O całkowitej zmianie podejścia do produktów i pielęgnacji włosów ~ On my change of attitude to hair care and products

Coś się nagle zmieniło, niedawno, w ciągu ostatnich dwóch, trzech tygodni. Wspomniałam o tym kilka razy w komentarzach, ale pomyślałam, że warto by stworzyć wpis, z dwóch powodów: po pierwsze, żeby dać Wam znać. Po drugie, żeby zaznaczyć ten moment, dla siebie samej, żeby zapamiętać kiedy nastąpił zwrot akcji ;) Na pewno przyda mi się to kiedy będę obserwowała efekty za jakiś czas.

Pewnie wiecie, że był moment, kiedy miałam kilkanaście słoików i butelek masek czy odżywek. Podejrzewam, że w najgorszym momencie było ich nawet nieco ponad dwadzieścia. Czasowo, zapas był na mniej więcej dwa lata. Aż dwa lata. Zaczął powstawać krótko przed tym jak odkryłam polskie blogi – zrobiłam sobie z okazji urodzin duże włosowe zakupy, kupiłam wtedy jakieś siedem masek/odżywek. A później blogosfera bardzo szybko stworzyła mi listę produktów do przetestowania składającą się z kilkudziesięciu pozycji. Część już kupiłam, był taki czas, że kupowałam dużo szybciej niż zużywałam i w ten sposób nagle zebrał się dwuletni zapas. Dzięki temu, że przestałam kupować nowe rzeczy a także dlatego, że produkty które się u mnie nie sprawdzały rozdałam w formie odlewek to, co w tej chwili mam w koszyku powinnam skończyć do nowego roku. Na szczęście otwieram tylko dwie, trzy maski czy odżywki na raz i pilnuję dat ważności, więc nie mam problemu z przeterminowanymi czy nieużywanymi od miesięcy produktami.

Długo myślałam, że kiedy skończę to, co mam, zrobię kolejne zakupy. Nie mogłam się doczekać nowości. Jakiś czas temu wspomniałam jednak, że podczas kolejnych zakupów wybiorę połowę nowości a połowę produktów już znanych, być może to był pierwszy sygnał zmiany.

A chciałam kupić nowe maski i odżywki z dwóch powodów, które częściowo się pokrywają: po pierwsze, ciekawość. Lubię poznawać nowości, chciałabym znać jak najwięcej produktów, które zostawiają na włosach świetny efekt. Po drugie, no właśnie. Szukam masek i odżywek po to, żeby znaleźć te, które pozwolą mi na polepszenie kondycji włosów. Długo myślałam, że najpierw zrealizuję swoją listę – w końcu już się praktycznie nie powiększa, mam na niej wszystkie bardziej i nieco mniej popularne kosmetyki drogeryjne i rosyjskie, nowe serie pojawiają się bardzo rzadko i wybieram z nich niewiele lub nic – i dopiero później będę wracała do tego, co już znane. Policzyłam czas, okazało się, że sprawdzenie wszystkiego zajmie mi… ponad cztery lata. Do masek i odżywek trzeba by dodać półprodukty, oleje i zioła, na eksperymenty z którymi też poświęcałam do tej pory dużo czasu. Właśnie wtedy wpadłam na to, by po skończeniu obecnych zapasów zrobić zakupy z w systemie pół na pół. A później zrobiłam się zła na to, co do tej pory robiłam.

Kiedy odkryłam polskie blogi, po kilku latach pielęgnacji włosów opartej o dosłownie dwie czy trzy odżywki nagle zachwyciłam się recenzjami, składami i potencjalnymi możliwościami. Nagle zauważyłam, że to, co robiłam do tej pory efektów nie przynosiło, bo, na przykład, olej miałam kompletnie źle dobrany to typu włosów. Źródła, z których przedtem korzystałam miały swoje wady. Muszę pokornie przyznać, że to polska blogosfera nauczyła mnie dbać o kondycję włosów, a nie tylko je zapuszczać (z tymi trzema odżywkami i niepasującym olejem.) Odkryłam rosyjskie produkty, odkryłam półprodukty, odkryłam oleje. I, nie ja pierwsza i nie ostatnia, przepadłam.

Teoretycznie powinnam szukać produktów dla efektów. A, zauważyłam to niedawno i właśnie wtedy się zezłościłam sama na siebie, ja po prostu testowałam nowe produkty jeden za drugim. A do momentu, w którym mogłabym wrócić do tego, co zadziałało dobrze, było daleko. Bardzo daleko. To oznaczało, że właściwie zamiast wykorzystywać produkty do polepszania stanu włosów, wykorzystywałam włosy do testowania produktów. Oczywiście nie jest tak, że po znalezieniu dwóch pasujących mi masek i dwóch szamponów chciałabym przestać szukać dalej. Ale przesadziłam w drugą stronę. Dotyczy to masek, odżywek, olejów, półproduktów, ziół. Trochę lepiej jest z terapiami wspomagającymi przyrost włosów, bo tych nie miałam na liście aż tak dużo. Właśnie kończę pierwszy miesiąc drożdży, jeszcze tylko jeden i wszystkie interesujące mnie sposoby przyspieszania porostu włosów będę miała sprawdzone. Zacznę wracać do tych, które polubiłam. Kiedyś pewnie pojawi się coś nowego, znajdę na przykład jakąś interesującą wcierkę lub kilka, ale będę je sprawdzała pojedynczo. Już nie będzie tak jak jest teraz. A teraz, odkąd odkryłam polskie blogi (początek 2013 roku) bez przerwy próbowałam czegoś nowego. Sprawa wygląda też dobrze, jeśli chodzi o szampony. Sprawdziły się dwa produkty Planeta Organica i wszystkie Natura Siberica (nie próbowałam tylko tego do włosów przetłuszczających się). Zmieniły się składy i muszę je poznawać od nowa, ale i tak trzymam się tych kilku szamponów, które się sprawdzają. Nie chcę więcej. Na szczęście.

Nagła zmiana nastąpiła z dwóch powodów. Pierwszy: kondycja moich włosów właściwie wcale się jakoś spektakularnie nie poprawia. Nie są już takie jak były podczas mojej mało efektywnej, początkowej pielęgnacji. Zmieniły się mocno, ale nadal są dalekie od stanu, w którym mogą być. (A wiem jak dobrze może być, bo czasem tak bywa. Na krótko.) Nadal szybko tracą nawilżenie. Nadal więcej jest dni, kiedy są napuszone i wyglądają na suche niż takich, kiedy wyglądają dobrze. Chciałabym, żeby ich kondycja w końcu polepszyła się na stałe. A dobrze bywa póki co tyko przez te kilka tygodni, kiedy używam czegoś, co włosom pasuje. Później dana maska się kończy, ja zaczynam kolejną, która niekoniecznie okazuje się dobra. Bo z moimi wymagającymi włosami większość produktów okazuje się działać przeciętnie, co oznacza, że przez większość czasu… włosy też wyglądają przeciętnie. Powoli zaczęłam zastanawiać się nad tym, dlaczego dziewczyny pokazujące swoje włosy w serii Moja Włosowa Historia u Anwen zmieniły je całkiem w, powiedzmy, pół roku. Długo wydawało mi się, że moje włosy są suche, do tego mam fale, więc nigdy nie będą wyglądały spektakularnie. To popychało mnie do szukania wciąż produktów, które zdziałałyby cuda. Prawda okazała się prosta. Moje włosy nie zmieniają się szybko, bo używam produktów tylko na tyle, by je poznać. Żadnemu nie daję szansy zadziałać dłużej. Na przykład kupuję 50 ml oleju, akurat tyle, żeby przekonać się jak działa i żeby nie stracić, jeśli okaże się, że nie odpowiada moim włosom. Ale kiedy się sprawdza nie kupuję 200 ml i nie używam go przez kilka miesięcy, tylko sprawdzam następny, który niekoniecznie działa dobrze. Zapisuję sobie, żeby do tego dobrego wrócić, ale kolejka, jak już wspominałam, jest bardzo długa. Ponad cztery lata! Według mojego genialnego planu, dopiero za cztery lata zaczęłabym dbać o włosy. Bo wcześniej… wcześniej to byłoby używanie włosów do testowania masek, odżywek i olejów.

Drugi powód zadziałał szybko. O tyle o ile pierwszy to dłuższy proces i obserwacja, o tyle ten drugi to kwestia właśnie ostatnich dwóch czy trzech tygodni. A imię jego Biovax. Kilka masek Biovax znałam od dawna. Resztę kupiłam w saszetkach i przez ostatnie kilka tygodni testowałam. Widocznie musiałam przypomnieć sobie w praktyce jak działają, żeby zrozumieć, że już dawno znalazłam taką ilość masek i odżywek, że mogę a nawet powinnam przestać szukać wciąż nowych. To właśnie maski Biovax są produktami, z którymi chciałabym zostać na dłużej i wiem, że wtedy kondycja włosów się poprawi. Po użyciu większości z nich, wyglądają tak:



W styczniu postanowiłam, że kiedy skończę zapasy będę kupowała sprawdzone maski i odżywki pół na pół z nowościami. Cały czas nie dawało mi spokoju to, że kondycja moich włosów się nie poprawia, tylko na kilka dni czy tygodni robi się dobrze – tylko na tyle, żebym zobaczyła jak świetnie może być – a później znów tracą na dociążeniu, blasku i nawilżeniu. Zdałam sobie sprawę z tego, że dopiero za więcej niż cztery lata będę mogła używać sprawdzonych produktów. Kiedy nie mogłam poradzić sobie z włosami po oczyszczaniu, wiosną, użyłam ponownie maski Biovax do włosów suchych i zniszczonych. Było lepiej już po jednym użyciu. Później, myśląc właśnie o tym, że nowości często się nie sprawdzają i dobrze byłoby mieć coś zaufanego, kupiłam drugą butelkę oliwki Hipp i olej Alterra Brzoza i Pomarańcza, którego odlewkę kiedyś miałam. I nagle zrobiło się wyraźnie lepiej. Teraz olśniły mnie Biovaxy. Tak wyglądał w skrócie proces zmiany nastawienia do produktów i pielęgnacji włosów.

Zamiast czekać aż skończę te kilka masek i odżywek, które mam teraz (co pewnie stałoby się zimą) kupiłam duży słoik maski Biovax już teraz i zacznę jej używać. Zużyję kilka produktów z kolejki i kupię kolejny. Za jakiś czas skończę zapas, zostanę tylko z Biovaxami oraz kilkoma innymi maskami, które już znam a które sprawdziły się świetnie. Zweryfikowałam listę zakupów, wyrzuciłam z niej ponad połowę pozycji. Część zniknęła dlatego, że odkąd je zapisałam dowiedziałam się, ze poszczególne składniki włosom nie odpowiadają. Część wykreśliłam, bo wiem, że nie będę tych produktów potrzebowała. Na przykład dużą, tanią odżywkę o prostym składzie, której używam do mycia długości już mam i nie chcę tracić czasu na eksperymentowanie z trzema kolejnymi. Ciekawość zmalała, naprawdę nie muszę przetestować wszystkiego, co znajdę. Wreszcie ważniejsze stały się włosy a nie produkty. Pozbyłam się też z listy wielu lekkich odżywek, stawiając raczej na maski.

Z półproduktami również nie będę już aż tak eksperymentowała. Mam już wszystko, czego potrzebuję – i proteiny i humektanty. Co prawda na liście jest kilka dodatków, które planuję kupić, ale zrobię to za jakiś czas i powoli, pojedynczo. Odrzucę całkowicie zioła (poza śluzową, nawilżającą płukanką z lipy, która ma szansę dać mi coś dobrego) bo na moich suchych włosach się nie sprawdzają. (Na przykład użyta w zeszłym tygodniu cassia sprawiła, że pomimo olejowania i masek Biovax nie jestem w stanie poradzić sobie z przesuszeniem włosów. Eksperyment zaliczony, świetnie, ale włosy ucierpiały.) Szampony już mam, metody przyspieszania porostu również. Oleje też. Tak samo jak z maskami, już kupiłam te sprawdzone, zużyję powoli nowości i na jakiś czas zostanę wyłącznie przy tych znanych i gwarantujących fantastyczny efekt. Później powoli ruszę z poznawaniem nowych, ale listę również uszczupliłam. Zostały tylko te najbardziej obiecujące. Mam więc produkty z każdej kategorii (maski, szampony…) i spełniające wszystkie funkcje (humektanty, proteiny…). Mam i metody: wiem, jakie sposoby olejowania moje włosy lubią najbardziej, wiem czy szampon lepiej sprawdza się stężony czy rozcieńczony. Mogę spokojnie na dłuższy czas używać tego, co sprawdzone. Zazdrościłam osobom, które mają ustalony system pielęgnacji, które mogą powiedzieć „używam tego i tego, kupuję kolejną butelkę kiedy jedna się kończy”. Zastanawiałam się, kiedy sama będę mogła coś takiego powiedzieć i nie widziałam, że już od dawna mogłam.

Dla części z Was to, co napisałam może być oczywiste od dawna. A ja się zgubiłam. I nie od razu to zauważyłam. Licząc od czasu odkrycia polskich blogów, bo wtedy zaczęło się szaleństwo z produktami – potrzebowałam półtora roku na to, żeby się odnaleźć. Głupio mi i przed samą sobą i przed Wami. Ale dopiero teraz, kiedy patrzę na swoje szaleńcze poszukiwania, widzę, że to naprawdę nie miało sensu. Nie o to chodzi w pielęgnacji włosów. Nie jest łatwo się do tego przyznać. Możecie się teraz uśmiechać z politowaniem. A ja firmie L’Biotica za serię Biovax powinnam wysłać podziękowania. Biedronce i aptekom, do których przypadkowo weszłam a które miały na ladzie saszetki masek też. Gdyby nie to, że zebrałam się do testowania ich właśnie teraz, nie przypomniałabym sobie jak świetnie działają na moje włosy i zmiana zachodziłaby wolniej.

____________________________________

Something has changed, suddenly, during the past two or three weeks. I have mentioned it in the comments a few times but I thought it’s a good idea to write a post, for two reasons: first of all, to let you know. Secondly, to mark this moment, for myself, so that I can remember the turning point ;) I will surely need it when I’ll be looking at effects in the future.

You probably know that there was a moment, when I had several bottles and jars of masques and conditioners. I suppose that in the worst moment there were over twenty of them. Time-wise, this would last me for two years. As long as two years. And the stockpile started to appear shortly before I discovered Polish hair blogs – I went for big shopping for my birthday and I bought about seven DTs/conditioners. And then, very quickly, blogs gave me a list of products to test that included a few dozens of things. I have already bought some of them, there was a time when I was buying faster than using it all up, and suddenly there appeared a stock that could last me for two years. Thanks to the fact that I stopped buying new things and also because I let those that didn’t work go (as samples), everything I now have in my basket should last me until more or less the end of the year. Luckily, I open only two or three masques or conditioners at a time and I monitor the “best before” dates, so I don’t have any problems with products that have expired or ones that have been unused for months.

For a long time I was thinking that when I finish what I now have I will buy more. I couldn’t wait to get new products. Some time ago though, I mentioned that with my next shopping I will buy half new and half known things. Maybe it was the first signal of the change.

And I wanted to buy new DTs and conditioners for two reasons, which overlap to some extent. One: curiosity. I do like to try new products, I’d like to know as many as possible of ones that give me great effect on hair. Secondly, that’s it. I look for DTs and conditioners in order to find those that will allow me to improve the condition of my hair. For a long time I was thinking that I will first complete my list – after all it doesn’t expand now, I basically have on it all more and less popular drugstore and Russian products, new series appear rarely and from them I choose little or nothing – and later I will start re-buying the things I know. I counted time It turned out I’d need… four years to test all I had on my list. I’d also have to add semi-products, oils and herbs, because experimenting with there was taking much of my time as well. That was when I came across the idea to buy half old and half new things during the next shopping. And then I became angry about what I had been doing until then.

When I discovered Polish blogs, after a few years of hair care that was literally based on two or three conditioners, I was suddenly amazed with reviews, ingredients and potential possibilities. I suddenly noticed that what I had been doing until then had no effects because, for instance, I had an oil that completely did not match my hair type. The sources I was using then have their disadvantages. I have to admit, humbly, that it was Polish blogs what taught me to take care of the condition of my hair as opposed to just growing it (with three conditioners and a wrong oil). I discovered Russian products, I discovered semi-products, I discovered oils. And I sank. I was neither the first nor the last person.

Theoretically, I should be looking for products for effects. But – and I noticed that just recently and it was when I got angry at myself – I was just trying new things, one after another. And the moment when I could go back to what worked well was away. Far away. It meant that instead of using products to improve the condition of my hair, I was using hair to test products. Of course it’s not like I would like to find two suitable masques and two shampoos and stay with them. But I overdid the whole thing to the other extreme. It applied to masques, conditioners, oils, semi-products and herbs. It’s a bit better when it comes to growth support treatments, since I didn’t have that many of these on my list. I am finishing my first month with yeast drink, I have one more left and I will have all the therapies that interested me tested. I will be able to go back to things that I like. In the future there will appear something new, probably, I will find an interesting scalp treatment for instance, or a few treatments, but I will try these one by one. It will never be as it has been now. And now, since I discovered Polish blogs (the beginning of 2013) I have been testing something new all the time. It’s also fine when it comes to shampoos. Two Planeta Organica products and all Natura Siberica shampoos worked well (I haven’t used the one for oily hair). They had the ingredients changed so I actually have to test them from scratch but I stick to what works. I don’t want more. Luckily.

The sudden change has come for two reasons. First: the condition of my hair hasn’t actually been changing in a spectacular way. It’s not like it was during my initial, non-effective care. Since then my hair has changed a lot, but it’s still far from the condition in which I know it can be. (And I know how good it can be because it sometimes is. Just for a moment.) My hair still loses moisture fast. Still, most of the days it is frizzy and it looks dry. There are few days when it looks good. I wish its condition became permanently better. And now it’s better only during the few weeks when I am using a product that suits my hair. Then the given masque is gone and I open a different one, which isn’t necessarily good. Because, with my demanding hair, the majority of products turns out to be just mediocre, which means that, most of the time… my hair looks mediocre. Slowly, I started wondering: how come that the girls who show their hair in Anwen’s Moja Włosowa Historia series (My Hair Story) managed to transform their hair altogether in, for instance, half a year. For a long time I was thinking that my hair is dry and wavy, so it will never look spectacular. This was motivating me all the time to look for new products that could cause a miracle. The truth turned out to be simple. My hair doesn’t change fast because I use products only as long as I need it to get to know them. I don’t give any of them a chance to work for my hair for longer. For instance, I buy a 50 ml bottle of oil, which is just enough to see how it works and not lose money if it isn’t good for my hair. But if it works well, I don’t but a 200 ml bottle, I don’t use the oil for a few months. Instead, I test another  one, which isn’t necessarily good. I note down the good one to go back to it, but the list, as I have mentioned, is long. Over four years! According to my brilliant plan, I would have started taking care of my hair in more than four years. Because before that… before, it would be using hair to test masques, conditioners and oils.

The other reason worked quickly. If the first one was a longer process and an observation, the other one is a matter of the past two or three weeks. And its name is Biovax. I have known a few Biovax deep treatments for a long time. And I bought the rest in sachets. I’ve been testing them for the past few weeks. Apparently, I had to remind myself, in practice, how they work to understand that I have already found enough masques and conditioners. I can and I should stop looking for new ones. Biovax deep treatments are the products with which I’d like to stay for a longer while and I know that the condition of my hair will then improve. After I use most of them my hair looks like this:



In January I decided to buy half old and half new stuff when I finish the stockpile. All  the time, I couldn’t stop thinking about the fact that the condition of my hair wasn’t improving. It’s good just for a few days or weeks – just so I can see how great it can be – and then my hair loses weight, shine and moisture. I realised that I’ll be able to use trusted, known products in over four years. When I couldn’t manage my hair after I clarified it in Spring I used the Biovax DT for dry and damaged hair again. And it was better right after the first use. Then, keeping in mind that new things often don’t work well and it would be good to have something trusted, I bought the known Hipp baby oil and a bottle of Alterra Birch and Orange oil the sample of which I had had. Suddenly, it became better. Now, Biovax deep treatments came to me as a revelation. This, in short, was how the process of the change of my attitude to hair care and hair products looked like.

Instead of waiting until I finish the few masques and conditioners I have now (which would probably have happened in Winter) I have already bought a big jar of a Biovax deep treatment and I will start using it now. I will use up a few products from the stock and I will buy another one. In time I will finish the stockpile and I will be left with Biovax products only. And a few other masques that I already know and that worked great. I went through my shopping list and I crossed out half of it. Some products had to go because from the moment when I added them I learned that particular ingredients work bad for my hair. I let some products go because I know I wouldn’t need them. For instance, I already have a big, cheap conditioner with simple ingredients that I use to wash my length and I don’t want to waste my time experimenting with three more. I am not that curious anymore. I really don’t have to test everything I find. Finally, my hair has become more important than products. And I crossed out many light conditioners, since I plan to rely on deep treatments.

I also won’t experiment that much with semi-products. I already have all I need – proteins and humectants. Well, I still have on my list a few additions that I plan to buy, but I will do it in the future, slowly. I give up herbs, completely (apart from moisturising tilia {lime} rinse which can give me some good effects), because they just don’t work for my dry hair. (For instance a cassia treatment I did last week ended up in significant dryness. I can't overcome it despite oiling and Biovax deep treatments. I did an experiment, great, but my hair has to pay for it.) I already have shampoos and growth supporting treatments. Oils too. Just like with deep treatments, I have already bought the ones I know, I will slowly use the new ones I already have and for some time I will stick to the trusted ones that will give me great effects. Then I will slowly start trying new ones, but I have limited the list too. I only left the most promising oils. So I already have products in all categories (shampoos, masques…) and all functions (moisturisers, proteins…). I also have methods: I know which oiling techniques work best for my hair, I know if it likes diluted or concentrated shampoo. I can easily use trusted thing for a longer time. I envied the people who have fixed hair routines, who can say “I use this and that, I just buy another bottle when one is gone”. I was wondering when I would be able to say the same. I failed to notice I have already been.

For some of you the things I have written may have been obvious for a long time. But I was lost. And I didn’t notice it at once. Counting from the moment when I discovered Polish blogs and the product insanity began – I needed a year and a half to find myself again. I feel stupid myself, and I feel stupid saying this to you. But only now, when I look at my crazy searching, I see that it really had no sense. It’s not easy to admit it. You can laugh with disdain now. And I should send a thank note to L’Biotica company for the Biovax series. I should also thank Biedronka stores and the pharmacies I entered by chance for they had Biovax sachets on their shelves. If it hadn’t been for that, I wouldn’t have tested the masques now. I wouldn’t remind myself how great they work for my hair and the change wouldn’t have happened so fast.

Komentarze

  1. Ja kiedyś używałam masek biovax i nie byłam zadowolona, ale wiadomo- moje wlosy były wtedy w złej kondycji, więc teraz z chęcią jakąś kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co się działo? :) Zastanawiam się cały czas komu te maski mogą pasować. Myślę, że sprawdzą się nie tylko na suchych, śwednio/wysokoporowatych włosach jak moje... ale nie wiem jaki jeszcze typ pasuje ;)

      Usuń
    2. Lubiłam biovax latte- sprawdzał się na zniszczonych i obecnych włosach, ale seria z olejami była dla mnie strasznie słaba. Moje włosy bardzo szybko się zmieniały, choć nie jestem wierna ideałom i prędzej czy później szukam czegoś innego, ale bazuje na podobnym składzie i bywa, że znajduje coś jeszcze lepszego :D Trochę inaczej jest z wypadaniem- wracam do papek i olejku laurowego. Jak dobrze, ze go niedawno kupiłam :D Też wolę maski od odżywek, choć z serii z szungitem najlepiej nawilża odżywka.

      Usuń
    3. P.s i mam takie włosy, że większość kosmetyków jest lekka, mogę na nie nałożyć naprawdę wiele(próbowałam je obciążyć, kiedyś o tym napiszę, większość włosów by tego nie przetrwała) i wtedy są naprawdę zadowolone. Nie trafiłam jeszcze na obciążającą maskę :) Choć było kilka naprawdę dobrych.

      Usuń
    4. Ja to nawet wątpię, że maska zdolna przeciążyć moje włosy istnieje :-D Nie wiem co musiałoby w niej być, skoro do ciężkich enolientowych masek dodaję dużo oleju i i tak jest jak najbardziej dobrze, a nie... za dobrze :-D

      Usuń
    5. Ja tak samo, nałożyłam wtedy mieszankę z 8 fajnych produktów, ciężkie serum(jeszcze tak ciężkiego nie miałam) i maskę b/s(2x) i nic :D były cudnie powleczone, ale nie obciążone :D Nawet się nie przetłuszczały szybciej. Wniosek: nie znajdę chyba tak ciężkiego gotowca, by je obciążyć, a czegoś takiego potrzebuje ;)

      Usuń
    6. Ja też. Znalazłabym takie cudo i mogłabym je trochę tylko rozcieńczyć czymś lżejszym (chociażby Kallosem, ale mogłoby być coś bardziej odżywczego nawet) tak, żeby mieć idealnie dociążone włosy. Bo na razie o dociążenie bardzo, bardzo, bardzo trudno, zapisałam na listę wszystkie maski o których ktoś napisał, że są "za ciężkie", kilka zdążyłam już sprawdzić... i nic :D

      Usuń
    7. a czarna maska marokańska albo garnier oleo repair? :) moje suche wysokopory obciążają :D

      Usuń
    8. Oooo! W takim razie chcę marokańską :) Kupię ją pewnie za rok, ale co tam :D

      Usuń
  2. Blogi zrewolucjonizowały także moją pielęgnację :) Moment przesytu też miałam, bo chciałam nagle wszystko przetestować. Ale koniec końców znalazłam chyba złoty, choć bywa, że jeszcze czasem poeksperymentuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że u mnie od teraz też tak będzie :)

      Usuń
  3. Zazdroszczę Ci tego, że znasz już swoje produkty idealne :) Ja niestety oprócz oleju i wcierek, których działanie widzę i czuję wciąż nie mogę znaleźć masek idealnych.Zużywam je dosyć szybko ale szczęścia w poszukiwaniach nie mam, jeszcze z moim szczęściem zakupiłam ponownie moje początkowe ulubione maski to musiały zmienić porowatosc i nagle pokochać kokosa przez co tamte produkty całkiem się nie sprawdzają...no cóż szukam od nowa :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! To ja zazdroszczę zmiany porowatości! :)
      U mnie to częściowo przypadek (Biovax na przykład), częściowo rozpracowanie potrzeb włosów i jednocześnie rozpracowanie składów. Da się. Tylko że jest trudno, bo produkty kosztują, jak się już jakiś ma w domu a nie działa to nie tak, że od razu można sobie isć po następny... Ale da się.

      Usuń
    2. Ano wiem, przy wcześniejszych eksperymentach z ruskimi nr2 oblowilam się dla odmiany w NS, love2mix i Eco hysteria i ze wszystkich odżywek pasowała mi...1.Wykanczanie reszty to była bardzo długa męczarnia bardziej szkodzily niż były neutralne.

      Nie ma czego zazdrościć bo oprócz tego, że lubią nagle to czego nigdy nie lubiły a odrzucają ulubieńce nie zmniejszył się ich puch i ogólny pierdzielnik.Czasem mam wrażenie, że taka już ich natura bo w dotyku mogą być świetne i tu czuję różnice w produktach, ale wizualnie jest wciąż tak samo.

      no cóż ponarzekalam sobie, trzymaj kciuki za to żeby przypadek mnie też dosięgnął ;)

      Usuń
    3. Aaa, mam tak samo! Z tych nielicznych produktów które robią coś dobrego z wlosami w dotyku, sprawiają, że są śliskie, mniej niż połowa zostawia też efekt wizualny. W dotyku śliskie, ale ba gladkie nie wyglądają. I nie wiem o co chodzi :-)

      Usuń
  4. Bardzo rozsądne podejście :) Też na początku wpadłam w szał zakupów, ale na szczęście z czasem minęło. Ciągle ma ochotę wypróbować różne kosmetyki, ale np. olej kokosowy działa na moje włosy świetnie i mimo wypróbowania kilku innych obecnie planuję powrócić do niego na dłużej, nie szukając czegoś innego. Mam podobnie oglądając niektóre MWH. Ogromna przemiana po kilku miesiącach. A ja po 2,5 roku nadal mam problemy z puchem i dociążeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już gdzieś chyba o tym pisałaś :) O tym, że jak już masz coś, co działa (chodziło chyba o wcierkę) to nie chcesz szukać nowości. I to też sprawiło, że zaczęłam przetwarzać coś w głowie ;)

      Usuń
  5. Ja bardzo często zmieniam produkty. Czuję, że na moje włosy nic nie działa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam! Sprawdziłam dziesiątki masek i drugie tyle odżywek. Razem jest tego trochę ponad setka (sic!). A kiedy patrzę na listę i oznaczenia, ulubionych mam... kilkanaście. Nie ma to jak wymagajace włosy... Mało co naprawdę zostawia jakiś widoczny efekt, a żeby był dobry... Ha!

      Usuń
    2. Znam ten ból, do setki jeszcze nie dobijam chociaż coraz mniej brakuje a takich używanych rzeczy znalazłam patrząc optymistycznie 5...

      pozostaje nam nadzieja, że kiedyś będzie lepiej dziewczyny :)

      Usuń
  6. ja najbardziej lubiłam biovaxa do włosów ciemnych :) i mogę się przyłączyć do podziękowań ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tego sobie teraz kupiłam i odkryłam, dopiero przy trzecim sloiku, że ma drobinki błyszczące ;-)

      Usuń
  7. Witam :)
    Jeśli chciałabyś odświeżyć wygląd swojego bloga serdecznie zapraszam do przejrzenia naszej strony
    https://www.facebook.com/wystrojbloga
    Z chęcią zmienimy dla Ciebie wygląd twego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chodzi mi to po głowie. Kilka drobnych Kosmetycznych zmian... :-)

      Usuń
  8. W sumie już od jakiegoś czasu staram się ,,unormować'', ale jeszcze ciężko mi to idzie. Mimo wszystko poprzez testowanie mam już swoich ulubieńców, których zamierzam w najbliższym czasie kupować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah... i zapomniałam. Napisałam na swoim blogu małą podpowiedź jak przebrnąć przez gąszcz i oddać na mnie głos :D

      Usuń
    2. Spróbuję jeszcze raz :-)

      Usuń
  9. Gratuluje zmiany podejścia:) teraz twoje włosy mogą wygladac już tylko lepiej. Ja od zawsze metodą pół na pół, używam to co już wiem, że się sprawdza ale jednocześnie testuje wciąż nowości, w poszukiwaniu lepszych zamiennikow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu ja tak późno na to wpadłam? :D

      Usuń
  10. ja też bardzo lubię maski Biovax, szampony też mają świetne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używałam kiedyś tego do włosów suchych i zniszczonych. Ale wiem, że od tego czasu zmienili skład. Chyba nie na gorszy, ale coś tam się stało. ;)

      Usuń
  11. ojj moje podejście do pielęgnacji zmieniło się wraz z założeniem bloga, też miałam czas, że kupowałam wszystko jak leci ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście wszystkiego jak leci nigdy nie kupowałam. Kurczę, gdybym to zrobiła, miałabym w domu... ponad sto masek i odżywek :D Taka niewiarygodnie długa była moja lista. Jednak ograniczone finanse są czasem dobre ;)

      Usuń
  12. Kilka produktów idealnych mam, kilku wciąż mi brakuje. Ale mam kilka sprawdzonych półproduktów i łatwo mi wybrać skład z nimi. Myślę, że u Ciebie dużą rolę grało też przejście na "falowaną stronę", nauczyłaś się lubic Twoje włosy.

    I powiem Ci, że te kilka miesięcy temu miałam właśnie takie wrażenie, że włosy służą Ci do testowania produktów, a nie produkty do pielęgnacji włosów.

    Sama tez mam zapasów na lata, ale nie bronię się przed wracaniem do sprawdzonych produktów. :) Mimo to nowości wciąż kuszą. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Falowana strona mocy to jest to. Gdybym nadal upierała się, że mam proste włosy, a jak nie to chcę mieć, żadnym sposobem chyba nie doszłabym do tego, żeby były gładkie. Nieważne z jaką maską :D
      Głupio mi. Jak teraz myślę o tym, że kompletnie... jakbym zapomniała po co szukam nowości. W pewnej chwili naprawdę testowanie stało się sztuką dla sztuki, dla poznania iluś tam produktów, a nie szukaniem dla lepszego stanu włosów. Teraz mam wielką ochotę kupić jeszcze dwa Biovaxy i nie używać niczego innego.

      Usuń
  13. Najwazniejsze, ze wreszcie dostrzeglas, co dla wlosow najlepsze :) U mnie wyglada to nieco inaczej. Rowniez kusza mnie mocno nowe produkty, wiec kupuje, kilka razy testuje i jesli widze negatywne skutki odstawiam - Corce z reguly pasuja ;) Co do ulubiencow, to od pewnego czasu mam takowych, z ktorymi sie nie rozstaje. Kiedys skonczyla mi sie "zolta" maska NS, testowalam tajska PO, ktora poczatkowo dzialalala swietnie. Mimo, iz zuzycie jej byloby szybka sprawa, przeciagalam to w czasie, zeby miec "pewniaka" w zapasie, chocby do aktualizacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomnialam dodac, Twoje wlosy na tym zdjeciu wygladaja slicznie :)! U mnie taki efekt rowniez ciezko uzyskac ;)

      Usuń
    2. No właśnie! Teraz też będę pilnowała, żeby zawsze mieć swoje sprawdzone produkty. I nie będę się męczyła z tymi, które nie działają. Odlewki powędrują pocztą w świat ;)

      Usuń
  14. Jeśli wiesz, że Biovaxy Ci służą to przy nich zostań :) pewnie miałabym podobną filozofię, jednak mam zbyt marudne włosy. W zeszłym roku włosy kochały balsam marokański - w tym roku jest już dla nich przeciętny, powrót po długiej przerwie się nie udał. Tak samo jak Kallosy na początku włosomaniactwa albo laminowanie - wtedy włosy zaakceptowałyby wszystko, bo przez 20 lat były karmione tylko (!) silikonowym szamponem. Do tego dochodzi fakt, że spuszyć je łatwo. Następuje obraza włosowego majestatu, mam fale ale z puszkiem okruszkiem w pakiecie :( dlatego zostaje mi obserwować włosy i składniki które lubią oraz dobierać pod tym kątem produkty. Brak żonglowania produktami w przypadku moich włosów to błąd, ale jeśli coś się nie sprawdza to od razu wysyłam paczkę do którejś z koleżanek blogerek, nawet niekoniecznie w ramach wymianki. Po co mam się męczyć? :) teraz nastąpi jednak trochę stagnacji w mojej pielęgnacji, zwłaszcza od października kiedy jak wiesz moje możliwości nabywania rosyjskich specyfików drastycznie spadną ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dziś przeczytałam wpis :) I pomimo tego, że włosy masz marudne, pomyślałam sobie, że wiesz o nich tyle, że zawsze jakoś je opanujesz. Mam nadzieję, że ja niedługo też będę tak miała :)

      Usuń
  15. Nieważne kiedyś się z tego otrząsnęłaś, najważniejsze, że w ogóle to zauważyłaś :) Sama też nakupiłam mnóstwo kosmetyków i od roku praktycznie niczego nie dokupuję. Staram się zużywać wszystkie zapasy, jakie mam. Ale mam też kilka swoich pewniaków, które regularnie kupuję. Z drugiej strony nie chcę stawiać tylko na te pewniaki, bo chciałabym móc wypróbować inne kosmetyki :) u mnie z kolei stan włosów przez 2 lata bardzo się poprawił i jedyne nad czym muszę popracować to puszenie i plątanie się końców. Aż dziwię się, że udało mi się dojść do tego miejsca, w którym jestem, bo w końcu zaczynałam z totalnie spalonymi włosami od prostownicy (skręcały się w spiralki i ciągnęły się jak guma). Jednak do Anwen swojej historii nie będę wysyłać. To jeszcze nie ten czas. Chcę osiągnąć więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, obym ja za dwa lata zdziwiła się tym, ile udało mi się osiągnąć ;)
      Wiem, że na pewno nie zostanę na zawsze z tym, co już znam. Bo też chcę poznawać nowości. Jest w tym coś fajnego. Nowe możliwe efekty, nowe zapachy... :)

      Usuń
  16. I ja dopiero niedawno wpadłam na Biovaxy - przepadłam tak samo zakochana w tych maskach! Wersja z olejami ah <3
    Naprawdę nie pamiętam kiedy pierwszy raz napisałaś o tym, że testowanie dla samego testowania było Twoim błędem, że zaniedbałaś tym swoje włosy które mogły być piękniejsze już dawno, ale to właśnie wtedy i mnie obudziłaś :) Dlatego mam nadzieję, że pozostaniesz przy swoim postanowieniu (i ani się waż tykać Cassi!), zwłaszcza, że większości zniszczonych końcówek już się pozbyłaś i to najwyższy czas by się o nie porządnie zatroszczyć! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wersji z olejami też cały czas myślę. Puch jest taki, że hej. Ale później włosy się tak wygładzają, że... za pierwszym razem nie mogłam uwierzyć :) (Mamo, ktoś mi w nocy podmienił włosy! :O )
      Koniec eksperymentów. Żadnych ziół. Wczoraj jeszcze raz przejrzałam swoją listę zakupów i wyleciało z niej dobre 3/4. Wszystkie zioła poza lipą.

      Usuń
  17. Henri, Ty po prostu jesteś urodzoną badaczką i eksperymentatorką! :) Bardzo podoba mi się ten post. Ja w szczytowym okresie zafascynowania pielęgnacją włosów miałam 10 szamponów, 3 maski, 5 odżywek. Wszystkie produkty były otwarte i używane na przemian. Odkryłam wcierki! Ten czas bardzo miło wspominam bo byłam bardzo podekscytowana każdą nowością. Obecnie, uzbrojona we "włosową" wiedzę wiem już (mniej więcej) jakie produkty kupować, a jakie podziwiać u innych, bo mam tę pewność, że u mnie się sprawdzą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem właśnie. Ale chyba już sobie eksperymentalnie poszalałam :> Od teraz będą stateczna i ułożona :D Eksperymenty owszem, ale w inny sposób. Dla włosów, a nie same dla siebie.

      Usuń
  18. Ja przestałam aż tak przejmować się, że mam kosmetyczne zapasy, bo moje włosy też na tym cierpiały. Mówiłam sobie ciągle, że muszę coś zużyć i czułam się przez to jakoś uwięziona... Ale ostatnio też zmieniłam podejście i kupiłam choćby szampon z Biovaxu, który mi kiedyś bardzo pasował, ale postanowiłam eksperymentować z różnymi nowościami. Co drugie/trzecie mycie myję włosy Biovaxem (ma sporo protein, a moje włosy nie lubią za dużo) i od razu widzę różnicę. Z odżywkami czy maskami podobnie - kieruję się włosami, a nie jakąś dziwną potrzebą kupowania. Kupuję dalej, wiadomo - czasem nie da się sobie odmówić, ale coraz rzadziej ą to kosmetyki do włosów i coraz rzadziej są to takie impulsywne zakupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście impulsywnych zakupów nie robiłam nigdy, bo nie mogłam sobie na to pozwolić, poza pojedynczymi produktami w przeciętnych cenach. Reszta była zaplanowana. Ale i tak się nazbierało. Ups. I w sumie efekt był taki sam jak byłby gdybym to wszystko kupowała spontanicznie.

      Usuń
  19. Henri a ja w tym poscie znalazlam kawalek siebie... to uparte testowanie , pogon za nowym objawieniem ktore dokona cudow, setki nowosci (czesto testowanych na raz, tak ze potem w sumie nie wiem co dziala) . Cos dziala dobrze- no to super, ale musze przetestowac cos innego ;)
    Twoj wpis uswiadomil mi ze moze faktycznie trzeba sie opamietac i trzymac produktow sprawdzonych. I przestac wertowac wszystkie blogi, KWC , sklepy internetowe itd ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc go miałam trochę nadzieję, że komuś pomoże. Przez jeden dzień zastanawiałam się czy w ogóle go publikować, bo w końcu... głupio mi. I mam powód, nie da się ukryć :) W końcu uznałam, że pomoże to i mnie i może Czytelniczkom. Także zaryzykowałam sobie trochę, ale to już nie ma znaczenia. Cieszę się, że być może moja włosowa spowiedź Ci pomoże :)

      Usuń
    2. POmoze na pewno :) Uswiadomilam sobie ze pogon za produktem idealnym - ktory byc moze nie istnieje- w zasadzie oddala nas od celu jakim sa piekne wlosy. Teraz postawie na pewniaki, produkty ktore byly dobre- a nowosci bede testowac, owszem, ale w proporcji 2:8 z pewniakami

      Usuń
    3. Henri a probowalas wymiankowac nadmiar lub kosmetyki ktore sie nie sprawdzaja?- min na wizazu czy wizazu przy blogu anwen sa fora wymiankowe. Widzialam tez na kilku blogach zakladki wyprzedazowe, moze takie cos sie by sprawdzilo i pomoglo w pozbyciu sie bubli? To, ze cos Tobie nie sluzy nie znaczy ze innym nie podejdzie, a pieniazki mozesz przeznaczyc na biovaxy ;)

      Usuń
    4. Jesli cos z tego co mam teraz.sie nie sprawdzi, wymienie to :-)

      Usuń
  20. Też przez to przeszłam, zaglądałam na sporą liczbę blogów włosowych i tu nowość, tam nowość, może się u mnie sprawdzi coś, ale przeszło mi dość szybko. Nie miałam co prawda 20 produktów, ale 2 odżywki, 2 maski, 2 szampony coś do stosowania b/s i tak się powiększało i lista zakupowa rosła. Na szczęście mam silną wolę i dopiero jak 1 maska była na wykończeniu kupowałam kolejną, ale teraz wiem mniej więcej co moim włosom służy, a co nie i staram się używać sprawdzoncyh produktów ;) Powodzenia w pielęgnacji Biowaxem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Może się sprawdzi" to jest dokładnie to. Droga do 20 masek w zapasie :D

      Usuń
  21. Przeczytałam post od a do z, choć z synkiem na kolanach to nie takie proste ;)
    Ja mam taką filozofię, że lubię używać nowości i testuję je, choć już z góry mniej więcej wiem, co może mi nie pasować, a co nie i nie skuszę się na kupno wszystkich rosyjskich kosmetyków. Ale zawsze obok nowości używam przynajmniej 1 maski/odżywki, która jest moim pewniakiem i zawsze poprawia stan moich włosów (np. odżywka yr odbudowująca, balsam afrykański z olejem arganowym, maska bioetika nawilżająca). Dzięki temu włosy mam zawsze w jako takiej kondycji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach ta młodzież :D

      Może znajomość swoich włosów to faktycznie klucz. Gdybym swoje znała lepiej od początku, gdybym skupiła się właśnie na poznawaniu ich, nie miałabym takiego szaleńczego zapasu, bo może to się sprawdzi, a może to. A nie. Wystarczy kilka rzeczy ale trafionych.

      Usuń
  22. Mnie przed masowym kupowaniem produktów powstrzymuje chudy portfel. Zatem w sumie nigdy nie miałam ani olbrzymich zapasów ani kłopotów z "denkowaniem". Mogę bez problemu wymienić wszystko co kupiłam w ciągu ostatniego roku, więc nie jest źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znów napiszę, że ograniczone finanse do dobra rzecz czasem :D Gdyby nie to, ja miałabym pięć razy wiecej... wszystkiego. Może poza szamponami :D

      Usuń
  23. Też tak miałam - tej zimy co chwilę coś kupowałam. Na szczęście rzadko trafiają mi się buble. Jednak już wtedy zauważyłam że za dużo kupuję - więc dałam sobie zasadę - kupuję tylko wtedy kiedy są wyprzedaże.No, tylko, że wyprzedaże wtedy były co chwilę. Też saszetki biovaxu naprowadziły mnie na dobrą ścieżkę, chociaż wciąż jeszcze jestem na drodze testowania, chociaż jak sama słusznie u siebie zauważyłaś - dobrze mieć sprawdzone kosmetyki. Ogólnie zastanawiam się czy nie przejść tylko i wyłącznie na minimalizm kosmetyczny. Miałabym przy sobie sprawdzone kosmetyki - i jeden, dwa do testowania.Dałam sobie również zasadę - nie czytam recenzji produktów włosomaniaczek :D - nie będzie mnie kusić do kupowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście jestem całkiem wyprzedażoodporna, kupuję tylko wtedy, kiedy potrzebuję. Ale problem polegał na tym, że wydawało mi się, że potrzebuję, co chwila czegoś, i tym razem naprawdę zadziała...

      Usuń
    2. Hej, Ty grasz na flecie poprzecznym! <3 <3 :)

      Usuń
    3. Popieram Wasz minimalizm kosmetyczny! Dla mnie dwa kosmetyki do testowania to tłum :) Ale moje włosy nie narzekają, a to jest najważniejsze. Bo, jak zauważyła Henrietta w poście, fizycznie nie ma czasu przetestować wszystkiego naraz, a nowości i kolejnych pomysłów przybywa. Z drugiej strony - jakaś różnorodność musi być, więc te minimalne ilości testów są jak znalazł, zwłaszcza, że a nuż któraś z nas odkryje coś, co jest absolutnie najlepsze na świecie dla jej włosów - a głupio byłoby coś takiego przegapić.

      Usuń
    4. No właśnie. Szkoda cos przegapic. I o tym nadal bede.pamiętała. Ale w inny sposob :-)

      Usuń
  24. To bardzo ciekawy post i muszę przyznać, że podoba mi się zmiana nastawienia. Jak przeglądam włosowe blogi, czasami nabieram przekonania, że mnóstwo kosmetyków zostaje kupiona tylko po to, żeby je móc wypróbować i opisać na blogu. Ja używam bardzo mało, nawet czasem wydaje mi się, że w porównaniu z innymi aż "za mało", ale praktycznie na to patrząc, mam "miejsce" jedynie na jakąś odżywkę/maskę d/s - i tak dni w tygodniu wystarcza mi w sam raz, żeby użyć każdego produktu chociaż raz. Leży u mnie tylko jedna rzecz - jedwab w zapasie. I znów jestem Twoim dokładnym przeciwieństwem, bo i ten jedwab kupowałam z wahaniem, bo dotychczas miałam Marion i sprawdzał się świetnie, a kupiłam Green Pharmacy, żeby wypróbować. Z jednej strony jestem ciekawa, bo a nuż będzie jeszcze lepszy, ale z drugiej strony jeśli coś spełnia swoje zadanie i działa dobrze, bez zastrzeżeń, to zrobię wszystko, żeby nie musieć nic zmieniać (poznać po Gliss Kurze w sprayu ;) ), bo trochę się boję, że będzie gorsze i "zamienił stryjek siekierkę na kijek" - i to się tyczy nie tylko włosów, ale w zasadzie wszystkiego. Stąd nawet dokupienie drugiego szamponu było wielkim wydarzeniem ;) Ale z drugiej strony, wyszukiwanie, oglądanie i kupowanie nowych produktów (wypróbowywanie trochę mniej, bo wymaga cierpliwości) jest bardzo przyjemne i cokolwiek ekscytujące, i to mówię ja, która przejrzała przed chwilą milijon z okładem masek i balsamów do włosów, trochę z potrzeby (o której przypomniało mi wspomnienie Planety Organica; przy okazji - może kolejnym jedwabiem, który wypróbuję, zostanie w takim razie ten z Biovaxu), a trochę dla relaksu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja gdybym chciała tylko efektu, dawno uzywalabym juz tylko ze 3 masek :-) Ale ja lubie szukac nowosci (chociaz tyczy sie to wylacznie pielęgnacji wlosow) i dlatego trochę wpadlam. Ty masz spokoj :-) Znalazłaś to, co Ci pasuje i chodzi o efekt, efekt jest i juz. A ja... Zapomnialam o efekcie a skupiłam sie za mocno na samych kosmetykach.

      Usuń
  25. Cieszę się Henri, że napisałaś tego posta.
    Cieszę się chyba jeszcze bardziej z tego, że doszłaś do takich wniosków i postanowiłaś przyjrzeć się wnikliwie skąd u Ciebie wynikały pewne przyzwyczajenia czy chęć "eksperymentowania".
    Powiem szczerze - jestem czytelniczką blogów dotyczących pielęgnacji włosów niemal od początków ich istnienia, doceniam pracę i wysiłek dziewczyn, które dzielą się swoją wiedzą lub po prostu "chce się" pisać dla innych.
    Obecnie jednak z większości śledzonych do tej pory blogów zrezygnowałam z własnej woli i przestałam śledzić pojawiające się w nich nowe wpisy.
    Zaczęłam zauważać że niektóre blogerki postawiły na ilość recenzji przetestowanych kosmetyków lub kupowanie coraz to większych ilości nowych rzeczy do włosów/ciała/makijażu, co osobiście bardzo mnie razi.
    Nie podoba mi się na siłę podawany nam w ten sposób schemat myślenia: "jesteś włosomaniaczką więc kupujesz i testujesz", "testujesz po czym wyrzucasz i kupujesz nowe".
    Zawsze starałam się trzymać z dala od tak nachalnego konsumpcjonizmu, nawet jeżeli przejawia się on jedynie pod postacią kupowanych kosmetyków.
    Takie kupowanie co chwilę (lub dostawanie do testów - nie wnikam) nowych rzeczy niesie za sobą również brak rzetelnej opinii czy informacji o długoterminowym i systematycznym stosowaniu danej rzeczy.

    Kiedy wreszcie dziewczyny/kobiety zrozumieją, że żeby mieć zadbane i zdrowe włosy nie trzeba w nie ładować nie wiadomo jakiej ilości kosmetyków?
    Że włosy zwłaszcza zniszczone lub o wysokiej porowatości niekoniecznie lubią eksperymentowanie, mieszanie, zmienianie co chwila kosmetyków, a w ich przypadku sprawdza się u nich tylko SYSTEMATYCZNOŚĆ i długotrwałe stosowanie pewnej małej ilości rzeczy?
    Na forum co chwila pojawiają się wpisy typu: "bogata pielęgnacja i brak rezultatów", "przesadna pielęgnacja i wypadanie włosów", " włosomaniactwo pogorszyło mój stan włosów".
    Nie dziwię się, że niektóre młode (zwłaszcza) dziewczyny pod wpływem niektórych blogerek, zalecających kilka szamponów i kilka odżywek, masek i dodatkowo wcierania sobie co chwilę różnych rzeczy, po prostu "głupieje" a wraz z nimi ich włosy.

    Henri, trzymaj się tylko tych rzeczy o których wiesz, że mają dobry wpływ na Twoje włosy, używaj ich systematycznie i daj sobie czas, a na pewno będziesz zadowolona:)

    Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tym wszystkim jeszcze cieszę się, że zapas kosmetyków mam tylko tych do włosów. A w pozostałych trzymam skrajny minimalizm, wszystkiego po jednym, cały czas.to samo i bez niepotrzebnych moim zdaniem gadżetów typu osobny peeling do każdej części ciała ;-)
      I czuje sie dużo lepiej od tych kilku dni, od kiedy uporzadkowalam sobie jakos pielegnacje. Bardzo dziękuję za komentarz. Potrzebuję takich słów :-)

      Usuń
  26. Bardzo trafne przemyślenia, ja też ostatnio troche przesadziłam, ale ja mam problem z odzywkami i szamponami. Co do oleju to testuje oliwe z oliwek mam pełne opakowanie i mam zamiar testować ją jeszcze przez kilka miesięcy, aby zobaczyć jak to się sprawdza na dłuższą mete ::)

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo mądry wpis:) Złapałam się na podobnych przemyśleniach kilka miesięcy temu i wróciłam do sprawdzonych produktów. Oczywiście dalej testuję nowości, które mnie zainteresowały, ale obiecałam sobie, że zawsze będę miała w pogotowiu sprawdzony produkt, na którym mogę polegać. Naszło mnie tak, kiedy zrobiłam sobie prawdziwe siano, źle dobraną pielęgnacją. W pielęgnacji twarzy stosuję tą zasadę od dawna, nie wiem dlaczego przy włosach zajęło mi tyle czasu dojście do tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak terapia szokowa.Susza taka jak u mnie po ccassii. Coz za skuteczna motywacja do zmian. Ha! ;-)

      Usuń
  28. To, że każdy na początku chce wypróbować mnóstwo kosmetyków ma swoje podłoże psychologiczne. Po pierwsze, nowość i ciekawość (a nuż u mnie zadziała). Po drugie, patrząc na włosy innych wierzymy, że i nasze będą tak samo piękne, wystarczy tylko przetestować 50 kosmetyków :) i znaleźć ten właściwy. Po trzecie, przecież inne mają tak bogatą pielęgnację i piękne włosy. Piękne włosy = bogata pielęgnacja, więc naszym włosom to nie tylko nie powinno zaszkodzić, a wręcz sprawić, że będziemy wyglądać jak księżniczki z bajki. Kupując kolejny kosmetyk, kupujemy tak naprawdę marzenie, by mieć piękne włosy. Po czwarte, większość zaczyna interesować się kosmetykami i włosami, kiedy - nie oszukujmy się- włosy nie prezentują się tak dobrze, jak w dzieciństwie (czy to farby, czy suszarka, czy zła dieta, czy ciągłe mycie mocnymi szamponami z SLS już dały się we znaki). Jak wprowadzamy drobną na pozór poprawę - kupujemy jeden kosmetyk i regularnie go używamy - widzimy pierwsze efekty. I nagle... wow, skoro stosowałam tylko tą jedną maskę i już jest poprawa, to znaczy jak zastosuje 10 masek - i najlepiej naraz - poprawa też ma być 10 razy większa. Potrzeba czasu, by się przekonać, że to tak nie działa. Włosy mogą być z początku tak zniszczone, że niemal każdy trochę lepszy kosmetyk niż do tej pory potrafi zdziałać cuda. Ale w miarę jak kondycja włosów się poprawia, widzimy, że nie każdy kosmetyk wychwalany na blogach im pasuje, poza tym w miarę poprawy stanu włosów zmieniają się ich potrzeby. Więc szukamy dalej. Potem, jak już kondycja włosów się jeszcze poprawi, kupujemy coraz to nowe kosmetyki - bo jak żeż to... wcześniej kupowałam kosmetyk i to działało... widocznie teraz robię coś źle, tzn,. kupuję NIEODPOWIEDNI dla mnie kosmetyk, więc kupuję kolejny produkt, i jeszcze raz kolejny, i jeszcze, i tak bez końca. To jak z rozpędzonym pociągiem, nawet jak naciśniemy STOP, przyjedzie jeszcze dobrych 50 m. Jak już jesteśmy w zakupowym wirze, minie jeszcze jakiś czas zanim zrozumiemy, że tak naprawdę nie potrzeba nam 30 kosmetyków, tylko 3 ! Poza tym, włosy można poprawić, ale DO PEWNEGO POZIOMU. Nie oszukujmy się, struktury włosów i ich genetycznej grubości nie zmieni nawet najlepszy kosmetyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Henna tak ;-) Chociażz moich wlosow tafli nie zrobi nic. Ale poza tym to jest chyba idealna analiza. Spojrzenie Psychologiczne wszystko wyjaśnia.

      Usuń
  29. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  30. Mi własnie te półki kosmetyków do włosów zwróciły uwagę na pielęgnacją nie tylko włosów, ale także cery, makijaż (:O) i ogólnie zdrowszy tryb życia, odżywianie :) Wkurzający była ta dysproporcja kosmetyków i poświęcanej uwagi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *pielęgnację
      **wkurzająca
      -,-

      Usuń
    2. Ja odzywiam sie zdrowiej tez w większości dzieki blogom. I doszlam do wniosku ze nic mi sie nie stanie jak trochę zadbam o twarz zamiast ja tylko oczyszczac. Maseczka 2x w tygodniu to nie tragedia :-D Ale dalej nie.pojde. Bede wlasnie raczej minimalizować włosy :-)

      Usuń
  31. tobie potrzeba było półtora roku żeby dojść do tych wniosków a mi 3 lata, to dopiero fail xD właśnie jestem w trakcie reorganizacji swojej pielegnacji, kończę z używaniem wszystkiego "na hurra" i najwyższa pora zacząć dobierać kosmetyki typowo ukierunkowane na moje włosy. .. m in na stałe, tak jak u ciebie, wejdą biovaxy, bo też mi służą :-)

    OdpowiedzUsuń
  32. I am satisfied that you simply shared this useful info. See more Buy Zirh Shave Gel

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz