Lutowa pielęgnacja włosów ~ February hair care



Technika mycia: odżywka-szampon-odżywka (OMO),

Szampon:  Natura Siberica Objętość i Nawilżenie,

Odżywka przed myciem i do zmywania oleju: (tylko jako ochrona mechaniczna, nakładana tuż przed myciem na suche lub mokre włosy) maska Kallos Latte

Odżywka do spłukiwania/maska: Nivea Hydro Care, Nivea Straight & Gloss, L’Biotica Biovax maska do włosów suchych i zniszczonych, Head & Shoulders Apple Fresh. (Wow. Tylko cztery!)

Odżywka bez spłukiwania: Ziaja Intensywne Wygładzanie, serum Green Pharmacy zmieszane z olejem

Końcówki: serum Green Pharmacy; olej (zazwyczaj ten, którego akurat używam na całe włosy)

Półprodukty: hydrolizowana keratyna, sok aloesowy

Plan pielęgnacji

1. Olejowanie:  pod koniec stycznia zaczęłam olejować włosy przed każdym myciem. Używałam oleju Babydream dla dzieci, oleju z kiełków pszenicy, oleju Hipp, oleju ze słodkich migdałów, kremu do rąk Anida z olejem makadamia i woskiem pszczelim. Oleje nakładałam głównie na wodę, na wodę i odżywkę lub na mgiełkę z siemienia lnianego.

2. Nawilżanie: płukanka z siemienia lnianego,

3. Proteiny:  hydrolizowana keratyna dodana do maski Kallos Latte (pierwsze O w OMO)

Suplementy: Jantar

Inne: 
1. płukanka z kory dębu

2. płukanka szałwiowa

3. Zafundowałam włosom oczyszczanie i chelatowanie. Tuż przedtem udało mi się kilka razy osiągnąć niesamowity efekt, dzięki połączeniom kosmetyków takim jak na przykład to niedzielne. Tak jak pisałam w jednym z poprzednich postów, po oczyszczaniu włosy wróciły do dobrego stanu dość szybko, bo po dwóch myciach, ale, no właśnie, był to tylko stan dobry. Używając tych samych i bardzo podobnych połączeń, co przedtem, nie mogę osiągnąć tych samych efektów. Włosy nie są już proste, bardzo gładkie, ciężkie i śliskie, nawet po kilku intensywnie odżywczych myciach pod rząd, chociaż wcześniej tylko jeden taki zabieg wystarczał, żeby z włosów pielęgnowanych przez kilka tygodni tylko odżywkami (a więc będących w stanie po prostu dobrym) zrobić mięsiste, ciężkie i śliskie. Powrót do takiego stanu po oczyszczaniu i chelatowaniu będzie wymagał sporej ilości czasu i pracy. Kilka razy myłam włosy nakładając olej na wodę na kilka godzin, później cięższą maskę czy odżywkę z dodatkami takimi jak miód, do tego robiłam płukankę z siemienia lnianego a efekt nadal jest tylko dobry. Mniej więcej do takiego stopnia zwykłe oczyszczanie szamponem, który teoretycznie nie jest mocny, kasuje wszystko, co udało mi się osiągnąć. Wcześniej tego nie widziałam, bo nigdy nie udało mi się osiągnąć tak świetnych efektów w pielęgnacji włosów. Przed chelatowaniem były w dobrym stanie, po nim wracały do podobnego. Tym razem z prawie idealnego stanu wróciły do tylko dobrego. I nie chodzi o to, że moje włosy są zniszczone a oczyszczanie pokazuje ich właściwy stan. Dbam o nie intensywnie od czterech lat, suszarkę pamiętają tylko końcówki, poza tym od około 5-6 lat jej nie używam. Moje włosy w ogóle nie są zniszczone (poza starymi końcówkami) a oczyszczanie je niesamowicie przesusza i „zdziera” do poziomu wręcz poniżej zera.

Następnym razem oczyszczę włosy znacznie, znacznie delikatniej. A gdyby nie twarda woda i konieczność chelatowania, nie używałabym mocniejszych szamponów wcale. Fakt, że końcówki są po chelatowaniu w znacznie lepszym stanie i dlatego wciąż to robię. Jednak w przypadku moich rekordowo wrażliwych na przesuszenie włosów, reszta dosyć mocno traci. Być może dobrym pomysłem jest używanie szamponu chelatującego wyłącznie na końcówki.

W związku z tym, że moje włosy są tak "zdarte", że kilka sesji ciężkiego olejowania nie daje mi nawet połowy tych efektów, które miała po jednym olejowaniu przed oczyszczaniem, myślę, że pisanie podsumowania miesiąca regularnego olejowania włosów nie ma sensu. Może uda mi się to zrobić pod koniec marca. Ale i tak chciałabym wiedzieć jak tam Wasze włosy po miesiącu olejowania przed każdym myciem. Kilka z Was dołączyło do mnie kiedy pisałam o początku akcji. Więc... jak się mają Wasze włosy? :)

Skóra głowy (ŁZS):
Używam Cerkogelu raz w tygodniu przed myciem włosów. Tak samo często nakładam na skórę głowy kozieradkę, która na początku służyła jako przyspieszanie porostu teraz jest środkiem na ŁZS (przypadkowe odkrycie).

______________________________

February hair care

Washing technique: condition-wash-condition (CWC)

Shampoo:  Natura Siberica Volume and Moisture,

Conditioner used before shampoo and to wash oils off: (for mechanical protection only, applied just before washing, on dry or wet hair) Kallos Latte DT,

Rinse-out conditioner/mask: Nivea Hydro Care, Nivea Straight & Gloss, L’Biotica Biovax conditioner for dry and damaged hair, Head & Shoulders Apple Fresh. (Wow, only four!)

Leave-in conditioner: Ziaja Intensive Smoothing conditioner, Green Pharmacy serum mixed with oil,

Ends: Green Pharmacy silicone serum; oil (usually the one I currently use for my length)

Half-products:   aloe vera juice, hydrolysed keratin

Hair care plan elements:

1. Oiling: at the end of January I started oiling my hair before every wash. I’ve been using the following oils: Babydream for babies, wheat germ oil, Hipp baby oil, sweet almond oil, Anida hand cream with macadamia oil and beeswax. I usually applied the oils over water, water and conditioner, or flax seed mist.

 2. Moisturising: flax seed rinse,

3. Protein: hydrolysed keratin added to Kallos Latte DT (first C in CWC)

Growth supplements: Jantar

Other:

1. I tried oak bark since

2. and sage rinse

3. I chelated and clarified myhair. Just before that I had managed to get amazing effects on hair, thanks to combining products. This Sunday mix is an example. As I wrote in one of the previous posts, my hair went back to good condition pretty fast, it needed two washes, but, well, it it just a good condition. Using the same and similar mixex I had used before, I can't achieve the same results. My hair is no longer straight, very smooth, heavy and sleek, even after a few deeply nourishing washes in a row, although before, at a time when for a few weeks I was using just conditioners, just one such wash was enough for my hair to go from “good” into “amazing”: bouncy, heavy and sleek. Going back to this state after chelating and clarifying is going to take me a lot of time and effort. I have had to wash my hair a few times, applying oil on water for a few hours, then I have used a heavier conditioner or a DT with additions such as honey, then I have used a flax seed rinse and the effects are still just good. This is the extent to which a simple clarifying (and the shampoo wasn’t harsh, theoretically) deletes all I have achieved. I never saw that before, because I didn’t manage to get such great results in hair care. Before chelating my hair had been good, and it was going back to being good after the treatment. This time, it went from almost perfect to good. And it’s not that my hair is damaged and clarifying shows its true condition. I have been taking care of it for four years, I haven’t been using a blow dryer for 5-6 years, only my ends remember it. My hair is not damaged at all (only the ends are) and clarifying dries it out, strips it down to a level that is below zero.

Next time, I will clarify my hair in a much milder way. If I didn’t have hard water, if I didn’t have to chelate, I wouldn’t use stronger shampoos at all. My ends are in much better condition after chelating, true, and this is why I insist on doing it. But in the case of my extremely fragile hair, which goes dry easily, the rest of the hair loses a lot. Maybe it’s a good idea to use chelating shampoo on my ends only.

Since my hair is so stripped and I can see that a few heavy oilings do not give me even a half of the results that I would have had with just one before clarifying, I do not think there is a point in writing a summary after one month of oiling hair. Maybe I will be able to do so at the end of March. Nevertheless, I would like to know how your hair is after a month of regular oiling. I remember that a few of you joined me when I announced the beginning of the oiling initiative. So, how is your hair? :)

Scalp (seborrhoeic dermatitis):
I use Cerkogel once a week, before I wash my hair. I apply fenugreek once a week too. At the beginning it was a growth enhancer and now it’s a SD treatment (which is my accidental discovery). 

Komentarze

  1. Coraz bardziej kusi mnie kozieradka :) Też używam Kallosa przed myciem. I Babydream dla dzieci bardzo sobie chwalę, to mój ulubiony olej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Oleje nakładałam głównie na sodę" miałaś na myśli oczywiście wodę, tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie również ten fragment zaintrygował!

      Usuń
    2. Też chciałam o to zapytać :D

      Usuń
    3. Szaleństwo! :D Soda! :)
      Woda, woda. Zaraz poprawię. A czytałam trzy razy!

      Usuń
    4. Tak też wnioskowałam po wersji angielskiej =) Sądząc po tym co "zwykłe mycie" robi Ci z włosami, to po sodzie mogłabyś zacząć zapuszczanie od nowa =P

      Usuń
    5. Trzy aplikacje, i same by odpadły.
      I po co chodzić do fryzjera :D

      Usuń
  3. Skoro już pytasz...;> Moje włosy mają się cudownie po kolejnym miesiącu olejowania przed każdym myciem :D
    A jak Jantar? Wypisałaś go, ale zupełnie nic o nim nie wspomniałaś :( Sprawdza się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuję nie skręcić się z zazdrości i przełożyć to na motywację. Dobra, niech będzie. (Wdech, wydech.) Spokojnie pogapię się na Twoje włosy i nałożę na swoje jakiś olej :)

      Jantar... Po pierwszym miesiącu nic. Zero przyrostu, nie mówiąc o jakimkolwiek przyspieszeniu standardowego. Sama cudowność. Teraz, pod koniec drugiego zaczynam mieć baby hairs, ale drogo mnie ta impreza kosztuje :( Pomimo butelki ze spryskiwaczem Jantar jest u mnie przerażająco niewydajny. Jeszcze nie mierzyłam włosów, ale zrobię to w tym tygodniu i mam nadzieję, że będzie coś więcej niż 1 cm... Póki co nic nie wspominam, bo nie chcę narzekać :D Dam mu standardowe 3 miesiące.

      Usuń
    2. Może pociesze Cię tym, że mój blask to w większej mierze zasługa typu włosów, nie olejowania :)
      A Jantar faktycznie jest strasznie niewydajny. Chociaż ja nie umiem używac butelki ze spryskiwaczem tak by oszczędzać kosmetyk, od długieego czasu używam pipetki i tak mi najwygodniej.
      Całe 3 miesiące? Szaleństwo. Ja miesiąc i koniec :D

      Usuń
  4. przy kolejnym myciu również zamierzam spróbować z płukanką szałwiową:))

    OdpowiedzUsuń
  5. O proszę, kozieradka na łzs, kto by pomyślał!

    I gratuluję robienia tych płukanek- ja taaaak bardzo nie mam motywacji. Brawo dla Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja trochę wyparowała przez pewien drobny wypadek po płukance z kory dębu. Słowo klucz: zatkane rury ;)

      Usuń
  6. Kozieradkę stosuję od początku lutego. Ale w celu szybszego porostu włosów. O płukance z siemienia oraz z aloesu myślę już od jakiegoś czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz miała czas i nastrój, spróbuj. U mnie robi szał, totalny.

      Usuń
  7. Podziwiam takiej wytrwałości w pielęgnacji. Używam jednak znacznie mniej kosmetyków, ale to bardziej z powodu tego że wszystko szybko mnie podrażnia i ciężko mi coś znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to po prostu sprawia radość. Wielką :)
      A myślałaś o tym, żeby robić swoje kosmetyki? Łatwo nie będzie, ani, za pierwszy razem, tanio. Ale przynajmniej będziesz dokładnie wiedziała co masz w szamponie i odżywce. Do odżywek są bazy z krótkimi składami.

      Usuń
  8. świetny plan :} Trzymam kciuki, że Ci się uda go spełnić ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie płukanka z kory dębu bardzo wysuszała włosy...
    Ostatnio zioła przestały im kompletnie służyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. jezusiczku tyle tego uzywasz na raz??????????? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nie na raz, tylko przez cały miesiąc :)

      Usuń
    2. te magiczne umiejętności czytania ze zrozumieniem :D

      Usuń
  11. Hej Henri!

    Zawsze z niecierpliwością czekam na takie miesięczne posty, w których przedstawiasz pielęgnacje swoich włosów. Lubię też oglądać Twoje zdjęcia, ponieważ w perspektywie kilku miesięcy naprawdę widać jak zmieniają się na nich włosy:) Ale to wszystko pewnie sama już doskonale wiesz:) Wydaje mi się jednak, że po tej katastrofie jaką spowodował szampon J&J z lawendą, bezwzględnie powinnaś go odstawić i raczej nigdy już do niego nie wracać. Żadne oczyszczanie włosów i końcówek nie jest warte tego by tak "do goła" ździerać włosy - wydaje mi się, że to tylko pogarsza ich stan. Takie błędne koło - najpierw intensywnie odżywiam, ścinam stare końcówki, a potem niszczę wszystko jednym w imię "oczyszczania" i zaczynam wszystko od nowa. Może przestaw się Henri na jakiś mniej inwazyjny szampon do oczyszczania - np. Fitomed?
    Drugą sprawa - może nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w dawaniu rad, ale czy nie uważasz, że Twoim włosom przyda się cięższa, bogatsza pielęgnacja składająca się nie tylko z olejowania, ale masek? Wydaje mi się, że masz teraz trochę przesuszone (ale zdrowe!) włosy, które wręcz proszą o coś bogatszego składowo! Bardzo polecam Ci maskę Elseve Extreme Repair (fioletowa) oraz odbudowującą Dolce Anti Age (allegro), Fructis Nutri Gładki. Wiem, że są to maski z silikonem, ale mogłabyś zobaczyć czy włosy go potrzebują.
    Czy zastanawiałaś się może nad keratynowym prostowaniem, skoro nie za bardzo lubisz swoje fale i raczej nie podkreślasz ich zdolności do kręcenia się? W ten sposób wyprostowałabyś trochę włosy, ale również je wygładziła.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę sukcesów w dalszej pielęgnacji długich włosów:)
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :)
      Ja się naprawdę siedemnaście razy zastanowię, zanim następnym razem oczyszczę włosy. Bo masz rację, to blędne koło. I robienie tego, co zrobiłam teraz nie ma sensu. Mogę tylko nakładać rozcieńczony szampon na końcówki, ale to tyle.
      Zapiszę sobie te maski i jak przebrnę przez to, co mam, kupię :) Mam maskę Elseve cement ceramid, pomarańczowo czerwoną, i świetna jest. Biovax mi też bardzo pomaga obecnie, po kilku użyciach w końcu widzę poprawę. Samym olejowaniem się za daleko nie zajdzie, niestety. Jest taka jedna blogerka, która ma dość gęste, średnioporowate proste włosy ze sporym potencjałem i chciałaby je zapuścić, ale od lat jej to nie idzie. Ma postrzępione końce, jakby stare cieniowanie. A używa tylko szamponu i oleju kokosowego na końcówki. I wszystko jasne.
      Bardzo dziękuję za komentarz :):) Postaram się, jak skonczę to, co mam w łazience, wyjąć z koszyczka z zapasami jakieś maski, a nie odżywki, na następne kilka tygodni :):)

      Usuń
    2. O, jak jeszcze raz tak sobie "oczyścisz" włosy to ja będę wrzeszczeć. Może Cię nie ruszać że jakaś obtargana wariatka w Łodzi będzie wrzeszczeć ale i tak to zrobię =D
      Co do masek - nie patrz na nazwę tylko na bogaty skład. Ewentualnie wzbogacaj czy coś =)

      Usuń
    3. Na pewno usłyszę. I sama też zacznę wrzeszczeć.
      A tak na serio... już nigdy tego nie zrobię. Nigdy. Nie wiem co musiałoby się stać, żebym znów użyła w ten sposób szamponu z siarczanem.

      Usuń
  12. Wszyscy mieli kozieradkę, tylko nie ja :( Czas na zmiane :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz