Kwietniowe eksperymenty, połączenia i recenzje ~ April's experiments, combinations and reviews

Połączenia:

Biorę udział w akcji Anwen „Niedziela dla włosów”, więc część połączeń opisałam w osobnych postach. W tym miesiącu nie odkryłam żadnego nowego połączenia wartego opisania.


Eksperymenty:

Metody i produkty do mycia włosów

Niedawno straciłam cierpliwość do butelek pianotwórczych. Wszystkie działały dobrze tylko z pierwszą porcją szamponu, czyli zaraz po zmieszaniu, a już z kolejnymi nie. Po staniu przez dzień czy dwa szampon opada na dno i oddziela się od wody a po potrząśnięciu nie rozpuszcza się całkowicie. Wyraźnie widać płatki szamponu w wodzie i to zatyka butelkę, a nie chcę mieszać małej porcji szamponu przed każdym myciem, co dwa dni. To żadne ułatwienie. Właściwie przez trzy na cztery mycia męczyłam się z wciśnięciem pompki. Po miesiącu wszystkie butelki w ogóle przestawały działać. Kupowanie butelki z ZSK za 7 złotych lub jakiegokolwiek produktu w piance po to, żeby użyć butelki niespecjalnie mi się opłacało. Więc wróciłam do zwykłej buteleczki po małym balsamie do ciała. Proporcje szamponu się nieco zmieniły ( z 4:10 na 3:10) bo używam go w ten sposób nieco więcej więc chciałam obniżyć stężenie.

Druga sprawa to moje wiecznie puszące się włosy. To śmieszne, długość jest zawsze gładsza od włosów wokół głowy. Kiedy je zwiążę, widać tylko tę napuszoną, matową część. Tylko dwa szampony nie puszą mi włosów. Powoli zaczynam mieć dość szukania innych, chyba zostanę przy tych dwóch. Nakładanie odrobiny odżywki na włosy blisko skóry głowy rozwiązuje problem, ale pomyślałam niedawno, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Po co wysuszać włosy szamponem (nie ma znaczenia to, że jest delikatny i bardzo rozcieńczony, włosy i tak są matowe i napuszone) a później ratować je odżywką skoro można je myć tak, żeby ich w ogóle nie wysuszać?

Tak wróciłam do balsamu Babydream fur Mama Wohlfuhl bad. Sięgnęłam po niego, kiedy przerzuciłam się na pielęgnację bez soli siarczanów próbując ratować skórę głowy w oczekiwaniu na wizytę u dermatologa. Spowodował większe swędzenie i łuszczenie się skóry. Teraz, kiedy mam opanowaną sytuację zrobiłam do niego jeszcze jedno podejście, tym razem dla włosów.

Tak jak przedtem, po 2-3 myciach pod rząd BDFM zaczyna przyspieszać przetłuszczanie, ale to nic, i tak planowałam używać go na zmianę z moim stałym szamponem (czyli najczęściej jednym z szamponów Natura Siberica). Tyle tylko, że pojawił się gorszy problem: swędzenie i łuszczenie naskórka. Całkiem szybko straciłam to, co udało mi się osiągnąć dzięki kozieradce i Cerkogelowi. Mam nadzieję, że znów uda mi się ukoić skórę głowy… a do BDFM już nie wrócę.

Postanowiłam, że zostanie tak, jak jest, czyli delikatny szampon i odżywka blisko skóry głowy. Jeśli jestem ostrożna, udaje mi się uniknąć kontaktu odżywki ze skórą i swędzenie nie wraca. Odżywka jednak nie zawsze wystarcza, ale te cięższe (Biovax) zazwyczaj całkiem ładnie wygładzają mi włosy. Szkoda, że kiedy przychodzę do domu jest dość późno i chcę od razu myć włosy, żeby wyschły. Tylko czasem udaje mi się nałożyć na włosy powyżej linii uszu niewielką porcję oleju i dać mi chociaż 30 minut na działanie. Chciałabym móc olejować całość włosów częściej. Może problem puszenia zniknie, kiedy baby hairs podrosną? W każdym postanowiłam nie eksperymentować dłużej z szamponem, bo jestem tym już zwyczajnie zmęczona. Nawet Wy zauważyłyście, że dość często walczę z kosmetykami zamiast przestać używać tych, które się nie sprawdzają i szukać dalej. W przypadku szamponów prawie wszystkie działają tak samo, czyli są za silne, więc musiałam szukać innych metod raczej niż produktów. Idealnie nie jest, ale zostanę przy tym co częściowo się sprawdza i nie wymaga uruchamiania laboratorium chemicznego przed każdym myciem włosów. Chyba, że macie jakieś inne pomysły i sugestie. Naprawdę bardzo chętnie je przyjmę, bo własne pomysły już wyczerpałam.

Zostaje jednak sprawa rozcieńczania, która łączy się z moim drugim eksperymentem.

Lanolina

Ciężka sprawa. Dosłownie. Jakiś czas temu przeczytałam, że lanolina wygładza włosy, kupiłam więc słoiczek na ZSK. Niedawno postanowiłam zrobić swoją olejowo – lanolinową mieszankę, przypuszczając, że sama lanolina będzie do włosów zbyt ciężka. Ma konsystencję masy toffi, jest klejąca i gęsta. W założeniu miało wyjść mi coś, co przypominałoby maść do brodawek sutkowych Babydream fur Mama, wycofaną z polskich Rossmannów.

Połowę mojej mieszanki stanowiła lanolina, połowę oleje: oliwka Hipp i odżywczy olej Baikal Herbals (każdego mniej więcej ¼ całości). To i tak mniejsze stężenie lanoliny niż w przepisie, który znalazłam na innym blogu. Mazidło wyszło gęste, ale nie podejrzewałam skutków. Nałożyłam lanolinę na cały dzień, jak zwykle robię z olejami. Był to pierwszy raz, więc zaczęłam od wersji podstawowej – na suche włosy. Zmywałam ją też jak zwykle, maską Kallos Latte. Po odciśnięciu wody z włosów nie mogłam przesunąć przez nie palcami, tak były sklejone. W dłoniach zostawały mi całe pasma, co było trochę przerażające. Pomogło dopiero podwójne mycie nierozcieńczonym szamponem (Natura Siberica Ochrona i Blask). Chociaż nie miałam lanoliny na włosach wokół głowy, je też umyłam.

Bałam się, że po takim zastosowaniu szamponu będę miała przesuszone włosy, jak po nieszczęsnym chelatowaniu i oczyszczaniu. Nałożyłam na nie odżywkę, ale znam je na tyle dobrze, żeby wiedzieć że to może nie wystarczyć. Rano byłam bardzo zaskoczona: włosy przy skórze głowy, pomimo stężonego szamponu (nawet jeśli z zastosowaniem odżywki) były miękkie i błyszczące, dużo mniej napuszone niż zawsze są po użyciu rozcieńczonego szamponu i odżywki. To sprawiło, że postanowiłam podjąć jeszcze jedną próbę. W końcu to prosty eksperyment, nie wymaga kupowania nowych rzeczy, mieszania… I zawsze mogę szybko wrócić do poprzedniej, najbliższej ideałowi metody mycia: rozcieńczania szamponu i nakładania po nim odżywki również powyżej linii uszu.

Podczas kolejnej próby – ale taką postanowiłam przeprowadzić tylko jedną, wyjątkowo – umyłam włosy nierozcieńczonym szamponem i nie nałożyłam żadnej odżywki powyżej linii uszu. Znów gładkość, znów blask.

Przez kolejne kilka tygodni będę używała nierozcieńczonego szamponu w zestawie z odżywką nakładaną na włosy blisko skóry. Dam Wam znać co z tego wyniknie. Zawsze jest ryzyko tego, że na razie efekty będą dobre a z czasem włosy staną się naprawdę wysuszone. Ale teraz i tak wyglądają kiepsko… więc równie dobrze mogę spróbować.

Mam już naprawdę dość tej szamotaniny. Rozcieńczanie, odmierzanie, ostrożność z odżywką żeby uniknąć swędzenia… Daję sobie radę z włosami na długości, chociaż nie znalazłam jeszcze idealnych produktów i metod. Ale jeśli chodzi o włosy wokół głowy, nie mam pojęcia co robić. Może sprawdzi się najprostsza rzecz i będę się śmiała z lat eksperymentowania.


Recenzje:

Pod koniec marca i w kwietniu używałam kilku produktów, które nie zasługują na osobne recenzje. Nie chcę, żeby 8 na 10 wpisów na blogu było recenzjami, więc postanowiłam opisywać szerzej tylko naprawdę dobre produkty, ewentualnie bardzo kiepskie, chociaż te drugie wolałabym również wrzucać jako mini-recenzje raz w miesiącu.

1. Regeneracyjny olej do włosów Babuszki Agafii

Zapach przypomniał oliwkę Johnson’s baby i chociaż w oliwce to nie sama parafina tak pachnie a po prostu dodany sztuczny zapach, poszukałam skład oleju Agafii na stronie Pervoe Reshenie. Poza zapachem olej Agafii przypomina mi oliwkę parafinową również dlatego, że niesamowicie łatwo się rozprowadza, jednym przesunięciem dłoni mogę pokryć olejem włosy od linii uszu aż do końcówek – nie jest w ogóle klejący, za to jest bardzo śliski. Do tej pory spotkałam się z tylko jednym takim olejem (poza oliwką parafinową): Babydream fur mama. Okazało się, że parafiny w oleju regenerującym Agafii nie ma, ale na pierwszym miejscu jest olej sojowy, który według etykiety (angielsko – rosyjskiej) znajduje się dużo dalej. To by wyjaśniało podobieństwo do oleju BDFM, chociaż, co ciekawe, czysty olej sojowy zachowywał się na moich włosach trochę inaczej. Chyba nie mamy możliwości sprawdzenia tego, która wersja składu jest prawdziwa. Teoretycznie nie ma to znaczenia, co innego gdyby skład okazał się zupełnie inny, pełen sztucznych substancji. Z drugiej strony, olej sojowy na moje włosy nie działa ani trochę (a olej BDFM wręcz je puszył) więc dobrze byłoby wiedzieć, co się kupuje… i czego nie kupować. Chociaż nie wiem czy nie kupiłabym tego oleju tylko ze względu na olej sojowy na pierwszym miejscu. BDFMi czysty olej sojowy się nie sprawdziły, ale Alterra Brzoza i Pomarańcza należy do grona moich włosowych cudów ;)

Skład ze strony producenta: olej sojowy, olej łopianowy, olej z rokitnika, olej z jodły, ekstrakt z tymianku, olej z tarczycy bajkalskiej, oliwa z oliwek.

Skład z etykiety rosyjsko - angielskiej oraz strony polskiego sklepu: wyciąg z korzenia łopianu, olej z nasion sosny syberyjskiej, olej z owoców porzeczki złotej, olej z mącznicy lekarskiej, olej sojowy, oliwa z oliwek, witamina E (konserwant).







Trudno wybrać olej, kiedy nie wiadomo co w nim jest…  W końcu okazało się, że działa nieźle, lekko dociąża, nabłyszcza i wyraźnie zmiękcza włosy, ale nie wrócę do niego dlatego, że wolę mocno dociążone, gładkie włosy, a nie miękkie i lekkie. Jeśli Wasze włosy wolą lżejsze oleje, a Wy wolicie swoje włosy w miękkim wydaniu, olej może się u Was lepiej sprawdzić :)

2. Serical, Crema al Latte

Maska, którą wszyscy nazywają Kallosem, a właściwie Serical Latte i Kallos Latte to dwie inne maski różnych firm ;)

Myślę, że po zużyciu ponad dwóch litrów mogłabym się zabrać za recenzję ;)

O zapachu wiele już napisano ;) Faktycznie Kallos pachnie kokosowo i mlecznie, więc mamy budyń kokosowy. Konsystencja mojego pierwszego opakowania była raczej żelowo-woskowa niż kremowa, przypominała mi trochę odżywki Beauty Formulas. Druga maska była kremowa. I chyba właśnie z woskowej konsystencji bierze się kolejna cecha maski, czyli… niesamowita wydajność. Zużywam jej ponad dwa razy mniej niż innych.

Jako drugie O w OMO maska jest świetna. Zaskakująco nabłyszcza włosy, dociąża, wygładza je, są wręcz śliskie, a efekt staje się coraz silniejszy z czasem.

Jako pierwsze O w OMO: przez to, że jest tania, wydajna, wielka i działa dobrze, po pewnym czasie zaczęłam używać jej w taki sposób. Spisuje się świetnie, pomaga w rozdzieleniu włosów pod prysznicem, wzmacnia dobre działanie jakiejkolwiek odżywki czy maski użytej jako drugie „O”. Rozcieńczam ją, żeby łatwiej się nakładała i starczyła na dłużej. Jestem w trakcie trzeciego słoika, mam już w zapasie kolejne dwa. Kallos przebija mojego poprzedniego faworyta (Mrs. Potters), głównie ceną: za 10 zł mam dwa razy więcej produktu, który dodatkowo mogę o jakieś 20% rozcieńczyć.

Jako odżywka do mycia: rozcieńczona. Działa bardzo dobrze. Włosy przy skórze głowy są czyste i gładkie, skóra nie swędzi, przynajmniej jeśli nie używam Kallosa więcej niż jeden raz. Włosy na długości są gładkie i bardzo błyszczące, nawet bardziej niż kiedy używam jej w standardowy sposób, ale tak mam ze wszystkimi odżywkami, kiedy użyję ich do mycia, nie mam pojęcia dlaczego.

A jako bonus do recenzji krótka historia mojego pecha: pewnego pięknego dnia otwarty słoik z maską wypadł mi z ręki i pobrudziłam cały stosik ubrań męża (wszystkich, jakie miał, bo byliśmy u mamy na święta), dywan, oraz plecak. (Chwila na owacje. Dziękuję.) Dopiero wtedy zobaczyłam jak śliska jest maska, pomimo braku silikonów – jest to aż dziwne. Taka konsystencja bardzo utrudniała oczyszczenie ubrań, a nawet kiedy tkaniny przestały być śliskie, zostały na nich białe plamy, których nie usunęło pranie i pomogło dopiero długie moczenie ubrań w wodzie z proszkiem. Z rąk również trudno zmyć maskę, co zauważyłam już na początku używania jej do włosów. Nie jest aż tak źle jak w przypadku silikonowych serów, ale jednak śliskość Kallosa jest… dziwna, przynajmniej dla mnie.

Dodam też, że na początku byłam mocno rozczarowana Kallosem. Później odkryłam, że używana w tym samym czasie regenerująca odżywka Unique wysuszała mi włosy i psuła działanie wszystkich innych produktów. Dlatego tak ważne jest dokładne, przemyślane testowanie nowości ;)


Eksperymenty z falami: loki na opasce

Fightthedull mnie zainspirowała. Przed wyjazdem do opery w sobotę postanowiłam spróbować. Poległam. Zanim zakręciłam choćby połowę włosów, byłam daleko za połową obwodu opaski, a starałam się zawijać włosy najciaśniej jak się da. Potrzebowałabym chyba trzech opasek, a to jest niewykonalne ;) Bardzo żałuję. Loki mogę zrobić innym sposobem (mam swój sprawdzony) ale to upięcie podoba mi się nawet jako gotowa fryzura. Może uda mi się ją zrobić z części włosów ;)

Nadal mam jednak wskazówkę dla tych z Was, które męczą się z odwinięciem włosów z opaski: spróbujcie użyć otwartej opaski, którą można związać a później zawiązać. Ja użyłam rajstop – obcięłam jedną nogawkę i długość była idealna. Do tego materiał jest elastyczny. Kiedy loki są gotowe możecie rozwiązać opaskę i wysunąć ją z włosów. Loki opadną ładnie, bez splątań.

______________________________

Combinations:

I participate in Anwen’s action “Sunday for hair” so I post some combinations in separate entries. This month, I did not discover any new combination that would be worth describing.


Experiments:

Washing: methods and products

Some time ago I lost patience for foam-making bottles. They were all working well only with the first portion of shampoo, just after I mixed it with water, and during the next few washes they weren’t working properly. When the bottle stands for a day or two, the shampoo separates from water and falls to the bottom. Even when I shake it all well, it does not dissolve completely. I can see flakes of shampoo floating in water and they choke the pump. I do not want to mix a fresh portion of shampoo before each wash, every two days, because this would be opposite to making the process easier. Anyway, I was struggling with a bottle, trying to press the pump, through 3 out of 4 washes. After a month all the bottles would stop working. Buying an empty bottle from ZSK each month for 7 PLN or buying any foam product just to use a bottle is a bad idea, financially. So I went back to an ordinary small bottle, which originally contained a body balm. I changed the shampoo and water ratio, from 4:10 to 3:10 because, as I use more of the whole mix now, I wanted it to be less concentrated.

The second issue is my always frizzy hair. It’s ridiculous. My length is always smoother than the hair around my head. And when I tie it, only the frizzy, matte part is visible. Only two shampoos do not cause frizz for me. I am getting tired of looking for a few more, and I think I will stay with those two. Applying a bit of conditioner on my hair around the head solves the problem, but one day I thought that it’s better to prevent frizz than to cure it. Why drying out hair with a shampoo (no matter if it’s delicate and extremely diluted, my hair is matte and frizzy anyway) and then rescuing it with a conditioner, if I can wash it in such a way that it doesn’t get dried out at all?

This is how I got back to Babydream fur mama Wohlfuhl bad bathing balm. I tried it first when I switched to sulphate free care – I was trying to save my scalp while I was waiting for my appointment with a dermatologist. It gave me more itching and flakes. Now, when I have my scalp under control, I took one more chance, this time for the sake of hair.

Just as it was before, after 2-3 washes in a row BDFM makes my hair go greasy faster. It’s not a problem, I was planning to use it interchangeably with one of my usual shampoos (which is, most often, one of Natura Siberica shampoos). But a worse problem appeared: itching and a layer of dead skin cells. I quickly lost everything I gained with fenugreek and Cerkogel. I hope I will be able to calm my scalp again… And I won’t use the BDFM balm.

I decided I will stay with what I have now: mild shampoo and conditioner applied close to the scalp. If I am cautious, I can avoid putting conditioner on the skin and itching doesn’t come back. But a conditioner is not always enough. The heavier ones (Biovax) usually do the job and smooth my hair quite nicely. Too bad that when I come home it’s usually late and I want to wash my hair at once, so that it has time to dry. Sometimes I manage to apply some oil above the ear line and give it at least 30 minutes to work, but I wish I was able to oil my whole hair more often. Maybe the problem with frizziness will disappear when babyhairs grow longer? You noticed that I struggle with products instead of dropping those that don’t work and looking for better ones. But the problem with shampoos is that almost all of them don’t work – because they are too strong – and I have to look for different methods rather than products. It’s not perfect, but I will stay with the method that works for me at least partially and doesn’t require opening a laboratory before every wash. Unless you have any other ideas and suggestions. I will happily consider them, because I have ran out of my own ones.

But there is the problem with diluting shampoo, which is connected with my second experiment.


Lanolin

That was hard. Literally. Some time ago I read that lanolin makes hair smoother, so I bought a jar on ZSK. Recently I decided to make my oil and lanolin mix, assuming that pure lanolin would be too heavy. It’s like toffee – dense and sticky. The goal was to create something similar to Babydream nipple ointment, which was removed from Polish Rossmann shops some time ago.

Lanolin was half of my mix. The other half were oils: Hipp baby oil and Baikal Herbals nourishing oils (each was more or less ¼ of the whole mix). This is still less lanolin than in a recipe I found on a different blog. The mixture was dense, but I did not expect the consequences to be so serious. I applied lanolin for the whole day, just like I usually do with oils. It was the first time, so I put it on dry hair – the basic version. I washed it off like all oils – with diluted Kallos Latte DT. When I squeezed the excess water out of my hair I just could not run my fingers through it – it was that sticky. Entire strands remained between my fingers, which was scary. Only double wash with undiluted Natura Siberica shampoo helped. Although I didn’t have lanolin on the hair around my head, I washed it too.

I was afraid that my hair will be dried out after a wash like this. Remember my post- clarifying and chelatinghair? I applied conditioner on it, but I know it well enough to know it might not suffice. In the morning I was surprised: despite the dense shampoo (even if used with conditioner) my hair around the head was soft and smooth. Much less frizzy than it is after my regular wash with diluted shampoo and conditioner. This made me decide to try one more thing. After all, it’s a simple experiment which doesn’t require buying new things, mixing stuff… And I can always go back to the method that is closest to ideal – diluted shampoo and a bit of conditioner applied around the head after it.

During the following try – but I decided to do this just once, as an exception – I washed my hair with undiluted shampoo and I did not put any conditioner on the sections above the earline. Smoothness again, and shine.

I will be using undiluted shampoo and applying conditioner on my hair close to the scalp for the next few weeks and I will let you know what happens. There is the risk that the effects are good now and with time my hair will become seriously dried. But since it looks simply bad now anyway… I may as well try it.

I am really fed up with this struggle. Diluting, measuring, being cautious with conditioner to avoid itching… I can manage my length, though I still haven’t found the best methods and products. But when it comes to the hair higher up on my head, I just don’t know what to do. Maybe the simplest thing will work and I will laugh at those years of experiments.


Reviews:

At the end of March and in April I was using a few products that do not deserve separate reviews. I do not want to post reviews as 8 out of 10 posts here, so I decided to describe in detail just those products that are really good, or the really bad ones, but I would prefer to throw the second ones as mini-reviews once a month too.

1. Babushka Agafia’s regenerative hair oil

The smell reminded me of Johnson’s baby oil and although it is not paraffin (mineral oil) in the baby oil that smells this way but a perfume added, I decided to check the ingredients of BA oil on the manufacturer’s website. Apart from the smell, Babushka Agafia’s oil reminds me of Johnson’s baby oil because it is so, so easy to spread on the hair. Sliding my palms down my hair, from earline to the ends, I can cover it all with this oil. It’s not sticky at all, and it’s very slippery. So far, I have had just one such oil (apart from the mineral one): Babydream fur mama. It turned out there is no mineral oil in Agafia’s product, but there is soybean oil in the first place on the INCI list, which, according to the label (Russian – English one) is far below. This would explain the oil’s similarity to BDFM oil, but, interestingly, pure soybean oil worked differently for me. I do not think we can check which version is true. Theoretically it doesn’t matter. It would be worse if the oil turned out to be full of synthetic substances. On the other hand, soybean oil does not work for my hair at all (and the Babydream fur mama one made it frizzy), so it would be good to know what to buy and… what not to buy. Although… I am not sure if I would resign from buying this oil just because it has soybean oil in the first place on the list. Pure soybean oil and BDFM oil which is based on it did not work for me, but Alterra Birch and Orange oil is my miracle :)

Ingredients as listed on the manufacturer’s website: soybean oil, burdock oil, sea buckthorn oil, fir oil, thyme extract, Baikal skullcap oil, olive oil.

Ingredients as listed on the Russian-English label: : burdock root extract, Siberian pine seed oil, golden currant oil, bearberry oil, soybean oil, olive oil, vitamin E  preservative).







It’s hard to choose an oil if you don’t really know the ingredients… Anyway, it turned out that it works quite well, it makes my hair a bit bouncier, shinier and softer, but I will not buy it again, as I prefer my hair heavy and smooth, as opposed to soft and light. But if your hair likes lighter oils or if you like your hair light and soft, this oil may work great for you :)

2. Serical, Crema al Latte

A DT everyone calls Kallos, but Serical Latte and Kallos Latte are two different masques made by two different manufacturers ;)

I think that since I’ve used up more than 2 litres of this masque, it’s high time to write a review ;)

A lot has been written about the smell ;) Indeed, Kallos Latte smells a bit like coconut and a bit like milk. The texture of my first one was wax or gel-like, something close to Beauty Formulas conditioners, the second one was more creamy. I think it’s the wax-like texture that makes this DT so efficient. I use twice less of it than in case of other similar products.

As the second C in CWC it works great, adding surprisingly much shine to my hair. It also gives me more weight and sleekness. The effects builds up, the more I use it.

As the first C in CWC: as it’s cheap, efficient, huge, and works great, so after a while I started using it as the first C in CWC. It works awesome here too, making it easier for me to comb through my hair in the shower and improving any second conditioner or DT. I dilute it for easier application and simply to save it. I am in the middle of my third jar, and I already have two more. Kallos beats my previous favourite condish, Mrs Potters with Ginko Biloba and Keratin, mainly because of the price: for 10 PLN I have twice more product, and another 20% more when I dilute it.

As a washing conditioner: diluted. Great effects. Hair close to the scalp is clean and smooth, the skin doesn’t itch, provided that I don’t use the conditioner more than once. My length is smooth and very shiny. Even shinier than when I use the DT in the standard way, but it is so with all conditioners for me, I don’t know why.

As an extra element of the review, you get a short story of my bad luck: one beautiful day, I dropped the opened jar with Kallos Latte and it left spots on a whole pile of my husband’s clothes (all he had at that time, as we were visiting his mum), the carpet and a backpack. (Now’s the time for ovation. Thank you.) And then I saw how slippery Kallos Latte is, even though it has no silicones. It’s strange. Its texture was making it hard for us to clean the clothes, and even when the fabrics were not slippery any more, there were white spots on them, which didn’t go off in the laundry. When I let the clothes soak into water and washing powder for longer time, it helped. It was also difficult to remove the DT from our palms, which I noticed when I started using it for my hair. It’s not as bad as with silicone serums, but it’s still strange, at least for me, how slippery Kallos Latte is.

I can also add that at the beginning I was disappointed with how this masque works. Then I discovered that a conditioner I was using at that time, Unique regenerative conditioner, was drying my hair out and ruining effects of all the other products. This is why it’s so important to plan well your tests of new things :)


Experimenting with my waves: headband curls

Fightthedull inspired me. Before I went to an opera, I decided to give the method a go. And I failed. Long before I twisted one half of my hair I was well past the half of the headband. And I was placing the coils as tightly as possible. I think I’d need three headbands, which is impossible ;) I do regret. I can create curls using a different method (I have a trusted one) but I really like the look of the headband as a ready updo. Maybe I will manage to make it using just a part of my hair ;)


But I still have a tip for those of you who struggle with un-coiling hair: try using an open headband that you can knot and then un-knot. I used tights – I cut off one leg and the length was perfect. Plus the fabric is stretchy. When your curls are set you can just unknot the band at the back and slide it out of your hair. The curls will fall nicely with no tangles and no struggle ;) 

Komentarze

  1. u mnie płyn BDFM zupełnie się nie sprawdził. Włosy były całe posklejane, trochę jak wata cukrowa. Z rajstopami zamiast opaski bardzo dobry pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie myję włosów rozcieńczonym szamponem. Nie chce mi się, a też nie zauważam, żeby przynosiłoby to jakieś negatywne skutki.
    U mnie jest dość odwrotnie. Puszy się dół, a zdrowa góra prezentuje się dość znośnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po kilku tygodniach mycia stężonym stwierdzam, że właśnie rozcieńczanie przynosiło negatywne skutki. A zwłaszcza myślę o tym dzisiaj, kiedy mam bardzo gładkie, błyszczące włosy.

      Usuń
  3. Zawsze możesz podzielić włosy na pół i każdą połówkę zakręcić oddzielnie. O, tak: https://www.youtube.com/watch?v=p1ZgOhopgL8

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, Torrin! <3 Tak ją kocham, a mam takie zaległości... W wakacje nadrobie, Kupię chipsy i będą oglądała Torrin cały dzień, albo dwa.

      Usuń
  4. Co do mycia głowy, polecam Ci przygotowanie własnego szamponu. Wiem, że właśnie nie chcesz mieszać, odmierzać, i kombinować, ale z drugiej strony porcję szamponu namieszałabyś raz i miała przynajmniej na miesiąc. Dobór wyłącznie składników, które służą Twoim włosom i skórze głowy i dodanie minimalnej ilości detergentu może być idealnym rozwiązaniem dla Ciebie. To prosta sprawa jest, a satysfakcja ogromna! :) U mnie różnica między kupnym a samodzielnie przygotowanym produktem to jak między lizakiem za 20 groszy a domowym tortem z owocemi - to słodkie, i to słodkie, ale jakość zupełnie inna. Z gotowych produktów polecam też do mycia skalpu miodowe mydełko Łaźnia Agafii (wiem, że truję o nim niemiłosiernie, ale to dlatego, że jest naprawdę dobre), ma skład bliski samorobionemu produktowi, a konsystencja gęstej pasty umożliwia aplikację wyłącznie na skórę głowy, z pominięciem włosów - rozsmarowuję cieniutką warstwą w dłoniach i już.

    Z tym olejkiem mnie załamałaś. Wygląda, jakby polska etykieta była naklejona do zupełnie innego kosmetyku. Mam akurat wzmacniający i sprawdziłam, ale mój ma jeszcze inny skład. Mam wersję zza wschodniej granicy, więc etykiety w polskim języku w ogóle brak.

    Namówiłaś mnie na serical, miałam ją dawno, dawno temu i chyba już pora na nową. Dramers wystarczał mi na 3 miesiące, potters na 3, myślę, że "kallosa" spokojnie używałabym przez 4. ;) Mam w mieście hurtownię fryzjerską, ale boję się tam iść. Chyba że wzięłabym zero torebek, kart i portfeli, i tylko 20 złotych w ręce. ;)

    Tak myślałam, że masz za dużo włosów na loki na opasce, a widziałaś już takie ogromne twistery? https://www.youtube.com/watch?v=23o42ufm62o

    Szukałam czegoś innego, ale nie pamiętam jak się nazywało i nie mogę znaleźć, chodzi o robienie koka takiego jak na opasce za pomocą szala/apaszki złożonego na pół. Ale te twistery też ciekawe, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *potters tylko na 1 miesiąc, za dużo wylałam z siebie słów ;)

      Usuń
    2. A ja chcę takie włosy, żeby chcieć takie twistery ;)

      Usuń
    3. Wie ktoś może gdzie takie sprzedają? Chcę to mieć, koniecznie!

      Usuń
    4. Znalazłam tylko takie: 35 cm http://allegro.pl/klasyczny-czarny-twister-wypelniacz-do-wlosow-koka-i4242064971.html i 33 cm http://allegro.pl/wypelniacz-do-kokow-twister-czarny-33cm-3-99sztuka-i4191806338.html
      Znalezienie czegoś na ebayu w setkach ozdób do włosów graniczy z cudem ;)

      Usuń
    5. Szczerze? Te z allegro nie podobają mi się. Przez te pokarbowane brzegi i wytłoczenia jednoznacznie kojarzą mi się z czarnymi wkładkami które kupuję w rossmannie... Na yt pokazywali zaś takie gładkie i wyglądały bardzo fajnie. Tak że na razie sobie odpuszczę ale będę od czasu do czasu sprawdzać czy gdzieś nie będzie takich jak ja chcę.

      Usuń
    6. Twistery niezłe :) Wyglądają na takie cudownie miękkie... :) Mam stare klasyczne hairagami, z tych co kiedyś wycofali z produkcji bo metalowe blaszki wychodziły z materiału i przecinały dzieciom ręce, typowy problem z chińskimi produktami. Dostałam jedno jeszcze na bazarze (a gdzieżby indziej;)).

      A o szamponie zacznę myśleć. Bardzo boję się, że namieszam sobie na głowie jeszcze bardziej. Po kilku użyciach BDFM leczę bałagan do teraz... :( Jak to ogarnę, zabiorę się za szampon robiony w domu :)

      Usuń
  5. Te fale ostatnie, które pokazywałaś na blogu były meeeeega

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana, wiesz... jestem z Ciebie dumna za decyzje jakie czytam co podjęłaś. Warto dać włosom coś innego, przestać nadmiernie kombinować i zobaczysz, że odwdzięcza się pięknym wyglądem. Może szampon nie rozcieńczony ich aż tak mocno nie przesuszy. Mój sposób na uniknięcie swędzącej skory głowy (bardzo często u mnie jak nawet kropla maski czy odżywki tam trafi) to tak na prawdę zabezpieczenie jej szamponem. Mam 2 sprawdzone i nie będę już więcej eksperymentować co i widzę u Ciebie z decyzją, słuszna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet mnie czasem zdarza się wymyśleć coś, do dla odmiany nie prowadzi do kosmicznej katastrofy :D

      Usuń
  7. Dużo użyłaś tej lanolinki? U mnie to zawsze była odrobina wyciśnięta na czubek palca. Włosy to spijały. Jeśli masz sprawdzone szampony to warto się ich trzymać. Będę wierna oczyszczaniu włosów raz na jakiś czas mydłem hammam- własnie ze względu na skalp. Mój skalp lubi oczyszczanie i też swędziałby po samej odżywce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie dużo. Pewnie nawet nie łyżeczkę. Strasznie było.

      Usuń
  8. Nie rozcieńczam szamponu, kilka razy próbowałam, ale wtedy zdarzało mi się nie domyć ładnie włosów, nie zauważyłam też, żeby nierozcieńczony robił mi krzywdę.

    Ja w ogóle nie umiem robić loków na opasce, raz, że zajmuje mi to masę czasu, a dwa, że nie umiem wyplątać z nich bezboleśnie opaski, nawet jeśli jest to chusteczka, którą rozwiązuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak dalej pójdzie, sama zacznę twierdzić "Nie rozcieńczam szamponu." Jeszcze "tylko" kilka tygodni obserwacji.

      Usuń
  9. W końcu znalazłam dziewczynę z identycznym typem włosów! Jeśli ktoś ma mega cienkie to nieważne jakby się starał to cholernie cieżko jest poprawić ich stan. Geny niestety, obawiam się, że swoich włosów nigdy nie zaakceptuję, przeszło dwa lata jestem włosomaniaczką, dziesiatki kosmetyków z różnych półek cenowych, ziołowe itd, saune na włosów u fryzjera kilkakrotnie, próbowałam już wszystkiego, mówią że nie można się poddawać, ale jeśli nie ma się szans na 'wygraną' to trzeba się juz tylko pogodzic i to zaakceptować. Życie jest niesprawiedliwe w każdej dziecinie. W rozpuszczonych nie chodzę, bo takie 'przesuszone' wyglądają tandetnie. włosy powinny być ATUTEM kobiety, a mi co rano i w trakcie dnia tylko kompleksu przyswarzają. A wiadomo czując że ma się piękne włosy to automatycznie czujemy się lepiej. Lśniące, gładkie i nie ważne czy proste cy kręcone wyglądają estetycznie. A suche puchate jakby się o nich zapominało i o nie nie dbało..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to frustruje. Bardzo. Bardzo, bardzo. Jak patrzę czasem na historie włosowe i to co niektórzy dają radę osiągnąć w rok czy pół, opadają mi ręce. Dużo zależy od typu włosów, ja mogę robić wiele a i tak wystarczy jedno mycie bez maski czy oleju żebym miała po prostu suche włosy, wyglądające na kompletnie zaniedbane. :(

      Usuń
  10. Nie będę komentować każdego zdania w Twoim poście chociaż napisać mogłabym wiele. Ale ostatnio jestem bardzo nieelaboratowa.
    Powiem Ci tylko że jeśli jesteś uzależniona od pompowania szamponu to polecam Ci zrobić mieszankę w buteleczce po olejku alterra. Sama tak robię i nic się nie zapycha, nic nie zacina (nigdy!) i można nałożyć szampon przy samej skórze głowy. Tyle że szampon się nie pieni. U Ciebie powinno się sprawdzić bo używamy podobnych szamponów, zawsze po rozpuszczeniu szamponu pojawia się u mnie ten sam osad który potem już idealnie się nie rozpuszcza.
    Jeśli nie masz takiej buteleczki to mam jedną na zbyciu, daj znać to Ci ją wyślę. I dorzucę próbki henny, i zdjęcia tego co wyszło na moich włosach z jej użyciem.

    Hm, dodam jeszcze że co do szamponów to jestem ostatnio bardzo rozdrażniona ziołowością moich szamponów. Wkurza mnie ten niepotrzebny osad, to że w szamponie mam jakieś zielsko i cholera wie co jeszcze. Tak jakbym nie mogła mieć w szamponie minimum niezbędnych składników. Mam paskudne wrażenie że puch, przesusz, nagłe przetłuszczanie się włosów albo oblepienie ich to wina tego szamponu. Chyba nie wytrzymam i skonstruuję sobie własny. Mam dość cudów babci agafii i spółki które nie mogą po prostu myć tylko muszą być przy okazji napakowane okazami wszystkich ziół rosnących w promieniu 500 km od jeziora Bajkał. Albo propolisem. Albo olejkami, o zgrozo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "szampon się nie pieni" - miałam na myśli oczywiście że z pompki leci płyn a nie piana. A nie że detergenty w cudowny sposób tracą wszelkie zdolności pianotwórcze po spotkaniu z taką pompką.

      Usuń
    2. W sensie że mam być ja i szklana butelka i mokre ręce? To będzie ciekawe. Zwłaszcza, że brodzik mam nie plastikowy a murowany i wyłożony maleńkimi płytkami. Zapowiada się kiepsko :D W ogóle lubię te butelki ze względu na świetne pompki i zastanawiam się czy sobie nie zostawić z jednej jak zużyje olej, ale to, że są szklane trochę mnie przeraża. Myślę, że byłyby tańsze gdyby to był plastik.

      Na razie nierozcieńczany się sprawdza bardzo dobrze :)

      Usuń
    3. Mi się ta buteleczka z dłoni ani razu nie wyślizgnęła. Zawsze można ją okleić antypoślizgową taśmą. Mi się szklana podoba, jedynym problemem jest to że potem żal mi wyrzucać. I nie wyrzucę bo te buteleczki są po prostu zbyt dobre.

      Zamówiłam półprodukty na szampon. Chcesz odlewkę na hydrolacie lipowym czy na wodzie? 50 czy 100 ml?

      Usuń
    4. O rany, aż nie wiem co chcę :) Nie wiem! W ogóle boję się. Ciągle nie mogę zwalczyć bałaganu na głowie, chociaż jest lepiej.

      Usuń
    5. W piątek lub w poniedziałek wyślę Ci paczuszkę. Co prawda nie mam żadnych fajnych nowych mazideł żeby Ci wysłać odlewki ( mój odżywkowy odwyk zbliża się ku końcowi, najpóźniej w lipcu zużyję wszystkie, wszyściuteńkie odżywki, i kupię sobie dwie albo 3 nowe, już wiem jakie, i zaraz po zakupię będę mogła ich używać a nie czekać pół roku aż zużyję inne!), ale mam parę innych rzeczy które powinny Ci się spodobać i przydać =)

      Usuń

Prześlij komentarz