Czerwcowe eksperymenty, połączenia i recenzje ~ June's experiments, combinations and reviews

Połączenia:

Biorę udział w akcji Anwen „Niedziela dla włosów”, więc część połączeń opisałam w osobnych postach. W czerwcu, kiedy już skończyłam testować wymienione niżej dodatki do masek i płukanki, stworzyłam kilka nowych połączeń.

1. Bardzo miodowo!

Jakoś tak się złożyło, że mam sporo miodowych produktów. Kocham zapach miodowych kosmetyków, moje włosy lubią nawilżające działanie miodu a po serii myć bez olejowania, poświęconych testom nowości, potrzebowały głębszego odżywienia. Zaczęłam więc od wielogodzinnego olejowania (oliwka Babydream fur mama), na wodę i glicerynę. Umyłam skórę głowy szamponem Natura Siberica Ochrona i Energia a długość maską Kallos Latte. Już kiedy ją spłukałam czułam, że włosy są śliskie po oleju i glicerynie. Bazą dla odżywczej mieszanki na długość była miodowo-migdałowa maska Seri, do której dodałam miód, miodowy balsam do ciała Apis, którego zazwyczaj używam jako odżywki bez spłukiwania oraz odrobinę oleju odżywczego Baikal Herbals i oliwki Hipp (oba prawie się kończą). Takie cudo nałożyłam na włosy pod czepek i turban na godzinę. Żeby było weselej, na koniec zrobiłam płukankę z siemienia lnianego z aloesem.

Kiedy włosy wyschły były szczęśliwe ;) Dociążone, sprężyste, gładkie i błyszczące. To połączenie na pewno będę powtarzała, zmienię tylko olej dodawany do maski kiedy Hipp i BH się skończą. Nie wiem tylko, co z płukanką z siemienia lnianego. Kiedy robiłam ją po raz pierwszy wyszła fantastycznie, bosko po prostu. Najlepsza rzecz w pielęgnacji włosów, jaka kiedykolwiek mnie spotkała. Od tego czasu używam tych samych, odkrytych przypadkowo, pokręconych proporcji, łącząc siemię z sokiem z aloesu. (Niedługo pojawi się wpis z ośmioma zastosowaniami siemienia w pielęgnacji włosów.) Tylko że płukanka nie działa już tak jak wtedy. Muszę z nią trochę pokombinować.

Eksperymenty:

W czerwcu zarzuciłam na dłuższy czas olejowanie (niestety), ale skoro trafiła mi się słaba odżywka (balsam cedrowy Planeta Organica) postanowiłam wykorzystać okazję i przetestować z nią kilka drobiazgów.

1. Kakao

Jako dodatek do odżywki: Na porcję 50 ml odżywki dodałam lekko czubatą łyżeczkę kakao, nałożyłam na mokre włosy. Po spłukaniu i wyschnięciu były gładkie, mięsiste, dociążone i błyszczące. Końcówki w pełni zadowolone. Pełen wpis i zdjęcia znajdziecie tutaj.

Jako płukanka: według przepisu Eve, dwie łyżeczki kakao rozpuściłam w 500 ml wrzątku i po ostygnięciu spłukałam włosy. Kiedy włosy wyschły były błyszczące, bardzo dociążone i bardzo gładkie. Fale były podkreślone i większe niż zazwyczaj, a cudowny zapach kakao utrzymywał się aż do kolejnego mycia! :)

2. Mąka ziemniaczana: dodałam jej mniej więcej tyle samo co kakao, nałożyłam na włosy i po około 30 minutach spłukałam. Kiedy używałam kartoflanki pierwszy raz, z maską Kallos Latte, sprawiła że włosy były bardzo gładkie i łatwe do rozczesania kiedy były mokre, ale po wyschnięciu nie widziałam żadnej różnicy w porównaniu z działaniem samej maski. Pomyślałam, że być może Kallos działa za dobrze, żeby było widać efekty dodatków. Dlatego właśnie czekałam na coś średniego, jak balsam cedrowy.

Tym razem zaraz po spłukaniu mieszanki włosy w dotyku nie różniły się od tego jakie są po samym balsamie. Po wyschnięciu też nie było różnicy ani wizualnie, ani w dotyku, nawet końcówki zostały nieco suche. Mąka ziemniaczana się więc u mnie nie sprawdza, ale to nic. Mam inne sposoby na szybkie wygładzenie włosów, nie mówiąc o tym permanentnym. Nie ma to jak olejowanie ;)

3. L-cysteina: gdybym żyła w czasach Inkwizycji, musiałabym się gęsto tłumaczyć z zapachu siarki w domu, że o tym unoszącym się wokół mojej osoby nie wspomnę. A dodałam tylko mililitr proszku na około 30 ml odżywki! Zapach przebił się przez balsam cedrowy i został na włosach na dość długo, niestety.

Tuż po spłukaniu włosy były wyraźnie gładkie. I taki stan utrzymał się również, kiedy wyschły. Byłam zachwycona! Różnica jest fantastyczna. Włosy są dociążone, gładkie, wręcz lekko śliskie, sprężyste i… proste. To zabawne, przy którymś teście nałożyłam balsam z l-cysteiną na połowę włosów a na drugiej wylądowało coś innego. Po tym jak rozpuściłam włosy rano z koczka, połowa po l-cysteinie była prosta, reszta na szczęście chwyciła fale. Cysteina jest składnikiem białek, ale sama jak proteina nie działa jeśli chodzi o podkreślanie skrętu.

Zapach niestety utrzymywał się jeszcze przez jeden dzień po myciu. I czułam go nawet mając związane włosy. Nie wiem jak zniesie to otoczenie, ale być może używanie masek i odżywek zniweluje trochę siarkową aurę czarownicy, względnie wulkanu.

Jako płukanka: cysteiny na 500 ml wody źródlanej potrzebowałam aż 24 ml (według przepisu z ZSK. Nie dodałam tylko soku aloesowego, ponieważ jak zwykle chciałam zacząć od wersji podstawowej.) Proszek łatwo się rozpuścił, spłukałam włosy, pozwoliłam im wyschnąć. Fakt, były miękkie a przy tym sprężyste i dociążone. Efekt nie jest wiele gorszy od tego, który uzyskałam dodając l-cysteinę do odżywki. Ale zapach jest nie do zniesienia. Jestem odporna i mało wrażliwa, nie przeszkadzała mi na przykład kozieradka. Ale silny zapach l-cysteiny, której w dodatku w roli płukanki nie spłukujemy z włosów, to już dla mnie zbyt dużo. Uparcie zostaje na dłoniach, nawet kiedy dotykam suchych włosów żeby się uczesać, nawet dwa dni po myciu. Dzieje się tak również kiedy oprę głowę na dłoni na dłuższą chwilę. Czuć go mocno kiedy zmoknę albo kiedy stoję w bezpośrednim słońcu. I nieważne, że włosy są związane. Zapach utrzymuje się nawet kilka myć po użyciu l-cysteiny. Z tego powodu, a także dlatego że na płukankę potrzeba bardzo dużo l-cysteiny, zostanę przy dodawaniu jej do masek i odżywek. Tych silnie pachnących.

4. Spirulina: podoba mi się ten intensywnie zielony kolor. Na ścianie i w prysznicu wygląda tylko minimalnie gorzej ;) Szkoda tylko, że spirulina nie robi z moimi włosami nic dobrego. Zostawia końcówki tak suche jak balsam cedrowy, a całość napuszoną. Tylko w dotyku pojawiła się nieznaczna śliskość. Jestem pewna, że nie dodałam jej zbyt dużo, bo wiem, że wtedy może wysuszać włosy.

5. Hydrolizowany jedwab: ma swój własny post tutaj.

6. Kwas mlekowy: w końcu miałam okazję pobawić się papierkami wskaźnikowymi ;) Do 500 ml źródlanej dolewałam 80% kwasu mlekowego z ZSK aż pH wynosiło mniej więcej 3.5 – 4. (Zastanawiałam się przez moment czy to nie zbyt mało, nawet jak na zakwaszającą płukankę. Później zaczęłam testować płukankę z l-cysteiny, której pH było jeszcze dużo, dużo, dużo niższe.) Potrzebowałam aż 60 kropli, myślałam, że będzie to znacznie mniejsza ilość. Spłukałam włosy a kiedy wyschły były wizualnie gładkie, śliskie w dotyku i błyszczące. Cieszę się. Zakwaszanie to jednak dobry pomysł. Zachęcił mnie do tego wpis Michasi, a kwas mlekowy znalazł się u mnie całkiem przypadkiem, dostałam go do większego zamówienia z ZSK.

Użyłam też senesu i cassii Khadi, ale jak wspominałam w podsumowaniu pielęgnacji, opiszę tę przygodę osobno.

______________________________

Combinations:

I participate in Anwen’s action “Sunday for hair” so I post some combinations in separate entries. This month, when I was done with testing a few rinses and additions to conditioners/DTs mentions below, I created a few new combinations.

1. Loads of honey!

It happened, somehow, that I have quite a lot of honey products. I love the way they smell, my hair likes the moisturising properties of honey, and it needed a deeper nourishment after a series of washes without oiling that were sacrificed for tests. I started off with oiling my hair with Babydream fur mama oil applied on water and glycerine. I washed my scalp with Natura Siberica Protection and Energy shampoo, and my length with Kallos Latte DT. When I was rinsing it, I felt my hair was sleek thanks to oil and glycerine. Seri Honey and almond deep treatment was the base of my nourishing mix. I added honey, Honey body lotion by Apis, which usually is my leave-in conditioner, and a bit of Baikal Herbals nourishing oil and Hipp baby oil (both are nearly gone). I applied this mix all over my hair and covered it with a shower cap and a turbie twist for an hour. To add some fun, I finished my washing off with a flax seed and aloe vera since.

When my hair dried, it was really happy ;) Heavy, bouncy, smooth and shiny. I will certainly use this combination of products again, I will only have to change the oil I added to the masque, since the Hipp oil and the BH one will soon be gone. I am not sure about the flax seed rinse though. When I did it for the first time it worked amazingly, the effect was divine. It was the best thing that had happened to me in hair care. Since then I’ve been using the same, accidentally discovered crazy proportions, mixing flax seed gel with aloe vera juice. (Soon I will post an entry about eight ways in which you can use flax seed in hair care.) The problem is, it doesn’t give me the same effects it did then. I will have to experiment with it a bit.

Experiments:

In June I dropped oiling for a longer while (unfortunately), but since I came across a mediocre conditioner (the Cedar conditioner by Planeta Organica) I decided to take this chance and test a few things with it.

1. Cocoa. Added to a conditioner: I added one slightly heaped teaspoon of cocoa to 50 ml of the conditioner. When my hair dried it was smooth, bouncy, heavy and shiny, with really happy ends. Here you can find pictures and full description.

As a rinse: I prepared the rinse according to Eve’s recipe. I added two teaspoons of cocoa powder to 500 ml of hot water and when it was cool I rinsed my hair. When it dried, my hair was shiny, very bouncy and very smooth. My waves were more prominent and bigger, and the amazing smell of cocoa stayed with me until the next wash! :)

2. Potato starch: the amount was more or less the same as with cocoa. I applied the mixture and rinsed it after about half an hour. When I used potato starch for the first time, with Kallos Latte DT, it made my hair really smooth and easy to comb when it was wet, but when it dried there was no difference in comparison to effects of the DT alone. I thought that maybe Kallos works too well, and that’s why I don’t see effects of additions. This is why I was waiting for something that works so-so, just like the cedar conditioner.

This time my hair right after rinsing it was not different from how it usually feels like. When it dried, there was no difference to touch or in looks. Even my ends remained a bit dry. Potato starch doesn’t work for me, then, but it’s not a big deal. I know the ways of making my hair smooth at once, not to mention the ones that make it permanently smooth. There’s nothing like oiling ;)

3. L-cysteine: if I had lived back in the times of the Inquisition, I would have had to explain myself a lot. The smell of sulphur all around the house is quite intense, not to mention how it lingers in my hair. And I only added one millilitre of the powder to 30 ml of conditioner! The smell is stronger than the one of cedar conditioner, and it stays in the hair for quite a long time, unfortunately.

L-cysteine made my hair really smooth just after rinsing. And it remained smooth when it dried. The difference was just stunning! My hair was heavy, smooth, a bit sleek even, bouncy and… straight. It’s funny. During one of the tests I applied some conditioner with l-cysteine on one half of my hair, and the other half received something else. In the morning, when I let my hair down from a bun, the cysteine half was straight, and the other half caught bun waves, fortunately. Cysteine, even though it makes up many types of protein, does not behave like a protein itself in the sense that it does not enhance waves.

Unfortunately, the smell lingered in my hair even a day after I washed it. And I felt it even with my hair put into an updo. I don’t know how the people around me will tolerate that, but maybe masques and conditioners will reduce the sulphurish aura of a witch, or a volcano.

As a rinse: I needed as much as 24 ml of cysteine for 500 ml of spring water. (I used the recipe I found on ZSK, minus aloe vera juice since, as usually, I wanted to start off with the basic version.) The powder dissolved easily, I rinsed my hair and I allowed it to dry. Yes, it was soft and at the same time bouncy and heavy. The effect was not much worse from the one I had when I added cysteine to a conditioner. But the smell is unbearable. I am not too sensitive, I don’t mind the smell of fenugreek for instance. Yet, the strong odour of l-cysteine, which, when used as a rinse, is not rinsed off from our hair, is too much for me. It stays on my palms, even when I touch dry hair to put it up, even two days after a wash. It also happened when I put my head against my hand for a longer moment. It becomes very strong when I get caught in the rain or when I stand in direct sunlight. And the fact that my hair is tied up makes no difference. The smell stays for a few washes after a one with l-cysteine rinse. Because of this, and also because it takes a lot of l-cysteine to prepare a rinse, I will stick to adding it to conditioners and masques. Ones that smell intensively.

4. Spirulina: I like this intense green colour. It looks just slightly worse on the walls and in the shower ;) Too bad that spirulina doesn’t do much good to mu hair. It leaves my ends as dry as they are when I use the cedar conditioner, and the length is quite frizzy. The good thing is that my hair was faintly sleek to touch. I am sure I didn’t add too much of it to the conditioner, I know that it can dry hair out then.

5. Hydrolysed silk: It has its own post here.

6. Lactic acid: I had a chance to play with universal indicators, finally! ;) I kept adding 80% lactic acid to 500 ml of spring water until the pH level was 3.5 – 4. (I was wondering if it’s not too low, even for an acidic rinse. Later, I started testing an l-cysteine rinse, which had much, much, much lover pH.) I needed 60 drops, I thought it would be much less. I rinsed my hair and when it dried it was visually smooth, sleek to touch and shiny. I am glad. Acidic rinse is a good idea. I was inspired by Michasia’s post, and lactic acid came to me somewhat accidentally, I received it as a gift with my biggish ZSK order.

I also used senes and Khadi cassia, but as I have mentioned in the entry with the summary of June’s hair care, I will describe these in a separate post.

Komentarze

  1. Widzę, że w Twoim przypadku czerwiec można śmiało określić miesiącem eksperymentów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak :D Lipiec na razie wygląda podobnie, ale już kończę i wrócę do swojego planu pielęgnacji.

      Usuń
  2. nie wąchałam l-cysteiny, a jedynie słyszałam o tym, że nie jest to zbyt przyjemne. Osobiście, jeśli jest zbliżone do biosiarki, to baardzo chętnie bym wypróbowała:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źle jest. Serio. Coś jak rozgrzana w słońcu stara smoła na dachu, tylko sto razy bardziej i jeszcze inaczej, gorzej. Znacznie.

      Usuń
  3. Nie byłaś zadowolona z balsamu cedrowego? Ojej, myślałam, że to taka odżywka dla wszystkich, u mnie to fantastyczny wygładzacz. Nigdy nie próbowałam płukanki kakaowej, trzeba to zmienić! Cysteiny nigdy nie próbowałam, ale zapach mnie odstrasza, także o ile nie dostanę próbki w ramach gratisu na ZSK, raczej nie wypróbuję. ;) Mąka ziemniaczana sto lat temu tez nie robiła mi nic, ciekawe jak teraz.

    Czekam na sprawozdanie z Cassii. I na więcej zdjęć Twoich włosów. Lubię zdjęcia Twoich włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak, tak, więcej zdjęć włosów prosimy! :)

      Usuń
    2. Czekałam na tak gładkie włosy, że gumki zjadą. I nic. Ale i tak się przydał :D
      Cassia doczeka się swojej kolejki jeszcze w lipcu. I mam nadzieję, że usiądę i ogarnę wpis. Spory jest, ale to nic :) A zdjęcia też będą! Na przykład dzisiaj wyszło mi takie, że aż się cieszę. Po Biovaxie Latte. Nie, żebym popadła w samozachwyt. Ale udane włosy po masce czy zabiegu, które w dodatku da się wiernie uchwycić na zdjęciu to jak prezent. Myślę o tym zdjęciu (którym włada obecnie Jaśniepan Mąż, ale właśnie wiercę mu dziurę w brzuchu żeby mi wysłał :D) i po prostu się cieszę, jakbym dostała prezent :D A że Biovax Latte właśnie skonczyłam testować pod kątem fal, i to ostatni Biovax z dziewięciu, post tylko przetłumaczę i będzie :)

      Usuń
  4. L-Cysteinę muszę nabyć i z nią poeksperymentować.
    Przypomniałaś mi też, że zapomniałam wypróbować płukanki z kakao!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem jak kalendarz w telefonie, przypominam :D

      Usuń
  5. dostałam od czytelniczki l-cysteinę i wciąż boję się jej użyć. Tym razem mnie zmotywowałaś :) wiem jak śmierdzi, bo mój nos zdążył się już zapoznać z tą przepiękną wonią zmokniętej kury, jednakże włos mój obawia się, albowiem miotła nastąpić może :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miotła. I jeszcze siarkowa! :D Ale warto ryzykować. Dzień chowania się pod kocem albo supergładkie włosy :)

      Usuń
  6. Za miodkiem nie przepadam, ale kakao jako dodatek do maski wielbię :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Z miodem się nie lubię ale kakao na moich włosach ostatnio bywa bardzo często ;) muszę je wypróbować także w płukance ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem pełna podziwu Twojej wiedzy na temat wszystkich tych składników ! Wow :) Naprawdę robi wrażenie, dla mnie to wszystko to czarna magia....

    OdpowiedzUsuń
  9. Na l-cysteinę bym się nie odważyła. Zresztą, nigdy nawet nie zrobiłam żadnej płukanki. Powoli przekonuję się do odżywiania przed myciem, dużo oleju nałożonego na mocno emolientową odżywkę, później lekka odżywka do emulgowania, szampon i serum do końcówek. Moje włosy są po tym bardziej szczęśliwe niż pod masce/odżywce po myciu. U mnie czerwiec i lipiec to testowanie różnych połączeń odżywek i olejów :) Na razie prawie wszystko daje fajne efekty, gdybym tylko znalazła idealny szampon...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiego szamponu potrzebujesz?:) Może coś mi przywędruje do głowy.
      Kupiłam olej makadamia Loton. Jeszcze nie wypróbowałam, ale wącham :) Bardzo dziękuję za polecenie. Kurczę, makadamia na 1. miejscu, taka cena i taki rozmiar butelki! :) Super.

      Usuń
  10. Odpal trochę miodowych kosmetyków-ja również uwielbiam zapach miodu-bardzo podobało mi się działanie maski-odlewki od Ciebie-Beauty Formulas-cudeńko.Nie mogę dorwać tej maski.Była na DOZ-ie...była...!Mam podobne odczucia jeśli chodzi o spirulinę.Pozdrowionka:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, no właśnie. Kilka dni temu też sprawdzałam tę maskę na DOZie i nie ma. Wyprzedali totalnie, tak, że aż zniknęła z listy? Bywa w aptekach stacjonarnie i w Super Pharmie :)

      Usuń
  11. Świetny blog, będę tu zaglądać częściej!

    OdpowiedzUsuń
  12. I am satisfied that you simply shared this useful info. See more Buy Zirh Shave Gel

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz