Niedziela dla włosów 10: kakao ~ Sunday for Hair 10: cocoa

Wymieniamy się z bez sennością pomysłami. To dzięki niej wpadłam na pomysł dodania kakao do odżywki czy maski. Użyłam balsamu cedrowego Planeta Organica, który (niestety) u mnie się nie sprawdził i nie uzyskałam obecnego w wielu recenzjach efektu śliskich włosów. Do testów różnych dodatków zawsze używam średnich produktów, żeby móc dostrzec efekt.



Do porcji 50 ml (później okazało się, że to za dużo bo kakao zwiększyło wydajność balsamu) dosypałam jedną lekko czubatą łyżeczkę kakao. Nałożyłam mieszankę na włosy, wprasowałam i zaczytałam się. (Jeśli chodzi o czytanie książek drugi raz, robię to bardzo rzadko, może z 1% całości. Właśnie zaczęłam czytać trzeci raz "Wiedźmina" i już żałuję, że to tylko 9 tomów, jeśli liberalnie wliczymy "Coś się kończy coś się zaczyna" albo "Maladie" oraz najnowszy "Sezon Burz".) Ze standardowych 30 minut zrobiła się godzina, ale może to i lepiej ;)

Kiedy odwinęłam włosy z koszulki po spłukaniu ich ucieszyło mnie już to, że będąc prawie suchymi (jak zwykle) nie były tak napuszone jak często tuż po myciu bywają. Kiedy wyschły były gładkie, dużo gładsze niż po samym balsamie, i mięsiste. Końcówki nie zostały suche. Do tego włosy dużo, dużo bardziej niż zwykle błyszczały. Jedyne, czego mi brakuje to skręt, ale to już nie wina kakao a braku protein.



Blask! :) Nawet w cieniu.



A Wy, próbowałyście już dodawania kakao do masek lub odżywek? Jeśli nie, to polecam. Ja się trochę obawiałam wysuszenia po dodaniu proszku i to jeszcze kakaowego, a masło kakaowe generalnie nie służy wysokoporowatym włosom. Niepotrzebnie :) Kakao będzie od teraz stałym elementem mojej pielęgnacji włosów :)

____________________________


We've been exchanging ideas, me and bez senność. Thanks to her, I came across adding cocoa to conditioners or masques. I used Planeta Organica's Cedar conditioner, because it doesn't work well for me, unfortunately. I don't have the sleek hair that many reviewers mention. I always use such mediocre products to test additions, so that I can see well the effects of whatever I add. 



I added one, slightly heaped teaspoon of cocoa powder to 50 ml of conditioner. (Later it turned out that 50 ml was too much, as cocoa made the condish more efficient than it is alone.) I applied the mixture on my hair, pressed it in and went on reading. (When it comes to reading books for the second time, I hardly ever do that. I re-read maybe 1% of all. I have just started reading Wiedźmin, which has been translated into English as The Witcher, for the third time. And I already regret it's just 9 volumes, if we liberally count in the collection of short stories and the end, Coś się kończy coś się zaczyna or Maladie, and the newest book, Season of Storms, which hasn't been translated yet, I think.) The usual 30 minutes turned into one full hour, but I think it's only better :)

When I removed the T-shirt from my head, I was glad that my hair, nearly dry by then as it most often is, wasn't as frizzy as usually just after a wash. When it dried, it was much smoother than it had been after the conditioner alone. It was all bouncy, and my ends weren't dry. Additionally, I had much, much more shine. The only thing I miss are waves, but the fact that my hair hasn't caught the pattern wasn't caused by cocoa. It's due to lack of protein.



Shine! :) Even in the shadow.



Have you tried adding cocoa to a conditioner? If not, I recommend that you do. I was a bit afraid of it myself, I expected some dryness after adding a powder, and a cocoa powder to say more. After all, cocoa butter doesn't go well with high-porosity hair. But my worries were all unnecessary ;) I think cocoa will become a fixed element of my hair-care routine :)

Komentarze

  1. Jak przeczytałam wstęp to siedziałam na szpileczkach:D super, że kakao nie zrobiło Ci krzywdy w żaden sposób, włosy wyglądają supeer:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. ;-)
      Jakby zrobiło mi krzywdę, też nie planowałam z widłami ruszać, pomimo nastroju wywołanego przez obecną lekturę ;-) :-D

      Usuń
  2. kurcze fajny patent do pielegnacji włosów:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się obawiam, że pozostawi jakiś kolor na moich jasnych włosach. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dobrze spłuczesz to żaden kolor nie powinien zostać :)
    Ja uwielbiam dodawać kakao do masek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Mnie też się wydaje, że kakao koloru włosów nie zmienia ;-)

      Usuń
  5. Z kakao eksperymentowałam już dawnooooo temu, ale moje włosy wolą płukankę niż maskę, czy szampon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.s po płukance miałam idealnie gładkie włosy, po masce nie widziałam efektów. Teraz widzę wygładzenie włosów dysplastycznych i tyle.

      Usuń
    2. Aż mi się zachciało płukanki! :-)

      Usuń
  6. Czasem zdarza mi się dodać kakao do maski w połączeniu z mąką ziemniaczaną. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to też planuję. Kiedyś próbowałam ale użyłam tak dobrej maski ze ciezko było zauważyć jakies lepsze efekty ;-)

      Usuń
  7. Skoro Tobie pomogło, to ja też spróbuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej ;-) A ja czekam na cassię Khadi. Przyjdzie, sprawdzę i bedzie w koncu wpis :-)

      Usuń
  8. Właśnie kakao jeszcze nie lądowała jako dodatek do żadnej odżywki ani maski!
    Muszę to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie :-) Ja nawet kakao częściowo w tym celu kupiłam. Cześć wylądowała w domowych jogurtach ale reszta...

      Usuń
  9. piękne. znowu :D
    jesteś dla mnie takim włosowym "papierkiem lakmusowym", więc koniecznie spróbuję "kakałka" :) dostałam ostatnio pół kilo "hamerykańskiego" Hershey'a :> ahhahaha
    ach, i jeszcze jedno :) pisałaś (nie mogę znaleźć, a równie dobrze mogłam to sobie uroić, więc.. :D) że warkocz robi ze zniszczonych końcówek włosów sianko, prawda? a ja nie do końca rozumiem jak one się wtedy niszczą bardziej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siano to nie to samo co niszczenie się włosów. Pewnie chodziło nie o to, że się niszczą przez samego warkocza, a to, że źle reagują na takie plecenie, tworząc sianko. Ale pewna nie jestem, poczekajmy na odpowiedź Henri :D

      Usuń
    2. Służę uprzejmie jako wskaźnik uniwersalny ;-) Polecam się na przyszłość etcetera.

      O warkoczu pewnie pisałam. Ale to w innym sensie. Włosy sie wtedy nie niszczą, bez obawy :-) Tylko moje końcówkipo rozpuszczeniu z warkocza robią się sianowate, od tych warkoczowych fal, niestety. Całość włosów też wygląda średnio, nawet mam gotowy wpis z 20 twarzami moich fal (i bez aluzji do popularnego dziela literackiego :-D) i tam to widac. Ale koncowki nie cierpia fal z warkocza najbardziej :-)

      Usuń
    3. Pisałyśmy jednocześnie

      Usuń
    4. aaa, i wszystko jasne :D dziękuję za szybką odpowiedź :)
      ja mam odwrotnie - moje paskudne, suche i przetrzebione końce są znośniejsze do noszenia (kiedy jednak chcę mieć rozpuszczone) po naolejowaniu i zapleceniu na pół dnia ;) (nno chyba, że się łaskawie pokręcą :D)
      jak już mówimy o wskaźniku uniwersalnym ;) to dopiero inspiracja Twoją bogatą pielęgnacją zaowocowała na moich włosiętach <3 danke ;)

      Usuń
    5. O jeeeju, alez to świetnie, że się przydalam! ;-)

      Usuń
    6. Henri, pisałaś kiedyś (ale to chyba w komentarzach nawet) że noszenie warkocza (nieupiętego) wyjątkowo źle wpływa na końcówki - po prostu się niszczą. I z warkocza też wyłażą pojedyncze włoski na długości i ocierają się o wszystko i też się niszczą. Samo zło =)

      Usuń
    7. Zło złem poganiane.
      U mnie tak to wygląda. Ale jak patrzę na zdjęcia dziewczyn na LHC, warkocze po całym dniu, dochodzę do wniosku, że tylko moje po godzinie wyglądają jak choinki, nie warkocze :D A warkocz zawsze lepszy od totalnie rozpuszczonych włosów.
      Ja, dla siebie, jestem za upinaniem włosów. Ale nie mogę biegać, machać rękoma i krzyczeć, że noszenie rozpuszczonych włosów je niszczy. Bo nie wszyscy mają włosy tak delikatne, a nawet jeśli, nie wszystkim zależy :)

      Usuń
    8. Mi wyłażą włosy lekko, ale to tylko dlatego, że są zdrowe i śliskie ^^ poza tym, może jak się ma olej na 10 cm końcówek, to aż taki killer z warkocza to nie jest :D

      Usuń
    9. Z olejem to racja :) Świetny sposób :)

      Usuń
  10. Hah, i ja wczoraj pierwszy raz użyłam kakao (kakaa? o.O jak to się odmienia? :D) na włosy!
    Szkoda, że balsam cedrowy się nie sprawdził. Ja pare dni temu nosiłam się z zakupami internetowymi i właśnie chciałam go wrzucić do koszyka, od dawna mnie kusi. Ale zrezygnowałam z zakupów do końca sesji - będzie w nagrodę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też planuję wlosowe zakupy po sesji ;-)

      Usuń
    2. Głosuję za tym, ze kakao sie nie odmienia. Głowy jednakowoż nie dam.
      Ale zakupy po sesji to planuję :-D

      Usuń
    3. Sesja najlepsza wymówką do zakupów :D
      Chociaż ja właściwie nie mam co mieć wyrzutów sumienia, pare miesięcy nie kupowałam nic włosowego (no dobra, parę dni temu poszłam do Rossmana po maskę Alterry, ale to się nie liczy!), i teraz mam braki straszne. Tylko jeden łagodny szampon na stanie, żadnego wyboru...źle się z tym czuję :D

      Usuń
    4. Tak być nie może! :-)
      Sesja zawsze, ale letnia to już wybitnie usprawiedliwia zakupy, bo to w końcu po całym roku! ;-)

      Usuń
    5. Nie odmienia się. Ja przebywam teraz na totalnym bezodżywkowiu, ale muszę spróbować po powrocie do domu:P

      Usuń
    6. Prawie jak bezkrólewie. Z Królem Lwem mi się kojarzy, ktoś coś o bezkrólewiu śpiewał tam,nie?

      Usuń
  11. O rany, aż nie poznałam Twoich włosków! :)
    Wspaniały efekt :)
    U mnie balsam cedrowy powodował śliskość całych włosów, oprócz końcówek no ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że jestem wyjątkiem, bo lubię śliskie włosy. ;-)

      Usuń
  12. mam ten balsam cedrowy na liście zachciewajek :) panie w zielarskim już mają mnie dość ;> jak Ci się sprawdza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stacjonarnie? Ale fajnie! :-)
      U mnie średnio. Trochę wygładza włosy, ale krótkie nadal odstają. Końcówki wręcz wysusza :-(

      Usuń
    2. stacjonarnie ;) 5 minut drogi od mojego bloku jest mały, zielarski sklepiczek <3 może nie "hiper-super-zaopatrzony" (mało odżywek, dużo szamponów "babuszkowych"), ale jest ;) no i można w spokoju pobuszować :>

      Usuń
    3. Taaak :) A i ceny czasem są niższe niż w Internecie. Mnie kiedyś miasto moich rodziców zaskoczyło maskami Babuszki właśnie, taniej niż w Kalinie (nawet!), i bez przesyłki.
      Wzięłam wszystkie trzy :D

      Usuń
    4. prawidłowo :D

      Usuń
    5. Ale zajęło mi to cały dzień :D Przekonanie siebie, że pomimo postanowienia, teraz naprawdę warto, bo rzadko bywam u rodziców, a w Internecie drogo.

      Usuń
    6. Ja to sobie tak potrafię wmówić, że potrzebuję, że to aż straszne :D

      Usuń
    7. Właśnie znalazłam wpis o tych maskach. Jednak byłam wtedy w Grudziądzu długo a obok masek chodziłam pół tygodnia aż w końcu udało mi się przekonać siebie, że warto :D

      Usuń
  13. Cudowne włosy! :) Ja często dodaję kakao do masek i odżywek.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie próbowałam jeszcze nigdy dodawania kakao do odżywek czy masek. Po Twojej recenzji tego sposobu chyba się kiedyś pokuszę na to :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Gdy próbowałam dodać kakao do odżywki DeBa całość chyba się tak jakby... zważyła? Hahaha. Fajnie, że Tobie się udało, włosy wyglądają pięknie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. kurczę, chętnie bym wypróbowała kakao, bo jestem zadowolona z odżywki Garniera, która je ma w składzie, ale.. Boję się przyciemnienia swoich włosów blond (tamta odżywka nie przyciemniała mi włosów) :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam te same wątpliwości, dlatego nie dawałam kakao siostrze która jest blondynką.
      Może spróbuj na jakimś pasemku jednym? zmieszaj odrobinę odżywki z kakao, nałóż na jedno pasemko, resztę włosów zepnij co by się nie pałętały. Zmyj z pasemka po ok. powiedzmy godzinie. Wtedy powinno być pewne czy farbuje, czy nie ^^

      Usuń
    2. Właśnie miałam pisać o pasemku.
      Jak się czyta o kakao i włosach, niby przewija się informacja, że pogłębia kolor włosów ciemnych... Czyli coś jednak zmienia. Ale to może być tylko teoria, takie same krążyły o kawie ("bo jest brązowa"), a wiele osób nie widzi żadnej zmiany koloru włosów po masce czy płukankce kawowej.

      Usuń
  17. Jeszcze nie próbowałam kakao, ale chyba się skuszę w najbliższym czasie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może właśnie jako niedziela dla włosów? :)

      Usuń
  18. Coraz cześciej czytam na blogach o dodawaniu kakao do masek i odżywek, chyba też tak zrobię przy najbliższej okazji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaudio K ja również ciągle czytam o kakao :) musimy wypróbować ten patent na naszych włosach :)

      Usuń
    2. Polecam :) Dziś zrobiłam na włosach coś innego, i różnica na gorsze jest wyraźna. Aż zatęskniłam za kakao :)

      Usuń
  19. U mnie kakao nie przyniosło żadnych efektów, niestety. W ogóle moje włosy ostatnio po wszystkim wyglądają tak samo. ;p

    Twój blask! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Twój kolor! Możemy się zamienić na chwilę :D

      Usuń
  20. Fellogen pisała o dodawaniu kakao chyba ze dwa lata temu i wtedy jeden, jedyny raz próbowałam robić taką maseczkę, efektów oczywiście nie pamiętam. Balsam na kwiatowym propolisie w sam raz się nada, na początku lipca się pobawię =)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz