Listopadowe eksperymenty i połączenia ~ November experiments and mixes


W tej serii comiesięcznych postów będę zamieszczała krótkie opisy eksperymentów z produktami czy zabiegami, które już przetestowałam ale teraz je jakoś ulepszam. Trafią tu też recenzje zbyt krótkie, żeby stworzyć z nich osobny post. Postanowiłam zbierać wyznania szalonego naukowca (szalonej naukowczyni! Feminizm mi przysnął.) z danego miesiąca w jednym poście. To lepsze niż nieskończone edytowanie starych ;)
Będę tu też zamieszczała efekty połączeń różnych elementów pielęgnacji (na przykład olej + maska + płukanka), które w recenzjach standardowo opisałam odrębnie.

LISTOPAD

Masełka NightBlooming Panacea Hair Salve jako olej przed myciem: o tych cudach pisałam jakiś czas temu. Do tej pory używałam ich głównie do zabezpieczania końcówek czy jako odżywek i b/s, ale od kiedy olejuję końce cały czas potrzebuję czegoś mniej klejącego i wybieram ciekłe oleje. Poza tym moje NBP są już dość stare (kupiłam je w sierpniu 2012), zużycie jednego (mam 15 ml próbki) zajmuje mi ponad pół roku i pomimo, że trzymam je w lodówce zaczynam się bać, że się przeterminują. Cena przesyłki z USA wzrosła na początku roku dramatycznie (z około 20 zł do około 50) ale i tak uznałam, że prędzej czy później masełka się albo skończą albo przeterminują a kupiłam je po to, żeby ich używać, mniej lub bardziej oszczędnie, a nie po to, żeby je mieć i podziwiać. Tak oto postanowiłam spróbować NBP jak olejów – przed myciem włosów.

Pokażę Wam jeszcze skład, pożyczony ze strony, na której możecie je kupić.

Winter:Ingredients: Certified Organic Shea Butter, Pure Refined Coconut Oil, Herbal infusion (Licorice Root, Coltsfoot Leaf, Yarrow, Willow, Pau díarco, Burdock Root, Mahonia, Calendula, Horsetail, Nettles), Cetearyl Alcohol, Jojoba Seed Oil, Aloe Gel, Vitamin B5, Evening Primrose, Neem, Macadamia Seed Oil, Essential Oils (Tea tree, Lemon tea tree, Lavender, Geranium, Rosemary), Rice extract, Sodium Benzoate, Sodium Anisate, Vitamin C, Vitamin E). 
Summer:
Ingredients: Certified Organic Shea Butter (Butyrospermum parkii), Herbal infusion of Horsetail, Rose Hips, Lemon, Red Raspberry, Thyme, Certified Organic Aloe Vera,unrefined coconut, Behentrimonium Methosulfate, Glycerin, Stearalkonium Chloride, Certified Organic Jojoba Oil, Cetearyl Alcohol, Ceteareth 20, Green Tea Extract, Certified Organic Sunflower Oil, Wheat Protein, Wheat Amino Acids, Tocopherol, Lecithin, Panthenol, Caprylic Acid, Glycine, Guar, Potassium Sorbate, Citric Acid, and the Essential Oils of Frankincense, Myrrh, Lavender, Sweet Orange, Ylang Ylang, and Lime.
 
Traditional:
Ingredients: Certified Organic Shea Butter (Butyrospermum parkii), Herbal infusion of Rooibos (Aspalathus linearis), Pure Refined Coconut Oil, African Wild Honey, Behentrimonium Methosulfate (and) Cetearyl Alcohol, Panthenol (pro-Vitamin B5), Vegetable Emulsifying Wax, Hydrolyzed Oat Protein, Potassium Sorbate, Citric Acid , and the Essential Oils of Frankincense, Myrrh, Sweet Orange, Ylang Ylang, and Limone.
Free of: parabens, silicones, synthetic fragrances, and artificial coloring agents.

Efekt: miękkie w dotyku, ale napuszone włosy, końcówki były suche i lekko sztywne. Używa krótko potem maska Gliss Kur Oil Nutritive upewniła mnie w przekonaniu, że moje włosy nie cierpią masła shea. Przez długi czas NBP chroniło mi mechanicznie końcówki ale też je puszyło, czego wtedy nie widziałam, wydawało mi się, że końce są po prostu suche.

Maska Gliss Kur Satin Relax: dostałam odlewkę od Mari. Dziękuję! :) Wydaje mi się, że nie można jej już dostać w sklepach, więc zamiast sprawdzać jak działa solo i zastanawiać się czy chcę ją kupić, dodałam do niej trochę kolagenu i elastyny, bo była sobota, dzień na proteiny. Po wyschnięciu włosy ładnie pachniały… i nic więcej.

Olej lniany na średnioporowate włosy i wysokoporowate końcówki: To moje pierwsze spotkanie z olejem lnianym. Pierwsze wrażenie – zapach ryby. Źle. Nałożyłam go na całą noc, na suche włosy. Po umyciu (odżywka Mrs Potters Ginko Biloba i Keratyna) włosy (poza końcówkami) były bardzo gładkie w dotyku, ale widocznie napuszone. Krótko po wyschnięciu puch przypominał wręcz efekt nadmiaru protein, zwłaszcza spodnia warstwa zmieniła się w małe fale, później zrobiło się nieco lepiej. Dzień po myciu długość była już bardzo zadowolona, miałam gładkie (w dotyku i wizualnie), sprężyste włosy. Moje wysokoporowate końcówki były wyraźnie napuszone i szorstkie w dotyku do kolejnego mycia.
Sądzę, że wrócę do oleju lnianego jednak dopiero wtedy, kiedy zetnę stare, wysokoporowate końcówki. Efekt na długości jest, bądź co bądź, bardzo dobry.

KILKA STARYCH MINI-RECENZJI

Odżywka Garnier Awokado i Karite
Mam ją od 3 lat zawsze w domu. Na początku włosomanii, po odstawieniu silikonów, używałam tylko jej i wersji żurawionwej, później zmieniałam główne odżywki ale tę miałam zawsze jako bazę do SMT.

Podczas nakładania włosy idealnie się rozczesują. Splątania (ewentualne powstają jeśli nie nakładam 1. odżywki w OMO) znikają pod palcami, zero oporu. Zero.

Po spłukaniu: miękka, elastyczna kurtyna pod strumieniem wody. Tak samo dobrze jest po wyjęciu włosów z  ręcznika. Podczas wysychania są napuszone ale zauważyłam, że stan moich włosów podczas spłukiwania, podczas wysychania i kilka godzin po wyschnięciu może nie mieć ze sobą nic wspólnego.

Rano włosy są bardzo, bardzo błyszczące i gładkie… chociaż znów bardziej w dotyku niż wizualnie.

Odżywka Mrs Potters Melisa i Witaminy
I jako 1. i 2. O w OMO jest świetna, zostawia włosy bardzo, bardzo gładkie (również wizualnie) i błyszczące. Kiedy używam jej tylko jako drugiej odżywki w OMO jest tak samo. Co ciekawe, sprawdza się nieco gorzej (ale nadal bardzo dobrze) jako odzywka do mycia. Lubię ją tak samo jak wersję z keratyną i ginko biloba. Jest warta ponownego kupienia. Wybaczam jej nawet to, że pachnie jak cytrynowe mleczko do czyszczenia.

Mydlinica lekarska: płukanka i dodanie jej do szamponu
Przygotowałam wywar gotując 2 łyżki korzenia mydlnicy i dwie szklanki wody. Dodany do szamponu sprawia, że moje włosy są bardziej miękkie, minimalnie, ale niestety skóra głowy swędzi. W trakcie mycia mam wrażenie gładkich włosów jednak znika ono po ich wyschnięciu.
Za to płukanka niestety zostawia włosy napuszone, lekko suche, szorstkie i matowe.

Płukanka cytrynowa
Postanowiłam przetestować kwaśną płukankę, która ma na calu domknięcie łusek włosów (nabłyszczenie i wygładzenie) oraz balansowanie twardej wody. Raz próbowałam octu jabłkowego, nie mogę znieść jego zapachu, więc przyszła kolej na cytrynę. Do litra wody z kranu dodałam 2 łyżki stołowe soku wyciśniętego z cytryny. Po spłukaniu dokładnie maski z włosów (Stapiz Sleek Line Repair and Shine) wylałam na nie wodę z sokiem. Po czym, jak to często u mnie bywa, doszłam do wniosku, że nie wiem czy taką wodę z cytryną jeszcze się spłukuje, czy nie;) Dla bezpieczeństwa spłukałam. Włosy były bardzo gładkie w dotyku, widocznie błyszczące, ale efekt wizualnej gładkości mógłby być lepszy. Pojedyncze krótsze włosy były lekko napuszone i odstające.

______________________________________




In this monthly series of entries I will post short descriptions of experiments I do with products or treatments that have already been tested, but to which I now make some modifications. I will also throw reviews here – those that are too short to write a separate entry. I've decided to gather the monthly confessions of a mad scientist in one post, which is better than constantly editing old ones, I believe.
I will also post here effects of mixing hair care elements (eg. oil + masque + rinse), which in their reviews are described separately, as usually.

NOVEMBER

NightBlooming Panacea Hair Salve as pre-wash oil treatment: some time ago I wrote about these miracle products. Until now I have used them mainly as ends protectors and leave-in conditioners, but since I oil my ends all the time now I prefer liquid oils, as they are less sticky. Besides, my NBPs are pretty old, I bought them in August 2012, it takes me eight months to use one (and I only have those 15 ml samples) and although I keep them in a fridge I am afraid they will expire. The shipping price from the US changed dramatically at the beginning of the year (from about 20 PLN to 50 PLN) but anyway I thought that, sooner or later, my NBPs will be finished or they will simply expire, and after all I bought them to use them, in smaller or bigger amounts, not to have and admire them. This is how I have decided to try them as pre-wash oil treatments.

I will also show you the ingredients. I borrowed lists from the website from which you can purchase the Panaceas:
Winter:
Ingredients: Certified Organic Shea Butter, Pure Refined Coconut Oil, Herbal infusion (Licorice Root, Coltsfoot Leaf, Yarrow, Willow, Pau díarco, Burdock Root, Mahonia, Calendula, Horsetail, Nettles), Cetearyl Alcohol, Jojoba Seed Oil, Aloe Gel, Vitamin B5, Evening Primrose, Neem, Macadamia Seed Oil, Essential Oils (Tea tree, Lemon tea tree, Lavender, Geranium, Rosemary), Rice extract, Sodium Benzoate, Sodium Anisate, Vitamin C, Vitamin E).
 
Summer:
Ingredients: Certified Organic Shea Butter (Butyrospermum parkii), Herbal infusion of Horsetail, Rose Hips, Lemon, Red Raspberry, Thyme, Certified Organic Aloe Vera,unrefined coconut, Behentrimonium Methosulfate, Glycerin, Stearalkonium Chloride, Certified Organic Jojoba Oil, Cetearyl Alcohol, Ceteareth 20, Green Tea Extract, Certified Organic Sunflower Oil, Wheat Protein, Wheat Amino Acids, Tocopherol, Lecithin, Panthenol, Caprylic Acid, Glycine, Guar, Potassium Sorbate, Citric Acid, and the Essential Oils of Frankincense, Myrrh, Lavender, Sweet Orange, Ylang Ylang, and Lime.
 
Traditional:
Ingredients: Certified Organic Shea Butter (Butyrospermum parkii), Herbal infusion of Rooibos (Aspalathus linearis), Pure Refined Coconut Oil, African Wild Honey, Behentrimonium Methosulfate (and) Cetearyl Alcohol, Panthenol (pro-Vitamin B5), Vegetable Emulsifying Wax, Hydrolyzed Oat Protein, Potassium Sorbate, Citric Acid , and the Essential Oils of Frankincense, Myrrh, Sweet Orange, Ylang Ylang, and Limone.
Free of: parabens, silicones, synthetic fragrances, and artificial coloring agents.

Effect: hair was soft to touch but frizzy, and the ends were dry and a bit rough. The Gliss Kur Oil Nutritive mask I used a few days later made me certain that my hair doesn't tolerate shea butter. For a long time NBP butters were protecting my ends mechanically at the same time making them frizzy. I thought it's just my ends' dryness.

Gliss Kur Satin Relax deep treatment
Mari gave me a sample. Thanks! :) I think it’s not available in shops any more, so instead of checking how it works alone and deciding if I want to buy it tor not I added soluble collagen and elastin to it, as it was Saturday, the protein day. When my hair dried it smelled nice… and that was all.

Flax seed oil for medium-porosity hair and high-porosity ends
It’s been my first time with flax seed oil. First impression – fishy smell. Not good. I applied it on dry hair and left it overnight. When I washed my hair (with Mrs Potters Ginko Biloba and Keratin conditioner) it was smooth to touch (apart from the ends) but frizzy and puffy. Shortly after my hair dried it looked as if it had too much protein. Especially the under-layer was full of tight waves. Later it became a bit better. On day two my hair was smooth, both visually and to touch, and bouncy. But my high-porosity ends were really frizzy and rough to touch until the next wash.

I think I will go back to flex seed oil, but first I have to trim my old, high-porosity ends. After all, my length reacted really well to the oil.


A FEW OLD MINI-REVIEWS

Garnier Avocado and Shea conditioner
I have had at least a bottle in my house, always, for three years. At the beginning of my hair journey, when I dropped cones, I was using this conditioner only, and Garnier Ultra Doux cranberry, too. Then I started changing main conditioners but I have always had this one as a base for SMT.

When I apply it, my hair is perfectly easy to de-tangle. Tangles that appear if I don’t use the first C in CWC just disappear under my touch. No resistance, not at all.

When I rinse my hair, it makes a soft, silky curtain under the water. It’s just as good when I take it out of a towel. When it dries it’s frizzy, but I have noticed that the state of my hair when it dries can be completely different from the final effect when it’s dry.
In the morning the hair is really, really shiny and smooth… but again, more to touch than visiually.

Mrs Potters Melissa and Vitamins conditioner
It’s great as the 1st and 2nd C in CWC, leaving my hair very, very smooth (also visually) and shiny. Same effect occurs when I use it as the 2nd C only. Interestingly, it works a bit less great as a CO conditioner (conditioner-only wash), but it still means it’s very good. I like it just as much as the keratin and ginko biloba conditioner. It’s definitely worth going back to. I can forgive the smell of citrus cleansing milk, even.

Common soapwort: adding it to shampoo and making a rinse
Preparation: boiling 2 spoons of the dried roots and 2 glasses of water. When I added it to shampoo it made my hair a bit softer, but the scalp would itch. When I wash my hair it feels smoother but this feeling disappears when hair dries.
A rinse made of common soapwort made my hair frizzy, a bit dry, dull and rough.

Lemon rinse
I wanted an acidic rinse that would close my cuticles to make hair smoother and shinier. I also wanted the rinse to balance hard water. I tried ACV (apple cinder vinegar) once but I can’t stand the smell, so I tried lemon instead. I added 2 tablespoons of lemon juice do a litre of tap water. When I rinsed out the DT (Stapiz Sleek Line Repair and Shine) I poured the rinse over my hair. And then, typically, I became aware of the fact that I did not know whether I should leave the rinse in my hair or make another rinse with water. So I rinsed it, that was safer. My hair was then really smooth to touch, shinier, too, but the visual smoothness could have been better. Single shorter hairs were sticking out. 

Komentarze

  1. Ja ostatnio eksperymentuje z domowymi specyfikami na włosy co mogę znaleźć w kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Płukanek się nie spłukuje, nawet piwnych, cysteinowych i innych pachnących =)
    Pomysł na posta fajny, może sama kiedyś coś takiego zrobię.
    Garnier Avokado i Karite sobie kupię, jak skończę inne rzeczy. A ona też zawiera masło shea, ale w śladowych ( jak dla mnie) ilościach.
    Szkoda że nbp Ci nie pasują, ale będziesz z nich miała niezłe kremy do rąk/skórek/łokci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Nie ma to jak nauczyć się podstaw :D
      Ma shea, nawet w nazwie w końcu, i może dlatego podczas wysychania mam nietypowy puch. Ale później sie jednak wygładza...

      Żebym ja używała kremów do skórek i łokci... :D Nie wnikam w takie drobiazgi. NPB dodaję do żelu pod prysznic... i jest bardzo fajnie! :)

      Usuń
    2. Ja też nie używam, a powinnam ( kosmetolog w końcu musi ładne dłonie mieć). Za nic nie mogę sobie wyrobić mnóstwa nawyków, nawet z kremem do twarzy mam problem.

      Usuń
    3. Ha, chociaż masz motywację profesjonalną ;) Ja jestem ignorantką ale z wyboru. Nie ruszają mnie takie szczegóły jak właśnie skórki paznokci (do niedawna nie wiedziałam że w ogóle moga być "zadbane" albo "niezadbane"), filtry czy cała afera z prewencją przeciwzmarszczkową. Nawet zwykłego nawilżającego kremu do twarzy nie używam codziennie i nie mam z tym problemu :) Chociaż niektórych to szokuje, sprawdzałam :D

      Usuń
    4. Dla mnie skończyły się dni słodkiej ignorancji =)

      Usuń
  3. Henri ostro kombinujesz :D Ja ostatnio na kombinowanie nie mam czasu, używam sprawdzwonych sposobów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze powiedziane :) A będzie jeszcze... ciężej, w grudniowym poście :D

      Usuń
  4. Najwyraźniej nie jestem prawdziwą włosomaniaczką, bo moją uwagę najbardziej zwrócił pierścionek i obrączka na zdjęciach :) Nie mogę się doczekać zdjęć ślubnej fryzury (tym bardziej, że sama poszukuję ślubnych inspiracji dla długowłosych) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! :)
      Ciągle czekamy na wszystkie zdjęcia. Powoli się pojawiają, ale fryzury wśród nich nie ma. Jeszcze :)

      Usuń
  5. dla mnie olej lniany ma zapach prażonych ziaren lnu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy inne nosy ;)
      Mi generalnie zapachy nie przeszkadzają... chociaż wczoraj użyłam oleju bhringraj i nie wiem czy nie zmienię zdania.

      Usuń
  6. Moje włosy nie lubią oleju lnianego :/(co innego skalp i maseczki z tym składnikiem).

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę kiedyś wypróbować płukankę cytrynową :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Płukankę cytrynową lubię, ale zdecydowanie lepszy efekt daje płukanka z kwasem mlekowym :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapowiada się bardzo twórczo :) Wreszcie się porządnie wyżyjesz :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie nikt nie zaciągnie nawet wołami do użycia do wlosów czegokolwiek zawierającego maslo shea :) jestem podręcznikowym okazem wysokopora. Kokos wywołał u mnie dramat, więc od shea i oleju palmowego trzymam się z daleka :) No i niestety chyba jako jedyna włosomaniaczka nigdy nie wyprubuję slynnej Garnier AiK

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam eksperymenty :) Ale na razie tylko bawie sie z maskam - na ziola przyjdzie jeszcze czas :) Podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz