Grudniowe eksperymenty i połączenia ~ December experiments and mixes

W tej serii comiesięcznych postów będę zamieszczała krótkie opisy eksperymentów z produktami czy zabiegami, które już przetestowałam ale teraz je jakoś ulepszam. Trafią tu też recenzje zbyt krótkie, żeby stworzyć z nich osobny post. Postanowiłam zbierać wyznania szalonego naukowca (szalonej naukowczyni! Feminizm mi przysnął.) z danego miesiąca w jednym poście. To lepsze niż nieskończone edytowanie starych ;) 

Będę tu też zamieszczała efekty połączeń różnych elementów pielęgnacji (na przykład olej + maska + płukanka), które w recenzjach standardowo opisałam odrębnie. Nie zapiszę dokładnie wszystkich połączeń a tylko te, przy których zmieniłam coś ważnego w porównaniu do poprzednich, albo kiedy efekty były wyjątkowo dobre lub wyjątkowo kiepskie ;)


  
GRUDZIEŃ 

Eksperymenty 

Dodaję humekanty do szamponu. Niedługo napiszę podsumowanie ;) 

Połączenia 

Niedzielne spa dla włosów
Odżywka Garnier Awokado i Karite, olej sojowy, maska Kallos Latte, żel pod prysznic Ekwadorskie kakao Planeta Organica, maska BingoSpa Shea i 5 alg, Tahe Gold Infussion B, płukanka z siemienia lnianego. 

(O mamo. Napisane wszystko razem wygląda to przytłaczająco, jakbym utopiła swoje włosy w litrach kosmetyków. W praktyce wcale nie odczułam, że robię z nimi dużo. Olej, mycie, maska, płukanka. I nie były ani trochę przeciążone. Nie zabiera mi to dużo czasu a moje włosy potrzebują tak bogatej pielęgnacji.) 

To pierwszy raz od dawna, kiedy użyłam połączenia elementów pielęgnacji. We wpisie z listopadowym podsumowaniem pielęgnacji (LINK) wspominałam, że w końcu mam bazę metod i produktów do nawilżania czy olejowania, w końcu mam sprawdzone rzeczy, których mogę używać razem.

Wiedziałam, że w sobotę wrócę do domu za późno, żeby myć włosy (mój młodszy brat i jego dziewczyna grali w toruńskiej OdNowie z zespołem happysad. 30 listopada 2013 pękłam z dumy. Zdjęcia znajdziecie na stronie mojego męża :) Mąż fotograf to szczęście dla włosomaniaczki i blogerki. Jeśli mieszkacie w kujawsko-pomorskim i potrzebujecie sesji, na przykład właśnie na bloga, dane kontaktowe znajdziecie pod powyższym linkiem). Przesunęłam mycie na niedzielę rano a noc wykorzystałam na olejowanie.




1. olej: sojowy, nałożony na odżywkę Garnier Awokado i Karite. Sam niewiele robi, pomyślałam, że z odżywką zadziała lepiej, jak inny olej, którego działanie sprawdzałam różnymi metodami.
Nałożyłam też trochę oleju na włosy powyżej uszu, ale już bez odżywki.
2. mycie: Kallos Latte do ochrony włosów przed szamponem i zmycia oleju. Szampon: żel pod prysznic Platena Organica Ekwadorskie Kakao.
3. maska po myciu: BingoSpa shea i 5 alg na 30 minut, wprasowana.
4. proteiny: standardowa sobotnia dawka. Dodałam trochę keratynowego mleczka Tahe Infussion Gold do maski BingoSpa. Produktu Tahe, który dostałam, sama nie kupię więc nie chciałam tracić czasu na sprawdzanie jak działa solo, po prostu dodałam go do sprawdzonej maski.
5. nawilżanie: płukanka z siemienia lnianego

Po odciśnięciu wody z włosów czułam, że są pokryte delikatnym filmem, co mnie ucieszyło. Po cichu, przewrotnie, liczyłam na przeciążenie. (Zaczynam wątpić, w to, że to w ogóle możliwe w przypadku moich włosów.)
Efekt wyszedł świetny. Takie włosy mogłabym mieć codziennie. Musiałam stracić trochę czasu na sprawdzanie pojedynczych rzeczy, ale w końcu zabrałam się za pełniejszą pielęgnację. Nie macie pojęcia jak się cieszę, że w końcu mogę mieszać i łączyć elementy.

Już podczas ich schnięcia czułam, że włosy są dociążone, chociaż jeszcze były napuszone, typowo po myciu. Kiedy wyschły całkiem związałam je w mój wygłądzający kucyk i zostawiłam do końca dnia oraz na noc. Następnego dnia rano włosy były bardzo gładkie: w dotyku tak, tak jak niskoporowate (chociaż troszkę mniej niż po płukance lnianej z aloesem), z wyglądu również było bardzo dobrze. Nawet końcówki nie były ani widocznie napuszone ani suche w dotyku. Był blask, włosy były mięsiste, ciężkie. Kiedy związałam je w koczek, nie mogłam przestać go dotykać ;)

W każdym razie… od teraz będę robiła takie bogate połączenia, kiedy tylko będę mogła, a więc jedynie dni testowania całkiem nowych rzeczy i późnych powrotów do domu bez wolnego następnego poranka będą dniami okrojonej pielęgnacji.

Przy okazji wyszło na to, że produkty, które solo działają średnio (weźmy olej sojowy) w połączeniach dają fantastyczny efekt końcowy. Sprawdzałam wszystkie produkty solo a jednak tego nie przewidziałam. Nadal uważam, że sprawdzanie wszystkiego osobno ma sens. Ale może jednak warto też zachowywać (zamiast wyrzucać, zużywać w jakiś inny sposób czy komuś oddawać) produkty, które solo działają nie tyle źle i szkodliwie (tym nie daję drugiej szansy) ale takie działające tylko dobrze. W porządku, ale bez cudów. Połączone z na przykład płukanką mogą dać piękny efekt ;)

Bardzo polecam takie dni intensywnej pielęgnacji :) Dla mnie chyba nic nie działa tak dobrze jak mycie na bogato. Efektu nie da się porównać z pojedynczym produktem, nawet najlepszym.

Jestem dość ciekawa tego, czy kiedyś włosy będą miały dość i zaczną być łatwe do przeciążenia. Czekam na to, bo to będzie oznaczało ich lepszą kondycję i większe wygładzenie. Może uda mi się obniżyć ich porowatość, z czasem?

Połączenie drugie

Garnier AiK, olej sojowy, Kallos Latte, Planeta Organica żel pod prysznic Ekwadorskie Kakao, Balsam Ziołowy Babuszki Agafii  do wł.słabych, miękki + olej sojowy, płukanka z siemienia lnianego z aloesem. Do tego kozieradka na skórę głowy przed myciem.

1. olej: sojowy na odżywkę Garnier Awokado i Karite na około 5 godzin
2. mycie: długość – Kallos Latte; skóra głowy – Planeta Organica żel pod prysznic Ekwadorskie Kakao
3. odżywka/maska: Balsam Ziołowy Babuszki Agafii  do wł.słabych, miękki (odlewka. Nie mam go na liście zakupów, nie muszę sprawdzać jak działa solo więc użyłam go w połączeniu) + olej sojowy (kilka kropel), pod czepek na pół godziny
4. płukanka: żel z siemienia rozcieńczony 1:9 z sokiem aloesowym
Znów wygląda to szaleńczo, a właściwie nałożyłam olej, umyłam włosy (odżywianie liczy się jako część mycia, nigdy nie myję włosów szamponem bez nakładania maski czy odżywki) i zrobiłam płukankę ;)

Niestety efekty nie były dobre. Miałam więcej blasku, ale wierzchnia warstwa była napuszona, a w dotyku włosy były suche i szorstkie, zwłaszcza końcówki. Dziwne. Trochę trudno mi uwierzyć w to, że balsam aż tak zepsuł cały efekt. Ale co mogło pójść nie tak? Poza zmianą odżywki po myciu dodałam tylko aloes do płukanki z siemienia. Solo ta płukanka z aloesem zadziałała cudownie, miałam włosy tak gładkie jakby były niskoporowate. Nie wiem dlaczego teraz tak nie było. To nic. Próbuję dalej :)

 _________________________________


In this monthly series of entries I will post short descriptions of experiments I do with products or treatments that have already been tested, but to which I now make some modifications. I will also throw reviews in here – those that are too short to write a separate entry. I've decided to gather the monthly confessions of a mad scientist in one post, which is better than constantly editing old ones, I believe. 



I will also post here effects of mixing hair care elements (eg. oil + masque + rinse), which in their reviews are described separately, as usually. I won’t note down all mixes, I’ll only post those in which I changed something in comparison to previous ones, as well as those that gave particularly good or bad results ;)

DECEMBER 

Experiments 

I am adding humectants to shampoo. I will write a summary soon ;) 

Mixes
  
Sunday hair spa
Garnier Awokado and Shea (Karite) conditioner, soybean oil, Kallos latte masque, Planeta Organica Ecuador Cocoa shower gel, Bingo Spa shea & 5 algae masque, Tahe Gold Infussion B, flax seed rinse.
(Oh dear. Written all together, this looks overwhelming. As if I drowned my hair in litres of beauty products. But the truth is I didn’t even feel I was doing a lot. Oil, wash, DT, rinse. And my hair was not weighted down too much at all. It doesn’t take much time and my hair needs care which is that complex.)

It’s been the first wash in a long time when I used a mix of hair care elements. In my summary of November care (LINK) I wrote that I finally have a base of methods and products that I can use to oil or moisturise my hair, I finally have tested and trusted things I can mix with one another. 

On Saturday I knew I would be home late, too late to wash my hair (my little brother and his girlfriend were playing with happysad in OdNowa club. 30 November 2013 was the day when I burst with pride. You can find pictures on my husband's site. As a hair lover and blog owner, I am really lucky to have a husband who is a photographer. By the way, if you live in kujawsko-pomorskie and you need a photoshoot, for a blog for instance, the contact info is on the site linked above). So I moved the wash to Sunday morning and I used the night to oil my hair.




1. oil: soybean oil, applied on Garnier Avocado and Karite (Shea) conditioner. It doesn’t do much on itself and I thought it would work better with a conditioner, just as the previous oil I used did.
I also applied the oil (without conditioner) lightly on my hair above ears, but not on the scalp.
2. washing: Kallos Latte as the conditioner that is to protect my hair from shampoo and wash oil off. Shampoo: Planeta Organica Ecuador cocoa shower gel.
3. DT after washing: Bingo Spa Shea & 5algae, pressed in, kept for 30 minutes.
4. protein: my standard Saturday dose. I added a bit of Tahe Infussion Gold keratin milk to the BingoSpa DT. I am not going to buy the Tahe product (it was a gift) so I decided not to check how it works alone and mix it with something trusted instead.
5. moisturising: flax seed gel rinse 

When I squeezed the excess water from hair I felt it was covered with a light film, which made me happy. A bit viciously, I was hoping for over-weighted hair. (I’m starting to doubt it’s possible with my hair, really.) 

The effect was awesome. I could have such hair everyday. I had to devote some time to test things separately but finally I was able to introduce fuller hair care. You have no idea how glad I am. I can finally mix products and use them together.

As early as during the drying process I felt my hair was heavy, though it was still frizzy after washing. When it was dry, I tied it into my smoothing ponytail and I kept it until the end of the day and then through the night. In the morning, my hair was really smooth. When I touched it, it was as smooth as low-porosity hair, (though not as much as when I used flax seed rinse with aloe vera juice). It also looked smooth. Even my ends were not frizzy (that’s the visual aspect) or dry to touch. I had more shine, I had heavy, bouncy hair. When I tied it into a bun, I couldn’t stop touching it ;)

Anyway… from now on I will do such „rich” mixes whenever I can. It means almost every wash, apart from the days when I have to test something new separately or the days when I get back home late and I don’t’ have free morning next day.

By the way, it turned out that products that work so-so on their own (such as soybean oil) can produce awesome results when paired with something. I checked all the elements separately but I didn’t predict that. I still believe that it’s a good idea to check products one by one but maybe, also, it’s good to keep (instead of throwing them away, exchanging them or using in some other way than for hair) those things that does not work great on their own, just good. I don’t mean bad products, that actually make my hair worse. Those never get any second chance. I mean the “good but not great” ones. Mixed with, for example, a rinse they can give outstanding results! :)

I recommend you such days of intense hair care :) For me, nothing works better than a “rich” washing. The effect is incomparable to the effect of any single product, even the best one.

I am quite curious whether my hair will have enough one day and it will start getting over-weighted. I am waiting for it, because it will mean more smoothness and better condition of hair. Maybe I will be able to lower its porosity, with time?

Second mix

Garnier Avocado and Shea conditioner, soybean oil, Planeta Organica Ecuador Cocoa shower gel, Babuszka Agafia’s Soft conditioner for fragile hair + soybean oil, flax seed since with aloe vera juice

1. oil: soybean oil applied on Garnier Avocado conditioner for about 5 hours
2. washing: length – Kallos Latte; scalp - Planeta Organica Ecuador Cocoa shower gel
3. conditioner/DT: Babuszka Agafia’s Soft conditioner for fragile hair (a sample. I don’t plan to buy it so I didn’t check how it works alone but used it in a mix) + soybean oil (a few drops) put under a shower cap for half an hour
4. rinse: flax seed rinse made of 1 part of flax seed gel and 9 parts of aloe vera juice

It looks absolutely mad again, but the truth is I applied an oil, washed my hair (which includes conditioning since I never skip that if I wash my hair with a shampoo) and I made a rinse.

Unfortunately, the effects were not good. I had more shine but the upper layer of my hair was frizzy, and the hair (especially my ends) was rough and dry to touch. Weird. It’s hard to believe that the conditioner alone ruined the whole effect. But what could have gone wrong? Apart from changing the conditioner I only added aloe vera juice to flax seed rinse. When I used this flax seed rinse with aloe vera alone it gave me miraculous effects, my hair was as smooth as if it had low porosity. I don’t know why it was not so. But nevermind, I keep trying :)

Komentarze

  1. gratuluję utalentowanego brata i męża ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuuuję :) Przekażę obu panom ;)

      Usuń
    2. Dziękuuuję :) Przekażę obu panom ;)

      Usuń
  2. Niemego się doczekać kiedy będę miała już tylko swoje naturalne włosy, o ile mniej problemów z pielęgnacją. O proteinach lepiej aby w ogóle w ich wypadku zapomniała, jeżeli juz tylko nawilżanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaką masz utalentowaną rodzinkę! :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? Czuję się otoczona geniuszem :)

      Usuń
  4. Świetne wieści! Podoba mi się pomysł na serię, zwłaszcza że moje włosy są chyba podobne do Twoich, takie mam wrażenie. Tym bardziej trzymam kciuki. Brakuje tylko zdjęć Twoich włosów po zabiegach;) PS: chyba następną w kolei odżywką do kupienia będzie garnier AiK, zanim zabiorę się za jakieś internetowe zakupy, tyle osób ją wychwala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia będą w kolejnych miesiącach, teraz jakoś mi nie wyszło, głównie dlatego, że kiedy jestem w domu jest jeszcze albo już ciemno ;)
      Tyle osób ją wychwala, a Garnier zmienił skład :( Jest w niej teraz alkohol isopropylowy, mam już nową wersję, sprawdzę czy działa tak samo jak stara. Jeśli nie, to jej zadania przejmie Garnier z żurawiną, do włosów farbowanych, bo działa podobnie, tylko jest rzadka. Więc jeśli alkohol Ci nie pasuje (podobno działanie się wyraźnie zmieniło jednak...) to może zacznij od tej czerwonej :)

      Usuń
    2. Zdjęcia będą w kolejnych miesiącach, teraz jakoś mi nie wyszło, głównie dlatego, że kiedy jestem w domu jest jeszcze albo już ciemno ;)
      Tyle osób ją wychwala, a Garnier zmienił skład :( Jest w niej teraz alkohol isopropylowy, mam już nową wersję, sprawdzę czy działa tak samo jak stara. Jeśli nie, to jej zadania przejmie Garnier z żurawiną, do włosów farbowanych, bo działa podobnie, tylko jest rzadka. Więc jeśli alkohol Ci nie pasuje (podobno działanie się wyraźnie zmieniło jednak...) to może zacznij od tej czerwonej :)

      Usuń
    3. Hm, no nie wiem... właściwie się nie pali, mam jeszcze ze dwie odżywki do zużycia. Jesteś jedną z tych blogerek, które budzą we mnie zaufanie, więc poczekam na Twoją opinię. Jak powiesz, że zła, to nie kupię, dobra-kupuję. Rzadkich odżywek nie lubię za bardzo (chociaż też są wyjątki).

      Usuń
    4. Nie zajmie mi długo sprawdzenie jej, wrzucę sobie do koszyczka na szafce to przetestuje do końca stycznia i dam Ci znać :) Nie pali się, ale gdybyś chciała kupić będziesz coś wiedziała przynajmniej.

      Usuń
  5. Podziwiam Cię bo mi by się tyle nie chciało siedzieć nad włosami ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ;) A mi to sprawia przyjemność, właściwie na czas w ogóle nie zwracam uwagi:)

      Usuń
  6. super sprawa:))) zarówno koncert jak i mieszanka:D

    OdpowiedzUsuń
  7. łaał koncert to powód do dumy :) a moich włosów chyba też nie da się przeciażyć, kładę co chcę i jeszcze się nie zdarzyło.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyobrażam sobie jaka musiałaś być dumna i wzruszona na koncercie :) WOW dużo troski poświęcasz włoskom, ale za to widać efekty, bo są piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popłakałam się ze wzruszenia, ale właściwie to się tego po sobie i po sytuacji spodziewałam :)

      Usuń
  9. Moje włosy nie są zniszczone czy wysokoporowate ale również lubią łączenia i bogata pielęgnacje. Wtedy są nawilżone od końcówek po nasadę. U mnie dzisiaj olej, przed myciem na olej odzywka, potem szampon, peeling, maska plus papka na wypadanie(olejek laurowy, brahmi, glinka z żeń-szeniem, kapoor kachli , serum do brwi-według mojego przepisu, maska z jonami srebra) potem maska z serii rokitnikowej ns i sprej :D. Nie są obciążone, używam wielu kosmetyków w małej ilości. Zwłaszcza w święta, soboty gdy jestem w domu i mam czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Soboty dla włosów <3 I tyle wolnego w święta! :D
      Fascynują mnie Twoje ziołowe mieszanki. Jestem pełna podziwu :)
      I mam nadzieję, że kiedy moje włosy będą w lepszym stanie nadal będą lubiły pielęgnację na bogato, bo lubię to wszystko robić.

      Usuń
    2. Soboty dla włosów <3 I tyle wolnego w święta! :D
      Fascynują mnie Twoje ziołowe mieszanki. Jestem pełna podziwu :)
      I mam nadzieję, że kiedy moje włosy będą w lepszym stanie nadal będą lubiły pielęgnację na bogato, bo lubię to wszystko robić.

      Usuń
  10. Gratuluje zdolnego brata i meza :) Pierwsze polaczenia mnie zaciekawily, bo nigdy nie probowalam nakladac masek po olejach. Moje wlosy strasznie ciezko dociazyc o przeciazeniu nie ma mowy, wiec w jakis weekend wyprobuje, zwlszcza, ze ostatnio zdecydowanie cos wole wlosy po maskach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Jak już wypróbujesz jakąś szaloną mieszankę i będziesz miała chwilę, daj znać jak wyszło :)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Ha! :) Ja jestem "pęknięta" do tej pory, zwłaszcza, że na pulpicie ciągle mam zdjęcia jako przypominajki :)

      Usuń
  12. uwielbiam odżywki garniera ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwsze połączenie bardzo ciekawie wygląda.
    Jeśli znajdę odrobinę więcej czasu zrobię na swojej głowie podobne spa :)


    Nie ma to jak zdolna rodzina!

    OdpowiedzUsuń
  14. Tyle się naprodukowałam wczoraj i ani jeden komentarz się nie dodał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś się dzieje z komentarzami. Dodają się podwójnie albo zamiast w odpowiedzi na konkretny komentarz wyskakują na dole :(

      Usuń
    2. "albo zamiast w odpowiedzi na konkretny komentarz wyskakują na dole :(" - mam tak samo u siebie :/.

      Usuń
  15. Ale utalentowana rodzina:) Brawo. ;)
    Fajnie, że w końcu udało Ci się znaleźć idealne połączenia. :)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Złożona pielęgnacja, kocham, kocham, kocham :D
    Gratulacje dla brata i jego dziewczyny. Happysad - wow!

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeśli chodzi o pielęgnację włosów, to kiedy nie masz czasu, sprawę powinna załatwić jedna maseczka - ja też mam włosy przesuszające się na końcach i ona umiejętnie je "zlepia" i nawilża - jajeczna maska odżywcza Joanny: http://www.joanna.pl/produkty/wlosy-all/pielegnacja/z-apteczki-babuni-wlosy/maska-jajeczna-odzywcza - jeśli jeszcze nie próbowałaś, ja polecam - ma świetne recenzje w internecie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzucę okiem :) Do Joanny się mocno zraziłam po odżywce z miodem, która dramatycznie przesuszyła mi włosy. Mogło to być przeproteinowanie, ale wtedy tego nie wiedziałam...

      Usuń
  18. chyba musze sobie wydzielić jakiś dzień na spa dla włosów :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz