Rosyjskie zamieszanie ~ The Russian trouble



Na początku byłam wściekła. Zwrot "aqua with infusions of" był dla mnie jasny od początku, ale historie, które zaczęły pojawiać się niedawno wyczerpały moją cierpliwość. Zaczęłam się po prostu bać. Jakiś czas wcześniej okazało się, że kosmetyki z serii Ruska Bania wcale nie mają idealnie naturalnych składów, lista na opakowaniu po prostu nie zawiera sztucznych substancji, które tak naprawdę pomiędzy wyciągami się znajdują. Zamiast informacji, że jest to lista wszystkich naturalnych substancji (i tylko ich), spis został oznaczony jako pełen skład. Można było znaleźć kompletną listę składników w sieci, więc w pewien sposób wiedzieliśmy, co się dzieje. Oryginalne etykiety często różnią się od polskich, a na stronach producentów podane są jeszcze inne składy. Ale w porządku. Wystarczy się dokopać do składu, który jest najprawdopodobniej prawdziwy.

Przestraszyłam się dopiero, kiedy pojawiły się historie o omijaniu certyfikatów i produkowaniu kosmetyków gdzieś w piwnicach, opowiadane przez osoby, które pracowały przy produkcji lub tak twierdzą.  Przeczytałam w tłumaczeniu cały wywiad z właścicielem marek rosyjskich kosmetyków. (Translator Google jest absurdalny, nawet kiedy tłumaczymy tekst na angielski, który jest szerzej używanym językiem więc można się spodziewać lepszego dopracowania programu, do tego ma o wiele prostszą niż polski gramatykę.) I nie znalazłam niczego, co sprawiłoby, żebym wylała czy wyrzuciła wszystkie rosyjskie kosmetyki. Niepokoi mnie tylko informacja, że niektóre są certyfikowane a inne nie (przy niepewnym założeniu poprawności tłumaczenia). Ale w takiej sytuacji wystarczy dobrze przyjrzeć się opakowaniu. Na szamponach Natura Siberica (sprawdziłam swoje nowe i starsze butelki) są oznaczenia certyfikatów z numerami, pozwalającymi je zweryfikować. Na butelce balsamu fińskiego Planeta Organica jest tylko znaczek informujący o tym, że produkt posiada certyfikat organiczności, ale nie wiemy jaki dokładnie. Trudno. Dla mnie to nie problem, nie używam rosyjskich kosmetyków ze względu na certyfikowaną organiczność (jeśli już to naturalność), bardziej liczy się działanie.

Nigdy nie skreślałam produktów ze względu na słaby skład. Dobrze, że wszystkie tego nie robimy, bo Kallos Latte zostałby nieodkryty. Nie użyję kosmetyku, jeśli zawiera wysoko wysuszający alkohol (będący substancją, która w nadmiarze zaszkodzi włosom chyba większości z nas) albo siarczan (to akurat nie jest zło ostateczne, po prostu mnie przeszkadza). Ale zwyczajnie średnie składy mnie nie odstraszają. Jasne, że bez substancji nawilżających, odżywczych, zatrzymujących wodę taka, powiedzmy maska, działa tylko na powierzchni włosa, szybko ale pozornie poprawiając jego wygląd. Jeśli ma się tego świadomość, czyli w przypadku danego produkty nie liczy się na prawdziwe nawilżenie i tak dalej, nie ma w tym nic złego. Sama czasem używam na przykład maski Elseve Cement-Ceramid: typowo silikonowa mieszanka.

Nie podobają mi się nieścisłości w listach składników. Ale czasem to po prostu jeden olej więcej czy mniej. Nic szkodliwego. A teraz… Na chwilę przestraszyłam się zwierzeń osób pracujących przy produkcji linii Babuszki Agafii. Doniesienia o podrażnieniach mnie nie dziwią, każdy produkt może uczulić. Ale to rzekome omijanie certyfikatów… To nie musi być prawda. I pewnie nie jest, Unia Europejska ostatnio przecież wzięła się za linię Natura Siberica do tego stopnia, że mamy nowe składy, standardowy sposób zapisywania składników (bez „Aqua with infusions of”) i angielskie etykiety. Nie wszystkie kosmetyki dostępne w drogeriach mają certyfikaty organiczności i nie panikujemy. Brak certyfikatu nie oznacza, że rosyjscy producenci podali nam listę świetnych wyciągów, tak naprawdę w produkcie nie ma ani jednego, a zamiast nich mamy same szkodliwe substancje. Być może nie piszą na etykietach wszystkiego, ale w większości przypadków można się dostać do pełnego składu i założyć, że to błąd przy dystrybucji a nie celowe działanie producenta. Nie ma sensu patrzenie na wszystko, co rosyjskie przez pryzmat przekrętów. Niech produkują gdzie chcą, ale dopóki sprzedają towar w UE, podlega on europejskim kontrolom. Nie mamy szans sprawdzić, czy wszystko to, co wymienia etykieta (i nic ponadto) jest w produkcie. Ale tak samo nie możemy tego zrobić w przypadku popularnych drogeryjnych marek. Zakładam, że skądkolwiek pochodzą kosmetyki, podlegają podobnym normom i kontrolom. Nie będę więc przyjmowała, że akurat Rosjanie na pewno robią jakieś przekręty.

To, co mam zużyję. Rosyjskie szampony mi służą, chociaż nie wszystkie, zachwyciły mnie tylko dwa ale to i tak dużo ;) I pewnie kupię więcej. Będę zwracała uwagę na certyfikaty na opakowaniach, poszukam informacji o składnikach najbliżej źródła – na stronie producenta. Od początku zachwycała mnie polityka Natura Siberica – wspieranie lokalnych społeczności i współpraca z nimi przy pozyskiwaniu tradycyjnych składników. Nie chcę nagle zacząć myśleć, że to nieprawda. Nawet gdyby ktoś chciał być cyniczny i pisać piękne historie dołączane do szkodliwych kosmetyków, czy międzynarodowa kontrola jakości by na to pozwoliła?

Dziesięć głębokich wdechów, panie i panowie. Wystarczy czytać i kierować się działaniem produktu a nie (wyłącznie) składem i krążącymi opowieściami. (Przy patrzeniu na działanie trzeba oczywiście myśleć o tym, że silikonowe serum może działać świetnie, ale super odżywcze nie jest, stąd punkt pierwszy – o czytaniu o zdobywaniu informacji.) Ale poza tym… nie sądzicie, że czasem przyda nam się podskoczyć, pomachać rękoma, pogadać do mężów jakie to wszystko paskudne, było tak pięknie a ktoś mówi, że to wszystko nieprawda… a jednak prawda? ;)

Czuję się bezpiecznie, kiedy wiem, że ktoś szuka informacji, których mi nie przyszłoby do głowy szukać, że nas ostrzega. Niniejszym dziękuję Gapie. Tym razem sama nauczyłam się przy okazji, że nie warto panikować.

Jakie jest Wasze podejście do tej sprawy? Nadal ufacie rosyjskim kosmetykom?

_______________________

In the beginning I was angry. The words „Aqua with infusion of” has been clear to me from the very start, but the stories that appeared a moment ago made me lose my patience. I have started to be afraid, simply. A while ago it turned out that the Russian Banya series does not have that ideal ingredients at all. The lists on the packages are simply lists of natural elements, but the truth is that between them there are artificial substances. Instead of giving the information that this is just the list of natural extracts (and only these), the label makes us think that this is the full ingredients list. You can find the full INCI list on the Internet, so in a way we were able to see what was going on. Original labels are often different from the Polish ones, and still another thing is said on a manufacturer’s website. But this is fine. It is enough to dig out the INCI lists that seem true.

I got scared whan I read the revelations about circumventing certificate procedures and producing the cosmetics somewhere in basements, told by people who worked at Babushka Agafia production or at least they say they did. I read a translation of the whole interview with the owner of a few Russian beauty stuff brands. (Google Translate is an absurd thing, even when we use it to translate a text into English, which is much more common than Polish, so I would expect better quality of the final product. English also has much simpler grammar than the Polish language.) I have found nothing that would make me pour or throw away all Russian products that I have. I am only concerned with the fact that some of them are certified and some aren't (if we take the shaky assumption that the translation is correct). But in this case it is enough to look at the bottle closely. Natura Siberica shampoos (I checked all those that I have, newer and older versions) have their certificates well described, with numbers that allow you to verity them. What I found on Planeta Organica Finnish conditioner is just an information about a certificate for an organic product, but we do not know more. Well, let it be so. For me it is not a problem. I do not use Russian products because they are certified as organic (if anything, it could be the fact that they are natural). Effects matter much more.

I have never said „no” to products just because they have mediocre ingredients. It’s good we don’t all do that, because if we did, we would have never discovered Kallos Latte deep treatment. I will not use a product if is has a drying alcohol high on the list (which is, I guess, a substance that can damage any type of hair if we use too much of it) or if it has any sulphates (which are not evil, but personally I do not like them). But mediocre ingredients lists do not scare me off. Sure: with no moisturisers, nourishing agents or emollients a, let’s say, deep treatment, works just on the surface, making our hair look better at once. If we are aware of it, that is if, with this particular product we do not hope for some moisture etc., there is nothing wrong with it. I use such products sometimes, to take Elseve Cement-Ceramid DT as an example. It is a typically silicone mixture.

I do not like inconsistencies in INCI lists. But sometimes it is just one oil less or more. Nothing harmful. And now… For a moment, I was afraid of what some people who worked at the production are saying. Reports about irritation and allergy do not scare me, any product can cause that. And what they say about circumventing certificate procedures… It does not have to be true. And I assume it is not. The European Union focused on Natura Siberica lately, so much that we have new ingredients, the standard way of listing them (without „Aqua with infusions of”) and English labels. Not every product available in a drugstore has an organic certificate, right? And we do not panic. A lack of certificate does not mean that Russian manufacturers give us a list of amazing extracts and in fact none of these is present in the products, and we have dangerous substances instead. Maybe they do not write everything on the labels, but in most cases you can find the full INCI list and assume that the inconsistency is due to a mistake made in the process of distribution, and it is not an effect of deliberate manufacturer’s action. There is no point in seeing everything Russian as shady and unclear. Let them produce their cosmetics wherever they want to produce them, but as long as they sell in the EU, they must go through EU controls. We are unable to check if all the things mentioned on the label (and nothing more) are in a bottle. But we cannot do it in the case of popular drugstore brands either. I assume that, wherever the products come from, they must go through the same control procedures, and I won’t start thinking that Russians do some funny business here.

I will use up what I have. I like Russian shampoos, although not all of them. Two have amazed me, but two is a lot ;) And I will probably buy more. I will pay attention to certificates marked on bottles and I will look for information as close to the source as possible – on the manufacturer’s website. I have been amazed by Natura Siberica policy from the very beginning – they support local communities and cooperate with them in collecting the valuable ingredients. I do not want to start thinking it is not true. Even if someone was so cynical and wrote beautiful stories attached to harmful products, wouldn't international control ban that?

Take ten deep breaths, ladies and gentlemen. It is enough to read and follow the effects of a product and not (only) an INCI list and the stories. (When we assess the way something works, of course we have to remember that a silicone serum may work wonderfully but it is not nourishing, hence point one – about reading and collecting information.) But, apart from this… don’t you think that sometimes we need to jump up, wave our hands, talk to our husbands that it is all so nasty, it was so great and now someone says it’s not true… and then it is true again? ;)

I feel safe when I know that someone looks for a kind of information I would never think of. I am glad someone warns us. Thank you, and here I think about Gapa. This time I additionally learned it is not a good idea to panic.

What's your attitude? Do you still trust the Russian beauty products?

Komentarze

  1. Ja zwracam uwagę na skład, ale nie jet to wyznacznik, którym kieruję się przy zakupię, wolę poczytać opinie innych osób, jak działał, czy uczalał, czy nie szkodził. Dopiero wtedy je kupuję. Naturalny i wydający się idealny skład nie musi oznaczać, że kosmetyk jest dobry :)
    Bardzo ciekawy post :)
    Pozdrawiam Misi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ufam temu co działa na moich włosach, bez względu na skład. Jeśli coś pasuje moim włosom i TO WIDAĆ to na pewno będę do tego kosmetyku wracać, nawet jeśli będzie afera :D A maska drożdżowa jest cudem dla moich kosmyków, więc z niej nie zrezygnuję :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam tylko o zamieszaniu związanym z ostatnimi zmianami składów rosyjskich kosmetyków między innymi NS, ale o tym to nie wiedziałam! Jednak tak jak piszesz głęboki wdech i oceniajmy kosmetyki z głową po ich działaniu ;-)
    Anomalia

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie cała afera dot rosyjskich kosmetyków ( mam tu na myśli nie post Gapy ale raczej komentarze pod nim) była absurdalna i śmieszna. Nie chcę nikogo urazić ale spora część komentarzy była dla mnie tylko głupim, bezmyślnym nakręcaniem się i tworzeniem coraz większej paniki. Polecam przeczytać post Kaścyska na ten temat bo w nim jest wszystko dotyczące tej sprawy jasno i rzetelnie wyjaśnione.
    Jak dla mnie te afery równie dobrze mogłoby nie być, parę mglistych i nieuzasadnionych sugestii i wielka panika w komentarzach nie robią na mnie najmniejszego wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne wrażenia. Ja nigdy nie myślałam, że wszystkie rosyjskie kosmetyki mają certyfikaty. Pierwsze kosmetyki rosyjskie kupowałam, gdy jeszcze nie było szału na nie i w niektórych np. z serii apteka agafii pojawiały się parabeny, w innych SLS i na opakowaniu zawsze producent umieszczał te niefajne składniki. Poza tym na opakowaniach tych kosmetyków nie ma znaczków z certyfikatami, więc nie rozumiem żalów do producenta o to, że samemu nie potrafi się czytać. Z drugiej jednak strony niektóre sklepy internetowe wprowadzają w błąd - nie wszystkie sklepy umieszczają składy w Internecie, a w kategoriach kosmetyczki organiczne umieszczają te kosmetyki. Oczywiście jak ktoś przeszuka Internet to skład znajdzie :)

      Usuń
  5. Ja kieruję się tym, czy dany produkt mi służy. Nie przepadam za silikonami w odżywkach czy szamponach, i za mocnymi detergentami zbyt często. Ale i detergentów i silikonów czasami używam. Kosmetyki rosyjskie służą moim włosom. Po masce drożdżowej Agafii błyszczą jak oszalałe, a balsam na kwiatowym propolisie jest dla mnie uzależniający. Nie dajmy się zwariować tylko obserwujmy uważnie co kochają nasze włosy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tak samo ma balsam do włosów planeta organica i olejek babuszki agafii i jestem z tych produktów mega zadowolona:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Że tak powiem nieładnie - mam na to wy*ebane :-D jak coś mi służy to może być nawet z ekstraktem z ptasich odchodów :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo drogi i trudny do pozyskania składnik tak btw =D

      Usuń
  8. Zawsze zwracam uwagę na składy, a co do rosyjskich kosmetyków to jak dla mnie może coś mieć nie wiadomo co w składzie, a jeśli moje włosy polubią się z danym produktem to i tak go nie odstawię ! Pozdrawiam, Chomiś :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "Niech produkują gdzie chcą, ale dopóki sprzedają towar w UE, podlega on europejskim kontrolom. " Dokładnie tak uważam. Nie ma czego się bać. Do tego czytajmy składy, one muszą być sprawdzone zanim trafią na rynek (ta historia z ruską banią to jakiś ewenement i tyle, poza tym nieszczególnie w jej skład uwierzyłam).

    OdpowiedzUsuń
  10. Czym dalej w las świata chemii kosmetyków tym mam większy dystans i mimo nieścisłość nie mam problemu w ocenie danego kosmetyku. Widząc co jest, wiem co może być, gdzie może być nieścisłość i na prawdę mi takie sprawy nie przeszkadzają. Jest to jednak dla mnie sygnałem do nie kupowania produktów przez Internet. Wolę widzieć opakowanie ze składam, a nie wypisany na stronie sklepu gdzie często mi się zdarza widzieć nieścisłości i rozmijanie się składów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nadal ufam rosyjskim kosmetykom i napisze wiecej- choc moze zostane za to potepiona, predzej podejrzewalambym Polakow za kombinowanie i produkcje " w piwnicy", niz narod rosyjski ;) Poza tym, sa normy, Unia nie pozwolilaby sobie na takie odstepstwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie kosmetyki rosyjskie są takie same jak inne - trafiają się i buble i porządne rzeczy. Mnie jednak nie zachwycają. Przede wszystkim dlatego, że większość z nich robi z moich zdrowych, falowanych włosów suche siano. Puszy je i przesusza na dłuższą metę, choć ponoć skład niektórych to same emolienty.
    Szczerze? To wolę porządną maskę z Fructisa lub sklepowego GlissKura niż rosyjskie cudo, które cudem wcale nie jest.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie rozumiałam dziewczyn, które zareagowały w dość gwałtowny sposób.
    Wyrzucamy wszystko co rosyjskie! To nic, że maska świetni wygładza moje włosy, ale i tak niech leci do kosza...

    Ja kieruję się tym, co podpowiada moja skóra głowy i włosy. Jeśli coś im pasuje to nie mam zamiaru rezygnować z produktu, nawet jeśli ma wiele nieścisłości w składzie.
    Nic przecież nie jest idealne.
    Mimo wszystko oczywiście ze strony producenta zachowanie nie jest typowo fair, ale cóż poradzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, trudno mi pojąć to nakręcanie się ... Ja bardzo lubię rosyjskie kosmetyki, bo mi służą i nie zamierzam się ich wyzbywać czy zaprzestać używania. Panikary niech robią co chcą ;) ja będę dalej robić swoje ;P

      Usuń
  14. to już wiem czemu mnie większość rosyjskich kosmetyków podrażnia, nigdy nie wiadomo co w nich jest , ale jak kto odporny to może nawet nie zauważyć

    OdpowiedzUsuń
  15. mnie do tej pory nie zachwycił chyba żaden rosyjski kosmetyk, więc, kiedy już skończę, to, co jeszcze mam, moja przygoda z nimi dobiegnie końca. poza tym rosjanie to rosjanie i nigdy nie miałam pewności, co te produkty naprawdę zawierają i w jakich warunkach zostały wyprodukowane.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz