NDW 9: laminowanie Marion i fale ~ SFH 9: Marion laminating treatment and waves

Znów wyszły mi całkiem fajne fale! :)



Ale po kolei.

Wiem mniej więcej jak moje włosy reagują na proteiny. Zdawałam sobie więc sprawę z tego, że laminowanie Marion będzie albo kompletną porażką albo da świetne efekty. W skrócie jest tak, że mogę spokojnie użyć protein co dwa tygodnie. Na przykład 7 kropel keratyny w otoczeniu humektantów to jest to: włosy są gładkie, śliskie, dociążone. Z czasem efekt znika i wtedy mogę znów zrobić proteinową maskę. Jeśli chodzi o balans proteinowo – humektantowo – emolientowy, post Gapy i jej grafiki są świetne.

Jeśli przesadzę z ilością lub raczej częstotliwością, jak zdarzyło się kilka tygodni temu (niedziela dla włosów 7), włosy będą suche, pojawią się maleńkie fale zwłaszcza na spodniej warstwie – typowe dla mnie oznaki przeproteinowania. Jeśli jest tylko niewielkie, włosy wygładzą się jeszcze przed kolejnym myciem a związane w koczek potrafią stworzyć tak świetne fale jak właśnie w siódmej niedzieli dla włosów. Zaczynam podejrzewać, że moje włosy potrzebują protein do skrętu, bo im dalej od proteinowej maski tym szybciej opadają fale po koczku. Muszę znaleźć optymalną ilość: taką, żeby włosy ładnie falowały, ale żeby nie było to poprzedzone choćby lekkim przeproteinowaniem.


Te zdjęcia zostały zrobione w jeden dzień. Pierwsze zaraz po wyschnięciu włosów – przeproteinowanie. Drugie po kilku godzinach w koczku. Oba bez lampy. Dobrze, że nieznaczne przeproteinowanie mogę zamienić w całkiem gładkie fale ;) Ale nadal dążę do fal bez przesuszonych włosów przed nimi.

Postanowiłam zaryzykować z zabiegiem laminowania Marion. Nie mam pojęcia ile jest w nim żelatyny (typowe laminowanie żelatyną skończyło się u mnie przeproteinowaniem; to było na długo przed tym jak znalazłam polskie blogi), ale nawet jeśli jest jej dużo liczyłam na to, że w emolientowym otoczeniu nie przeproteinuje moich włosów. W razie czego miałam gotowy plan ratunkowy. Założenia były takie: jeśli laminowanie Marion zadziała bardzo dobrze albo tylko delikatnie przeproteinuje włosy, będę go używała z emolientami i humektantami (czyli na przykład olejowanie przed myciem, maska z dodatkiem gliceryny po) żeby działało jeszcze lepiej w pierwszym przypadku albo dobrze w drugim. Mogłabym go używać zamiennie z półproduktowymi proteinami. Jeśli skończy się katastrofą, uratuję włosy również emolientami i humektantami i będę grzecznie używała sprawdzonych, robionych samodzielnie z półproduktów masek proteinowych.

Zanim przejdę do opisu zabiegu, wspomnę o obietnicach producenta. Właściwie nie ma ich wiele: głównie wygładzenie i wyprostowanie włosów. Do tego uzupełnienie ubytków (hurra, proteiny) i nawilżenie.





Potrzebowałam aż czterech saszetek na pokrycie włosów, dobrze, że kupiłam dwa zestawy. Gdybym chciała nałożyć produkt jeszcze na włosy powyżej linii uszu, potrzebowałabym aż pięciu. Odżywka jest niby gęsta, ale jednak częściowo wsiąka we włosy. Bardzo przyjemnie pachnie, zapach zostaje na dłoniach :) Nałożyłam ją, wprasowałam lekko i trzymałam pod czepkiem i turbanem przez 20 minut. Podczas spłukiwania nie czułam szorstkości, ale to jeszcze nie był moment na wyluzowanie się ;) Ciągle miałam pod ręką glicerynę i olej.

Efekty:
Kiedy włosy zaczęły wysychać okazało się, że nie są przeproteinowane. Hurra! Jedna obietnica producenta spełniła się od razu – ta dotycząca prostych włosów. Moje wyschły bez typowych fal. To kolejna typowa dla mnie reakcja na proteiny: włosy są naturalnie bardziej proste, ale fale zrobione koczkiem są bardziej wyraźne. Końcówki były mniej napuszone niż zazwyczaj, choć to o nie najbardziej się bałam podejmując ryzyko nakładania gotowej maski proteinowej. Do tego włosy były błyszczące i dociążone, typowe napuszenie po myciu było mniej wyraźne. Jedyne, co mi przeszkadzało, to lekka sztywność i suchość w dotyku. Tego zazwyczaj nie ma.

Zrobiłam na kilka godzin koczka na czubku głowy. Po rozpuszczeniu go znów powstały całkiem fajne fale. Nie są aż tak mocne jak te sprzed kilku tygodni, ale podobają mi się. I nie są spuszone! Hurra! Z okazji przejścia na falowaną stronę mocy napisałam spory traktat o moich falach, z masą zdjęć. Niedługo się pojawi! :)


P.S Czerwona panda pozdrawia spod mojego prawego łokcia! :) Pracujemy razem, co dwie głowy to nie jedna.
____________________________

Yaay, I have cool wavs again! :)



But first things first.
I know, more or less, how my hair reacts to protein. So I knew that this laminating treatment by Marion will be either something amazing or a total disaster. In short, I can make a protein treatment every two weeks. For instance, 7 drops of hydrolysed keratin accompanied by humectants is the thing: my hair is smooth, sleek and heavy enough. With time, the effect wears off and I can do a protein DT again. When it comes to the proteins – moisturisers – emollients balance theory, Gapa’spost and the pictures are amazing.

If I use too much protein, or if I do it too often, as it happened a few weeks ago (Sunday for hair 7), my hair is dry and small waves appear, especially on the underlayer. These are my typical signs of protein overdose. If it’s a slight overdose, my hair will go smooth before the next wash and if I make a cinnamon bun I will have great waves, just like those on 7th Sunday for hair. I start to think that my hair needs protein to wave and curl, because if too much time passes since a previous protein treatment my waves tend to straighten fast. I need to find an optimal amount, one that will give me waves but no protein overdose, even slight one.



These pictures were taken on the same day. The first one – right after my hair dried: protein overdose. The second one – after a few hours of wearing a cinnamon bun. Both are without flash. I am lucky since I can turn a slight protein overdose into pretty smooth waves ;) But I still would like to have waves without dryness before.

So I decided to take the risk and use the Marion treatment. I have no idea how much gelatine there is. (A pure gelatine treatment ended up in protein overdose for me, but it was long before I knew Polish blogs.) Even if there’s a lot, I hoped that in the company of emollients it will not be too much. I had a rescue plan pre-prepared, just in case. My idea was that if the Marion product works great or it will be just slightly too strong, I will be using it with humectants (moisturisers) and emollients (for instance: oil before a wash, glycerine added to a masque after) to make it work even better in the first case or good in the second. I could use it with my half-products treatments. If it is a disaster, I will rescue my hair with emollients and moisturisers and I will be a good girl who uses trusted, home-made protein treatments based on half-products.

Before I tell you how my treatment went, I’d like to mention what the manufacturer promises. There isn’t much. It’s mainly all about smoothing and straightening hair, plus re-filling damaged spots on hair (yaay, proteins!) and moisture.





I needed as many as four sachets to cover my hair. I am glad I bought two sets. If I wanted to apply the treatment on my hair above the ear level, I’d need five. The conditioner seems to be thick, and yet it soaks into hair partially. It smells really nicely, and the smell stays on my palms ;) I applied it, pressed it into my hair a bit and I left it for 20 minutes under a shower cap and a turbie twist. While I was rinsing it, there was no roughness to be felt, but it was too early to relax ;) I still had oil and glycerine at hand.

Effects:
When my hair started to dry it turned out it’s not overproteined. Yaay! One of the manufacturer’s promises was fulfilled at once, it was the one about straight hair. Mine dried without its typical waves. This is another reaction to protein typical for my hair: it is naturally straighter, but it holds bun waves better, and the waves are much stronger. My ends were less frizzy than they usually are, though they were what I was mostly concerned with when I decided to take the risk of using a ready-made protein treatment. Additionally, my hair was shiny and heavy, the typical post-wash frizziness was much less visible. The only thing I didn’t like was slight dryness and stiffness I felt when I was touching my hair. Usually, there’s no such thing.

I made a cinnamon bun at the top of my head for a few hours. When I let my hair down it formed great waves again. They aren’t as well defined as those I had a few weeks before, but I still like them very much. And they aren’t frizzy! Yaay! Since I moved to the wavy side (wavy power!) I wrote a big treaty on my waves with lots of pictures. I will publish it soon! ;)


P.S. A red panda says "hi!" from under my right elbow. We work together, two heads are better than one.

Komentarze

  1. u mnie te saszetki leżą w szufladzie i ciągle nie mogę się zebrać do ich użycia. Boję się, że mnie spuszy ; ) Twoje Włosy dzielnie to przeżyły, więc jest nadzieja. Bardzo ładnie wyglądają po koczku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie się ta kuracje nie sprawdziła :( Cudnie wyglądają na ostatnim zdjęciu :)

      Usuń
    2. Dziękuję! :)

      Jak już jest bezpiecznie, mogę przyznać że bardzo bałam się takiego paskudnego efektu jak po masce Biovax Keratyna + Jedwab. Na szczęście tragedii nie było :)

      Usuń
  2. Ale masz piękne dłuuuugie włosy! ;) Muszę przetestować na swoich włosach ten produkt ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam. Jednak warto, chociaż proponuję mieć gotowy plan ratunkowy. To jednak dość mocno proteinowa zabawa.

      Usuń
  3. Gdybym nie wiedziała, w życiu bym nie powiedziała, że te zdjęcia są robione tego samego dnia. :) Fale coraz lepsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, a w zabieg od Marion też się niedawno zaopatrzyłam, jestem ciekawa, jak się sprawdzi. Zwykłe laminowanie, jeśli zadbam o nawilżenie włosów, u mnie działa całkiem nieźle.

      Usuń
    2. Własne fale mnie zaskakują. Jeszcze ciągle patrzę na zdjęcia jak na nie swoje! :D

      Skoro zwykłe laminowanie działa OK, to myślę że to zrobi u Ciebie furorę :)

      Usuń
  4. Nie mogę się napatrzeć! Masz CUDOWNE włosy! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie moge uwierzyć, że 2 porównane zdjęcia, pochodzą z 1 dnia..... O.o o.O

    OdpowiedzUsuń
  6. Zadziałało bosko! Miałam to samo, zwykłe laminowanie przeproteinowało, a Marion idealnie ujarzmiło. Właśnie trzymam na głowie ^^
    A te ostatnie fale *.* Tak trzymaj! Wyglądają znacznie lepiej niż niestylizowane! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Późno na to wpadłam, ale lepiej tak niż nigdy.

      Usuń
  7. wydaje mi się, że mamy bardzo podobną strukturę włosa, mimo iz u mnie ten skręt jest bardzo mocny....ale sam włos na prawdę bardzo podobny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! :) Może coś nam to da w kwestii podobnego działania produktów.

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Nie rezygnuj z fal! Nigdy! :)

      Usuń
    2. Nie zrezygnuję! :) Myślę, że skoro falują teraz, to i za kilkanaście centymetrów będą :)

      Usuń
  9. ale masz super włosy, i ta długość!

    OdpowiedzUsuń
  10. Przejscie na "falowana strone mocy", jak dla mnie bylo najlepsza Twoja wlosowa decyzja- klaczki prezentuja sie mega swietnie :)! Ja rowniez niebawem probuje laminowania i juz sie boje, co z tego wyniknie ;) Probowalas mleczka pszczelego w glicerynie? U mnie sprawdza sie swietnie jako dostawca protein (przy kazdym myciu), ktory w otoczeniu gliceryny, nie robi klaczkom krzywdy. Wrecz przeciwnie, skret jest lepiej podkreslony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam :) NA różne sposoby, Sprawdziło się jako dodatek do maski, pewnie przez glicerynę.

      Usuń
  11. To jest naprawdę zadziwiające, Twoje włosy przechodzą prawdziwą transformację. Tak dużo się zmienia ostatnio! Fale to nowe, duuużo lepsze wydanie Twoich włosów:) Cieszę się razem z Tobą:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Ciągle nie mogę się tym nacieszyć ani przyzwyczaić sie do fal, ale nie w negatywnym sensie :)

      Usuń
  12. Fale <3 Przy tej długości wyglądają naprawdę cudownie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiem Ci, że naprawdę świetne te falki Ci wyszły :) Piękne są! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O raju, ale piękne fale :o Gratuluję ich i długości, robią wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Super, że odnalazłaś proteinowy produkt, który na dzień dobry nie krzywdzi puchem :) Aż mnie zaczęło kusić by poszukać tych saszetek gdzieś u siebie...
    I te fale, fale, fale <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Oh Henri- te fale są cudowne ;-) podoba mi się ta Twoja falowana strona! ;-) :-*

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo podoba mi się ten efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Czasem to, czego pragniemy jest bardziej na wyciągnięcie ręki niż nam się wydaje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi jest aż głupio, tak blisko to było :)

      Usuń
  19. Nie mogę uwierzyć,że na wszystkich zdjęciach są te same włosy.
    Coś nieprawdopodobnego jak pielęgnacja wpływa na nasze włosy.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pielęgnacja to jedno, ale u mnie jednak 96% roboty to stylizacja. Z pielęgnacją jest tak, że mało co daje efekt "wow" ale może moje włosy tak mają, że więcej mogę zrobić koczkiem niż olejem :D

      Usuń
  20. Nie ma co walczyć z falowaną z naturą, z nią i tak się nie wygra :D
    Włosięta wyglądają coraz lepiej, trzymam kciuki za dalsze postępy :*

    Mi również proteiny pięknie podkreślają skręt ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Te fale są świetne :) Dużo lepsze od poprzednich!

    OdpowiedzUsuń
  22. Pięknie Ci się układają włosy.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie spotkałam jeszcze nigdzie tych saszetek.

    OdpowiedzUsuń
  24. Pięknie wyglądają po tym laminowaniu. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. ojej, Twoje włosy wyglądają po tym zabiegu genialnie!

    OdpowiedzUsuń
  26. Szkoda, ze w mojej okolicy nie mogę dostać tej saszetki...
    Włosy wyglądają cudnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w Toruniu też nie widziałam, dopadłam dopiero w niewielkim Rypinie, przypadkiem. W Grudziądzu w Naturze zostało po nich tylko puste miejsce :D

      Usuń
  27. Przepiękne długie faleeeeeee <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Pierwsze zdjęcie - cudowne. Od dawna marzy mi się taka długość. Włosy wyglądają na zdrowe i zadowolone z pielęgnacji :D
    Skoro zabieg laminowania Marion prostuje włosy to na pewno nie jest on dla mnie - zależy mi na jak najbardziej skręconych włosach. A szkoda, bo lubię próbować nowych rzeczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. O kurcze - ale różnica! :) Piękne te fale. Ja nadal "walczę" z moimi włosami, chciałabym żeby były lśniące i gładkie. Raz takie są a raz totalne siano :P

    OdpowiedzUsuń
  30. Widziałam te saszetki dzisiaj w netto, jednak po ostatnim laminowaniu żelatyną włosy mi się strasznie zaczęły przetłuszczać i nie wiem czy mam zaryzykować z tymi saszetkami..

    bymalinko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz