Niedziela dla włosów 13: cassia Khadi ~ Sunday for hair 13: Khadi cassia

Moja przygoda z cassią trwa już ponad cztery lata. Do tej pory używałam cassii firmy Henne Natur, w końcu postanowiłam spróbować Khadi. Kiedy siedziałam przez trzy godziny z turbanem na głowie, tłumaczyłam wpis o cassii i senesie. Jeszcze tylko opiszę efekty Khadi i obiecany wpis będzie gotowy ;)

Na razie kilka słów o samej cassii Khadi: pachnie dużo, dużo słabiej niż Henne Natur, co dla wielu z Was może być zaletą. Jest też wyraźnie drobniej zmielona, dzięki czemu łatwiej ją nałożyć, wybaczam jej więc cenę dwa razy wyższą od Henne Natur. 100 g to trochę za dużo na moje włosy. Jeżeli postanowię używać cassii Khadi regularnie będę zostawiała trochę proszku na następny raz. Gotową pastę można też mrozić. Khadi, w odróżnieniu od Henne Natur, to czysta cassia, bez domieszki henny. Proszek ma jaśniejszy kolor. Ładniejszy ;)

Cassię przygotowałam podstawowym sposobem, czyli z bardzo ciepłą wodą. Nałożyłam ją po myciu (szamponem umyłam jak zwykle tylko skórę głowy) i trzymałam, jak już wspomniałam, trzy godziny, pod czepkiem i ręcznikiem. Po tym czasie cassia zaczęła już trochę przeciekać na czoło i policzki. Spłukałam ją wodą, nie zmywałam jej dodatkowo odżywką, żeby zobaczyć działanie samego zioła.

Cassia powinna dać nam te same efekty, które daje henna, a więc błyszczące, gładkie a na dłuższą metę wzmocnione włosy – tylko bez koloru i bez trwałości (rezultaty cassii znikają po około miesiącu). U mnie do tej pory nie było to wcale takie oczywiste, dlatego cassia Khadi była ostatnią próbą jaką podjęłam. Postanowiłam, że jeśli się nie sprawdzi, dłużej nie będę się męczyła z suchymi włosami dla niepewnych efektów używania cassii regularnie przez długi czas. Zwłaszcza, że od czasu kiedy zaczęłam cassii używać, te rezultaty nauczyłam się osiągać innymi, pewnymi i mniej problematycznymi sposobami – stosując maski i oleje. Jednak coś mnie do cassii ciągnęło, dlatego dałam jej ostatnią szansę.

Cassia spłukała się dość łatwo, to kolejna zaleta drobno zmielonego proszku. Woda była wciąż zielona, nie brązowa jak w przypadku cassii z domieszką henny, gdzie odrobina henny utleniała się z czasem. Włosy wyschły bardzo szybko. Kiedy były wilgotne, mimo że nie były splątane, bardzo trudno było przesunąć przez nie palcami, tak były szorstkie. Po wyschnięciu zrobiły się lekkie (widać, jak fruwają na zdjęciu chociaż prawie nie wiało) i suche. Co też widać. Takie same były w dotyku. Zauważyłam też, że wplątane w pasma zostały niewielkie wiórki cassii, których nie było widać ani kiedy była sucha ani po zmieszaniu.

Tak wyglądały włosy zaraz po wyschnięciu:





A tak po nocy w luźnym koczku:



Nadal jest źle. Na zdjęciu zrobionym w cieniu końcówki są tak suche i napuszone, że na tle spódnicy praktycznie ich nie widać... Moje włosy wyglądają mniej więcej tak, jak na początku pielęgnacji. Są suche, szorstkie, trudno przesunąć przez nie palcami. Cassia ostatecznie się nie sprawdziła i nie będę do niej wracała. 

A Wy, używacie "bezbarwnej henny"? :)

_______________________________

My cassia adventure has lasted for over four years. Until now I’ve been using cassia made by Henne Natur and finally I’ve decided to try Khadi. When I was sitting with a towel on my head for three hours I was translating the post about cassia and senes. I just have to add the effects of Khadi cassia and the post I have promised you to publish will be ready ;)

For now, let me say a few words about Khadi: it smells much, much weaker than Henne Natur, which, for some of you, may be an advantage. The powder is finer, which makes the paste easier to apply on hair. I find the price of Khadi – twice higher than Henne Natur – justified. 100g is a bit too much for me. If I decide to use Khadi on regular basis, I will leave some powder for the next time. You can also put some ready paste into a freezer. Khadi is pure cassia, without any henna addition, as opposed to Henne Natur. The powder has lighter, nicer colour ;)

I prepared cassia paste using the basic recipe, that is with very warm water. I applied it after I washed my hair (washing with shampoo only the scalp, as usually) and I kept it, as I’ve already mentioned, for three hours under a shower cap and a towel. After that time cassia has started leaking a bit onto my forehead and cheeks. I rinsed it with water, without using a conditioner to wash it off, as I wanted to see how the herb alone works.

Cassia should give us the same effects that henna gives – shiny, smooth hair, which becomes stronger with time – just without the colour and without permanence (effects of cassia disappear after a month, more or less). For me, until now, it wasn’t that obvious, this is why Khadi cassia was the last attempt I decided to take. I decided that if it doesn’t work I am not going to struggle with dry hair for uncertain effects of using cassia regularly for a long time. Especially as from the moment when I started using cassia, I have learned to obtain these results in other, surer and less problematic ways – by using masques and oils. But there still was something pulling me towards cassia, so I gave it the last chance.

Cassia rinsed out quite easily, which is another advantage of fine powder. The water was running green, not brown as it was in the case of Henne Natur, where this tiny amount of henna was oxidising. My hair dried very quickly. When it was damp it was so dull and rough that it was very difficult for me to run my fingers through it, even though there weren’t any tangles. When it dried it became light (you can see it on the picture how my ends fly around though there was hardly any wind) and dry. It was the same to touch. I also noticed tiny chips of cassia tangled into the strands. I hadn’t seen those when cassia was dry and when it was mixed with water into paste.

That's how my hair looked like right after it dried:





 And this is how it looked like after a night in a lightly twisted bun:



It's still bad. In the picture taken in the shadow my ends are so dry and frizzy that you can't really see them against my skirt... My hair looks as it used to look when I was starting to take care of it. It's dry, rough, I can hardly run my fingers through it. In the end cassia doesn't work for me and I won't be using it.

Do you use "colourless henna"? :)

Komentarze

  1. Ja kilka razy użyłam , ale faktycznie ciężko włosy rozczesać po tym są takie tępe jakieś , poza tym zioła wysuszają i robia sie fruwajace pióra i wyglada to tak jakby w ogóle sie o włosy nie dbało , dałam sobie spokój po kilku razach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już też dam sobie spokój. Co za trudne rozstanie! :D Dopiero teraz widzę, że naprawde niepotrzebnie trzymałam się cassii...

      Usuń
  2. ja uzywam henny barwnej (tez khadi) , wiadomo ziola powoduja przesusz wiec samej porcji henny na glowe nie klade nigdy. Zawsze dodaje troche gliceryny, czasem maske lub odzywke, glutek lniany- wiem ze mam wlosy znacznie krotsze niz Henri ale dzieki temu przesusz mnie nie dopadl (no dobra, ostatnio zapomnialam o tej glicerynie i wlosy byly lekko spuszone ale pomogla glicerynowa plukanka)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie także glutek, lub zwykła, prosta maska się sprawdza.
      Lubiłam henne natur, po rosyjskiej hennie włosy były wysuszone.

      Usuń
    2. Ja dodawałam odzywkę (fakt, że kiepską) i nic to nie dało. Nawet przy glossie z cassii wylazły mi suche końcówki! A użyłam maski, która solo działa świetnie. Już nie chcę nawet szukać sposobów na opanowanie suszy po cassii. W moim przypadku po prostu nie warto.

      Usuń
    3. P.S. Kasia, jaki Ty masz gruby warkocz! <3

      Usuń
    4. Mojej wysokoporowatej siostrze pomagało nakładanie odżywczej maski po hennie. Wtedy włosy nie były w dotyku takie sztywne i suche. Jednak może już lepiej sobie właśnie odpuścić.
      Warkocz Kasi też widziałam :D

      Usuń
    5. I ja też widziałam, i się nim jaram! :)

      Usuń
    6. Bardzo mi sie milo zrobilo ale dziewczyny ja nie mam grubego warkocza tylko tak wyszedl na zdjeciu :( tez sie podjaralam ze chociaz wrazenie potrafi robic dobre ;) ale niestety na zywo nie jest az tak rozowo, rozpuszczone wygladaja kiepsko bo mam nieszczesne cieniowanie. No i cale zycie slyszalam ze mam cieniutkie wlosy, delikatne jak u dziecka- przez t tez w zasadzie nigdy ich nie zapuszczalam. Dodatkowo kompleksy u mnie sie poglebily przez hinduska rodzine mojego meza i wyjazdy do Indii, naprawde tak to chyba wszyscy maja warkocze tak z 15 cm minimum O_oooo, Dopiero teraz postanowilam zawalczyc o zageszczenie i dlugosc, bo mam taka fantazje, a co ;)
      a tak szczerze to dbanie o wlosy zbieglo sie u mnie z wyjazdem meza za granice, zostalam sama z 3 maluchow i codzinnym mlynem, prawkiem do zrobienia zeby moc bachorki do zlobka zawozic i w ogole kupa klopotow. Potrzebowalam sie w cos zaangazowac zeby nie zwariowac ze swoimi myslami ...a dzieki wlosomanii poznalam wirtualnie mnostwo zyczliwych duszyczek :) i jakos tak mam swoja pasje i z tym mi sie latwiej zyje :)

      Usuń
    7. Mój nawet wrażenia nie robi ;) Gdybyś miała warkocz grubości 3 cm, na żadnym zdjęciu nie wyglądałby super. Wiec coś w tym jest! :)
      Hinduski i ich warkocze grubości mojego ramienia... Sama się zachwycam :) Ale nie porównuję, bo musiałabym płakać nad genami ;)

      Cieszę się, że włosomania ma u Ciebie taką dodatkową funkcję ;) Poza samą zmianą stanu włosów. Jak się słucha, że pasja jest w życiu ważna, to to najczęściej brzmi śmiesznie i pusto. I trzeba samemu się o tym przekonać :)

      Usuń
  3. Jestem w szoku, że cassia Khadi ma takie działanie. Na pewno sobie ją odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jest szansa, że należę do mniejszości... :D Niektóre włosy kochają zioła. A niektórzy ludzie ryzyko ;) Ja właśnie odkryłam, że przestałam. A tak poważnie, jeśli chodzi za Tobą cassia, spróbuj na pasemku. Może właśnie Twoje włosy ją polubią:)

      Usuń
  4. No to chyba zakup tej henny zejdzie na dalszy plan... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odradzam. Nie chciałabym, żeby moje recenzje powodowały takie rzeczy. Są osoby, nawet się tu wypowiadają na szczęście, których włosy hennę/cassię lubią :)

      Usuń
  5. Ja używam Henny Khadi jasny brąz, ale zawsze dodaję do niej odżywkę. A po hennowaniu nakładam olej na całą noc. Kolor mam piękny, włosy lśnią i nie są bardzo przesuszone. Może jedynie troszkę na końcach,ale to dlatego, że jeszcze pamiętają rozjaśnianie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie spod maski nawet pokazują się suche końcówki. :(

      Usuń
  6. Nigdy nie używałam tej henny ale nie powiem kusiła mnie. Teraz się cieszę, że w końcu jej nie kupiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam wyżej, nie chciałabym, żeby moje recenzje miały taki efekt. Naprawdę u niektórych cassia się sprawdza. I od razu i na dłuższą metę :)

      Usuń
  7. Mialam kiedys maske z henna i nie robila nic specjalnego, oprocz puszenia..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zioła... :(
      Ale skoro jesteśmy przy maskach z henną... wiele jej tam pewnie nie ma, w sumie jest tylko wyciąg, ale maski Biovax moje włosy kochają jak nic innego :)

      Usuń
  8. Do tej pory cassiowałam się 2 razy, u mnie susza utrzymywała się dosłownie 2 dni na szczęście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A późńiej? Robi się coś fajnego? Blask na przykład? Bo u mnie niby przesusz też kiedyś mija. I... nic. Ewentualnie pogrubienie na krótko.

      Usuń
  9. Zamierzam pohennować włosy, ale miedzią. Moje nie lubią wyjątkowo ziół w Khadi, więc szukam jakiegoś innego zamiennika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na allegro przewija się zawsze, z małymi przerwami na dostawę z Francji Henne Natur właśnie. I Laas się zrobił dostępny dobrze dość :)

      Usuń
    2. Ja polecam hennę BAQ z pola henny. Najlepsza czysta henna.

      Usuń
  10. Strasznie przepraszam, ale Twoje włosy wyglądają... strasznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież Henri pisze że efekt był beznadziejny...
      Lainves

      Usuń
    2. Ja to chyba jestem mugolem. Sądzę, że sztuka czytania, owszem, zanika.

      Lainves, nie wiem czy już Ci o tym pisałam, czy tylko planowałam i mi się wydaje, ale kupiłam olej Loton makadamia. Jest przecudowny, fantastyczny, no ekstra! Dziękuję bardzo, bardzo, bardzo za polecenie go! :):)

      Usuń
    3. To dobrze, że się sprawdził. Miałabym wyrzuty sumienia gdybym poleciła bubel :)
      Ja też uwielbiam ten olejek, teraz używam go na zmianę z lekkim olejkiem bania agafii, świetnie dociąża, łatwo z nim przesadzić, więc nie mam pojęcia czemu nazwali go 'lekki' ;) to ten: http://lawendowaszafa24.pl/pl/p/Bania-Agafii-olejek-do-masazu-lekki-dzika-roza%2C-orzechy-laskowe%2C-maliny%2C-ogorecznik/1272

      Usuń
    4. A, tak :) Mam go na liście. Ogórecznik mnie ciekawi :)

      Usuń
  11. Na włosie pozostają po hennie/kasji mikrodrobinki, zobacz jak będzie po pierwszym myciu, kiedy te maleństwa zejdą z włosów z pianą. Zaraz po włosy są szortkie i sianowate. Jeśli ten efekt "przesuszu" utrzymuje ci sie po olejowaniu i myciu, odstaw kasję. Generalnie zioła hinduskie wymagają wiecej olejowania, więc jeśli nie sprawdza ci się kasja po pierwszym myciu włosów (bo na świeżo, to sianko raczej niestety jest), to sobie odpuść. U mnie np. po kasji jest mega błysk, więc moje włosy ją lubią, a jeśli twoje nie, to po co?
    Trzymaj się, a ja trzymam kciuki za twoje włosy! Długość łał! Jest super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Utrzymuje się. Niestety. Znika, fakt, ale nie po pierwszym myciu. Zużyłam już dobre piętnaście paczek cassii, tylko innej firmy.
      No właśnie! Kurczę, czyli można z błyskiem i bez takiego końca świata jak u mnie... Naprawdę dużo czasu i eksperymentów potrzebowałam, żeby pogodzić się z tym, że cassia nie jest dla mnie.

      Dziękuję! :)

      Usuń
  12. Mmm, ta długość jak marzenie <3 też kiedyś "Cassiowalam" włosy, może przesusz nie był tak drastyczny jak u Ciebie, ale mimo wszystko był, dlatego jak na razie nie myślę o takiej formie pielęgnacji. Wolę skupić się na olejowaniu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się słowo "cassiować" :) (Wyłazi ze mnie filolog :D)

      Usuń
    2. Nie filolog! Filolożka!! :)

      Usuń
  13. Mam włosy do połowy pleców ale nie nakładam na nie takich "mikstur". Moja pielęgnacja ogranicza się nimal do minimum i jestem z moich kłaków coraz bardziej zadowolona! ;)
    Dołączyłam do grona obserwatorów i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Ja mikstury lubię. Mam już, od niedawna ale mam, sprawdzone produkty z każdej kategorii. Oleje, szampony, wszystko. Ale po prostu lubię poznawać nowości, chociaż już nie aż tak jak kiedyś. Jasne, ze dla wielu osób to za dużo. Ale to nie tak - nigdy tego nie napisałam - że żeby mieć długie/zadbane (czy i to i to) włosy trzeba robić bardzo dużo. Nie trzeba. Znam masę osób z włosami do kolan, które używają najtańszej silikonowej odżywki, byle w wielkiej butelce, i raz na tydzień nakładają maskę :D

      Usuń
  14. Kusiła mnie Cassia, ale zrezygnowałam, bo przesusz nie jest wart ewentualnych refleksow czy chwilowego pogrubienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest. Tak bardzo, bardzo nie jest wart, że u mnie aż krzyczy. Ze zdjęć ;)

      Usuń
  15. tez chce miec tak dlugie wlosy :) i tez wczoraj je rozpieszczalam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hurra dla długich włosów! :) I dla dokarmiania ich :D

      Usuń
  16. O rany, porównując wcześniejszy stan włosów zdecydowanie Cassia się nie sprawdziła :/ Nawet nie myślałam, że aż tak może wysuszyć włosy, ja na pewno się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klapa, nie? W jeden dzień tak sobie załatwić włosy... Opanuję to, ale i tak... Ech. Szkoda było czasu a teraz szkoda wysiłku. Ale widocznie potrzebowałam tego, jeszcze Khadi, żeby przekonać się, że cassia nie jest dla mnie.

      Usuń
  17. Jak widać, co włos to inaczej - moje kochają cassię i co miesiąc ją używam :) ale gdybym miała po niej taki przesusz jak Ty, to bym z niej zrezygnowała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już macham białą flagą. Już macham. Koniec walki, poddaję się :)

      Usuń
  18. Moje włosy lubią zioła. Kiedyś używałam płukanki ziołowej w celu przyciemnienia i wzmocnienia. Stosowałam ją codziennie i dopiero po dłuższym czasie zauważyłam lekkie przesuszenie. Mam nadzieję, że Twoje włosy wkrótce dojdą do siebie i przestaną się "dąsać". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby! :) I oby to był mój ostatni taki wysoko ziołowy;)

      Usuń
  19. raczej u mnie by się nie sprawdziła,przesusz gwarantowany ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Rzeczywiście, daj sobie z cassią spokój. :D U mnie takie sianko ostatnio zrobiła francuska henna NJD. A już myślałam, że nie zaznam pohennowego przesuszu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ja jeszcze napiszę trochę pozytywów o hennie w ogóle i o hennie khadi w szczególe, bo widzę, że się dużo strachu narobiło zupełnie niepotrzebnie. Henna, i cassia, i inne zioła też, czasem wysusza włosy. Czasem nie. Zazwyczaj troszeczkę i wystarczy jedno odżywcze mycie (z olejem, maseczką i porządnym nawilżeniem) i szorstkość, sianko i mat znikają. U mnie korzyści pohennowe zdecydowanie przewyższają wady. Zwykle zresztą włosy nie są suche nawet po czystej hennie. Aby je dodatkowo nawilżyć można dodać miodu, cukru, aloesu, żyworódki, kilka kropli oleju do mieszanki.

      Efekty po hennie u FTD:

      - dodatkowy centymetr albo dwa w kucyku - więcej objętości, włosy uniesione u nasady, mimo że końce sa ładnie gładkie - trzeba tylko pamiętać o dociążeniu ich dobrą odżywką albo maską
      - zahamowanie wypadania, choćby doraźne (efekt utrzymuje się przez kilka myć, dlatego kiedy włosów wypada więcej staram się częściej używać henny)
      - włosy wyraźnie wolniej się przetłuszczają, można zyskać nawet dodatkowy dzień pomiędzy myciami
      - zioła koją podrażnienia skalpu, ustaje swędzenie, uspokajają się ogniska zapalne, krostki zasuszają się i znikają
      - włosy błyszczą jak szalone

      Oczywiście może być u Was tak jak u mnie, tak jak u Henri, albo jeszcze coś pośredniego. Dopóki nie spróbujecie, nie przekonacie się, czy henna/cassia/indygo/mieszanki Wam służą czy nie. Pamiętajcie tylko o próbie uczuleniowej.

      Usuń
    2. Ooo, dziękuję! :) Bo zaczynałam się zastanawiać co zrobić żeby odkręcić cassiową panikę :D

      Usuń
  21. Dokladnie, ja tez naleze do zwolennikow hennowania> kasjowac nie probowalam, ale rozne ziolka (amla, heenara, kapoor kachli, kalpi i maka paka) stosuje z duzym zadowoleniem (glownie mojego skalpu) - daja u mnie efekt super objetosci i pogrubienia a skalp az mrrrrruuuczy z zadowolenia :) Zauwazcie ze Henri stosowala cassie czysta, bez niczego (odwazna!) i ma bardzo delikatne konce- na glutku czy z dodatkiem gliceryny, odzywki, mleczka pszczelego na pewno tak nie wysuszy. A mozna przeciez tez nakladac ja tylko na skalp omijajac wrazliwe konce :) Ja jak sobie robie henne na garnier aik - nie zauwazylam zeby byla mniej trwala niz czysta henna mimo ze w odzywce jest sporo olejow- mam wlosy mieciutkie, gladkie i super odzywione :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak offtopowo- wiesz skad sie wziela u nas makapaka? Pomijajac postac z Dobranocnego ogrodu ;)
      Z mezem rozmawiam po angielsku i ktoregos mezowi wyrwalo sie motherf***er- a na to moja corka " nie mowi sie madafaka tylko makapaka" ;) i tak sie nam przyjelo w domu

      Usuń
    2. Niech ktoś przekona mojego męża do rozmawiania po angielsku jeden dzień w tygodniu! ;)

      Usuń
  22. Cassia i inne zioła ma jedną podstawową zasadę - po jej użyciu trzeba nawilżać, nawilżać i jeszcze raz nawilżać. Ja po cassi idę w oleje i maskę (od razu) i jest cudownie i miękko :)
    Jakbyś miała okazję - polecam spróbować, może unikniesz puszku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jeszcze kiedykolwiek przyjdzie mi do głowy stworzenie sobie na głowie Sahary... Postaram się ją ogarnąć nawilżaniem :D

      Usuń
  23. Zerknęłam tylko na miniaturkę zdjęcia i już w głowie pojawiło się "ojej, Henri, coś Ty znów narobiła!"
    Ciągle kusi Cię wracanie do eksperymentowania z niewypałem, a potem męczysz się z przesuszem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio modny zrobił się gloss - czyli do odżywki/maski dodaje się niewiele henny. Dziewczyny robią to by kolor był zmywalny i nietrwały, ale właściwie może to i dobry pomysł na bezbarwną hennę, by uniknąć przesuszenia a zyskać efekt odżywienia i pogrubienia.

      Usuń
    2. Gloss u mnie też nie wyszedł. To znaczy przesusz był ale z dobrych efektów nic. To oznacza, i powinnam to przyjąć wcześniej, ze ja i cassia nie możemy być ze sobą. Nie pasujemy do siebie i nawet przyjaciółkami nie będziemy. This is over, nie dzwoń do mnie. Zablokuję cię cassio na facebooku nawet :D

      I bardzo dobrze napisałaś. Jeszcze w pakiecie powinien być gif z grożeniem palcem. A tak na poważnie, to ostatnio zauważyłam, że mam dość eksperymentów. Cassię chciałam skończyć, wiedziec, że spróbowałam wszystkiego. A od teraz wracam do tego, co znam.

      Usuń
  24. Oj, bardzo przesuszone... Musisz dać im końską ilość nawilżaczy, bo pomimo swojej długości prezentują się źle :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już daję, ale kiepsko to na razie wygląda. Ostatni raz załatwiłam się podobnie wiosną, oczyszczaniem, ale teraz jest jeszcze gorzej. Bu :(
      Gliceryna i Biovaxy prędzej czy później dadzą radę :)

      Usuń
  25. Oj, troszku się przesuszyły, ale na pewno dasz rade je nawilżyć :) Życze powodzenia, a kolor bradzo ładny !

    OdpowiedzUsuń
  26. Oj daj już sobie spokój z Cassią :) narobiła Ci kuku :(

    zrób sobie listę składników, które lubią Twoje włosy i na tej zasadzie majstruj z dobieraniem masek/odżywek/balsamów :) albo wymieniaj się z dziewczynami, czy coś. Po co się męczyć z bublem na dłuższą metę ;) to samo tyczy się olei: spisz sobie te, z których działania byłaś zadowolona, spróbuj podpasować to pod tabelki Kasi z kwasami tłuszczowymi i na tej zasadzie testuj nowe :) tylko nie wiem czy w tym wszystkim zmiana filozofii włosowej (proste-> falowane) nie będzie miała znaczenia ;) w każdym razie powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *zmiana filozofii=miałam na myśli testowanie niektórych produktów jeszcze raz ;) może z większej ilości rzeczy będziesz zadowolona :)

      Usuń
    2. Właśnie to robię :) W kwestii olejów, Kasi tabelki są świetne. Sporo wyjaśniają z tych dziwnych rzeczy, które były niejasne na bardziej ogólnych listach.
      Nagle coś się stało. Przestałam myśleć o tym co nowego kupię jak już skończę zapasy, a zaczęłam myśleć o tym, do czego wrócić :)

      Usuń
  27. Czytając blogi poświęcone tematyce włosowej, obracając się w towarzystwie "włosomaniaczek" oraz biorąc udział w życiu forum, zauważyłam ciekawą rzecz - włosomaniactwo zaczęło kojarzyć się z bardzo bogatą pielęgnacją, eksperymentach na własnych włosach, wzbogacaniu produktów innymi produktami oraz nieraz usilnym przerzucaniu się na "bardziej naturalną" pielęgnacje. Niestety w dużym stopniu te wszystkie rzeczy kończą się w najlepszym razie brakiem efektów na włosach, w niektórych dają nikłą poprawę, a jeszcze inne dziewczyny zaczynają się skarżyć na przetłuszczanie się skalpu, wypadanie włosów lub wysuszanie włosów.
    Odnoszę wrażenie, że czasami za dużo robimy wokół naszych włosów, za bardzo kombinujemy lub wręcz na siłę próbujemy stosowanie czegoś kierując się opinią, że jest to "zdrowe" lub ma "bogaty, eko skład", podczas gdy nasze włosy mają się coraz gorzej.
    Czytając Twojego bloga Henri, odnoszę właśnie takie wrażenie - po co te wszystkie eksperymenty, mieszanki i wzbogacania skoro Twoim włosom najwyraźniej takie postępowanie mało daje lub czasami wręcz im szkodzi? Wiem, że w ten sposób chcesz lepiej poznać swoje własne włosy i sposób w jaki na pewne substancje reagują, ale chyba sama musisz przyznać, że w Twoim wypadku zdecydowana większość tych rzeczy się nie sprawdza.
    Wydaje mi się (to tylko moja opinia), że byłabyś o wiele bardziej zadowolona z wyglądu swoich włosów i ich stanu gdybyś:
    1.zdecydowała się na encanto (po nim również można robić fale z koków i wychodzą one wtedy znacznie bardziej gładkie)
    2.podcięła zdecydowanie włosy (znam Twoją politykę podcinania),
    3.przestała eksperymentować,
    4.trzymała się stałego zestawu kosmetyków (postawiłabym raczej na drogeryjne niż rosyjskie czy eko),
    5.rozpisała harmonogram postępowania - olejowanie, maska, odżywka etc.
    6.Wyrzuciła wszelkie cassie i inne zioła
    7.Na jakiś czas przestała się koncentrować na włosach, po prostu przestała się nimi stresować - najlepsza "metoda" na porost:)

    To oczywiście tylko moja opinia, choć do tego co napisałam też musiałam dojść metodą prób i błędów:))
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio faktycznie bogata pielęgnacja rządzi. Sama zaczęłam ją dość wcześnie. Wydaje mi się, że można włosomaniactwo podzielić na dwie drogi. Są osoby, którym zależy wyłącznie na efektach i jak tylko znajdują dobre produkty zostają przy nich. A są osoby, które po prostu lubią szukać dalej. Ja należę do tych drugich ;) Chociaż, zauważyłam bardzo niedawno, że zbyt dużo w mojej pielęgnacji nowości a zbyt mało tych sprawdzonych rzeczy. Lista nowości jest długa i nie wiem kiedy tak naprawdę mogłabym zacząć wracać do znanych masek, olejów i tak dalej. Dlatego właśnie teraz zaczęłam do nich wracać. W międzyczasie skończę te nieznane jeszcze maski, które mam. A później zamiast kupić nowe, w zdecydowanej większości kupię znane.
      Ale uważam, że w samych eksperymentach wiele złego nie ma. Byłoby nudno, gdybyśmy wszystkie używały tylko tego, co się sprawdza. Po trzech miesiącach każda z nas miałaby pakiet produktów, i koniec zabawy. Ale nadal... przesadzać w drugą stronę nie można. I myślę tu o sobie, przyznaję.
      Bogata pielęgnacja za to sie u mnie sprawdza właśnie. Chyba, że z zewnątrz wygląda to inaczej... Sama maska, jedna, na jedno mycie, to niewiele, bardzo, moich włosów nie wygładzi ani nie dociąży chyba, że to Biovax :D Stąd na przykład i olej i maska używane podczas jednego mycia. To chyba jeszcze nie przesada? ;) Ale nadal przyznaję, że czasem robi się tego zbyt dużo. Sprawdzam nowosci żeby wiedzieć co służy włosom. I lista się niby powiększa, ale nie miałam czasu do niej wrócić, bo lista nowości przede mną była jeszcze większa. Od teraz się to zmieni :)

      1. Encanto... Boję się. Jeśli mi się nie spodoba, jesli cokolwiek nie wyjdzie, dla mnie to nie jest "to tylko włosy, odrosną" bo odrastać będą lata, nie dwa i nie trzy. Wolę poczekać i w kontrolowany sposób wygładzić włosy olejowaniem niż zmieniać nagle ich stan takim zabiegiem. Wiem, że są osoby, które spontanicznie kupują w drogerii farbę i używają jej tego samego wieczora, albo robią encanto i "jak coś nie wyjdzie to zobaczymy, jakoś się naprawi". Ja takiego ryzyka nie podejmę :)
      2. Podcinanie już raz sprawdzałam, takie większe. I byłam mocno nieszczęśliwa z włosami sięgającymi znów ledwo do talii. Zadziałało w drugą stronę.
      3. Eksperymentować przestaję, prawie od zaraz! :) Już mi chyba nawet nic nie zostało, żadne odlewki, żadne nieznane półprodukty. Nawet gdyby były, niechętnie zarzuciłabym swoją stałą pielęgnację dla choćby tygodnia eksperymentów.
      4. Stały zestaw też będzie. A parcia na eko i Rosję nie mam, chociaż jesteś drugą osobą, która o tym wspomina :) Może i to z zewnątrz wygląda inaczej. Używam tylko szamponów NS i PO, bo inne się nie sprawdzają. Ale maski i odżywki... Nie mam nic przeciwko tym drogeryjnym. Nawet sama żadnej nie kupiłam. Dostałam tylko odlewki i kupiłam 2 czy 3 odżywki/maski na pół z koleżanką, ale gdyby nie ona dla siebie bym ich nie zamówiła. Na liście na przyszłość są, ale nie planuję przerzucić się na naturalną pielęgnację.
      5. Harmonogram mam, właściwie bardzo prosty. Olej przed każdym myciem, maska po ;) Kilka miesięcy temu miałam bardziej ubogi, przydałoby się zaktualizować tamten wpis.
      6. Nigdy więcej ziół.
      7. Mam nadzieję, że nie sprawiam wrażenia jakbym się nie wiadomo jak stresowała włosami ;) Rozczarowuję się jeśli nie urosną miesiąc, dwa, bo to jest jakiś powód do niepokoju, ale bez przesady. Koncentruję się na nich na tyle, na ile lubię, i właściwie porostem się nie zajmuję za bardzo. Wspomagam jednym produktem na raz i nic więcej zrobić nie mogę. Jak nie urosną teraz, to za miesiąc. Bardziej męczy mnie stan włosów, ale to, mam nadzieję, zacznie się od teraz poprawiać, skoro zacznę używać sprawdzonych rzeczy :)

      Dziękuję za komentarz. Rozpędziłam się za bardzo i chociaż zauważyłam to w ostatnim czasie, Twoje dodatkowe uwagi jeszcze mi pomogą :)

      Usuń
  28. Henri, a próbowałaś glinki Ghassoul? Wiem, że nie chcesz eksperymentować, ale ta glinka odmieniła moje włosy. Gdy hennuję włosy zawsze dodaję łyżeczkę glinki do 50g henny i nie mam takiego przesuszu.
    Tak naprawdę to myślę, że mamy bardzo podobne włosy. Moje, gdy miały Twoją długość wyglądały dokładnie tak samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem jak patrzę na zdjęcia Twoich włosów to też wydaje mi się, że są podobne do moich. I że ja gdybym na krótszych wydobywała skręt, miałabym podobne loki. Chociaż większe. Pamiętam, że kiedyś same się robiły :)

      Usuń
  29. I am satisfied that you simply shared this useful info. See more Buy Zirh Shave Gel

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz