NDW 11: hydrolizowany jedwab i historia pecha ~ SFH 11: hydrolysed silk and story of bad luck

Tydzień temu wspominałam, że moim włosom brakuje protein. A brakowało ich nawet dłużej, niż od zeszłej niedzieli ;) A że kupiłam ostatnio hydrolizowany jedwab, tę niedzielę (która, nawiasem mówiąc, miała miejsce w sobotę, ale czas jest pojęciem względnym) poświęciłam właśnie proteinowemu zabiegowi.

Do około 50 ml balsamu cedrowego Planeta Organica dodałam 2 ml hydrolizowanego jedwabiu, nałożyłam wszystko na umyte włosy i zostawiłam na dobrą godzinę, zaczytawszy się ponownie. Kiedy spłukiwałam włosy, były dziwnie szorstkie, minimalnie ale jednak, a przy przesuwaniu przez nie palcami skrzypiały. Po wyschnięciu okazało się, że są przeproteinowane, ale nie aż tak bardzo, by pojawiły się maleńkie fale na spodniej warstwie. Były tylko suche i napuszone. Bywało gorzej. Ale bywało i lepiej, kolagen i elastyna oraz zabieg laminowania Marion pozwoliły mi na zabieg proteinowy bez efektu przesady, z jedwab, tak samo jak hydrolizowana keratyna, okazał się jednak silny. Podobnie jak keratyny, muszę go po prostu dodawać mniej.

Zawinęłam włosy z koczek. Jeszcze przedtem widziałam, że wróciły moje naturalne, pojawiające się po myciu fale, a ostatnio zniknęły nawet one, nie mówiąc o tym, że włosy nie trzymały skrętu po koczku. Do tego zauważyłam, że końcówki znów zaczęły wyglądać „pełniej”, prawie tak, jak reszta włosów, czyli tak jak na kwietniowym zdjęciu. Niestety ostatnio końcówki wyglądały tak, jak w czerwcu 2013, czyli na nawet rzadsze, niż są w rzeczywistości.

Po rozpuszczeniu koczka włosy utworzyły całkiem niezłe fale, które do momentu zrobienia zdjęcia trochę się rozprostowały. Są gładkie w dotyku, błyszczące, napuszenie zniknęło tak samo jak oznaki delikatnego przeproteinowania. Przy tym włosy są też puszyste, choć i dociążenie jest zadowalające. Końcówki zostały lekko suche po koczku, ale poza tym są wygładzone.




A teraz historia pecha.

Jeśli akurat mam rozpuszczone włosy, związuję je zapalając świeczkę czy wstawiając wodę na herbatę. Przy końcówkach znajdujących się już wyraźnie poniżej łokci o wypadek nietrudno. Ale niespodzianka przyszła z innej strony. Spadła mi moja plastikowa, tania klamra, którą pokazywałam Wam niedawno w poście o zakupach. Używam jej tylko w domu, i w ciągu dnia i po myciu, do spinania włosów po nałożeniu maski czy odżywki. Nic nie trzyma lepiej, do tego klamra jest gładka i dobrze zrobiona. Spadła nie po raz pierwszy, bo dość łatwo wypada z rąk, zwłaszcza śliskich od odżywki. Skleiłam ją jak zwykle szybkoschnącym klejem i odczekałam dłuższą chwilę. Spięłam część włosów żeby nałożyć na skórę głowy Cerkogel a kiedy zdjęłam klamrę i chciałam zabrać kolejną partię do spięcia trafiłam palcami na zaschnięty klej. Musiał wypłynąć spomiędzy elementów klamry. Szkoda, że na włosach i na palcach zasycha w sekundę jak obiecuje opakowanie, a pomiędzy plastikowymi elementami potrzebował dużo więcej czasu.

Skończyło się na tym, że musiałam wyciąć trochę włosów. Z tyłu poszło pasemko grubości mniej więcej pół centymetra, na wysokości karku. Może być widoczne na zdjęciach w przyszłości. Z wierzchu głowy wycięłam kilka mniejszych, parę centymetrów od skóry. To, co zostało, od biedy mogłoby uchodzić za baby hairs, ale przez to, że włosy tworzą wyraźne kępki w pojedynczych miejscach, nie wygląda to naturalnie. Jeszcze podczas mycia trafiłam placami na klej, wycięłam jeszcze trochę. W sumie nie poszło wiele, różnicy w gęstości nie ma żadnej, ale krótsze pasma mogą być widoczne, kiedy rozpuszczę włosy.

Byłam pewna, że odczekałam dostatecznie długo, aby klej w pełni wysechł. Cóż, niespodzianka. I nauczka. Nic wielkiego się w sumie nie stało, miałam szczęście, jednak.

_________________________________

A week ago I told you that my hair needs proteins. The need appeared more than a week ago, actually ;) And since I bought hydrolysed silk some time ago, this Sunday (which, by the way, happened to be a Saturday, but time is relative) was dedicated to a protein treatment.

I added about 2 ml of silk to 50 ml of Planeta Organica Cedar conditioner. I applied it all on freshly-washed hair and let it sit there for about one hour. When I was rinsing my hair, it felt rough, just a bit but still it did, and I could hear squeaky sounds when I was running my finger through it. After it dried I saw it was over-proteined, but not too much. The tiny waves didn’t appear on my under-layers. My hair was just dry and frizzy. There were worst times, but there also were better ones. Collagen and elastin, or the laminating treatment by Marion gave me protein treatment without the overdose effects, but silk, just like hydrolysed keratin, turned out to be quite strong. Just like with keratin, I simply have to add less.

I wrapped my hair into a bun. Even before that I saw that my natural waves, the ones that appear after washing, were back. Recently they disappeared, not to mention the fact that my hair didn’t want to hold waves made by a bun. Additionally, I noticed that my ends were looking “full” again, almost like the rest of the hair – just like on the April’s picture. Unfortunately, recently my ends were looking more like on the June 2013 photo, which means they seemed to be thinner than they really are.

When I took my bun down, the hair formed pretty nice waves, which straightened a bit by the time we took the photo. My hair is smooth to touch, shiny, the frizz is gone, just like the signs of slight protein-overdose. Additionally the hair is voluminous, and at the same time nice and bouncy, as heavy as I like it. My ends are a bit dry as a consequence of being wrapped in a bun, but apart from that they’re smooth.



And now, the story of bad luck.

If I happen to have my hair down, I put it up before I light a candle or put a kettle on for tea. When your ends hang lower than your elbows, it’s easy to have an accident. But the surprise came from a different direction. My plastic claw clip fell and broke. The one I showed you recently in a post with haul. I use it around the house, during the day and after washing my hair, to hold it when I leave deep treatments and conditioners on. Nothing holds better, and the clip is smooth, well made. It wasn’t the first time I had dropped it, since it slips away from my fingers easily, especially if they are covered in a conditioner. I glued it, as usually, with a fast-drying glue and I waited a longer while. Then I clipped a part of my hair, to apply Cerkogel on my scalp. When I took the clip down and wanted to gather another portion of hair to clip it, I felt dried glue under my fingers. It must have leaked from between the parts of the clip. Too bad it dries in a second on hair and skin, as the label promises, but it needs more time to dry and harden between some plastic elements.

I had to cut some hair. At the back I lost a strand, more or less 0.5 cm thick, I cut it off at the level of the neck. It might be visible on pictures in the future. I also cut some smaller strands from the top of my head, leaving just a few centimetres. What is left could pass as baby hairs, but it doesn’t look natural since the hairs form strands in particular places. When I was washing my hair I came across glue in some single spots, so I cut more. In total I haven’t lost much hair, there is no difference in thickness, but the shorter strands may show when I let my hair down.


I was sure that I had waited long enough for the glue to dry completely. Well, surprise. And a lesson. No big drama, I was lucky, after all.

Komentarze

  1. Kurcze:C Nie zazdroszczę. Dobrze, że i tak to tylko jedno pasmo głównie i nie więcej się skleiło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. Bo równie dobrze mogłam skończyć z całym sklejonym tyłem włosów.

      Usuń
  2. Fajna bluzka =) Na tym zdjęciu masz wszystkie włosy przełożone do przodu czy część jest z tyłu, niewidoczna?

    Ja bym chyba nie wycinała tego pasemka, raczej spróbowałabym wykruszyć ten klej.tym bardziej że pół centymetra to wg mnie dużo. Cieszę się że mi się takie wypadki nie zdarzają... jeszcze, pewnie jak będę miała dłuższe włosy to się zaczną dziać różne rzeczy z nimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      To jest całość. Nie będę udawała, że nie. 10 cm to moje włosy mają w kucyku, przy nasadzie. Niżej niekoniecznie ;)

      Próbowałam wykruszyć. Nie dało się. Ledwo dałam radę wyciągnąć w tego kleju pojedyncze włosy, najmniej przyklejone. Stare warstwy kleju na klamrze, chociaż mają kilka miesięcy, też się nie kruszą, więc nie liczyłam na cuda. Myślałam przez moment, żeby po prostu potrzymać te miejsca w waciku nasączonym rozpuszczalnikiem, w końcu zwykły zmywacz do paznokci rozpuszcza kropelkę (brr), ale uznałam, że włosy po tym cudnym zabiegu i tak będą... spalone, po prostu. I obcięłam.

      Usuń
    2. 10cm w kucyku przy nasadzie to bardzo dużo.Masz gęste włosy:))

      Usuń
    3. Już teraz 9.5 :D Chociaż może nie, baby hairs cały czas rosną.
      Gęste są, fakt, ale od niedawna. Końcówki to nadal stara historia. Już widzę wyraźnie, że jest lepiej, ale jeszcze długo powiszę w stanie czekania aż zetnę wszystkie stare końce.

      Usuń
    4. No wiesz, na razie masz 10 cm przy nasadzie. Ale włosy rosną i te 10 cm będzie się przesuwało coraz dalej. Na razie moje włosy mają porównywalną objętość z Twoimi... ale już niedługo. Twój warkocz będzie coraz grubszy, a mój mysi ogonek pozostanie mysim ogonkiem, ewentualnie przytyje o pół cm i na tym koniec.

      Usuń
    5. Mnie si kiedyś też wydawało, że nie będę miała grubego warkocza. Dopiero niedawno jak spojrzałam w lustro okazało się, że jest... 2x grubszy niż myślałam że jest i kiedykolwiek będzie. Nie dojdę do takich włosów jakie ma KittyBird. (http://kittybirdsjourney.blogspot.com/) Jej kok z połowy włosów jest 2x większy od mojego z całości. Ale i tak jakoś nagle i niespodziewanie stał się cud :) Na razie sięga mniej więcej łopatek, ale oby mu się urosło.

      Usuń
    6. http://1.bp.blogspot.com/-hOrD9B0iKwY/UtfwPZ8QVfI/AAAAAAAAAXw/mbdnTxvA1ek/s1600/4+strand+(643x1000).jpg Jaka grubość *.* Takiej to ja się także nigdy nie doczekam i również czekam na zagęszczenie połowy włosów :)

      Usuń
    7. Szok, co? :) Cóż za świetne geny. Ale z drugiej strony, ile takie włosy ważą! :)

      Usuń
  3. Ja rowniez w zeszla niedziele nabawilam sie lekkiego przeproteinowania i przy okazji poznalam "moc" keratyny ;) Dobrze, ze wiecej wlosow sie nie posklejalo, ale faktycznie pech z ta klamra ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Keratyna faktycznie jest też dość mocna :) Ale nie aż tak jak myślałam zanim jej użyłam.

      Usuń
  4. ojej, aż mnie serduszko zabolało :c ja w gimnazjum wycinałam gumę z włosów (pozdrawiam w tym miejscu kochane kuuuleżanki, którym wadziły moje włosy do pasa) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma jak dowcipne otoczenie, naprawdę... :x Rozumiem w przedszkolu, ale w gimnazjum? Ech.

      Usuń
    2. Do mnie w gimnazjum gumą do żucia rzucał kolega. Nie trafił, jego szczęście.

      Usuń
    3. Zabawa jest widzę popularna. A już najgorzej w kinie i teatrze :x Tam łatwo można wkleić koleżance w przodu różne cuda we włosy.

      Usuń
    4. Mi "się stało" na przerwie :> Jak poczułam ją we włosach to zawyłam tak, że aż pani od geografii przybiegła z drugiego końca korytarza :D

      Usuń
    5. Jeny... Co ludzie mają za pomysły? Naprawdę, jestem zdziwiona. Złośliwością otoczenia.

      Usuń
    6. Na szczęście dało się wydłubać ^^ Też byłam, a najlepsze było to, że wiedziałam, które to i niezmiernie mnie bawiło "sztuczne zmartwienie" :D

      Usuń
    7. O, to i tak dobrze, że się dało! :)

      Usuń
  5. Kochana,dobrze że więcej włosów się nie skleiło.Jestem wręcz pewna ,że nie będzie widać przyciętych włosów.Przypomniał mi się mój "wypadek" z włosami(spalenie,cięcie).Pięknie wyglądasz na zdjęciu.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby. Dziś nie znalazłm tego obciętego pasemka, więc może jest pod spodem. Nawet jeśli nie, przeżyję. Naprawdę się cieszę, że nie skonczyło się to gorzej.
      Dziękuję! :)

      Usuń
  6. Oj, współczuję sytuacji z klamrą :(
    Ślicznie się pofalowały :)
    Moje włosięta nie przepadają za jedwabiem hydrolizowanym ,za to już aminokwasy jedwabiu lubią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, popatrz, a ja nie wiedziałam, że takie cudo istnieje! :)

      Usuń
  7. ale Ty jesteś ładna! masz śliczną buzię :)
    no i piękne włosy, ofkors :>

    OdpowiedzUsuń
  8. Się nie martw. Ja jestem lepsza - depilowałam sobie nogi, a ponieważ mój depilator swoje lata ma i nie jest tak dokładny, jak powinien, to zgięłam nogę w kolanie i nachyliłam się nad nią, żeby zobaczyć, czy wszystko poszło. W tym momencie depilator złapał pasmo włosów (a mam ciut za ramiona), które wysunęło mi się zza ucha u wkręcił aż do skóry. Wyciąganie ich z tego ustrojstwa było wprost magicznym przeżyciem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaaau. To musiało być skomplikowane, nazwijmy to.
      Depilator! Mój mąż mnie straszy zakupem pięknego fioletowego depilatora. Jak widzę minę mojej mamy przy używaniu... Nie. Serio wolę co 2 dni machać maszynką. Taki ze mnie tchórzyk :D

      Usuń
  9. Z tym klejem to nie za ciekawa historia... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... Byłabym szczęśliwsza bez tego. Ale i gorzej mogło być.

      Usuń
  10. Wyglądasz przepięknie na tym zdjęciu. :)

    Ja jakiś czas temu musiałam wyciąć całkiem dużo włosów-wkręciły się w suszarkę... Żeby było śmieszniej-od lat nie suszę włosów, wtedy włączyłam ją, żeby podsuszyć bodajże apaszkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest w tych historiach najgorsze. Że w życiu byśmy nie wpadły na to, że coś takiego może się stać. A tu... Trach!

      Usuń
  11. Współczuję Ci kochana :( Przykra historia Cię spotkała. Ale jednak i tak miałaś sporo szczęścia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Rzeczywiście nieprzyjemna niespodzianka...
    Całe szczęście, że skończyło się na kilku pasmach.
    Šwietne są te fale :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na szczęście, że to z tyłu a nie na czubku głowy! I że nie tak dużo włosów ;-) Ja ostatnio przypaliłam sobie trochę włosów nad kuchenką, nie wiem jakim cudem... Dobrze, że się w porę zorientowałam, że coś śmierdzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęście w nieszczęściu, że palone włosy bardzo mocno czuć. Przynajmniej od razu wiadomo, że coś się dzieje.
      Jak o tym myślę, cieszę się że to co najgorsze serio było z tyłu.

      Usuń
  14. no co za pech! ale pewnie włoski ładnie wtopią się w resztę i nie będzie nic widać :) a klamra szybko do kosza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie wyrzuciłam i wyjęłam nową z pudełka. Nie mogłam na nią patrzeć do końca dnia :D Ale później uznałam, że to nie wina przedmiotu, jak zwykle. I jeśli wyjmę następną, i tak spadnie i też będę ją kleiła. Nadal używam ej starej, ale jakoś... nieufnie. Nie wiem czemu po takim czasie nadal boję się, że coś wypłynie. Brrr.

      Usuń
  15. Mi kiedyś takie pasemko odgryzł kot :D, ostatnio końcówki się nadpaliły, ale mimo wszystko noszę je często rozpuszczone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kot?! Jestem ciekawa co mu wtedy przyszło do głowy :D

      Usuń
    2. Leżałam oparta na kanapę, on siedział na kanapie, miałam mokre włosy, wstałam i spadło odgryzione, wielkie pasmo włosów. Kochany kotek :D Widocznie mam smaczne włosy.

      Usuń
    3. Może to forma komplementu? :D

      Usuń
  16. Spodnie widzę! :) Też mam jedno pasemko na czubku głowy krótsze, musiałam wyciąć kołtun jaki powstał przy robieniu pasemek na czepku. Never more!

    Bardzo lubię takie duże fale, coraz przyjemniej patrzy mi się na Twoje włosy. A, i tez niedawno przeproteinowałam swoje, ale keratyną zamiast jedwabiu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodnie! Raz na parę miesięcy zdarza się taki dzień, w którym nie upilnuję składu rajstop i się skończą. Rozpacz totalna. Jak mi jest strasznie niewygodnie w spodniach, aaaaaaa!!

      Nawet mnie się przyjemniej patrzy. Fale! :) Czuję, jakbym miała całkiem nowe włosy! A traktat o falach się tworzy. Myślałam, że już mam wszystko ale dorzuciłam jeszcze coś, i tak od kilku tygodni wpis się rozrasta. Ma już 25 zdjęć :D

      Usuń
    2. Faktycznie, widziałam na zdjęciu spodnie w ładnym, jasnym kolorze i nawet się nie zorientowałam że coś jest nie tak =D

      Usuń
    3. Moja pierwsza reakcja to była "o, spodnie!" a dopiero później "o, jakie śliczne fale" :DD Coś w tym jest

      Usuń
    4. Coś w tym jest ;) Ale już mam zapas rajstop :D Uff.

      Usuń
  17. jak pech to pech,coś o tym wiem ;)
    śliczne masz włoski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Coś się czasem musi zdarzyć, najwidoczniej. Byle nie za często, i niech nieszczęścia chodzą pojedynczo :P

      Usuń
  18. Kurcze współczuję :( Ja żyje zasadą przezorny zawsze ubezpieczony i gdy tylko coś kleje to pozwalam temu tak z 1 dzień podeschnąć. Już nie raz byłam przekonana, że się skleiło, a wcale tak nie było.
    Ale i tak ogromne szczęście, że tak mało włosów się złapało w ten klej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz kwarantanna będzie trwała dobę. I nieważne, co tam producent o sekundach mówi na opakowaniu. Sekundy widocznie odnoszą się do sklejania palców. Ha, ha.

      Usuń
  19. nie "szczymam", muszę się pochwalić! :D
    pięć minut temu moje włosięta osiągnęły 60 cm, dobijając długością "ciut za wyjątkowo wysoko umiejscowioną >talię<" (ehmm.. no*.) z tyłu i do "zakrywamy ci cycki" z przodu :D
    *"talia" w cudzysłowie, bo tłuszczyk przekłamuje, ale jakieś tam umowne wcięcie jest ^^
    no, w każdym razie jestem dumna z siebie i wdzięczna Tobie, bo gdyby nie Ty to już ze 3 razy bym podcięła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uaaaaaaaaa, hurra!!! :):):)
      Ależ się cieszę :) Jaki entuzjazm :)

      Usuń
    2. a jak :D rozczesywałam sobie i nagle "o, jakieś dłuższe" :D popędziłam po miarkę, mierzę, mierzę... i nagle take "łaaaa" :D
      aż sobie czekoladę w nagrodę kupiłam :>

      Usuń
    3. Dobrze! :) Takie rzeczy trzeba świętować! :)
      Też mam czasem tak że jakoś nagle włosy wyglądają na dłuższe :) Jakby z dnia na dzień.

      Usuń
    4. Właśnie :> Bo zwykle jest tak, że sobie chodzimy w warkoczu albo koczku, ale jak tak dłużej w rozpuszczonych to nagle szok :D

      Usuń
  20. Nie martw się, włosy zawsze można sobie lekko pocieniować w delikatne pióra tam gdzie masz ubytki. Kiedyś miałam poniszczone wierzchnie warstwy farbami rozjaśniającymi i słońcem a aktualnie zapuszczam grzywkę którą miałam z całych włosów z czubka głowy. Mam cienkie włosy i idiotyzm był z tą grzywką. W każdym razie odkąd pamiętam mam jakieś niechciane krótsze warstwy i da się z tym żyć.

    Szkoda że nie skontaktowałaś się z jakimś specjalistą chemikiem- może aceton albo alkohol rozpuściłby klej. Aceton chyba nie rozpuszcza białka ale tworzywo sztuczne tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zapuszczam grzywkę :) W pewnym momencie była bardzo gęsta, wiec na początku zapuszczania miałam z nią problem. Teraz sięga mniej więcej do talii.
      Aceton w sumie w domu miałam, bo zwykły zmywacz do paznokci rozpuszcza taką niewielką ilość kleju. Ale wszystko jakoś tak szybko się stało i jeszcze w fazie zaskoczenia obcięłam te pasemka. Poza tym założyłam, być może błędnie, że aceton zostawi włosy w kiepskiej kondycji i się z czasem po prostu wykruszą.

      Usuń
  21. Współczuję, miałam kiedyś podobną sytuację- włosy zaplątały się w drucik od papilota, i musiałam uciąć dość sporo :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z papilotami też miałam kiedyś problem, tymi z gąbki. Końcówki nigdy nie chciały się ładnie odwinąć i właśnie się plątały.

      Usuń

Prześlij komentarz