesać przez dwa dni bo i tak nic nie dało. Ja skusiłam sie na Cassie ze względu na pogrubienie włosów- ale to i tak nic nie dało. Pogrubienie przez suchość i puch- nie dziękuję. Gdy wróciły do normy i tak były takie jak wcześniej. Nigdy więcej ziół na włosy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod ostatnim zdaniem :D Nawet nie wiem, czy warto wracać do senesu, dopuszczam tylko możliwość, że kiedyś będę chciała użyć senesu. Może.

      Usuń
  13. Powinnaś obciąć z połowę włosów, bo końcówki wyglądają jak piórka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posty naprawdę trzeba czytać, bo takie komentarze najlepiej pokazują, że oglądanie obrazków to jednak nieco za mało ;)

      Usuń
  14. Pierwszy raz użyłam jej miesiąc temu, połowę opakowania cassi Khadi zmieszałam z 4 cytrynami i zostawiłam na całą noc. Nastawiona na suszę roku(zioła = zło) dodałam do mieszanki łyżkę Kallosa Aloe a później jeszcze dokapałam aloesu i panthenolu (moje włosy kochają aloes), zrobiło się trochę rzadkie więc dosypałam mąki ziemniaczanej..nałożyłam i chodziłam przez 3,5h.
    Po zmyciu i wysuszeniu, zadziwiłam się bo w ogóle nie było siana ! Włosy wydawały się takie jakby mocniejsze i sztywniejsze ale tak fajnie. Skręt przez to się rozprostował, w dotyku nie było źle. Bardzo się spieszyłam bo musiałam wyjść z domu, związałam oczywiście w warkocz, wilgotność na polu była bardzo duża, mżawka - normalnie mam od razu króla lwa na głowie i setkę odstających loczków wokół głowy, a tym razem NIC. Oprócz tego dwie osoby zauważyły, że mam takie inne włosy, jaśniejsze jakieś:) Jeśli chodzi o blask, to nie zauważyłam większego niż zwykle, szkoda, liczyłam na to. Koniec końców jestem bardzo zadowolona i na pewno będę powtarzać cassiowanie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz