Włosy po chelatowaniu i oczyszczaniu ~ My hair: clarified and chelated

Kiedy po trzech latach pielęgnacji włosów trafiłam na polskie blogi, jedną z rzeczy która mnie zaskoczyła była częstotliwość oczyszczania włosów. Z kolei kiedy pokazałam Wam moją piramidę pielęgnacji, niektóre z was zdziwiło moje rzadkie (raz na trzy miesiące) oczyszczanie. Trzymamy równowagę w fundowaniu sobie niespodzianek.

Na szczęście mam włosy bardzo, bardzo odporne na osadzanie się silikonów (a są włosomaniaczki, które po jednym ich użyciu czują, że mają "plastikowe" włosy), do tego nie używam ich w serach (odmiana słowa "serum" oczarowuje mnie za każdym razem) a tylko w produktach do spłukiwania. Nawet tam rzadko są na pierwszych miejscach w składzie. Także potrzeby oczyszczania włosów częściej niż cztery razy w roku nie mam. A kiedy już to robię... celuję bardziej w chelatowanie, bo to osady z twardej wody szkodzą moim włosom, nie silikony. (Jeśli chodzi o samo oczyszczanie, mogłabym tego nie robić w ogóle.)

(Chelatowanie, o którym pisałam w poście podlinkowanym wyżej, zostało jakiś czas później skrytykowane. Niedługo opublikuję na jego temat jeszcze kilka słów, a póki co, cieszę się, że część z Was spróbowała pomimo głosów, że to nie ma prawa działać, i że dla Was jednak działa;) Ucieszyłam się bardzo kiedy BlondHairCare zaczęła tworzyć słowniczek pojęć dla włosomaniaczek i jedna z Czytelniczek podała propozycję chelatowania.)

Używam szamponu Johnson's Baby, fioletowego. Ma SLES dopiero na czwartym miejscu w składzie a i tak włosy wyglądają tak, jak widać to na zdjęciach. Teraz oczyściłam je po kilku olejowaniach i użyciach sprawdzonych połączeń kosmetyków. W jedno mycie z gładkich, ciężkich, sprężystych i błyszczących zrobiły się szorstkie i suche. A to tylko jedno mycie szamponem z siarczanem na czwartym miejscu! Przed którym również użyłam oleju nałożonego na odżywkę i trzymanego bardzo długo. Wyobraźcie sobie jak wyglądały moje włosy kiedy używałam siarczanów cały czas. I tak widzę ogromną różnicę – kiedyś, przy słabszej pielęgnacji, wyglądały po oczyszczaniu pięć razy gorzej. Co nie zmienia faktu, że gdybym oczyszczała je raz w tygodniu czy nawet raz na dwa tygodnie, wyglądałyby tak przez większość czasu. Pomimo olejowania i używania sprawdzonych odżywek i masek w połączeniu z olejami (co zazwyczaj już po jednym (!) myciu daje fantastyczne efekty), doprowadzenie włosów do porządku po oczyszczeniu zajmuje mi więcej niż 2 mycia. 

Podsumowanie w formie listy będzie chyba najlepsze :)

Minusy:
  • włosy są zdarte, wizualnie napuszone a w dotyku szorstkie, trudno przez nie przesunąć palcami chociaż nie są splątane
  • doprowadzenie ich do stanu sprzed chelatowania i oczyszczania zajmuje kilka myć z olejowaniem i dobrymi maskami/odżywkami
Plusy:
Chociaż na początku jest źle, efekty chelatowania i oczyszczania zaczynają powoli pokazywać się już po kolejnym myciu:
  • końcówki wyglądają zupełnie inaczej, a to głównie dla nich całe przedsięwzięcie. Chelatowanie sprawia, że pomimo suchości i napuszenia wyglądają lepiej niż przed zabiegiem. Nie są niewidoczną mgiełką, są połączone w pasma, cięższe. Wiem, że po dodatkowym wygładzeniu olejem i odżywką za kilka dni będą wyglądały lepiej niż po nawet najlepszych połączeniach produktów przed zabiegiem
  • kiedy włosy zaczynają wracać do normy po początkowej suchości i napuszeniu czuć, że są bardziej sprężyste
  • dużo bardziej błyszczą
  • mniej się puszą
  • odkąd odkryłam co służy moim włosom, jestem w stanie dobrze je przygotować do chelatowania i oczyszczania, więc wracają do normy szybciej i nawet dzień po zabiegu, jeszcze przed kolejnym, "odżywczym" myciem, wyglądają lepiej niż kiedyś
  • z tego samego powodu efekty wizualne (napuszenie) znikają szybko, a dłużej walczyć muszę "tylko" z szorstkością
Tak wyglądały włosy krótko po wyschnięciu. Stóg siana jak znalazł. I, powtórzę, wizualnie jest znośnie. Różnica w dotyku, w relacji do tego jak było przed zabiegiem, jest znacznie większa i znika wolniej. A w porównaniu do tego, co oczyszczanie robiło kiedyś z moimi mniej zadbanymi włosami, teraz jest wręcz dobrze.


Na tym zdjęciu dość dobrze widać, że wierzchnia warstwa jest znacznie bardziej odporna na wstrząsy takie jak oczyszczanie. Spodnia (na zdjęciu ułożyła się po lewej, bliżej twarzy) jest w znacznie gorszym stanie. Za to kiedy jest dobrze, to po równo ;)


A tu dzień po chelatowaniu, zdjęcie bez lampy. Wizualnie było już lepiej, ale w dotyku nadal kiepsko.


Pomimo tego, że do kolejnego mycia włosy są w kiepskim stanie, a przywrócenie dobrej kondycji zajmuje kilka kolejnych, uważam, że warto oczyszczać i chelatować włosy, bo efekty trwają jeszcze dłużej. U mnie oczywiście nie do kolejnego oczyszczania, ale przez kilka tygodni na pewno. Później jest nadal bardzo dobrze, a po około trzech miesiącach końcówki zaczynają być wyraźnie szorstkie i nie chcą się wygładzić. Wtedy czas na kolejny zabieg. Podcinanie to jedna kwestia (rok temu pisałam o tym jak samodzielnie podciąć włosy) ale zamiast obcinać kolejne centymetry włosów i dziwić się, że wciąż robią się szorstkie chociaż ich nie niszczymy, warto na stronie wodociągów miejskich sprawdzić twardość wody i... kupić szampon chelatujący ;)

___________________________________

When I found Polish blogs, after three years of hair care, one of the things that surprised me was the frequency of clarifying hair. In turn, when I showed my hair care pyramid, some of my readers were surprised that I clarify my hair every three months only. We keep balance in surprising each other.


Luckily, my hair is very, very resistant to silicone build-up (and there are people who feel that they have "plastic" hair after using silicones just once); what's more, I do not use silicones in serums. I use them only in rinse-out products, and even there, they are not in the first few places on ingredients lists. So I don't feel the need to clarify my hair more often than those four times in a year. And when I do it, I aim at chelating more than clarifying. Hard water causes more harm than silicones for me. (When it comes to clarifying alone, I could live happily without it.)

(I wrote about chelating some time ago, you can find the original post under the above link. A while later it was criticised. In time, I will post a few more words about it, and for now I am happy that some of you have tried it, despite the voices saying that it just can't work. I am glad it does work for you ;) I was really happy when BlondHairCare has started creating a hair lover's dictionary, and someone mentioned chelating.)

I use the violet Johnson's Baby shampoo. It has SLES on the fourth place on the INCI list, and nevertheless my hair looks as the pictures show. Now I clarified it after oiling it well a few times and using trusted product mixes. Just after one wash it changed from smooth, heavy, bouncy and shiny to rough and dry. And this is just one wash, and a shampoo with a sulphate on the fourth place! And before this wash I also used oil, applied on a conditioner and I kept in on for a long time. Imagine how my hair looked like when I was using sulphates all the time. But I see a huge difference, still – in the past, with poorer care, my hair looked five times worse when I clarified it. Nevertheless, if I clarified my hair once a week or even once every two weeks, it would look like that for most of the time. Despite oiling and trusted conditioners/masques paired with oils (which usually turn my hair into something amazing after just one (!) wash), it takes me more than 2 washes now to kick my hair back into a shape after chelating and clarifying. 

A summary will work best as a list ;)

Cons:
  • hair is stripped, looks frizzy and is rough to touch. It's hard to slide fingers through it, though I have no tangles.
  • I need a few washes that include oiling and a good masque to restore it to the previous condition
Pros:
Although it's all bad at the beginning, effects of chelating and clarifying start appearing after the next wash:
  • ends look totally different. And this whole mission if for them, mainly. Chelating makes them look better than before, despite frizz and dryness. They are not an invisible mist any more, they are heavier and connected into strands. I know that after some additional smoothing (an oil and a conditioner) in a few days they will look better than they did before chelating, even when I had used my best product mixes.
  • when my hair starts getting back to normal after the initial frizz and dryness, it is bouncier
  • it's also shinier...
  • ...and less frizzy
  • since I have discovered what works well for the mane, I am able to prepare it for chelating and clarifying, so it goes back to normal faster, and now it looks much better than in the past even a day after C&C, still before the next wash
  • for the same reason, the visual effects (frizziness) disappear quite quickly, and what I have to fight for a while is "only" the roughness
This is how my hair looked like shortly after it dried. Need a haystack? There you go. And, I repeat, visually it's tolerable in comparison to what clarifying was doing on my less healthy hair. In relation to what my hair was like before chelating, the difference in touch is greater than the one in looks.


This picture shows quite well that the top layer of my hair is stronger, and more resistant to shock therapies such as chelating and clarifying. The under layer (on the picture it is on the left, nearer my face) looks much worse. But when my hair is in good shape, goodness is spread evenly ;)



This pic was taken a day after C&C. No flash. Visually it was better, but my hair was still rough to touch.


Despite the fact that my hair is in bad shape until the next wash, and it takes a few more to restore the previous condition, I still claim that it's good to clarify and chelate hair, because effects last longer. For me, of course, not until the next session, but for a few weeks for sure. Then it's still really good, and after about three months my ends go rough and they refuse to become smoother. Then it's time for another go. Trimming is one thing (about a year ago I wrote a post on how to trim hair at home), but if your ends get rough all the time despite trims, instead of cutting more just go and check how hard your water is (Water and Sewage Service's website is your friend). Then go and buy a bottle of chelating shampoo ;)

Komentarze

  1. W taki razie, chyba musze kupis szampon chelatujący ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę polecam :) Wbrew pozorom, to działa dla wielu osób, ale siedzimy w miarę cicho, za to jak ktoś twierdzi, że chelatowanie nie ma prawa działać, to swoje zdanie wypowiada dość głośno :D

      Usuń
    2. Właśnie, też myślałam o szamponie chelatującym, tylko zapominam wiecznie ;)

      Usuń
  2. Szczerze mówiąc gdybyś nie podałą wyjaśnienia w nawiasie zapomniałabym, że mówisz o SERUM do włosów :D
    A co do włosów t wyglądają bardzo zdrowo :)
    Aż się dziwię, że moje są tak posłuszne i grzecznie się układają mimo tego, że nakładam na nie co popadnie i traktuję ostatnio sls'em chyba co każde mycie. wstyd ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hańba Ci!
      A ta serio, to zazdroszczę. Bo to znaczy, że masz włosy w super stanie.

      Usuń
  3. Nie będę pisac o chelatowaniu (bo nigdy tego nie robiłam, no chyba, że mimowolnie, nie pamiętam już jaki skladnik za to odpowiada), ale o samym oczyszczaniu. Nie dziwię Ci się, że np. oczyszczasz włosy raz na 3 miesiące. Ja robię to właściwie przy każdym hennowaniu (co 3 miesiące - czyli podobnie jak Ty). Taka częstotliwośc całkowicie by mi wystarczyła, ale teraz robie to częściej ponieważ dorobiłam się kilku mocniejszych szamponów (prezenty...) i muszę je zużywac. Jeśli najpierw naolejuję włosy, później umyję mocniejszym szmponem, a po nim użyję maski "na bogato", czyli z dodatkami i to pod folię na godzinę, efektu suszy nie ma. W te dni kiedy hennuję, włosy wyglądają tak jak Twoje na zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem przy oczyszczaniu też machnę sobie maskę. Właściwie teraz nie zrobiłam tego tylko po to, żeby sprawdzić jak ma się sytuacja. I dobrze, przekonałam się, że włosy są odporniejsze na terapie szokowe :)

      Usuń
  4. Ja też rzadko oczyszczam włosy, a robiłabym to jeszcze rzadziej, gdyby nie farbowanie henną. Robię to zawsze przed nałożeniem ziół, a farbuję co miesiąc (siwki). Dobrałam pielęgnację do potrzeb włosów, tak że niezmiernie rzadko są czymś oklejone. Ponadto skalp naprawdę, ale to naprawdę nie lubi SLS. Podejrzewam, że dlatego nie widzę u siebie efektu przedłużonej świeżości włosów po hennie: co lawsonia poprawi, siarczan popsuje.
    Co do samego szamponu J&J - to prawdziwy domestos pod delikatną przykrywką, podobnie jak ten żółty, który SLS ani jego pochodnych nie zawiera wcale, często wymieniany jako idealny szampon do częstego stosowania. Bynajmniej. Co z tego, że detergenty w tych szamponach są delikatne, skoro jest ich całe mnóstwo, i nie są zrównoważone humektantem ani emolientem. Mam zupełnie inne włosy niż Ty, i bardzo trudno mi je skrzywdzić samym szamponem, a tym gagatkom się to udaje. Wyglądają dokładnie jak Twoje na zdjęciu. Niestety nie jestem w stanie zaproponować innego sensownego szamponu zamiast fioletowego J&J, domyślam się że nie ma co przeżywać kosmetyku używanego raz na kwartał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko dlatego, że raz na kwartał, znoszę Johnson's. To Ty ostatnio pisałaś, że trudno znaleźć gorsze zdzieraki niż produkty dla dzieci, prawda? Zgadzam się. Cokolwiek Babydream... aaa! Jak nie mogę domyć bardzo tłustych naczyń, nie ma jak BD. Lepszy już tylko Ludwik.

      Usuń
  5. Dokładnie wczoraj kupiłam filetowego J&J ponownie. Już raz go miałam i sprawdził się u mnie fajnie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Fajnie! Zawsze się cieszę kiedy znajdzie się taka osoba. Myślałam, że mam popularny typ włosów ale właściwie wcale tak nie jest. Już więcej widuję niskoporowatych.

      Usuń
  7. Ja nietsety/stety musze oczyszczać włosy częściej, co 2/3 mycie bo moje włosy a zwłaszcza skóra głowy tego potrzebuje. Inaczej zaczyna się za szybko przetłuszczać:<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, no tak. Oczyszczanie dla skóry głowy to solidny powód.

      Usuń
  8. Tak się teraz zaczęłam zastanawiać - czy rzeczywiście potrzebuję oczyszczania raz na miesiąc i od marca mam zamiar zaprzestać oczyszczania włosów mocniejszymi szamponami, zobaczę jak to pójdzie ;)
    Różnica wizualna po chelatowaniu jest niesamowita, aż mnie zatkało!

    OdpowiedzUsuń
  9. gdzie jest dostępny ten szampon? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wielu miejscach. Na pewno w Rossmannie, w Tesco (u mnie w mieście są te małe), w Piotrze i Pawle nawet... Tylko zawsze w dziale dziecięcym. To jeden z najpopularniejszych szamponów dla dzieci, więc łatwo go dostać :)

      Usuń
  10. A moja skóra głowy nie za bardzo lubi się z delikatnymi szamponami. Od jakiegoś czasu jest spokojniejsza, więc dla dobra włosów staram się myć na zmianę: jeśli dzisiaj użyłam delikatnego BD, to następne mycie będzie mocniejszą Alterrą. Inaczej mam prawdziwy bal, ŁZS tańczy, śpiewa i race odpala :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, a mój ŁZS właśnie lubi jak go głaszczę delikatnymi szamponami :)

      Usuń
  11. Ja używałam szamponu chelatującego przez 3 miesiące. Ten składnik często pojawia się w szamponach. Ja Johnson's Baby traktuje jako szampon delikatny. Teraz znów go mam - rumiankowy. Ale ja nigdy nie mogę użyć samego szamponu - takiego porządnego oczyszczania, bo potem włosów nie rozczesze. Myślisz że mogę używać szamponu z EDTA tak codziennie (razem z olejowaniem, maskami itp). Czy to nie wpłynie na pogorszenie się moich włosów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że tetrasodium EDTA jest czasem (ale nie zawsze i nie wszędzie, tak jak SLS, SLES i inne siarczany) oznaczany jako szkodliwy, ale to raczej dla ogólnego zdrowia niż dla włosów i w takim samym stopniu, w jakim cała chemia kosmetyczna. Więc stawiam na to, że używanie szamponu z tym składnikiem codziennie włosom nie zaszkodzi, chodzi raczej o ogólną łagodność szamponu i to, co ma na początku składu. Inna rzecz, czy starasz się mieć kosmetyki bez podejrzanych składników czy nie. Wiele takich nie ma... ;) Ja się na przykład takim tetrasidium EDTA nie przejmuję, bo raz, że jest daleko w składzie, a dwa, że dane na temat szkodliwości nie są spójne.

      Usuń
    2. Ja tam często(i regularnie) stosuje szampon z tym składnikiem. Jest w wielu szamponach, których używam do oczyszczania( w codziennych widuje je rzadziej ale jest np. w oliwce do mycia włosów bilba). Twarda woda?- nie szkodzi mi, wręcz wygładza włosy w porównaniu z bardzo miękką. Natomiast moja skóra woli wodę miękką. Muszę oczyszczać włosy ale głównie ze względu na skórę głowy(bez tego zaczyna swędzieć).

      Usuń
    3. A to dobrze. Dziękuję za odpowiedź:) W sumie nigdy nie zastanawiałam się czy moje włosy lubię twardą czy miękką wodę, trzeba to sprawdzić :)

      Usuń
  12. Nie wiem co ze mnie za włosomaniaczka, skoro o chelatowaniu słyszę pierwszy raz! wstyd mi :( Ale już nadrabiam lekturę!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dodaję ten komentarz w celu przekonania Cię do używania serum na końcówki :P Czytałam już wcześniej, że nie używasz. Ja odkąd zaczęłam je stosować prawie przez rok nie musiałam podcinać włosów, pozwoliło mi to zapuścić włosy do długości jakiej nigdy wcześniej w życiu nie miałam ;D Na prawdę, kropla czy 2 serum w zależności od gęstości włosów rozprowadzona na same końce czyni cuda. Serum jest moim największym odkryciem włosowym, stosuje je po każdym myciu ;)))) Dodatkowo ugniatanie włosów przy nakładaniu, gdy włosy są już prawie suche pięknie wydobywa fale, w których wyobrażam sobie pięknie by Ci było ;) Serio chciałabym to zobaczyć !! Serum biowax na "promo" to koszt ok. 5zł - zachęcam do wypróbowania, nawet w formie eksperymentu (i podzielenia się później efektami na blogu) ;D Może okaże się, że nie musisz podcinać tak często włosów i szybciej dojdziesz do włosowego celu ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serum mnie wiele razy kusiło, bo czytam o efektach i... nawet widzę ładne buteleczki. Szklana butelka serum GP jest przyjemniejsza w użyciu niż opakowanie oleju z zaciekami. Łatwiej stosować serum, bo nie zostawia tłustych włosów ani dłoni... Wiem, że ma to wiele zalet. Ale kilka lat używałam tego typu produktów i wiem, że niewiele mi dają. Właściwie nie dają mi nic, czego nie da mi olej, a olej nakładam na końcówki zamiast serum cały czas, po każdym myciu i pomiędzy nimi. I widzę podobne efekty do tych, które Ty zaobserwowałaś :) Więc to nie tak, że nie zabezpieczam końcówek. Po prostu nie używam w tym celu ciężkich silikonów :)

      Usuń
    2. No dobra. Dzięki Tobie zaczęłam o tym myśleć. Spojrzałam na skład serum GP i... chyba kupię.

      Usuń
  14. W moich rurach płynie woda odkamieniona, więc taki zabieg jest praktycznie zbyteczny.
    Mimo wszystko już za niedługo wędruję do miasta I czuję, że trzeba będzie przeżyć ten pierwszy raz z chealtowaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, wiedziałam, że są filtry na krany ale nie wiedziałam, że już w rurach woda może być odkamieniona. Ekstra!

      Usuń
  15. Ja niestety jestem zmuszona oczyszczać włosy często, jak się zapomnę to po dwóch tygodniach się zastanawiam czemu one takie oklapnięte są :c Długość daje rade, ale włosy tuż przy skórze domagają się SLSów
    U mnie Johnson's Baby ten fioletowy nie jest w stanie porządnie oczyścić włosów. Jestem tym faktem niezmiernie zaskoczona do teraz, bo właściwie nie wiem dlaczego. SLS ma? Ma. To czemu mam wrażenie jakbym myła włosy łagodnym szamponem? Nie mam zielonego pojęcia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmieszne to. Ja chyba naprawdę mam bardzo, bardzo wrażliwe na przesuszenie włosy. Twoich ten szampon nie oczyszcza wystarczająco, ja po jego użyciu raz na, kurczę, kwartał, nie mogę wrócić do poprzedniego stanu włosów przez kilka myć.

      Usuń
  16. Powiem Ci, że mnie zainspirowałaś tym tematem :) Aż się muszę porządnie przyjrzeć mojej kranówce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przypatrz się jej :) Czajnik to co innego, bo tam się woda gotuje, ale wanna i prysznic... Ja mam tak, że jak postawię pod prysznicem butelkę jakiegoś kosmetyku, np. żelu pod prysznic, to po tygodniu jest na niej szorstki, szary nalot, który trudno jest zmyć czy zdrapać.

      Usuń
  17. Właśnie tym szamponem - J&J lawendowym myję włosy 2 razy w tygodniu! Myślałam, że jest to łagodny szampon i dlatego też go wybrałam. Również ze względu na chelatowanie. Podczas mycia moje włosy są bardzo gładkie, ale po wyschnięciu lubią właśnie spuszyć się i dojście do normalnego stanu zajmuje im trochę czasu. Czyli może być to sprawka szamponu?
    Czy mogłabyś Henrietto polecić mi jakieś bardzo delikatne, nawilżające szampony, po których nie miałabym takiego przesuszu?
    Wiola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie szampon. Jednak ma SLES, chociaż na czwartym miejscu, a do tego brak w nim emolientów...
      Po tym poście widać mniej więcej jak bardzo wrażliwe na przesuszanie mam włosy. I dla mnie jedyne sprawdzające się szampony, takie do standardowego mycia, to Natura Siberica. Próbowałam też innych rosyjskich (rokitnikowego Planeta Organica i jagodowo-perłowego Love2Mix) ale wszystkie są nadal za mocne. Za to te z NS są bardzo łagodne. Najlepiej u mnie sprawdziła się Objętość i Pielęgnacja, chociaż Objętość i Nawilżenie albo Ochrona i Odżywienie też są z tych łagodniejszych. W wielu recenzjach innych dziewczyn czytałam, że te szampony są dla nich zbyt łagodne, że nie domywają im włosów. Dla mnie dopiero tak łagodne szampony nie powodują przesuszu :) Więc to właśnie te polecam :)

      Usuń
    2. Equilibra jest również dobra. Nie szoruje mocno włosów, mam wrażenie, że całkiem nieźle nawilża (na razie tylko wrażenie, nie zostawiałam włosów po samym szamponie bez odżywki więc nie mam pewności) dzięki aloesowi który jest baaardzo wysoko w składzie. To pierwszy szampon który spowodował u mnie wrażenie niedomycia (jednak tylko wrażenie!), po zastosowaniu go włosy były zdecydowanie za miękkie, miałam wrażenie że nie do końca domyłam olej, a jak się później okazało to właśnie zasługa chyba tego aloesu który sam w sobie działa ochronnie na włosy.

      Usuń
    3. O, proszę bardzo. Jeszcze Equilibra. Nie pomyślałam o nim, bo ma ALES (chociaż już po aloesie.) Pewnie łatwiej go dostać (doz.pl) niż rosyjskie szampony :)

      Usuń
    4. U mnie w kranie twarta woda, więc włosy powinnam chelatować co jakiśczas. Stanie na tą nieszczesną Equilibrę która ma chyba Quaternium albo PQ w skłądzie. U mnie to ten skłądnik odpowiada za wykładzenie a z kolejnągodzinąprowadzi do przyklapu

      Usuń
  18. bardzo ciekawy post :)
    P.S zostałaś nominowana do wzięcia udziału w KONKURSIE Serdecznie Zapraszam :)))
    mybeautyjoy.blogspot.co.uk/2014/02/walentynkowy-konkurs-rozdanie.html

    OdpowiedzUsuń
  19. Kochana, ja nie na temat, ale dotyczy to Twojego komentarza http://wwweronika.blogspot.com/2014/02/18-rzeczy-ktore-robia-silni-psychicznie.html.

    Przeczytałam, co napisałaś. Czy czytałaś może książkę Beaty Pawlikowskiej "Księga kodów podświadomości"? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim bardzo dziękuję że napisałaś! :)

      Nie czytałam. Wiem, że mam coś innego Pawlikowskiej na liście do przeczytania, wyłowiłam sobie ze "Zwierciadła". A powinnam przeczytać? :)

      Usuń
    2. :*

      Nie wiem w jakim stanie jest Twoja psychika, ale jeśli dążysz do poprawy jakości swojego życia to warto zainwestować czas w tę książkę :). Mi osobiście ona bardzo pomaga, bo w przejrzysty sposób opisane są problemy, z którymi borykam(y) się na codzień - postrzeganie siebie i wiara we własne możliwości, a także rozumienie innych ludzi. Nie chcę Ci zbyt wiele zdradzać, nawet nie umiem tego tak fajnie ująć w słowa :)

      + http://enneagram.pl/

      Polecam ;-)

      Usuń
    3. Bardzo, bardzo dziękuję! :):):)

      Usuń
  20. zastanawia mnie dlaczego nie chcesz wydobywac chociaz lekkiego skretu z Twoich wlosow? Widzialam zdjecia z Twojej histori wlosowej i na prawde maja potencjal. One chca sie krecic, potrzebuja dociazenia a tu ciagly puch.. niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie noszę włosów rozpuszczonych (z kilku powodów, w tym dlatego, że jest mi niewygodnie) więc wydobywanie skrętu u mnie nie ma sensu ;) Za to masz racje z tym, że ciągły puch to wina tego, że w moich włosach siedzą loki.

      Usuń
    2. Przeciez nie musisz ich nosic rozpuszczonych, tylko zmienic pielengnacje, bo sensem jest pozbycie sie puchu i danie wlosom to czego chca... czyli odpowiednia pielegnacje dostosowana do ich struktury. Na aktualizacjach miesiecznych widac poprawe, ale to nie jest to.. jest jakby niedosyt, bo wlos piekny z potencjalem, ktory jest przytlumiony spuszeniem.
      Te loczki na zdjeciu z historii wlosowej sa piekne... :(

      Usuń
    3. Jesteś na dobrej drodze do przekonania mnie... A jak siebie znam, ta droga będzie zaskakująco krótka. Chyba.

      Teoretycznie mogłabym wydobywać skręt i spinać włosy nadal ale... problem polega na tym, że ja po prostu loków nie chcę. Nawet gładkich (chociaż trzeba też przyznać, że póki co posiadanie loków czy gęstych fal kojarzy mi się ze spuszonymi włosami. Więc wolę swoje wygładzać i w pewien sposób rozprostowywać.) Nigdy nie myślałam o swoich włosach jako o falach, wiem, że one tam są ale nigdy nie chciałam tego wykorzystywać. Jestem z tych, co uwielbiają proste włosy. Wiem, że gładkiej tafli nigdy nie będę miała, ale... w stronę fal też nie chcę jakoś bardzo iść.

      Jedyne, co mnie męczy, i z tym trafiłaś, to to, że puszenie tłumi wszystko, co jest w wyglądzie włosów dobre. No niby ekstra, że chcę mieć proste gładkie włosy, ale jeśli to ma nie wyjść... Głupio by było zawsze tak uparcie wisieć w połowie, kiedy teoretycznie można odpuścić proste i zrobić to, co się da zrobić dobrze, czyli pójść w fale.

      Usuń
    4. Mówiąc krótko, jestem za falami/lokami, pokochaj włosy takimi, jakie są :)

      Usuń
  21. przeciez mozesz sprobowac, zobaczc jak bedzie z falami.. nie musisz wydobywac spiralek, ale delikatne fale dodalyby uroku i na pewno zniwelowaly puch. gladkich wlosow nie osiagniesz bo one tego nie chca i co bys nie robila to beda sie puszyc i protestowac bo ich natura jest inna.

    Odwagi ! :)
    Z.R

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbować mogę. I coś czuję, że niedługo spróbuję. Trochę się boję (więc dziękuję za życzenie odwagi! :) ) że to będzie oznaczało w dużej mierze nową pielęgnację... Na przykład pojawia się problem spania, od kilku lat śpię w kucyku z kilkoma gumkami, i innej opcji nie widze, a on rozprostowuje włosy... Będę musiała nieźle opracować moje fale teoretycznie na początek :D

      Usuń
    2. Kiedy spałam na brzuchu było ok. Teraz śpię na plecach, więc nie ma mowy. A po koku na czubku głowy... uwaga uwaga, hit sezonu, łaskocze mnie skóra w nieprzyjemny sposób. Chociaż kocham tę fryzurę, na długi dzień poza domem się nie sprawdza, bo szybko muszę ją zmienić, a cała noc... o nie! :)

      Usuń

Prześlij komentarz