Maska Elseve Cement Ceramid ~ Elseve Cement Ceramid deep treatment

Z jednej strony staram się nie zarzucać Was recenzjami, z drugiej kiedy trafiam na świetny produkt chcę go polecić... Więc będzie krótko, ale kusząco ;)



Na maskę Elseve trafiłam w pierwszej fazie mojego włosomaniactwa, czyli przed odkryciem polskich blogów. I był to chyba pierwszy tak wyraźnie i tak dobrze działający produkt jaki znalazłam. Pierwsze co zauważyłam to gęstość maski. Ślady palców widać w słoiczku przez kilka dni, co jest dość niespotykane. (Przy okazji, jeśli chcecie zagęścić odżywkę lub maskę, dodajcie do niej kwas hialuronowy albo mleczan sodu, a z domowych sposobów działa mąka ziemniaczana czyli kartoflanka:)) Cena to około 20 zł za 300 ml, ale przy sporej wydajności to nie jest dużo. 

W składzie dość wysoko mamy glicerynę i silikon (amodimethicone) a później jest i alkohol isopropylowy, niestety. Teraz pewnie bym jej nie kupiła i dlatego cieszę się, że miałam szansę przekonać się o jej działaniu zanim odkryłam wysuszające alkohole. To dowód na to, ile można stracić panikując na podstawie składów.


Przechodząc do działania, jest świetne. Mogę je porównać do działania odżywek z przewagą alkoholu stearylowego  (tu mamy cetearylowy). Włosy są bardzo gładkie i śliskie, aż rozprostowane. Nie widać typowych dla nich fal. Są dociążone i mięsiste, ale przy tym sypkie, nie zbijają się w strąki. Idealnie się rozczesują i są błyszczące. Dla mnie to maska idealna jeśli chodzi o działanie, chociaż nie ma w niej nic naprawdę odżywczego, więc warto używać zamiennie jakiegoś bogatszego produktu, a być może sprawdziłoby się dodanie do niej odrobiny oleju, po prostu. Ja ostatnio używam jej na koniec mycia, po spłukaniu typowo odżywczych produktów, żeby dociążyć i wygładzić włosy.

________________________________

On one hand, I try not to bore you with reviews. On the other, when I come across an amazing products, I feel like recommending it :) So today's entry will be short but tempting :)



I used the Elseve DT in the first phase of my hair journey, which means before I discovered Polish blogs. And I think it was the first product that worked so visibly and so well on my hair. The first thins I noticed was how dense the masque is. You can see finger marks even a few days after using it, and I hardly ever find such a dense product. (By the way, if you want to make a condish or a Dt denser, add sodium lactate to it, or hyaluronic acid. From home-made tricks, potato starch also works ;)). The price is about 20 PLN for 300 ml, which is not too bad, considering the product's efficiency.

Ingredients: we have glycerine and a silicone (amodimethicone) quite high, and then there is isopropyl alcohol, unfortunately. Now I wouldn't buy it, probably, so I am glad I found it before I learnt about drying alcohols. This shows how much you can miss if you panic over ingredients.



Let's see how it works. Amazingness here. I can compare this DT to products based on stearyl alcohol (here we have cetearyl alcohol). My hair is very smooth and sleek, even straighter. I can't see my typical waves. It is also bouncy and heavy, but not clumped into strands. It is perfectly easy to comb through the hair and it has more shine. When it comes to effects, this is a perfect deep treatment for me, but it is not  too nourishing. So, I would say it is good to use some richer product for a change. Maybe adding oil to this DT would also work. Recently, I have been using it at the end of washing my hair, after rinsing all nourishing products, just to smooth and weight down my hair.

Komentarze

  1. Moja mama kiedyś używała podobnej i była też zachwycona wiec coś w tym produkcie jest :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cos jest ;-) Nawet jeśli to tylko powierzchowny efekt, jest świetny.

      Usuń
  2. Rzeczywiście może okazać się dobra również i dla moich włosów.
    Jak widać trzeba próbować, a dopiero potem narzekać na składy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ostatnio kupiłam maskę keratyna+argan od eveline i na razie jest ok :)
    Odwiedź i mnie czasem ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez ja mam! Czeka w kokejce. Ciekawe w tych maskach jest to ze sa w kremowych i brazowych opakowaniach. I chyba nic poza tym ich nie rozni...?

      Usuń
  4. Miałam tą maskę i miło ją wspominam:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię ich maski, dają fajny efekt na włosach. Używam ich jednak od święta, bo przy dłuższym stosowaniu trochę wysusza włosy .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myslalam. Maska na pol roku to to nie jest ;-)

      Usuń
  6. Elseve nigdy nie było dla mnie jakoś szczególnie warte uwagi, ta wersja tym bardziej... nie zależy mi na rozprostowywaniu włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dla mnie bylo warte uwagi bo to jedna z chyba niewielu firm, tzn. L'Oréal, ktora produkuje drogeryjne i profesjonalne kosmetyki. Czesc doświadczenia z salonow wkładają pewnie w serie drogeryjne. To jednak cos innego niz napisanie na butelce "professional " a w rzeczywistości zaden salon tych produktów nie uzywa bo nie sa do tego przeznaczone, nawet nie sa tam sprzedawane.

      Usuń
  7. Ja tam nie mam nic przeciwko recenzjom. Tą maskę może kiedyś przetestuję, ale obawiam się że to będzie coś podobnego do odżywki nivea long repair - ładne wygładzenie i dociążenie, odbierające moim cieniutkim rzadkim włosom połowę objętości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troche pewnie tak. Jak u mnie czasem olejowanie ;-)

      Usuń
  8. nie służą mi tego typu kosmetyki,zawierające silikony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, silikonu sporo. Moje wlosy na szczęscie je lubia.

      Usuń
  9. Tej akurat nie znam maski, ale mam odżywkę z tej samej serii. :) Lubiłam tez analogiczne produkty L'oreal z serii profesjonalnej, kiedy moje włosy były bardziej zniszczone i używałam suszarki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Probke maski professional do wlosow zniszczonych pamiętam do dzis. Szalenstwo :-) Moze nawet kiedys kupie bo sa zaskakujaco tanie w hebe w porównaniu do allegro.

      Usuń
    2. Kerastase są superdrogie, ale niektóre kosmetyki loreala profesjonalnego mają bardzo sympatyczne ceny i podobne działanie. Zimą pewnie zacznę suszyć włosy i zainteresuję się jakąś termoochroną. :) Nie mam blisko Hebe, niestety.

      Usuń
  10. nigdy nie miałam żadnego produtu z l'oreala do włosów :-) chociaż rozprostowanie włosó brzmi zachęcająco :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Ja sie nawet teraz trochę irytuje kiedy fale nie chca zalapac. :-)

      Usuń
  11. Miałam i moje włosy za nią nie przepadały.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie ta maska w ogóle nie pasowała :) Zdecydowanie wolę Total Repair 5 i Extreme Repair. Podejrzewam, że pasowałaby mi jeszcze wersja do włosów farbowanych, Color Vive, ale jeszcze nie miałam okazji jej przetestować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz mają jakąś serię na lato :-)

      Usuń
  13. komentarz trochę nie na temat, ale co tam... :) chciałabym się Ciebie zapytać do jakiej docelowej długości dążysz? bardziej do miejsca (np. kość ogonowa, biodro, kolana...) czy w centymetrach? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do miejsca :) Do klasycznej, czyli dokładnie do końca pośladków ;) W centymetrach to przypadkiem 112. Póki co czekam na kość ogonową, czyli 99. A później 100, chyba urządzę z tej okazji imprezę chociaż jak znam życie zmierzę włosy, będzie 100 i zaraz będę je podcinała bo będzie to akurat TEN miesiąc :D

      Poza tym zapuszczanie wciąga. Mało znam dziewczyn, poza polską blogosferą, które zapuściły włosy i zostały przy pierwotnym celu. "A zobaczę czy dorosną do kolan i jak będą wyglądały." I kończymy przy podłodze! :D A tak poważnie... Nie sądzę, żebym chciała i dała radę zapuścić włosy dłuższe niż do czubków palców opuszczonych rąk, więc pewnie skończy się tam, albo właśnie na klasycznej.

      Usuń
    2. To mnie zaskoczyłaś, bo robimy tak samo :D Ja też chcę zapuścić do klasycznej! :) Ale tylko do klasycznej, bo jestem niska i hmm... przy kości ;D Tylko spotkałam się z inną definicją - że to do połowy długości ciała (?) :o A na razie wyznaczyłam sobie 80 cm i schodzenie z cieniowania (mokre włosy najwięcej mają ok. 56 cm). A takim moim fryzurowym wyznaczniko- marzeniem jest owinięcie warkocza angielskiego dookoła głowy ;P
      Ale moje to też takie złośliwe bestie, bo zawsze jak osiągną w miarę dobrą długość to wypada pora podcinania (tylko że ja jestem 'niedobrą' włosomaniaczką i ścinam raz na rok, raz na pół roku ;>

      Usuń
    3. Bo to jest połowa długości ciała. Teoretycznie :) To znaczy ta teoria jest prawdziwa, ale nie u każdego się sprawdza ;) Do tego ja mierzę włosy od linii czoła a nie od czubka głowy, żeby nie było że mam 224 cm wzrostu skoro zapuszczam do 112 :D

      Jeeju, też chcę owinąć warkocz angielski wokół głowy! :) I dwa też, zaczęte z tyłu, nad karkiem. Kocham tę fryzurę. W sumie owinąć niby już mogę, dwa, ale końce są trochę zbyt cienkie. Czekam aż się zagęszczą :)

      Usuń
    4. To widzę ciągle się okazuje, że mamy duuużo wspólnego :D Ja mierzę przy ścianie, idealny sposób <3
      Ja w dwóch zaczętych nad karkiem wyglądam "bzidko" :P Ale Madora jest bardzo OK :>
      No i czekam na ten a 'la Julia Tymoszenko *.*

      Usuń
    5. Niedawno, w tę zimę, jak zrobiłam dwa warkocze owinięte wokół głowy ktoś krzyknął do mnie na korytarzu "te, Ania z Zielonego Wzgórza!" Nie wiem, czy to przypadkiem nie mialo być obraźliwe, ale się uśmiałam tak czy siak :D Ciekawe, czy "Tymoszenko" tez będą krzyczeć :D

      Usuń
    6. W sumie już by mogli, na holenderską koronową koronę, bo wygląda podobnie, ale ja nadal obstawiam, że pani Julia ma angielski warkocz owinięty dookoła głowy, a nie dobierany. ;)

      Usuń
    7. Ja mam imię po szanownej Ani :> I mówią tak na mnie nawet bez długich włosów :D
      Ale często słyszę "ale fajny retro grzebień" jak ktoś dojrzy moją Khajową Helenę :>

      Usuń
    8. Retro grzebień! :D W Toruniu był w zeszłym tygodniu jarmark, na stanowiskach ze starociami widziałam lusterka w ozdobnych, metalowych oprawach, z rączką, mogłam kupić. To by był szał! :)

      Usuń
    9. Ja mam podobne, tylko stojące ^^ Szał ciał, każda koleżanka się przegląda :D

      Usuń
    10. Idę zająć się zazdroszczeniem... :D

      Usuń
  14. Hej Henri:) Jako Twoja stała czytelniczka chciałam napisać Ci już o tym od pewnego czasu, ale jakoś nigdy nie miałam odwagi:)
    Bardzo lubię Twojego bloga - a to dlatego, że jest po prostu nieco inny niż reszta blogów włosowych, już kiedyś Ci o tym pisałam:)
    I nie chodzi tutaj bynajmiej o Twoje włosy czy też zdjęcia, ale o to jakie masz poglądy na temat ich pielęgnacji. Podoba mi się, że masz własne zdanie na temat np. ścinania zniszczonych końcówek czy nierealnego włosowego "ideału" - po prostu w swoich poglądach wykraczasz nieco poza polską blogsferę i to mi się podoba.
    Tylko, że od pewnego czasu mam wrażenie, że zaczęłaś zamieszczać coraz więcej samych recenzji kosmetyków, a coraz mniej w Twoim blogu jest właśnie...Ciebie:) Wiem, ze recenzje są potrzebne, ale wydaje mi się, że powinny być tylko delikatnym tłem do wszystkiego innego.
    Nie zachęcam Cię do pisania "kontrowersyjnych" postów, bo nie o to bynajmniej mi chodzi. Deklarowałaś kiedyś stworzenie większego wpisu o forum LHC, które jak dla mnie jest zupełnym ewenementem jeżeli chodzi o fora "włosowe". Warto byłoby pociągnąć ten temat i wytłumaczyć dziewczynom dlaczego właśnie od niego zaczęłaś swoją przygodę z włosomaniactwem. Dlaczego jest takie "inne", co Ci się w nim podoba, jakie osoby się na nim spotyka:)
    Chciałabym po prostu więcej Twoich opinii i przemyśleń na temat zjawiska wlosomanii, bo jestem pewna, że takie masz:)

    Pozdrawiam, Indulekha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję! :)

      Recenzje opanuję. Dałaś mi do tego większą motywację. Powrzucałam jeszcze kilka starszych wpisów, ale już postaram się recenzje wrzucać jakoś razem, żeby nie zajmowały zbyt dużo przestrzeni i liczbowo nie stanowiły większości postów :) Mam kilka w zapasie na czas, kiedy nie jestem w stanie wyrobić się ze stworzeniem czegoś nowego.

      O wpisie na temat LHC wbrew pozorom pamiętam. Są takie posty nad którymi pracuję już z rok! Ten też. Ostatnio wzięłam ze sobą komputer, na Wielkanoc, w miejsce gdzie nie było nic do roboty i nie było Internetu, i skończyłam kilka takich własnie wielkich wpisów. Musze je tylko przetłumaczyć i dopisać szczegóły. Niech tylko skończy się sesja :D Ogarnę wtedy wpisy kończone w 80% :) Głupio mi, że zapowiedziałam a nie opublikowałam nadal, ale pocieszam się tym, że nie zapomniałam.

      Z recenzjami mam tez taki problem, że zużywam kosmetyki dość szybko i pojawia się co chwila coś godnego polecenia. Ale to nic. Zamiast recenzji osobno, co 2 wpis, mogę co jakiś czas robić spis ulubionych produktów w danej kategorii :) Tak będzie lepiej :)

      Jeszcze raz bardzo dziękuję za komentarz :) Coś takiego pomaga, bo uświadamia mi, że to co pisze i że piszę ma znaczenie. Więc przepraszam za ostatnie "leniwe" recenzje. Nawet jesli coś jest tak super że aż och, postaram się opisywać to zbiorczo. A w lato skończę te bardziej "produktywne" wpisy :) O LHC właśnie, zwłaszcza, że po ponad roku w polskiej blogosferze jestem gotowa do tego, żeby pokornie przyznać, że jednak i blogi sporo mnie nauczyły. I dwa o składnikach i analizie :)

      Usuń
  15. Nie miałam nigdy maski tej firmy, szampony i odzywki tak, muszę to nadrobić:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Maska nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia. Znam lepsze.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz