Dodawanie humektantów do szamponu ~ Adding humectants to shampoo

Kiedyś wymagałam od szamponu niewiele. Miał myć, i tyle. Nie zwracałam uwagi na dramatycznie napuszone po myciu włosy, myślałam, że są suche i taka ich natura. Później zauważyłam, że reszta świata jakoś nie ma siana na głowie ;) A jeszcze później trafiłam na kilka szamponów które nie tylko zostawiły moje włosy gładkie, ale również je nabłyszczyły. Nie do wiary!

A tak poważnie, mam suche włosy. Nawet te zdrowe, nigdy nie suszone i nie prostowane, pielęgnowane odpowiednio, są suche, po prostu. Muszę rozcieńczać szampony a niektóre, nawet te bez siarczanów i rozcieńczone z wodą są i tak dla moich włosów zbyt silne. Przykładem takiego stworzenia jest szampon Love2Mix z Jagodami Acai i Proteinami pereł. Ale to nic! Przecież mam pół lodówki półproduktów, których mogę użyć do złagodzenia szamponu! Tak oto zaczęłam dodawać do niego substancje nawilżające. 



1. Mleczan sodu: dodałam go 8% (objętościowo) do szamponu z jagodami acai (w butelce pianotwórczej, z wodą). Mogłam najpierw zmieszać mleczan sodu z wodą tak, żeby otrzymać 100 ml mieszanki i dopiero później dodać standardowe 40 ml szamponu, ale uznałam że taka ilość dodatku nie sprawi, że szampon będzie zbyt rozcieńczony.
Mleczan sodu zagęścił szampon do tego stopnia, że użycie pompki stało się niemożliwe, musiałam wylewać szampon na dłoń i nakładać go na włosy. W ten sposób zużyłam go więcej, i nawet obecność substancji nawilżającej tego nie zrównoważyła. Podczas płukania czułam, że włosy aż skrzypią. Po wyschnięciu okazało się, że są przeciążone (klejące i zbite w strączki) ale nie bardziej błyszczące. Były tylko gładsze. Połowę celu osiągnęłam, ale efekt lekkiego przeciążenia włosów i zbytnia gęstość szamponu (dodanie jeszcze większej ilości wody nie ma sensu, szampon byłby fizycznie rzadszy ale tak rozcieńczony chemicznie, że musiałabym używać go więcej i taka sama ilość detergentów trafiłaby na włosy) sprawiły, że mleczan sodu nie został moim nawilżającym dodatkiem numer jeden.

2. Kwas hialuronowy: 10% objętości. Efekt na włosach był podobny jak w przypadku mleczanu sodu: lekko klejące w dotyku włosy ale bez nabłyszczenia czy wygładzenia.

3. Gliceryna: 5%. W końcu coś pozytywnego. Włosy były miękkie, gładkie w dotyku i trochę bardziej błyszczące. Nie jest idealnie, ale jest lepiej niż po samym szamponie, a więc gliceryna trochę go ratuje.

4. Mocznik: dodałam go 10%. Najpierw rozpuściłam mocznik w wodzie, później dodałam szampon, który zazwyczaj od razu opada na dno. Wtedy jednak nie opadł. Po rozmieszaniu i odstawieniu butelki na jakiś czas opadł jednak tak jak zazwyczaj i musiałam go rozmieszać. W kwestii efektów, znów nie było świetnie. Włosy były trochę bardziej błyszczące, ale nie gładsze.

5. Mleczko pszczele: 5%. Znów nic wielkiego. Trochę bardziej błyszczące włosy, ale nie uzyskałam wygładzenia ani wizualnego ani w dotyku.

6. D-panthenol: 1%. Zero efektu.

To jeden z moich mniej udanych eksperymentów. Humektanty z resztą zadziałały podobnie dodane do odżywek czy masek. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest, ale na moje włosy po prostu nie działają. Więc następnym razem kiedy trafię na kiepski szampon, zostanie on po prostu żelem pod prysznic...

________________________________

In the past I didn’t expect much of a shampoo. Washing, and that was it. I didn’t pay attention to this hopeless frizz and dryness I had on my head after each and every wash. I thought my hair was just dry and it had to look in that way. Then, it stroke me that the rest of the world does not really walk around with haystack on their heads ;) And later I found a few shampoos that were leaving my hair smooth but also (!) shinier. Unbelievable!

Now seriously. I do have dry hair. Even the healthy section, the one that has never seen a blowdryer, forget a flat iron, the one I take proper care of, is dry. Simply. I have to dilute shampoos and some of them, even those sulphate-free ones, are still too harsh when diluted. An example of those is the Love2Mix Acai and Pearl Protein shampoo. This is not a problem, at all. Don’t I have a fringe half full of half-products? I do, so I can use them to make a shampoo milder. This is how I have started adding moisturisers to it.


1. Sodium lactate: I added 8% (measuring volume) of it to the Love2Mix shampoo, mixed with water in foam-making-bottle. I could have mixes sodium lactate with water first in such a way that I’d have 100 ml of it, and then add the usual 40 ml of shampoo. But I thought that such a little addition won’t really make the shampoo too diluted.
Sodium lactate made the shampoo so dense that it was impossible to use the bottle and I had to pour it on my palm and apply it on hair. This way I used much more of it and the presence of a moisturiser was not enough to balance that. I felt my hair was squeaky clean when I was rinsing it. When my hair dried it was sticky and clumped, and no more moisturised at all. It was smoother, so here I have a half of my goal. But the stickiness and density of shampoo (there is no point in adding even more water. The shampoo would be runnier physically but also too much diluted chemically and I’d have to use more, which means the same amount of detergents would end up in my hair anyway) disqualified sodium lactate from becoming my number one moisturising shampoo addition.

2. Hialuronic acid: 10% of volume. The effect was similar to the one of sodium lactate: my hair was slightly sticky to touch, but I didn’t have more shine or smoothness.

3. Glycerine: 5%. Finally there’s something positive. My hair was soft, smooth to touch and a bit shinier. It’s not perfect, but it’s better than after the shampoo alone, so glycerine makes it work a bit better.

4. Urea: I added 10% of it. First I diluted the urea in water and then I added shampoo, which usually falls down to the bottom at once, but it didn’t then. When I shook it and left he bottle for a while, it did fall down though, as it always does. When it comes to effects, nothing great, again. I had a bit shinier hair, but it wasn’t smoother.

5. Royal jelly: 5%. Nothing outstanding again. My hair was a bit shinier, but not smoother to touch or visually.

6. D-panthenol: 1%. Nothing at all happened.


This is one of my least successful experiments. Humectsnts added to DT/conditioner don't work well either. I have no idea why my hair just doesn't care when it comes to moisturising substances. Anyway, next bad shampoo will have to become a showe gel...

Komentarze

  1. eh, szkoda ze nie bylo jakis ciekawszych efektow. Za to napewno warto dalej eksperymentowac:))

    OdpowiedzUsuń
  2. ja z kolei w kiepskich szamponach piorę delikatne rzeczy lub myję nimi wannę ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. A może byłoby lepiej, gdybyś poza humektantami dodała jakichś olei? Wtedy substancje zostałyby we włosach (z tego przynajmniej co pamiętam, to humektant wnika, a emolient zatrzymuje go w środku, czy się mylę?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam cały czas o dodawaniu olejów do szamponu. Niedługo chyba spróbuję. Bo może faktycznie chodzi bardziej o emolienty a nie humektanty...

      Usuń
    2. Też tak myślę, że efekt może być lepszy dodając oleje :)

      Usuń
  4. może to kwestia pogody? Co jak co ale działanie humektantów bezpośrednio wiąże się z pogodą ;) Poza tym szampon to chyba nie jest jednak dobry sojusznik jeśli chodzi o wzbogacanie (poza glinką albo ziołami, które pomagają pielęgnować skórę głowy), bo jest na naszych włosach zbyt krótko aby głębiej zadziałać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze to pogoda, ale testowałam w różnych warunkach. I nic. Nic.

      To nie do końca chodzi o wzbogacanie, przez te 2 minuty kontaktu włosów z szamponem nie spodziewam się odżywienia ;) Ale już naprawdę mam serdecznie dosyć suchych, napuszonych często matowych włosów po myciu szamponem o nie wiadomo jak delikatnym składzie. Rozcieńczonym! Czyli chodzi raczej o... złagodzenie działania szamponu. Chyba tak można to określić :)

      Usuń
  5. Nie dodaję nic do szamponów, ponieważ szczerze nie działa to w moim wypadku. Wolę wzbogacać maski I odżywki ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. O tym nie pomyslalam, ale wolę je dodac do maski :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, mam identyczne włosy i już nie wiem jak je uratować. Szukam ciągle idealnego oleju, ale na razie bez rezultatów :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie szał zrobił np. olej Hipp, krem Anida z olejem makadamia, olej słonecznikowy, ze słodkich migdałów... Może któryś z tych się u Ciebie sprawdzi? :)

      Usuń
  8. Jak na moje oko to mogłaś po prostu dodać za dużo tych rzeczy, np. kwasu hialuronowego. Procenty liczysz już od mieszanki szampon+woda czy sam szampon?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od szamponu i wody :) Procent objętości od całości, czyli od 140 ml.

      Usuń
  9. Ja tak nie na temat... próbowałaś pacyfikować swoje babyhairs żelem lnianym? Ja robię teraz eksperyment, wymieszałam żel mrożący Joanna (zdecydowanie za mocny dla mnie) z lnianym i znowu wracam do stylizacji.
    Jak go nałożysz na wierzchnią warstwę włosów na głowie i zostawisz do zaschnięcia w twarde pasemka to po odgniecieniu powinnaś mieć spokój od większości babyhair. Spróbuj na początek sam lniany, on już powinien sobie nieźle radzić. Jak nie, to podeślę Ci trochę tego żelu mrożącego, on powinien dać radę już wszystkiemu, serio.
    Tutaj masz małe porównanie, ten sam szampon, ta sama odżywka, po prawo dodatkowo moja mikstura. Widać różnicę?
    http://i60.tinypic.com/9lfvxi.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żelu lnianego użyłam raz i miałam tak sztywne włosy, że mogłam je postawić pionowo. Z jakiegoś powodu płukanka (a więc siemię na mokre włosy) sprawdza się świetnie. :D Niby o sztywność chodzi ale... nie wiem. Jakoś nie spodobał mi sie efekt na całości włosów. Chociaż z baby hair mogę spróbować.

      Usuń
    2. A różnica jest... ojej.

      Usuń
  10. Widać nie zawsze warto bawić się w "udoskonalanie" gotowego produktu. Nie zawsze to co jest już w składzie kosmetyku może być z czymś połączone i po prostu pomieszane np. łyżeczką. Szkoda, że nie wyszło, ale chemia jest czasami bezlitosna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem :) Właśnie dała mi to poznać. Ale jak już wydałam pieniądze na szampon, chciałam chociaż spróbować go uratować :)

      Usuń
  11. O rany. Pogubiłam się już przy drugim półprodukcie. Brawo ! Mnie zabawa w młodego chemika w ogóle nie kręci :P Pozdrawiam, Chomiś :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie próbowałam takiej metody ale moje włosy nie reagują źle na szampony. Większość z nich im służy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Moje wlosy rowniez sa mega suche z natury- podobnie, jak Twoje, nawet te zdrowe ;) U mnie mleczko pszczele i glieceryna sprawdzaja sie swietnie, wiec musze wyprobowac Twojego sposobu dodania ich do szamponu :) Szkoda, ze eksperyment u Ciebie sie nie powiodl ;(

    OdpowiedzUsuń
  14. Henri..od dawna śledzę Twój blog i nie pierwszy raz odniosłam wrażenie, że z niektórymi kosmetykami po prostu się męczysz, próbujesz je ulepszać, tunningować lub reanimować. Jeżeli kosmetyk już od samego początku nie działa na Twoje włosy i musisz dopiero dodawać do niego półprodukty lub mieszać go z innym, wytłumaczenie jest jedno: masz coś co jest niewłaściwie dla Twoich włosów. Nie męcz siebie i swoje włosy rzeczami, które powinnaś już dawno odstawić w kąt!
    Ja również stosuję "naturalną" pielęgnacje - czyli olejuję, mam parę rosyjskich masek z bardziej bio składami, wcieram Jantara, ale jednocześnie nie unikam silikonów, bazuję również na maskach i odżywkach drogeryjnych, których skłąd być może nie rzuca na kolana, ale o dziwo działa. A też mam suche z natury włosy.
    Większość Twojej pielęgnacji bazuje na w miarę naturalnych rzeczach. Nie zauważyłam jednak byś używała choć jednej bardziej regenerującej i cięższej maski do włosów. Wśród tych drogeryjnych też można znaleźć perełki.
    Inną sprawą jest to, ze mając z natury suche włosy nie można przesadzać z ziołami i naturalnymi składnikami, bo w większości przypadków to one odpowiedzialne są za puszenie się włosów i dodatkowe przesuszanie. Może po prostu Twoje włosy po cichu się buntują? Nie ma sensu na siłę stosować w pełni naturalnej pielęgnacji, skoro okazuje się, że włosy są nadal suche i spuszone...
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apropos ostatnio postanowiłam zdenkować wszystkie drogeryjne odżywki, które odstawiłam bo były właśnie mało naturalne i powiem że włosom wcale się krzywda nie stała, mam lepsze włosy po elseve total repair niż po aloesowej naturvital. Zrobiłam oczyszczanie i włosy miały się dobrze, czyli to nie tylko czar silikonu. Jedyną naturalną rzeczą dla mnie niezbędną są oleje.

      Usuń
    2. Ja mam tak samo. Natura mi służy, ale w małych ilościach. Jedna rosyjska maska, jeden balsam z Planeta Organica i olejowanie. Po półproduktach, rozcieńczaniach, kosmetykach rosyjskich lub Natural Vital mam problemy podobne do Henrietty - albo spuszone albo wysuszone.
      Moim włosom służą Fructisy (maski, odżywki), Elseve Total Repair lub Extreme i odżywki Dove - są gładkie, zdyscyplinowane, nic nie lata i nie puszy się.
      Zgadzam się z komentarzem wyżej - jeżeli musimy kombinować i ulepszać kosmetyk to znaczy, ze jest po prostu zły. Kasia

      Usuń
    3. Dzięki :) Czasem potrzebuję spojrzenia z zewnątrz na takie sprawy jak moje miotanie się z szamponem na przykład. Albo w sumie ze wszystkimi szamponami.

      Nie nalegam na naturalną pielęgnację właściwie. Przynajmniej nie świadomie. I nie unikam też silikonów. Z maskami faktycznie mogę mieć problem, bo używam ich tak samo jak odżywek (i odwrotnie) i wyszło jakoś tak, że mam w domu więcej odżywek niż masek. Na razie nie kupię niczego nowego, a część zapasów kupiłam dawno. Jak je skończę, dzięki wiedzy którą nabyłam ostatnio, będę w stanie lepiej dobierać produkty. Ale póki co muszę przebrnąć przez to, co mam, nawet jeśli jest za lekkie...

      W sumie maski i odżywki to nie aż taki problem. Jeśli coś nie działa, i tak dość szybko to zużyję, a eksperymenty sprawiają mi przyjemność. Ale szampony...? Nie wiem jak sobie z nimi poradzić. Wszystkie przesuszają mi włosy i je puszą, dlatego męczę się z rozcieńczaniem, ulepszaniem... Bu.

      Usuń
    4. Henrietto, polecam Ci szampon dla dzieci Ultra Doux z morelą i kwiatem bawełny. Ma co prawda SLS ale jest bez dodatku silikonów. Na moich czasami wysuszonych włosach sprawuje się idealnie - domywa oleje, ale przy tym mam tak miękkie włosy po jego zastosowaniu, że praktycznie mogłabym nie używać żadnych odżywek czy masek. Po raz pierwszy spotkałam się z czymś takim..
      Spróbować zawsze możesz, kosztuje ok. 7 zł w Rossmanie w dziale dziecięcym.
      Amrita

      Usuń
    5. Przemyślę to. :) Nie ma sensu mówić "nie i koniec". Chociaż wiem, że siarczany i mój ŁZS to bardzo zły pomysł. Bardzo. I w drugą stronę - jak tylko je odstawię, sytuacja od razu się poprawia.
      Ale próbować można.

      Usuń
  15. Nigdy nie dodawałam niczego do szamponów, ale gdybym już miała dodać, to byłyby to olejki :) Podziwiam Cie, że chce Ci się tak bawić :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie się wydaje, że szampon ma przede wszystkim myć, a więcej spodziewam się po odżywkach. Ale ja nie mam domowego laboratorium, więc może się nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szampon ma myć, i ja odżywienia się nie spodziewam. Ten po prostu chciałam złagodzić :)

      Usuń
  17. nigdy nie pomyślałam o tym by wzbogacać szampon, hmm, ciekawe! Chociaż boje się oklapnięcia, moje włosy przy skórze gdy nie są traktowane odrobine częściej czymś silniejszym to zaczynają strasznie marudzić, a takie humektanty mogą to przyspieszyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech mi coś oklapnie, będzie miła odmiana :D

      Usuń
  18. Nie pomyślałam o wzbogacaniu szamponu :) Humektanty uwielbiam w emolientowych odżywkach, taki dodatek mocznika, panthenolu czy glikolu propylenowego u mnie działa cuda w emolientowym towarzystwie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nigdy nie byłam dobra z chemii - skąd mam wiedzieć, ile tych produktów dodać do szamponu/maski/odżywki? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze chemię lubiłam i zawsze byłam z niej beznadziejna ;)
      zalecane stężenia czytam na stronie ZSK, a później to już tylko proste równanie :)

      Usuń

Prześlij komentarz