NDW 12: różowe laminowanie włosów Marion "Diamentowy połysk" ~ SFH 12: pink Marion laminating treatment "Diamond shine"

O tym, że jest druga, różowa wersja zabiegu laminowania włosów Marion dowiedziałam się z bloga Kasi. Stacjonarnie znalazłam tylko niebieskie saszetki, „Proste i gładkie włosy”, więc za wersją „Diamentowy połysk” rozejrzałam się na allegro. Wzięłam różowe saszetki na spróbowanie, a przy okazji kupiłam dwie butelki wersji „Proste i gładkie”. Cieszę się, że firma zaczęła produkować większe opakowania. Pomimo kosztów dostawy zakup wyszedł taniej niż saszetki kupione w drogerii a butelka starczy na dłużej. Saszetek na raz potrzebuję dwóch podwójnych ;)



Zacznę od porównania składu, bo różnice są spore. W wersji niebieskiej, tej starszej, która na moich włosach sprawdza się świetnie (KLIK), mamy żelatynę już na trzecim miejscu, glicerynę na szóstym, olej ze słodkich migdałów na dziewiątym, hydrolizowane proteiny pszenicy na dziesiątym, później silikony a na siedemnastym miejscu znajdziemy hydrolizowaną keratynę. Niżej, już po zapachu, jest między innymi nawilżający mocznik i allantoina.  

Wersja różowa ma żelatynę dopiero na miejscu siódmym, zaraz po niej jest gliceryna i olej ze słodkich migdałów, trzynaste na liście są proteiny pszenicy, następnie hydrolizowana keratyna i hydrolizowany jedwab. Nieco później niestety pojawia się wysuszający alkohol. Po nim znajdziemy olej kukurydziany, olej z róży, biotynę i sproszkowany diament. Później zapach. Między składnikami aktywnymi są też silikony.

Żelatyna, gwóźdź programu, jest więc niżej. Pojawiają się dwa ciekawe oleje, z róży i z kukurydzy, ale nisko, po alkoholu, którego obecność mi się nie podoba. Liczyłam jednak na to, że jest na tyle nisko, że nie zaszkodzi (co prawdopodobnie oznacza też, że oleje są na tyle nisko, że nie zrobią wiele dobrego).



Jeśli chodzi o efekty, producent znów obiecuje proste i gładkie włosy. Cóż, mnie zazwyczaj proteiny podkreślają skręt… na szczęście :)

Różowa wersja pachnie tak samo ładnie jak niebieska, za to z wydajnością jest minimalnie gorzej. Nałożyłam maskę zgodnie z instrukcją a podczas spłukiwania włosów czułam, że są bardzo gładkie, ale w moim przypadku to niczego nie oznacza. Czasem szorstkie podczas płukania włosy wysychają do idealnie gładkich i śliskich... i na odwrót, żeby było sprawiedliwie ;)

Zaraz po wyschnięciu włosy były... nie mogę do końca powiedzieć, że były napuszone, bo nie było tak, że wierzchnia warstwa starszych baby hairs odstawała. Po prostu było ich bardzo dużo, nabrały objętości, ale nie były przy tym gładkie i miękkie (jak po senesie na przykład. (Jeszcze tylko przetestuję cassię Khadi i pojawi się wpis) a suche i nieco sztywne. Zniknęły też moje naturalne fale. Wiedziałam więc, że w tej kwestii „Diamentowy połysk” różni się od starszej wersji „Proste i gładkie włosy”, na swoją niekorzyść. Zawinęłam włosy w koczek. Kiedy rozwinęłam go po całej nocy okazało się, że niekorzystnych różnic jest więcej. Ilość protein w tej wersji produktu jest chyba zbyt mała, moje włosy były idealnie proste, co właściwie oznacza, że zabieg działa tak, jak obiecuje producent ;) To jeszcze nie byłaby tragedia, chociaż nie ukrywam, że proteinowe zabiegi wykonuję głównie dla skrętu, poza tym, że mają jeszcze zdolność wizualnego wypełniania moich rzadkich końcówek. Gorsze było to, że efekt suchości i napuszenia nie zniknął.


Zdecydowanie wolę niebieską wersję zabiegu laminowania Marion. A Wy, próbowałyście obu?

Na koniec wiadomości z Torunia;) Olejowanie włosów weszło na salony. Dosłownie. Wędrując po starówce (z lodem od Lenkiewicza w ręce, inaczej być nie może. Pamiętam nawet smaki z tamtego dnia! Piernik (rzecz jasna) i pistacja.) natknęłam się na salon fryzjerski, w którym dostępny jest zabieg olejowania włosów. Jestem bardzo ciekawa jak wygląda, ile czasu trwa i jakie oleje są dostępne. Zastanawiam się, czy obsługa bierze pod uwagę porowatość włosów i zawartość kwasów tłuszczowych w danym oleju.



Po drugie sklep Helfy otwiera stacjonarny punkt na Ryku Nowomiejskim. Jeśli ktoś w nocy włamie się i wyniesie wszystkie produkty do włosów, Wy będziecie wiedziały kto to ;)

_____________________________________

While I was reading Kasia’s blog I discovered that there is a different, pink version of Marion’s laminating treatment. In traditional shops I was only able to find the blue sachets, with the “Straight and smooth hair” version, so I searched through allegro, the on-line auction site, for the other line, “Diamond shine”. I bought the pink sachets, to try them out, and I also bought two bottles of the “Straight and smooth” treatment. I am glad Marion has started producing those bottles. Despite the shipping cost it was still cheaper than sachets bought traditionally, and a bottle will last longer. For one treatment, I need two double sachets ;)



Let’s start off with comparing ingredients, since the differences are quite significant. In the blue version, which works great on my hair (CLICK) we have gelatine on the third place, glycerine on the sixth, sweet almond oil on the ninth, hydrolysed wheat protein on the tenth, then silicones, and on the seventeenth position we can find hydrolysed keratin. Further down, after parfum, there is for instance moisturising urea and allantoin.

The pink version has gelatine on the seventh position; right after it we can find glycerine and sweet almond oil. Hydrolysed wheat protein is thirteenth, and then we have hydrolysed keratin and hydrolysed silk. A bit later there comes drying alcohol, unfortunately. Then there are zea mays oil (corn oil) and rosa moschata seed oil (rose oil), biotin, and diamond powder. And then parfum. There are also silicones, amongst the active ingredients.

So, gelatine, the main ingredients, is lower on the list. Two interesting oils appear, rose oil and corn oil, but they are lower than the alcohol, the presence of which is not something I like. I hoped it was low enough not to cause any harm (which probably also means that the oils are too low to do any good).




When it comes to what the label says, again, we are promised smooth and straight hair. Well, usually protein treatments enhance my waves… luckily :)

The pink versions smells just like the blue one. It's less efficient, though. I applied the treatment following the instructions, and when I was rinsing my hair I felt it was very smooth, but in my case it doesn't mean much. Sometimes even though I feel my hair is rough when I am rinsing it, it is smooth and sleek after it dries... and the other way around, for justice's sake ;)

This time, right after my hair dried it was... Well, I cannot say it was frizzy, because it wasn't like the top layer of old baby hairs was  sticking out to all sides. My hair was simply voluminous, it gaines some extra body, but it wasn't smooth and soft (as it used to be after senes treatmenr, for example. I just need to test Khadi cassia and I will post an entry.) It was stiff and dry instead. My natural wave pattern was gone. So I knew that the „Diamond shine” version differs from the old „Straight and smooth hair” one in that matter, and the new one is worse. I made a top knot. When I took it down after a night, more disadvantages of the pink deep treatment showed. The amount of protein must be too low for me, because my hair was straight as a pin. Which actually means that the product works as the manufacturer wants it to ;) This wouldn’t be that bad, though I actually make protein treatments for the sake of my wave pattern, apart from the fact that I appreciate their ability to visually fill in my thin ends. But the effect of dry and frizzy hair didn’t go away, and that was worse.


I definitely prefer the blue version of Marion’s laminating treatment. Have you tried both?

Let me finish with local news from Toruń ;) Hair oiling entered salons. Literally. When I was walking around the old town (holding an ice cream bought at Lenkiewicz cafe, there is no other option. I even remember the tastes I chose on that day: gingerbread (of course) and pistachio) I came across a hair salon where you can get your hair oiled. I wonder how the treatment looks like, how long it takes and whether the hairdressers take into consideration hair porosity and fatty acids in particular oils.


Secondly, Helfy.pl shop is opening a regular shop on Rynek Nowomiejski. If someone gets inside at night and takes away all hair products, you will know the thief ;)

Komentarze

  1. Dobrze, że efekt prostych włosów po laminowaniu nie jest trwały. :) Bardzo ciekawe to olejowanie włosów u fryzjera. :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie jest! ;)
      Olejowanie ciekawe, prawda? Tylko nie starczyło mi odwagi, żeby wejść i podpytać. Może następnym razem się na to mentalnie przygotuję :D

      Usuń
    2. P.S. Czy my zawsze spędzamy jednocześnie czas na swoich blogach, w sensie nawzajem? :) Coś w tym jest!

      Usuń
    3. Ja mam niebieską wersję Marionu, ale jeszcze jej nie wypróbowałam ;) Co do olejowania w salonie- pamiętam, że w salonie, do którego chodziłam wieki temu były kąpiele olejowe :) Z tego co pamiętam, bardzo fajna sprawa, chociaż sama raczej nie nakładam nigdy oleju w ten właśnie sposób.

      Usuń
    4. To tak jak sposób Natalii z BlondHairCare? Z wodą w misce? :)

      Usuń
  2. Ciesze się, że u mnie nigdzie stacjonarnie tego nie widziałam. Gdybym tylko trafiła, dawno bym kupiła i wypróbowała, wszyscy wokół kuszą by spróbować.
    Szkoda tylko, że druga wersja się u Ciebie nie sprawdziła.
    Ale zaskoczyłaś mnie informacją o zakupionych rzeczach, duży plus dla firmy za przemyślenie sprawy i wypuszczenie na rynek saszetek i całych butelek. Po wypróbowaniu nie trzeba się bawić w jednorazowe saszetki, to się chwali :)
    A to olejowanie śmieszna sprawa. Jednorazowe olejowanie włosów u fryzjera nie ma szans dać jakichkolwiek efektów "wow", więc ciekawe co oni tam jeszcze oprócz tego robią, by klient był przekonany, że stał się cud i nareszcie znalazł sposób by odżywić włosy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze lekko mnie denerwują saszetki, chociaż generalnie nie zwracam uwagi na opakowania. Ale maseczkę do twarzy jak znajdę fajną chciałabym kupić w tubie, ze 100 ml, zamiast 10 saszetek.
      Olejowanie, jakkolwiek fajnie że dostało się do mainstreamu, to po 1 razie faktycznie raczej niewiele da. Jak będzie trafiony olej to efekt będzie, ale pewnie do kolejnego mycia.

      Usuń
  3. Muszę wypróbować wreszcie zabieg Marion. Miałam zrobić porównanie z domowym laminowaniem, więc zrobiłam domowe laminowanie i... minęły już trzy tygodnie i nic dalej w tym kierunku nie zrobiłam. Marion nadal czeka w łazience. Jutro! :)

    Włosy faktycznie prosto-suche, takie jak pamiętam z Twojego bloga sprzed roku... A fe, różowy Marionie, sio! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje saszetki też stoją i coś nie mogę się za nie wziąć hehe ;)

      Usuń
    2. Domowe lamiowanie włosów się u mnie trochę lepiej sprawdzało. Zabieg firmy marion był taki lekki, nie nawilżał, nie wygładzał. Diamentowej wersji jeszcze nie miałam. Pewnie kiedyś spróbuje - z ciekawości.

      Usuń
    3. A u mnie domowe niespecjalnie, chociaż nałożyłam na włosy samą żelatynę bo taki znalazłam przepis... Stąd przeproteinowanie może. Może z maską byłoby lepiej?

      Usuń
    4. Próbowałam bardzo rozcieńczonej wersji z samą wodą- u mnie się lepiej sprawdzała, ale bardzo łatwo tym przeproteinować włosy(i mi się to potem udało) i nie polecałabym tego do suchych włosów! Ja sobie mogę na to pozwolić wtedy, gdy mam porządnie nawilżone włosy, lub dawno nie nakładałam nic proteinowego - moje kudły proteiny lubią i potrzebują. I próbowałam wersji z maską. Po obydwu zabiegach uzyskiwałam efekt, który daje mi idealna maska ;), ale efekty były większe niż po zabiegu Marion. Na Twoim miejscu spróbowałabym innego przepisu, z mocno emolientową maską.

      Usuń
    5. Zastanawiam sie nad Biovaxem. Mialabym świetną maskę plus proteinowy zabieg. I taniej. Do tej pory myslalam, ze gotowiec Marion jest lepszy bo ma cos jeszcze poza zelatyna, a nie wpadlam na to, ze żelatynę mozna dodac do maski... Haha :-D

      Usuń
  4. Ja po niebieskim marionie miałam tak nieprzyzwoicie śliskie włosy, że aż wręcz oblepione silikonami i ani trochę to dobrze nie wyglądało :( więc tym bardziej wersja różowa mnie nie kusi..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam w tej kwestii w pewien sposób szczęście, bo moje włosy nie wyglądają plastikowo po silikonach :-)

      Usuń
  5. Nie próbowałam żadnego laminowania, ani domowego, ani marionowego. Nie kusi. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie kusiło. I już, wszystko sprawdzone :-D Fajnie, że znalazłam niezły produkt. I zaczęli robić butelki :-)

      Usuń
  6. Henri powiedz proszę gdzie dokładnie będzie ten punkt Helfy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będzie dobre. Ja i tłumaczenie drogi :-D
      Na Rynku Nowomiejskim, jak się idzie od pl.św. Katarzyny w stronę Starówki to po prawej, zaraz naprzeciwko wejścia do Ratusza/kościoła/Tumultu. Jeszcze przed Rossmannem. Na razie się intensywnie remontują ale karteczka głosi, że otwarcie jeszcze w czerwcu :-)

      Usuń
  7. O rozowej wersji wczesniej nie slyszalam, niebieska czeka na testy i cos sie zabrac nie moge ;) Olejowanie w salonie fryzjerskim, to ci dopiero ;)! Ciekawa jestem, co tez proponuja i faktycznie jakich olejkow uzywaja ;) Przygotuj sie mentalnie, podpytaj i podziel sie informacjami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. oo piernikowe lody, brzmi smacznie :) nie wiedziałam nawet, że jest różowa wersja. Też jestem ciekawa tego fryzjerskiego olejowania :) przypomniały mi się filmiki na YT, jakieś indyjskie, gdzie wylewają na włosy kilka butelek oleju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piernikowe lody są boskie. Gałka u Lenkiewicza kosztuje 3.50, rozbój w biały dzień na pozór. Ale jest taka, że dwie zastępują mi objętościowo obiad. Jem sporo, ale jesli głodna zjem dwie gałki na kilka godzin mam spokój. I te smaki! Ciasteczko, banan z wiśnią, jogurt z żurawiną, piernik, orzech włoski, czekolada biała z deserową... Na wierzchu każdej nowo wyjętej porcji są albo owoce, albo chrupki... Jak się trafi na dobry moment można w swojej porcji dostać sporo wiśni, orzechów, piernika... Cudo. Cudo!

      Znam ten filmik. Niezły jest :D Co za wydajna technika... Ja rozumiem, że te panie mają bardzo długie i bardzo bardzo gęste włosy, ale serio da się inaczej. Chyba, że u nich olej kokosowy jest śmiesznie tani i mają nadmiar :D

      Usuń
  9. Będę polować na nią, zaiste zaciekawiła mnie i pożądam jej jak zaliczenia semestru =D I tą niebieską w buteleczce też bym chętnie przygarnęła, dopiero co skreśliłam ją z listy moich zachciewajek bo z ilością zamkniętą w saszetce za nic nie mogłam się dogadać - jednej saszetki było mi mało, dwie to już za dużo. A tu taka niespodzianka =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego saszetki są be. Z czymś do włosów jeszcze sobie poradzę, ale na przykład maseczki do twarzy nie są dostosowane do powierzchni mojej buzi nic a nic :D Dlatego kocham Ziaję, robi w tubkach moją ukochaną glinkową.

      Jak policzyłam koszt saszetek w porównaniu do butelki a allegro nawet z dostawą, opłaca się, przynajmniej tyle ile ja zamówiłam, czyli 2 butelki.

      Usuń
  10. W ogóle nie próbowałam laminowania tymi środkami, ale po tym, jak napisałaś, że Twoje włosy były suche, chyba się nie odważę, bo ja normalnie mam takie suche.
    Ciekawa jestem Twoich doświadczeń z cassią Khadi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama jestem bardzo ciekawa. Mam jakieś dziwne wrażenie, że będzie dobrze, w przeciwieństwie do cassii innej marki ;)

      Usuń
  11. Próbowałam wersji niebieskiej i włosy były zadowolone ale na pewno się nie rozprostowały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje na szczęście też nie. Za to po tej... Czemu znalazłam coś, co prostuje włosy jak już przestało mi na prostych zależeć? :D

      Usuń
  12. Użyłam do tej pory raz niebieskiej wersji i wysuszyłam włosy na suszarce- w moim wypadku był to sposób na idealnie gładką taflę ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Muszę koniecznie wypróbować obie wersje! Niestety w mojej Naturze jest tylko niebieska. Zawsze jakoś ją omijałam, ale muszę się skusić.
    Ciekawy ten salon fryzjerski, fajnie że olejowanie staje się popularne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nadal nie znalazłam różowej stacjonarnie. Ale założę się, że będzie. Musimy poczekać na dostawy :D

      Usuń
  14. Właśnie naładowałam niebieską wersję na kudły, ciekawe jak się sprawdzi :D fajnie, że wypuścili pełnowymiarowy produkt - widziałam ostatnio w krakowskim Firlicie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Henrietta to twoje imię czy internetowy pseudonim? Bo jest śliczne <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pseudonim (chlip, chlip. Ale imię można zmienić... :D) Czytając biografię Georgiany Devonshire odkryłam, że Harriet(t) to inna forma, też ładnie. Wikipedia na dodatek twierdzi, że to imię występuje w polskiej wersji, tyle, że przez jedno "t". Szkoda, że moi rodzice się na nie nie natknęli jak szukali imienia, chociaż swoje też uwielbiam :)

      Usuń
    2. Ja mam żal do Matecznika, że nie zostałam Heleną albo Marianną (chlip, chlip..)
      Ale imię po "Ani z Zielonego Wzgórza" to jednak coś :D

      Usuń
    3. Noo! Imię po Ani Shirley, szacun. Uwielbiam Anię. Nie wiem czy to przypadkiem nie od czasu przeczytania pierwszej części powieści nie zaczął się mój szał na rude włosy. (Realizowany wyłącznie w teorii poza jednym wysokiem z farbowaniem pasemka na spodniej warstwie włosów... które i tak wyszło wiśniowe.)

      Usuń
    4. U mnie teeeeż! :D Tylko ja próbowałam szamponetki ;_; I wyszło hmm... nie wyszło :D Miałam wiśniowy skalp i resztki moje - prekursorka ombre, a co! :P
      A Ania z Zielonego jest najlepsza <3

      Usuń
    5. W sumie jej wyszło zielono w eksperymentach z kolorem. I tak jesteśmy w lepszej sytuacji! :D

      Usuń
  16. Śliczne włosy i ta długość <3 Dążę do 100 cm, jeszcze trochę mi zostało ;) Próbowałam niebieską wersję różowej jeszcze nie ale bardzo chętnie się za nią rozglądnę ;)
    Trafiłaś do ulubionych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Mi w centymetrach zostało niby niewiele, w czasie ... wolę nie liczyć :)

      Usuń
  17. A ja właśnie stawiam pomniki firmie Marion za ten zabieg laminowania. Moje włosy baardzo nie lubią klasycznego laminowania żelatyną w kazdej możliwej opcji (wypróbowałam wszystkie trzy po dwa razy i żadna nie przeszła pozytywnie). Dlatego też samo słowo 'laminowanie' nie było dla mnie zachęcające, mimo to postanowiłam wypróbować opcję Marionu właśnie ze względu na dostępność w saszetkach. Pierwszy raz uzyskałam efekt dobrej prostownicy bez prostowania! Po prostu byłam w szkoku i ekstazie jednocześnie! Brak odstających włosków na długości, brak oklapnięcia przy skalpie przy (standardowym) jednoczesnym puchu od ucha w dół, piękne, lśniące, wygładzone włosy! Kocham, kocham, kocham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, że ta wersja się sprawdziła! :-)

      Usuń

Prześlij komentarz