Wielki traktat o falach i masa zdjęć ~ Great treaty on waves with ton of pictures

Jeszcze niedawno nie pomyślałabym o tym, że będę starała się podkreślić fale. Szukałam sposobów na prostowanie włosów bez użycia ciepła. Zmiana nastąpiła całkowicie dzięki Wam! :) Wasze niesamowicie cierpliwe powtarzanie mi, że w moich falach jest potencjał sprawiło w końcu, że postanowiłam spróbować. Okazało się, że fale nie są takie straszne jak myślałam, przy niewielkm wysiłku jestem w stanie sprawić, że wyglądają dobrze. Czas przestać marzyć o tafli gładkich włosów. Naprawdę mam dość tkwienia pośrodku, z napuszonymi, rozczesanymi falami, z odgnieceniami od gumek po prostującym kucyku, bo moje włosy nie chcą być proste i nie będą… w takim razie ruszę w stronę fal! :)

Nadal mam zamiar nosić włosy spięte przez większość czasu, ale to nie znaczy, że będę dbała o skręt i gładkość tylko w te dni, kiedy planuję zrobić zdjęcia na bloga ;) Zapuszczam włosy i dbam o nie przede wszystkim dla siebie, żeby cieszyć się za każdym razem kiedy je widzę, a odgniecenia takie jak na marcowym zdjęciu temu nie do końca sprzyjają ;)

Przestałam rozczesywać fale po myciu. Kilka razy wspominałam, że moje włosy schną szybko, a dolna partia jest prawie sucha po tym jak odwinę włosy z koszulki (a trzymam je w niej maksymalnie 15 minut). Po zdjęciu koszulki mam delikatne fale, które po rozczesaniu palcami niemal znikają, za to pojawia się puch, zawłaszcza na końcach. Postanowiłam więc spróbować nie rozczesywać włosów po myciu, bo to tak naprawdę już rozczesywanie suchych włosów, co jest dla większości fal i loków złym pomysłem. Robiłam to odruchowo, a właściwie nie mam potrzeby bo włosy nie są splątane. Więc kilka razy zrobiłam tylko przedziałek i nałożyłam serum na końcówki: rozprostowały się podczas przesuwania po nich dłońmi, ale później fale wróciły. Nakładałam też na skórę głowy Serum Babuszki Agafii co wymagało rozdzielenia i podpięcia warstw włosów ale nadal ich nie rozczesywałam.

Po wyschnięciu okazało się, że jest dobrze. Zamiast końcówek napuszonych tak, że są prawie niewidoczne z daleka miałam fale. Wygląda to lepiej niż kompletne siano. Włosy wyżej też wyglądają lepiej nierozczesane. Eksperymentowałam z delikatnym ugniataniem fal podczas nakładania odżywki bez spłukiwania (balsam do ciała Apis) ale okazało się, że jednak lepszy efekt uzyskuję bez odżywki, za to z nałożeniem minimalnej ilości serum Gliss Kur na już suche włosy, ale bez przesuwania dłońmi po długości, znów jest to raczej delikatne wgniatanie. Fale są wtedy gładkie i wyraźniejsze, a po nałożeniu odżywki te wyżej niestety prawie znikają. Może muszę ją nakładać przed zawinięciem włosów w koszulkę, a po zdjęciu turbanu już nie ruszać włosów? (Z wyjątkiem nałożenia serum na końcówki i dodania odrobiny na suche włosy, jeśli pojawi się napuszenie.)

Jednak przeczesanie palcami niszczy moje fale a gładkich włosów i tak nie uzyskuję, mam za to straszny puch. Późno na to wpadłam, cały czas starałam się wyprostować i wygładzić włosy. Teraz, kiedy próbuję akceptować fale i podkreślać je, skoro w stronę prostych włosów nie mam jak pójść, chyba zostanę przy nierozczesywaniu włosów po myciu. Mogę je rozczesywać drugiego dnia, kiedy stają się prawie proste samoczynnie i nie ma ryzyka napuszenia. Na noc będę najczęściej wybierała koczek na czubku głowy: jest szansa, że rano wyjdą ładne fale pierwszego dnia po myciu. Jeśli nie, włosy dadzą się łatwo rozczesać palcami i będą bez fal ale i bez odgnieceń, które zawsze miałam po kucyku z kilkoma gumkami. Drugiego dnia włosy są już mniej podatne i rozprostują się po koczku, ale odgniecenia nadal potrafią być widoczne, więc nie będę ryzykowała kucyka.

To zdjęcie znacie już dobrze. Pokazuje jak wyglądają włosy kiedy nie rozczeszę ich po zdjęciu koszulki czy ręcznika z głowy, całkiem naturalne. Linia między zdrowymi włosami a starymi końcówkami jest praktycznie niewidoczna (końcówki są tu tylko lekko sklejone bo założyłam nieco zbyt dużo serum.)



Kiedy rozczeszę włosy po myciu, stare końcówki bardzo mocno się odznaczają. Zdjęcie jest dość stare, z listopada 2011, od tamtego czasu obcięłam już sporo starych końcówek.


Wystylizowane za pomocą koczka fale. To przypadek, ale zaczął wielką rewolucję. Po tym jak włosy wyschły zrobiłam koczka na kilka godzin. Tego samego, w którym od tamtego czasu śpię.





Wyszły fale, które bardzo mi się spodobały.


Tak z kolei wyglądają moje rozczesane zaraz po zdjęciu koszulki (czyli na pół-sucho) włosy kiedy wyschną. Fale prawie znikają i pojawia się napuszenie. Kilka godzin później moje włosy wyglądały tak, jak na zdjęciu powyżej. Magia stylizacji, nawet minimalnej i całkowicie naturalnej, bez lokówki i lakieru.


Zazwyczaj, żeby ujarzmić trochę to, co widać na poprzednim zdjęciu wiązałam włosy na noc w prostujący kucyk. Fale znikały, napuszenie również, ale pojawiały się odgniecenia. Długo myślałam, że tak właśnie moje włosy będą wyglądały zawsze i lepiej nie będzie.



Wracamy do stylizacji. Czasem fale wychodzą pogniecione albo są za słabe i włosy same się powoli wyprostują.







Wtedy bez problemu mogę je przeczesać palcami i przez to wyprostować w sposób kontrolowany. To dość zabawne, moje włosy potrafią trzymać loki nawet przez kilka dni, ale fale po koczku mogę w kilka minut wyprostować przez samo czesanie palcami. Odgniecenia od gumki niestety nie i to przemawia za spaniem w koczku nawet jeśli drugiego dnia nie da mi fal.







Drugiego dnia po myciu, nawet jeśli zrobię na noc koczek, włosy zostaną proste. Takie też lubię – nie są pogniecione jak po kucyku. Wbrew pozorom, zdjęcie było robione bez lampy. (Miałam wtedy chyba tydzień noszenia koszul w paski. Wybaczcie kiepską jakość tych dwóch zdjęć. Były robione wcześnie rano, to wiele wyjaśnia ;) Odżywki i maski Aussie, których wtedy używałam sprawiły, że włosy były wyjątkowo proste i gładkie.








Czasem moje włosy nie trzymają skrętu z powodu braku protein albo drugiego dnia po myciu nie robią się całkiem proste. Wyglądają wtedy tak:




Jeśli chodzi o moje fale naturalne, powstające kiedy nie rozczeszę włosów i fale po koczku-ślimaku, muszę powiedzieć, że wolę te drugie. Bo są większe, mniej napuszone a przede wszystkim trwalsze. Więc zamiast trzymać się ściśle swoich "surowych" fal wykorzystuję generalny potencjał moich włosów do falowania i tworzę nieco inny skręt. Zdjęcia przy okazji pokazują fale po użyciu żelu, ale nie ma to na nie wielkiego wpływu. Pierwsze: naturalne fale powstałe po tym jak nie rozczesałam włosów po myciu. Drugie: po kilku godzinach w koczku. Światło było właściwie takie samo, a włosy różnią się nie tylko falami ale i blaskiem oraz stopniem napuszenia.




To kolejne zdjęcie moich fal po koczku. Przy okazji pokazują też jeszcze jedną ważną rzecz: moje włosy do skrętu potrzebują protein. Zarówno to zdjęcie jak i kolejne, które było już zamieszczone wyżej, pokazują skręt po zabiegu proteinowym. To drugie, łączone, pokazuje moje włosy lekko przeproteinowane przed zrobieniem koczka. Na szczęście, jak już wspominałam w jednym z poprzednich postów, lekkie przeproteinowanie mogę łatwo zmienić w świetne fale.



Przeproteinowane włosy wygładzają się też po kilku godzinach w wersji prostej. Oto piękny przykład z września, nie wiem co podkusiło mnie do użycia nieznanej maski (Biovax Keratyna + Jedwab) dzień przez ślubem. Nie pomyślałam chyba, że maska może przeproteinować mi włosy. Uratował mnie mój kucyk, ten sam w którym przez lata spałam i od którego powstawały wspomniane odgniecenia tak urocze jak te na zdjęciu nieco wyżej.




Dawno już nie robiłam loków moim starym, sprawdzonym sposobem o którym Wam na pewno napiszę. Jeśli śpię na brzuchu, wytrzymują nawet trzy dni. Teraz będą to dwa, ponieważ od jakiegoś czasu myję włosy częściej. Loki wychodzą takie (kolejne zdjęcie z 2011):





W lipcu 2011 uparta fryzjerka wyprostowała mi włosy. Michasia S. pewnie rozpozna miejsce, bo to Białystok ;)





Na koniec kilka różnych ujęć. Wybaczcie proszę jakość niektórych z nich. Są bardzo stare.

Na początek loki na opasce z czasów, kiedy jeszcze włosy były na tyle krótkie, że mogłam je bez problemu zrobić. Poznajcie również moją grzywkę. Teraz sięga mniej więcej to talii;) Zawsze była taka... odgnieciona. Ona też chciała falować ;)
Sierpień 2010.


Fale z warkocza. Nie lubię ich u siebie, ale są osoby u których wyglądają po prostu fantastycznie. 


Tu w trochę lepszej wersji.



To zdjęcie jest dowodem na to, że moje proste włosy nie muszą być napuszone i mogą być gładkie nawet pierwszego dnia. Pierwsze zdjęcie na którym mam koszulę w paski, powyżej, pokazuje podobną rzecz. Tu użyłam odżywki Garnier Sekrety Prowansji z Lawendą i Różą.


Żeby ostatnie słowo należało do fal: tak wyglądają moje włosy po koczku na skarpetce/wypełniaczu. Zdjęcie było robione z lampą. 



Od teraz zostaję przy falach! :) Drugiego dnia po myciu włosy raczej się prostują, ale to nic, bo jak już pisałam takie też bardzo mi się podobają. Są proste, ale bez odgnieceń od gumek! :) To zabawne mieć włosy… o tak wielu twarzach. Akceptowanie wszystkich sporo ułatwia. Jeszcze raz bardzo, bardzo Wam dziękuję za pomysł, wsparcie i motywację! :* Szczególne podziękowania należą się Eternity, za bezpośrednią pomoc i motywację oraz za jej posty, z których właściwie pochodzi cała moja obecna wiedza na temat fal. 

P.S. Odkryłam, że mogę bez obaw nawilżać włosy po proteinach, bo choć nie będą widoczne jako nadmiar, ich działanie zostaje. Nadal muszę przeproteinować włosy, by uzyskać wyraźny skręt, ale mogę sprawić, że nadmiar będzie niewidoczny :) Więcej w poście o czternastej niedzieli dla włosów :)

__________________________

A short while ago I wouldn’t have thought I will be trying to enhance my waves. I was looking for ways of straightening hair without heat. The change came thanks to you! :) It’s your great patience in telling me repeatedly that there is potential in my waves which made me try, finally. It turned out that waves are not as scary as I had thought, and I can make them look good with minimal effort. Time to stop dreaming about shiny, mirror-like surface of hair. I am really fed up with being stuck in the middle, with frizzy, combed out waves and hairtie creases coming from my hair straightening ponytail. My hair doesn’t want to be straight and it won’t be straight so… time to go towards the wavy side! :)

I still plan to wear my hair up most of the time, but it doesn’t mean I won’t take care of the waves and smoothness only on those days when I plan to take pictures for my blog ;) I grow my hair and I take care of it for myself mainly, so that I can be happy every time I see it, and creases, such as those I have on the March update picture do not inspire that reaction ;)

I have stopped combing my waves after washing. I have mentioned a few times that my hair dries really fast. The lower sections are nearly dry when I take my T-shirt off from my head, and I keep it there for less than 15 minutes. When I remove the T-shirt, I have slight waves, which almost disappear after finger-combing. Instead, frizz appears, especially at my ends. So I decided to try not to comb my hair after a wash, because in fact it means combing dry hair, which for most waves and curls is a bad idea. I was making it automatically, but the truth is I don’t need it. My hair doesn’t tangle. So a few times I just made a parting and I applied serum on my ends. They went straight when I slid my palms down them, but then the waves reappeared. I was also applying  Babushka Agafia’s Serum on my scalp, which required taking sections of hair and pinning them but I still didn’t finger-comb.

When my hair dried, it was nice. Instead of ends that were so frizzy they were hardly visible from a distance, I had waves. They look better than complete haystack. My hair higher up also looks better when it’s uncombed. I was experimenting with squeezing the waves as I was applying a leave-in conditioner (Apis body moisturiser). It turned out I get better results without the conditioner and with a minimal amount of Gliss Kur serum applied on dry hair without sliding my palms down the length and with pressing it in the hair instead. The waves are smooth and better defined. With a leave-in, the waves higher up disappear almost entirely, sadly. Maybe I need to apply the conditioner before wrapping my hair into a T-shirt, maybe I just shouldn’t manipulate it after taking town the turban? (With the exception of serum applied on ends. And a small portion added on the length when it’s dry to tame the frizz if it appears.)

After all, finger-combing destroys my waves and I don’t get smooth hair anyway. There’s just the horrible frizz. I arrived at it quite late, because I was trying to smooth and straighten my hair all the time. Now, when I try to accept my waves and enhance them – since I can’t go towards straight hair – I think I will stay with no post-wash combing. I may comb my hair on day two, when there is no risk of frizz any more and it gets almost straight on its own anyway. For the night, I will most often choose a top knot: there is a chance that in the morning I will have nice waves, especially on day 1 after a wash. If not, it will be easy to fingercomb my hair and it will have no waves but also no hairties creases, which I always have when I sleep in a ponytail with a few elastics. On day two my hair doesn’t catch waves that easily and it will go straight after I let it down from the bun, but creases can still be visible sometimes, so I won’t risk the ponytail.

You know this picture quite well. It shows how my hair looks like when I don’t comb it after taking down a T-shirt or a towel. Totally natural. The line between my healthy hair and the old ends is basically invisible (the ends are slightly clumped and glued together because I applied a bit too much serum.)



When I comb my hair after washing, the line is much more visible. The picture is quite old, it was taken in November 2011, I have trimmed my hair a lot since then so I have less of this damaged hair.



Bun waves. It was an incident, but it has started a great revolution. When my hair dried, I made a top knot for a few hours. The same one in which I sleep since then.



What came out of it were waves which I really liked.



This, in turn, is my hair when I comb it after taking the T-shirt down, and it is half-dry by then. Waves are nearly gone, and frizz comes instead. A few hours later my hair looks like on the picture above. This is the magic of hair styling, even if it’s minimal and completely natural, without a curling iron or hairspray.


Usually, to tame what you can see on the previous picture, I was tying my hair for the night in a straightening ponytail. Waves were gone, so was the frizz, but hairtie marks were coming instead. For a long time I was thinking that this is how my hair will always look like and that it just won’t be better.



Let’s go back to styling hair. Sometimes, the waves end up crumpled or they are barely defined and slowly my hair goes straight on its own.


Then, I can comb it with my fingers and straighten it in a controlled way. This is funny, my hair can hold curls for a few days but I can straighten my bun waves in a few minutes by mere fingercombing. Hair tie creases won’t go away that easily and this is an argument for sleeping in a bun instead of a ponytail, even if the bun won’t give me waves on day 2.



On day two after washing, my hair goes straight even if I sleep in a bun. I like it too. No creases, as opposed to post-ponytail hair. Contrary to what it may seem, the picture was taken without flash. (I must have had a week of wearing stripped shirts.) Forgive me the quality of those two pictures, they were taken early in the morning, I think that explains a lot ;) Aussie conditioners/deep treatments I was using when this picture was taken made my hair exceptionally straight and smooth.


Sometimes my hair just doesn't hold waves (lack of protein) or it loses the pattern on day two but doesn't go as straight as on the pictures above. Then it looks like this:




When it comes to my natural waves that appear when I simply don't comb my hair compared to cinnamon bun waves, I need to say I prefer the latter. Because they are bigger, less frizzy and, most importantly, they last longer. So, instead of sticking to my "raw" waves, I just use the general potential of my hair to wave and curl and I create slightly different pattern. These pics also show my hair after using styling gel, but it doesn't make a difference. The first one: my natural waves that appear when I don't comb my hair after a wash. The second one: after wearing a cinnamon bun for a few hours. The light was the same, and my hair differs not only in the wave pattern but also in shine and frizziness level.




This is one more picture of my hair after I wore a cinnamon bun. It also shows one more important thing: my hair needs protein to curl or wave. Both this picture and the next one, which was shown earlier in this post, show my waves after a protein treatment. The second one, with two combined, shows my slightly over-proteined hair just before I made a cinnamon bun. Luckily, as I have mentioned in one of my earlier posts, I can easily turn slight protein-overdose into great waves.



My over-proteined hair can be smoothed down after a few hours also when it's straight. Here's the bueatuful example from September. I have no idea what made me try a new deep treatment a day before the wedding. I think I didn't believe that a DT could cause protein overdose on my hair. My caterpillar braid saved me. This is the one in which I had been sleeping for years and which was giving me creases, as nice as those mentioned and shown above.




It’s been a long time since I made curls using my old, trusted method which I will describe for you for sure.  If I sleep on my belly these can hold up to three days. Well, now it will be two since I wash my hair more often. This is how they curls come out (another 2011 pic):



In July 2011 a stubborn hairdresser flat-ironed my hair. Michasia S. will probably recognise the place, because this picture was taken in Białystok ;)


Let's finish with a few various shots. Please excuse me for the quality of some of them, they are very old.

First, headband waves. Back then my hair was short enough for me to make these curls easily. Also, meet my fringe! Now it's more or less at my waist ;) It was always so... creased. It wanted to wave too! ;)
August 2010.


Braid waves. I don't like them on myself but there are people whose hair looks awesome with braid waves.


Here's a better version.


This is a proof that with a good product my straight hair doesn't have to be frizzy and it can be smooth even on day one. The first picture in which I wear a stripped shirt, above, shows similar thing. Here I used Garnier Ultra Doux Provence Heritage Lavender and Rose conditioner. But now I prefer waves anyway! :)


I wanted the waves to have the last word ;) This is my hair after a sockbun. Picture taken with flash.


From now on, I stick to waves! :) On day two my hair goes rather straight, but I don’t mind. As I have already says, I like it this way too. It’s straight but not creased! ;) It’s funny to have hair with so many faces. And accepting them all makes a lot of things easier. Thank you so much once again for the idea, support and motivation! :* Eternity deserves special acknowledgement, for her direct help and motivation, and for her posts. All I currently know about waves comes from her blog.

P.S. I discovered that I can moisturise my hair after a protein treatment, because even though proteins will not be visible as surplus, they will still work. I still have to over-protein my hair to get distinct wave pattern, but I can make the surplus invisible. I wrote more in the fourteenth Sunday for hair post.

Komentarze

  1. woow! Niesamowite zmiany :D Dobrze, że pozbyłaś się grzywki, wg mnie bardzo dobrze wyglądasz w spiętych włosach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Z moją grzywką było tak, że myślałam, że będę ją miała zawsze bo wyglądam źle bez. A miałam od dzieciństwa :) Kiedyś, zimą na I roku, była za długa i przeszkadzała mi (egzamin z łaciny wymagał skupienia), więc podpięłam ją odruchowo i tak już została ;)

      Usuń
  2. Wróć jeszcze do Białegostoku! Będę czekała z otwartymi ramionami :D
    Ja również pozostanę przy falach/lokach. Ostatnio praktycznie po każdym myciu ugniatam je metodą Kasi i zauważyłam znaczną poprawę. Nie puszą się i wyglądają o wiele lepiej. Najważniejsze- zachowują dłużej świeżość, co jest w moim wypadku bardzo przydatne.
    Zauważam z każdy Twoim postem, że mamy bardzo podobne włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będę się wybierała, dam Ci znać! :)
      Też mi się wydaje, że mamy podobne włosy :) Nie od dzisiaj. Może nie w 100% z wyglądu, ale i tak mocno (a wiele zależy od stylizacji:) ), a i reakcje na dane produkty są podobne.

      Usuń
    2. Super! :)
      Uwierz mi, że z wyglądu też! Moje są identycznie napuszone po myciu I rozczesaniu. Są takie samw po wygładzającym kucyku, tylko po koczku wyglądają gorzej (no chyba, że uda mi się od czasu do czasu jakiś idealny :D)

      Usuń
  3. Przede wszystkim, bardzo ładnie wyglądasz w koczku na tym zdjęciu! Czadowo! Myślę, że jak dalej powędrujesz w stronę "szkoły" Eter, będziesz mogła się pochwalić coraz lepszymi wynikami. Na zdjęciu z Rzymu i z poprzedniej sesji - nad jeziorem - wyglądają po prostu wspaniale.

    Myślę, że nakładanie odżywki b/s przed zawinięciem turbana to świetny pomysł, wiele falowanych go sobie chwali!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Wstawiłam zdjęcie z,nazwijmy to, frontem głowy z myślą o Tobie :) Żebyśmy nie pisały do tyłów swoich głów, tylko do frontów własnie :D

      Usuń
    2. Ooooooooooooooooooooooo, dzięki! :D

      Usuń
  4. Kok bardzo ci pasuje! Ja również próbuję wydobyć skręt. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fale z koczka wychodzą idealne, moim zdaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) To taka prosta rzecz, a prawie zawsze działa:)

      Usuń
  6. Ten post to naprawdę świetne opracowanie Twojej wiedzy o włosach w pigułce. Bardzo się cieszę, że przeszłaś na falowaną stronę mocy;) Masz teraz ogromne, nowe pole do eksperymentowania. Sama w końcu zdecydowałam się na cięcie do ramion (sic!) i nie mogę się nadziwić, jak zachowują się moje włosy. W jak najbardziej pozytywnym sensie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo powstawał. Na początku planowałam kilka osobnych, z historią już nie ogólną ale fal, później ze stylizacją... W koncu wyszedł jeden :)
      Ooo, bardzo nowa długość :) Zdjęcia będzie, przypadkiem, w nowo uszytej sukience na przykład? :)

      Usuń
    2. Gdzieś będą, na pewno! :)
      No i dobrze, wyszło niemal encyklopedyjnie!

      Usuń
    3. W takim razie czekam :)
      Ciekawe, co jeszcze dodam, za jakiś czas.

      Usuń
  7. o jeeeej *.* jakie włosy piękne :) jak królewna albo wróżka albo nimfa albo elf albo, albo... dobra, stop :D
    masz rację, nie ma co zmieniać na siłę :) z kręconych nie zrobimy prostych :)
    a Twoje po falo-loczanej stylizacji wyglądają tak że "ach" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeeeeju, dziękuję! :):):)

      Usuń
    2. <3
      no i oczywiście prooosiiimyyy o ten sprawdzony sposób na loczyska ;)

      Usuń
    3. Dobrze :) Będę pamiętała. Jak tylko sesja będzie łaskawa się skończyć zrobię wpis o lokach :)

      Usuń
    4. "czymam" kciuki, żebyś wszystko ładnie pozdawała <3

      Usuń
    5. Póki co, skonczyłam pisać :D Teraz czekam na wyniki, napiszę trochę magisterki i zabiorę się za post. Już układam w głowie co napisać :D

      Usuń
  8. Moje włosy bez protein po prostu nie żyją ;) olejowanie jest obowiązkiem nad obowiązkami, a humektanty to temat rzeka, bo akurat włos mój pała nienawiścią do 80% popularnych nawilżaczy, po aloesie mam taki puch, że szkoda gadać...
    Wiem, że Twoje włosy lubią słonecznik, spróbuj sobie właśnie z krokoszem albo z orzechem włoskim, które mają więcej omega 6 niż słonecznik :) jakby się nie sprawdziły to chętnie odkupię, szczególnie przepięknie pachnący orzech :P

    Bardzo się cieszę, że zmieniłaś włosowe nastawienie, nie tylko tafla może być piękna :) a falki jak widać potrafią być bardzo nieprzewidywalne i zarazem urocze :) bardzo dziękuję za tyle ciepłych słów w stronę mojej osoby :* i polecam się na przyszłość, włosowa kuzynko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja aloesu też jakoś nie kocham bardzo. Jedynie jako dodatek do płukanki lnianej.
      Niedługo przetestuję odlewkę krokosza, zobaczę jak się sprawdzi, i wtedy usiądę nad listą Kasi, żeby zobaczyć na podstawie tego, czego już używałam, co moje włosy wolą w kwestii kwasów w olejach :)

      Usuń
    2. a i zapomniałam dopisać: Kobieto, włosów to Ty masz milioooony! :D

      Usuń
    3. Tylko czasem udają, że ich nie ma :D

      Usuń
  9. Zdjęcie loków z 2011... Bajeczne...

    OdpowiedzUsuń
  10. moje włosy również prostują się z czasem, jednak trwa to krócej, bo tylko kilka godzin. wybieram więc poranny puch, a popołudniu jest już prosta tafla;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to moje do tafli jednak rzadko docierają :D

      Usuń
  11. Zdecydowanie uwielbiam Cię w falowanej wersji :-) i cieszę się, że też pokochałaś swoje fale ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)
      Ja też się cieszę. A czasem mi głupio, że wcześniej na to nie wpadłam a jak już wpadłam nie chciałam zaakceptować fal.

      Usuń
  12. Zakochałam się w Twoim zdjęciu z grzywką! Cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak nie ma to jak stare dobre czasy :D I zdjęcia robione kamerą w laptopie!

      Usuń
  13. Wydaje mi sie, ze swietny efekt daly by u Ciebie chusteczki nawilzane. Kiedys probowalam wydobywac skret, robic koczki lub zawijac na skarpete i albo bylo ladnie, ale za krotko sie trzymaly, albo krzywo albo puch... ach. Od dluzszego czasu zawijam wlosy na trzy nawilzane chusteczki na noc, a na drugi dzien, tzn. noc uzywam tych samych ewentualnie lekko spryskanych spreyem gliss kura albo czyms. Po pierwszej nocy w "mokrych" chusteczkach skret sie bardzo dobrze utrzymuje, nastepnej nocy tylko "poprawiam" no i nie chce spac w rozpuszczonych. Jezeli mam wolne i myje wlosy rano uzywam wiecej chusteczek, bo trzymam je wtedy krocej no i nie musze na nich lezec. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, chusteczki. Całkiem zapomniałam o tym sposobie. Wypróbuję, dziękuję! :) To może być idealne rozwiązanie problemu z czasem zawijania włosów: jeszcze zbyt mokre, ale jak poczekam to będą krócej zawinięte... Super! :)

      Usuń
  14. Piękne fale :)
    A.

    OdpowiedzUsuń
  15. Śliczne śliczne włosy. Zostań przy falach :) i KONIECZNIE napisz proszę o tym starym sprawdzonym sposobie na loki o którym wspomnialas, bo efekt na zdjęciu jest fantastyczny! K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa bo zdjęcie jest cudowne :)

      Usuń
    2. Napiszę! :) Zapisałam sobie, żeby przygotować ten wpis jakoś teraz, jak tylko będę miała czas :)

      Usuń
  16. Urzekły mnie Twoje fale po koczku, są naprawdę śliczne!

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękna historia, cieszę się, że wreszcie wybrałaś swój kierunek :) Myślę, że będzie dobry, bo widać to po efektach. Ja za to z prób kręcenia przeszłam na prostą stronę mocy, taka już natura moich włosów i trzeba to zaakceptować. Chyba coś w tym jest w przypadku włosów, że chcemy tego, czego nie możemy mieć, a wystarczy tylko polubić i okiełznać to, co już mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda! Trzeba tylko przejść przez ten dłuższy lub krótszy okres walki z wiatrakami ;)

      Usuń
  18. Bardzo dobra decyzja :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Nadal śmieszy mnie to, jak długo dochodziłam do jej podjęcia :D

      Usuń
  19. Jak dobrze, że nie czeszesz włosów :) można też od razu po myciu na odsączone włosy nakładać od razu odżywkę bez spłukiwania i ugniatać kilka minut. Podobno im wcześniej zacznie się stylizować kręcone włosy, tym mniej będą się puszyły. U mnie się to sprawdza! Jak chcę mieć naturalne grube fale to zawsze korzystam z tej metody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Chyba muszę im po prostu nie pozwalać wysychać bez niczego, bo wtedy się puszą.

      Usuń
  20. Hej :) lubię Cię <3
    Dobra, do rzeczy ;> wykombinowałam cudowne połączenie półproduktów, które dociążyło (!) moje, podobne do Twoich, włosy po umyciu rypaczem (3 razy :D) Może już znasz, a może i nie ;)
    Odżywka Mrs. Potters Ginkgo biloba i keratyna + 3-4 krople gliceryny + 3-4 krople nafty + 3-4 krople dowolnego olejku. Trzymać długo pod czepkiem ^^
    Cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się lubiana. To cudowne :):)
      Yesss. Gliceryna i olej to cudo. U mnie działa bez nafty (bo nie mam :D) i z Biovaxami zamiast Mrs Potters, ale znając życie i Mrs Potters, gdybym spróbowała też by zadziałało. To jest coś, co zawsze zadziała, uratuje nawet przesuszone czymś włosy.

      Usuń
    2. <3 <3 <3
      :D Ja też mieszam z Biovaxami ^^ A po chealowaniu i tym miksie to się mogę zamiziać na śmierć :D

      Usuń
    3. Mizianie włosów po super odżywieniu jest takie super... Myslę, że trzeba zrobić z tego zawód a później dyscyplinę olimpijską. O to samo walczę jesli chodzi o jedzenie Nutelli.

      Usuń
  21. Wcale nie czesz włosów. Wtedy wyglądają najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się! Ale bardzo, bardzo trudno mi pozbyć się odruchu przeczesania włosów palcami na szybko po wyjęciu ich z koszulki. Często nawet nie zauważam, że to robię, dopóki nie jest za późńo :D

      Usuń
  22. Jak dla mnie nadal nie wykorzystujesz potencjału swoich włosów - nadal próbujesz nadawać im kształt zamiast podkreślać ich naturalny skręt. Ale i tak jest już o niebo lepiej niż dawniej =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby nie było - sama nie jestem lepsza.

      Usuń
    2. Podkreślanie skrętu po prostu nie kończy się tak dobrze jak koczek :) Plus, jest mniej wygodne, i działa tylko do nocy, a do spania i tak muszę zrobić coś, co naturalne fale zmieni ;)

      Usuń
    3. Trzeba przetestować taką siatkę do loków, może ona pomoże przetrwać noc: http://www.allepaznokcie.pl/szukaj/siatka
      U mnie koczek nie daje fajnego efektu ( mnie się nie podoba), i nawet po godzinie w takim koczku cebulki mnie straszliwie bolą przy najdelikatniejszym dotknięciu.

      Sądzę że u Ciebie podkreślanie skrętu może dać świetny efekt tylko musisz znaleźć dobrą metodę.

      Usuń
    4. Siateczka nie jest dla mnie :D Umarłabym ze śmiechu na swój widok w lustrze. Już wystarczy czepek pod którym ogrzewam maski po myciu. Nie będę się aż tak poświęcała dla włosów, w nocy chcę wyglądać jak człowiek :D
      Pomimo, że lubię poszukiwania, w kwestii fal zostanę mniej więcej tu, gdzie jestem. Bo już mi się podoba i nie chcę poprawiać tego, co jest dobre.

      Usuń
  23. Ojej przepiękne! Zwłaszcza ta długość, aż wstyd przyznać, ale zazdrość zżera ;p W każdym razie w falach wyglądają najpiękniej!

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam bardzo podobne włosy do twoich. Wysokoporowate, cienkie. Od prawie 2 lat nieprzerwanie dbam o nie, ale nigdy nie wyglądają na tyle dobrze bym czuła się dobrze w rozpuszczonych. Zawsze związane. Eh i tylko mogę zazdrościć grubowłosym. Cienkie nigdy nie będą koroną.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz