Włosy nie muszą być idealne ~ Hair doesn't have to be perfect

Postanowiłam zebrać w jednym miejscu moje średnio popularne poglądy na temat końcówek włosów. Wiem, że nie jestem jedyną osobą, która nie zgadza się z dominującą opinią głoszącą, że końce muszą być idealne. A więc po pierwsze: trzymamy się razem! ;) A po drugie – zamiast pisać siedemnaście razy to samo w odpowiedzi na komentarze „czemu nie zetniesz włosów?” pod każdą aktualizacją długości i stanu włosów, pozwolę sobie odsyłać osoby, które nie czytają bloga regularnie i nie znają mojej „końcówkowej filozofii” tutaj.



Moje rzadkie końcówki to stare końcówki, z czasów prostownicy i suszarki (zgadza się to dokładnie z przeliczeniem czasu, długości i przyrostu włosów). Zniszczenia nie wędrują w górę (nie robię już tego, co powodowało zniszczenia i noszę włosy upięte), od marca 2010 podcinam włosy regularnie co 3 miesiące i z czasem pozbędę się starych końców. Jednak nie zdecyduję się na jedno spore cięcie. Nie chcę wracać do krótkich włosów, nawet do takich do talii. Nie, moje włosy nie są idealne, ale mnie to nie przeszkadza. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że jestem jedną z osób zapuszczających włosy na siłę, bez dbania o ich kondycję. Nie tylko długość się dla mnie liczy. Jest równie ważna, co kondycja, ale nie mniej ważna. Po pierwsze, podcinam końcówki co 3 miesiące, nie unikam tego. Po drugie pozwolę sobie zauważyć, że poza końcami włosy są idealnie zdrowe (jedynie z tendencją do puszenia się, jak to fale). Końcówki są jedynym mankamentem, przynajmniej dla mnie. (Przepraszam, jeśli brzmi to narcystycznie. Nie taki jest cel. Po prostu bardzo lubię swoje włosy i próbuję nie narzekać na wszystko, a odważyć się otwarcie z czegoś cieszyć.) Po trzecie, włosy są w bardzo dobrej kondycji ponieważ o nie dbam. Podcinanie nie jest jedyną formą pielęgnacji, prawda? (Poza tym powtórzę – i tak je podcinam.) Skąd twierdzenie, że długość jest ważniejsza od kondycji? Gdybym ich nie podcinała i tak zostałyby mi inne formy dbania o włosy. (A nawet gdyby ktoś postanowił włosy zapuszczać, używając tylko szamponu i odżywki, bez podcinania, bez intensywnego odżywiania, nawilżania czy olejowania, jednocześnie prowadząc bloga i pokazując długie włosy, ale nie wystylizowane jak z okładki, nikt nie powinien kazać takiej osobie zmieniać zdania.)

Nie rozumiem uznawania całych włosów za "do niczego" tylko przez kilkanaście centymetrów rzadkich czy suchych końców. Mogłabym obciąć całą starą długość na raz. Ale nie chcę i będę robiła to powoli. Za jakiś czas doczekam się całkiem zdrowych końcówek. Nie dam się wcisnąć w myślenie "idealnie albo wcale, ewentualnie rób co chcesz z włosami ale nie prowadź bloga i ich nie pokazuj". Kiedy zaczęłam pisać bloga i czytać wpisy polskich włosomaniaczek (po trzech latach na LHC gdzie mało kto ma idealne końcówki a wszyscy podziwiają długie włosy) byłam zaskoczona dążeniem do idealnych końców kosztem długości i braku praktycznego przyrostu przez długi czas. (Ja zapuszczam włosy, nie tylko je pielęgnuję. Zależy mi na długości, nie jest ona czymś na co nie zwracam uwagi, nie jest ubocznym produktem pielęgnacji. Wiem, że dla większości osób ważniejsza jest kondycja. Dla mnie jest równie ważna co długość.) Chciałabym zaznaczyć, że perfekcyjnie zdrowe końce i zaczęcie zapuszczania od podcięcia to naprawdę nie jedyna możliwa i słuszna droga, chociaż z przykrością co rusz trafiam na wpisy z serii "ja podcinam włosy regularnie a dziewczyny, dla których długość jest ważniejsza są żałosne i nie wiedzą co to znaczy być włosomaniaczką". Znowu- jakby podcinanie było najważniejszą formą dbania o włosy. „Nie podcinasz- nie dbasz.”

Postanowiłam, że nie będę wdawała się w dyskusje, gdziekolwiek poruszany jest temat ścinania suchych, rzadkich czy zniszczonych końcówek (chyba, że ktoś prosi o pomoc i opinię) i przez większość czasu udaje mi się dotrzymać postanowienia. Staram się nie robić nic poza odpowiadaniem na komentarze na swoim blogu. Wiem, że nie zmienię poglądów innych i właściwie mi na tym nie zależy. Wychodzę z założenia, że w kwestii zapuszczania każdy robi to, co uważa za słuszne i chciałabym, żeby do mojego wyboru również tak podchodzono. Kiedy ktoś pyta o zdanie, rzadko doradzam radykalne cięcie – o ile pamiętam, zrobiłam to raz, w krytycznym przypadku. Inaczej byłaby to hipokryzja. Nie bronię tylko swoich długich włosów. Powolne ścinanie to mój pogląd całościowo. Za to z drugiej strony osoby proponujące mi ścięcie 20 cm włosów same mają końcówki w złym stanie. Nie rozumiem dlaczego nie zetną swoich. Tylko ja nie mam prawa mieć rzadkich? Jak można popierać jakąś zasadę ale proponować ją wszystkim poza sobą? Warto zauważyć jak łatwo doradzać komuś, bo "te kilka centymetrów szybko odrośnie." Nie będę rozwijała wątku, bo moim celem nie jest bycie złośliwą, ale tyle musiałam zasygnalizować.

Powtórzę, w ramach szybkiego podsumowania, że dla mnie długość nie jest ważniejsza od kondycji włosów. Ale też kondycja nie jest ważniejsza od długości. Moim celem są długie włosy, które są jednocześnie zdrowe. To w taki sposób zaczęła się moja włosomania. Podstawową motywacją była długość, a teraz oczywiście skupiam się też na kondycji włosów, ale nie zapomniałam o długości. I skoro przy kondycji jesteśmy, na wrześniowym zdjęciu widać, że poza końcami włosy są w naprawdę dobrym stanie.

Jest dobra okazja, żeby podziękować wszystkim tym czytelniczkom, które rozumieją i szanują mój wybór. A dodatkowo aktywnie mnie wspierają. Dziękuję. Kocham pisać, ale gdyby nie Wy moja pasja związana z włosami pewnie wróciłaby do momentu, kiedy nie miałam bloga. Bez świadomości tego, że jesteście, bez Waszych komentarzy i pomocy, pomimo potrzeby tworzenia czegoś w związku z włosomanią, pomimo potrzeby robienia czegoś więcej niż nakładanie odżywek na włosy, nie pisałabym bloga. Pisanie dla samych negatywnych odpowiedzi nie miałoby sensu. Nie, nie spodziewam się wyłącznie pochwał. Prawda jest taka, że mam sporo zniszczonych końcówek. Zdaję sobie z tego sprawę. Sama krytyka by mi nie przeszkadzała, jednak problem polega na tym, że co kilka postów wspominam o powolnym podcinaniu końcówek a i tak co chwila muszę od nowa tłumaczyć dlaczego nie podążam "jedyną słuszną drogą" ścięcia całości zniszczeń na raz. "Powoli podcinasz? To nie pokazuj się do czasu aż zetniesz wszystko co suche."

I tak, dziękuję bardzo, bardzo czytelniczkom, anonimowym i zalogowanym, za wszystkie wiadomości i komentarze ze słowami wsparcia. Jak niedawno napisałam, jedna taka wiadomość wystarczy, żebym przestała myśleć o wszystkich złośliwych komentarzach z ostatniego miesiąca ;) Dobrze mieć świadomość, że nie tylko ja uważam, że włosy naprawdę nie muszą być idealne.
__________

I have decided to put my not-so-popular views on hair ends into one entry. I know I am not the only person who does not agree with the theory that hair ends must be perfect. So, first of all: let’s keep together! ;) Secondly, instead of repeating the same thing seventeen times as a response to comments under each „hair length update” post, I will allow myself to send those people who do not read my blog on regular basis and they don’t know my „ends philosophy” to this entry.

My thin ends are old ends, they remember the times of blow-dryer and flat iron. I counted the time, growth rate and length, and it fits. The damage does not travel up (I don't do the things that were causing it anymore and I wear my hair up) and I've been trimming my ends every three months since March 2010. With time, I will get rid of the old ones. But I will not make one big chop. I don’t want to go back to short hair, even to waist length hair. No, my hair is not perfect and I do not mind.

I disagree with the claim that I am one of the people who grow their hair without taking care of it and thinking only about the length. The length is not the only thing that matters for me. It is as important as the condition of my hair, but not less important. First of all, I do trim my ends every 3 months, I do not avoid it. Secondly, I dare say that apart from ends, my hair is perfectly healthy (it has a tendency to get frizzy, which is typical of wavy hair). Ends are the only defect, at least for me. (I apologise if it sounds like narcissism  This is not my goal. I just like my hair and I try to be brave enough to enjoy some things, instead of complaining all the time.) Thirdly, my hair is in good condition because I take care of it. Trimming is not the only way of caring for hair, is it? (Besides, I repeat: I trim it anyway.) So why do some people say that length is more important for me than condition? Even if I wasn't trimming my hair, there would still be other forms of hair care. (And even if someone would have decided to grow long hair using only a shampoo and a conditioner, without trimming, intense treatments, moisturising or oiling, but writing a blog and showing this imperfect hair that would not be styled like on a cover, no one should try to change this person’s mind.)

I do not understand claiming hair to be „good for nothing” just because it has a few inches of dry or thin ends. I could chop all the old length at once. But I do not want to and I will keep doing it slowly. In time I will have my healthy ends. I will not let others to push me into this „perfection or nothing. Or, you can do whatever you want with your hair but don’t show it, don’t write a blog.” way of thinking. When I started writing and reading Polish hair blogs (after three years on LHC, where few people have perfect ends but everyone admires long hair) I was surprised with this popular need to have ideal ends at the expense of length, at the expense of having no practical growth for years. (I grow my hair, my goal is not only the perfect condition. I know that for the majority here condition is more important. For me it matters as much as length.) I’d like to emphasise that perfectly healthy ends and trimming hair at the beginning of a growth journey is not the only reasonable and possible way. Unfortunately, I keep coming across entries such as „I trim my ends regularly and girls who don’t do that are pathetic and they are not real hair lovers.” Again, it implies that trimming is the most important way of caring for hair. „No trimming, no care.”

I have decided not to get into discussions, whenever the topic of trimming dry, thin or damaged ends appears, unless someone asks for help and opinion. I manage to follow this way, mostly. I try to do nothing more than responding to comments on my blog. I know I will not change other people’s opinions and I don’t really want to do it. I believe that when it comes to growing hair, everyone shall do what they prefer and I wish my choices were seen in this way too. When someone asks for an opinion, I hardly ever advice a major cut. As far as I remember, I have done it once. Otherwise, it would be hypocrisy. I do not defend my long hair only. Micro-trimming is my general opinion. However, on the other side some people who tell me to cut 20 cm (8”) of hair, have ends in bad condition themselves. I don’t understand, then, why don’t they trim their hair. How can one support some theory but propose it to everyone but oneself? It’s easy to advice others, because „those few centimetres will re-grow quickly”. I will not dwell upon this, since I don’t intend to be mean. I had to signal this much, though.

As a quick summary, I will say once again that length is not more important than the condition of my hair. But the condition is not more important than length. My goal is to have long hair that is also healthy and this is how my hair hobby begun. The primary motivation was length, but now I obviously focus on condition too, but I have not forgotten about the length. And since we mention the condition, I’d like to say that on the September length update picture you can see well that my hair is in really good shape. Apart from the ends.

I have a chance to thank all those logged-in and anonymous readers who understand and respect my choice. And they actively support me. Thank you. I love writing but if it wasn't for your presence, my passion associated with hair would probably go back to the stage when I did not have the blog. Without the knowledge that you are here, without your comments and help, I would stop writing, despite the strong need to create something, to do something more than just applying conditioners.

Writing for negative responses only would not make sense. No, I do not expect praises only. The truth is that I do have a lot of damaged ends. I am aware of it. The critique itself would not bother me, but the problem is that I mention my ends philosophy (micro-trimming) every few posts and still I need to explain it often why I don’t follow „the only sensible way of trimming off all the damage at once.” And if I do micro-trims, apparently my hair is not worth showing.

So, thank you for all supportive messages and comments  As I have recently written, one such message is enough to make me stop thinking about all mean comments from the past month ;) It is really good to know that I am not the only person who believes that hair does not have to be perfect. 

Komentarze

  1. Słusznie, każdy ma prawo do własnych przekonań, po co narzucać swoje poglądy. Ja też żeby pozbyć się wszystkich zniszczonych partii (włosy kiedyś były bardziej cieniowane dlatego końce nie są równe i mam maaase rozdwojeń np w połowie długości) musiałabym ściąć chyba połowę włosów. Dlatego również wolę robić to stopniowo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie tego w ogóle, nic a nic, nie widać :) Przynajmniej problem negatywnych komentarzy Ci odpada. Chociaż wiem, że sama świadomość tego, że ma się rozdwojone końcówki wystarczy, nawet kiedy inni tego nie wiedzą czy nie widzą ;)

      Usuń
  2. Jeżeli dobrze się czujesz ze swoimi wlosami, to absolutnie nie powinnaś ich ścinać, przecież to ty je znasz i wiesz co jest dla nich najlepsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie by było, gdyby każdy tak myślał :)

      Usuń
  3. Ten post to miód na moje serce, myślałam już, ze jestem sama w poglądach, ze nie trzeba radykalnie ścinać włosów aby mieć piękne i długie a sukcesywnie zniszczone. Myślę o zapuszczaniu włosów to samo co Ty. :) Strasznie milo mi się czytało post i mam nadzieje, ze nie obrazisz się kiedy będą odsyłać ludzi do tego własnie posta u Ciebie jak się mnie zaczną czepiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie jesteś sama :) Trochę nas jest, powoli to odkrywam, ale (a to niespodzianka) nieco się chowamy. Eve na przykład też powoli ścinała włosy. I teraz ma takie, że nic tylko na okładkę. Trzeba tylko przetrwać czas do "docięcia" się do zdrowych włosów.

      Cieszę się, że da się to czytać :) Zazwyczaj mam problem z ułożeniem myśli. Możesz mi podrzucać wszystkich złośliwców, mam nadzieję, że mój post nie tyle przekona kogokolwiek do zmiany poglądów ale chociaż podpowie, że można szanować naszą drogę.

      Usuń
  4. Zgadzam się z Tobą! I cieszę się że jest osoba która myśli podobnie do mnie :) Nie ścinałam włosów od dwóch lat, mam poniszczone końcówki, podcinam je wtedy kiedy mi się chce (zazwyczaj nie mogę już na nie wtedy patrzeć i zaczynaj a mnie denerwować :D ), ale gdybym zaścieła teraz moje włosy o 10 cm to jest niemal pewna że za 2 lata były by w podobnym stanie - no może w trochę lepszym. Ale postanowiłam, że włosy zacznę bardziej regularnie podcinać jak urosną mi do pasa, a na razie niech i tak zniszczone końcówki niszczą się (bo tak czy siak się niszczą) dalej, zamiast świeżych, zdrowych włosów które są nad zniszczonymi włosami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! To też jest problem. Znam kilka osób, które zaczęły zapuszczanie od podcięcia po czym okazało się, że kiedy włosy odrosły były w podobnym stanie. Jeśli okaże się, że przy długości włosów za pupę nie będę w stanie utrzymać zdrowych końcówek, będzie w porządku. Coś za coś, niektóre włosy od pewnej długości tak już mają :)
      Biegnąc w piątek na wykład też przypomniałam sobie ten argument- zniszczenia niekoniecznie wędrują w górę, ale za to zdrowe partie włosa są chronione przez te słabsze, juz podniszczone :)

      Usuń
  5. Jestem 100% po Twojej stronie. Z własnego doświadczenia wiem, jak trudno jest jednocześnie odratować włosy w fatalnej kondycji, zapuścić je i jeszcze dbać o końcówki. Jeśli masz przyrost 2-3 cm na miesiąc to jest to możliwe, ale jeśli nie - trzeba z czegoś zrezygnować.
    Sama mam włosy długości około 50 - 55 cm. Marzą mi się takie 70 cm. Włosomaniaczką stałam się 2 lata temu w listopadzie i łatwo można sobie policzyć, że jeśli moje włosy rosną tylko 1 cm na miesiąc to połowa posiadanej długości jest jeszcze sprzed włosomaniactwa. I co? Mam je obciąć bo ktoś mi twierdzi, że zniszczone? Przecież do pielęgnacji motywują efekty, a dla mnie największym efektem jest długość. Obcinam 2-3 cm co 6-7 miesięcy i jakoś żyję. Dodatkowo mam włosy wysokoporowate, kręcone, puszące się, a takich moim zdaniem NIE DA się uczynić idealnymi. Pogodziłam się z tym. Włosy są dla mnie a nie ja dla nich, a jużna pewno moje włosy nie są dla innych. Jest mi łatwiej ponieważ, nie mam bloga, więc moje włosy ogląda tylko otoczenie wśród którego innych "wtajemniczonych" na szczęście brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. ,, (...)a już na pewno moje włosy nie są dla innych."- święta racja:)

      Usuń
    3. Otóż to. Jak komuś faktycznie włosy rosną 2 cm na miesiąc może sobie szaleć. A reszta z czegoś rezygnuje. Mnie nawet to nie przeszkadza. Na co dzień nie widzę i nie czuję stanu końcówek. Tylko na zdjęciach to wychodzi. A i tak patrzę na nie i wiem, że za jakiś czas doczekam się lepszych końców.

      Dla mnie największym efektem również jest długość. To pewnie zależy od włosów, ale mnie dobry stan, wygładzenie i nawilżenie jest dużo łatwiej osiągnąć niż przyrost. Czasem wystarczy jedna dobra odżywka, płukanka czy olej. Właściwie można by było używać jej przez lata, i już, pięknie wyglądające włosy. A przyrost... Jak to jest mało. 1 cm na miesiąc. Dwie kratki w zeszycie, a do celu daleko, to idzie w lata.

      Szkoda, że nie każdy zawsze pamięta o tym, że włosy są dla właściciela a nie dla innych... :)

      Usuń
  6. I racja, teraz większośc ma ,,spaczony'' poglad na włosy. Widza idealnie podcięte świeżo końce zawsze błyszczące włosy na zdjeciach i myślą że tylko takie włosy moga być piękne. A wcale nie, każde włosy mają swój potencjał i są na swój sposób piękne. Też nie ścięłabym tylu cm włosów, moje rosną zaledwie 1,3cm na miesiąc i to przy dobrych wiatrach - więc co to jest w porównaniu z większością? Im łatwo mówić skoro ich włosy rosną w zaskakującym tempie 2/3 a nawet 4 cm miesięcznie... więc mogą sobie pozwolić na ścinanie i ścinanie.Podcinam końce minimalnie by jakikolwiek przyrost był widoczny, metoda małych kroczków jest dla mnie najlepsza o za bardzo kocham długie włosy:) Jestem z Tobą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko sprowadza się do różnicy między kochaniem długich włosów a zdrowych:) My lubimy obie rzeczy połączone, ale jednak wielu osobom na długości nie zależy. Więc mogą ścinać.

      Usuń
  7. Oczywiście, że każdy ma prawo do robienia ze swoimi włosami co mu się żywnie podoba. Oby autorzy tych komentarzy nie przeoczyli tego wpisu. Ogólnie uważam, że radykalne cięcie jest konieczne w przypadku rozdwajających się końcówek, bo ich stan będzie się tylko pogarszał a rozdwojenie szło w górę. Natomiast jeśli końcówki się trzymają cało to mogą sobie być :) Sama w ostatnich dniach zrezygnowałam z długości, ścięłam całkiem sporo, na rzecz lepszego wyglądu fryzury. Wcześniej cięłam na prosto teraz wystopniowałam, skręt się bardzo poprawił. Miałam długie włosy, ale co z tego jeśli zupełnie się nie układały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I super, że jest Ci z tym dobrze :) Widzisz, u Ciebie decyzja wyszła naturalnie. Wolisz zdrowe i dobrze układające się włosy. A ja cięcie zrobiłabym (jeśli!) to przeciwko sobie i żałowałabym sekundę po.

      Widzę po zdjęciach, że zniszczenia nie zjadają wyższych partii włosów. Na szczęście. Więc trzymam się swojej drogi :)

      Usuń
  8. Nie śledziłam dyskusji w komentarzach na ten temat, ale jestem zaskoczona, że ktoś w ogóle chce narzucać innym swoją wersję piękna. Twoje włosy - twoja decyzja, możesz zrobić z nimi co chcesz. Ja dobrze Cię rozumiem, bo choć nie mam zniszczonych włosów, to też staram się je zapuszczać i podcinam je co ok. 6 miesięcy. Przy podcinaniu końcówki są już przerzedzone i choć potem podoba mi się to, jak wyglądają, szkoda mi tych cm, które musiałam stracić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama byłam zaskoczona. Później zauważyłam, że osób uważających zdrowe końcówki za jedyną możliwość jest całe mnóstwo. I właściwie zdziwiło mnie to jeszcze bardziej :):)

      Ach, ta ambiwalencja po podcięciu... ;)

      Usuń
  9. Moim zdaniem niech każdy robi ze swoimi włosami/ciałem/poglądami co chce, nic mi do tego. Ja mam być szczęśliwa dla siebie.Sama mam końcówki całkiem ok, ale gdyby było inaczej to na bank nie ścięłabym dużej ilości włosów. Byłoby mi szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? Ja rozumiem, że można napisać "nie podoba mi się", ale "zetnij, nie pokazuj"? Serio? Ech.

      Czas założyć klub nieścinaczy włosów.

      Usuń
  10. Pięknie to ujęłaś-widziałam Twoje włosy i napiszę-są zdrowe,grubaśne,zadbane!Zgadzam się z Tobą-również nie ściełabym będąc na Twym miejscu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ścięłabym-byka zrobiłam!O,tak się normalnie zdenerwowałam.

      Usuń
    2. Dziękuję! :)
      E tam, nawet bym nie zauważyła.

      Usuń
  11. W 100% Cię rozumiem:) Radykalne cięcia nie są wcale potrzebne do szczęścia - przecież to piękne patrzeć jak nasze włosy zmieniają się z miesiąca na miesiąc:) Ostre cięcię może prowadzić też do przykrego odkrycia, że włosy rosną na tyle szybko, iż nasza pielęgnacja jest niewystarczająca i zanim osiągną odpowiednią długość, to końce i tak będą w nędznej kondycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Wiele osób dokonało tego przeciekawego odkrycia, kilka moich znajomych żałuje podcięć bo włosy odrosły w tym samym stanie.

      Usuń
  12. Ja już się wypowiadałam, dodam tylko ze komentarze pod tym postem zmotywowały mnie do jeszcze rzadszego podcinania włosów - powycinam rozdwojenia na wycieniowanej długości, ale dopóki na samych końcach mi się włosy nie rozdwajają to ich podcinać nie będę, niech rosną jak najdłuższe. No, chyba że dorosną już do bioder, wtedy będzie regularne podcinanie, bo dłuższych chyba już nie chcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja tak zrobię jak będę miała je pod pupę. Później zobaczę czy będę chciała sprawdzić czy dorosną do kolan czy odpuszczę. Świat się zmienia jak włosy są dłuższe niż ręce :)
      Ależ ten mój blog jest niepoprawny politycznie. Motywacja do rzadszego podcinania! :):)

      Usuń
    2. Ja pielęgnację zaczęłam od podcinania włosów, podcinałam je co miesiąc bo stwierdziłam że po wcierkach i całej suplementacji zaczną mi rosnąć po 4 cm na miesiąc, a po 3 to co najmniej =D Nie rosły aż tyle i nie rosną. Jak już ścięłam to co trzeba było to ścinałam dalej bo nie umiałam ułożyć włosów i wyglądały na zniszczone, bo były spuszone, bo to i tamto - niepotrzebnie. Teraz żałuję tych podcięć bo miałabym sporo dłuższe włosy - ośmielę się stwierdzić ze z 10 cm by się spokojnie uchowało. Już teraz czuję ze zaczynają się robić długie ( jak zwiążę kucyka to część pod gumką jest sporo dłuższa od tej nad =3) ale tamte obcięte włosy nie dają mi spokoju. Wołają do mnie z grobu =D I znowu wznawiam suplementację i wcieranie, a jak dostanę stypendium, skończę 2 wcierki i będzie promocja to kupię sobie wreszcie olejek khadi po którym spodziewam się niezłych wyników ( będą już 2 lata jak odkładam jego zakup i cały czas stawiam sobie coraz to nowsze warunki żeby go kupić - ile to ja już mazideł zdenkowałam z myślą "jeszcze to zużyję to kupię sobie olejek" =D). Liczę sobie że za 2 lata powinnam mieć już te włosy do bioder tak jak sobie wymyśliłam ale boję się że jeszcze dłużej będę czekać. Jak tak dalej myślę to włosy do kolan też by były ładne, ale nie sądzę żebym aż takie zapuściła, miałabym ich strasznie mało na końcach. A mój chłopak w ogóle nie chce żebym miała długie włosy i jak mu pokazywałam na ulicy takie za talię na jakiejś dziewczynie to stwierdził że za długie i w ogóle bez sensu. Biedna ja.
      No, to się uzewnętrzniłam chyba już na zapas =D A końcówek ścinać nie będę.

      Usuń
    3. Ooo, stypendium jest wystarczającym powodem, żeby kupić sobie olejek khadi :) Serio. Już! Dodaj sobie stronę sklepu z nim jako pierwszą zakładkę.
      Znam głos wołających zza grobu włosów. Może jak zapuścimy jeszcze trochę to przestaną? :)

      Biedna Ty. Trzeba by przeprowadzić indoktrynację. Jak to włosy do talii są bez sensu? :o ;)

      Usuń
    4. Nie muszę dodawać zakładki bo mam ten sklep 160 metrów od mojego mieszkania. Dobrze że przystanek jest wcześniej bo codziennie lizałabym tam szybę. A stypendium dostanę dopiero pod koniec listopada i nie chce mi się tyle czekać. Jak wrócę po świętach to go sobie kupię od razu, o ile się nie rozmyślę =D będzie czekał na swoją kolej do przyszłego roku ale będę już miała spokój sumienia.
      Mężczyzna nie ma nic do gadania. Wręcz mnie to motywuje.
      Pytanie, jak taką indoktrynację przeprowadzać? ( "nie dała Ci odpisać notatek? Widzisz, te wszystkie krótkowłose jędze takie są")

      Usuń
    5. Kupiłam! Nie pochwaliłam się nikomu, Ty jesteś pierwsza =) Na razie stoi zafoliowany, przed nim zużyję tylko resztkę Jantaru i Joannę rzepę. Jakbym znowu coś kombinowała i odkładała testy olejku na później to doprowadzaj mnie do porządku proszę =)

      Usuń
    6. Hurra! :)
      Będę Cię co parę dni męcząco pytać jak tam olejek. W końcu będziesz miała dość i użyjesz :P

      Usuń
    7. Chociaż Jantar daj mi zużyć, została mi tylko 1/3 opakowania =) i koniecznie będę mierzyć przyrost.

      Usuń
    8. No dooobra. Niech Ci będzie :P
      1/3 opakowania to mniej więcej ile czasu? Żebym wiedziała od kiedy zacząć na Ciebie napadać.

      Usuń
    9. Biorąc pod uwagę że wcieram tylko przed myciem to będą jakieś 2-3 tygodnie, ale postaram się przyspieszyć i wcierać odrobinę też po myciu.

      Usuń
    10. Na początku grudnia zacznę być męcząco-przypominająca.

      Usuń
  13. Heh mam dokładnie to samo, ale jeszcze nikt mi nie mówił żebym ścięła moje kudły, mimo wg mnie dość kiepskiej kondycji sporej części końcówek. Tez lubię mieć długie włosy i podcinam je o około 2 cm co 2-3 miesiące.
    Hejterami się nie przejmuj, ja tez bym się nie przejęła. Wg mnie w blogosferze coraz więcej narzekających i krytykujących...bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Niektórym radykalne ścięcie nie przeszkadza, innym tak.
    To już kwestia gustów, a gusta są różne i o nich się rzecz jasna nie dyskutuje. Jeśli Ci nie przeszkadzają dobrze się w nich czujesz to na prawdę nie ma potrzeby na takie drastyczne spotkanie z nożyczkami.
    Ważne, że końce są zadbane, bo porozdwajane i połamane, jakie widzę na ulicy na prawdę nie wyglądają ładnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Z moimi problem jest taki, że jest ich mało, ale nie są w złym stanie. Raczej w średnim. To wystarczy żeby różnić się od reszty ale... to nic :) Na razie.

      Usuń
  15. Gdybym miała obciąć całe włosy, którym zrobiłam krzywdę, zostałoby mi mniej więcej 10 cm ;) To dobry pomysł napisać posta, do którego będziesz mogła wysyłać wiecznie niezadowolonych Anonimków.

    Moim zdaniem wykorzystujesz cały potencjał Twoich włosów (choć jako hennomaniaczka doradziłabym ożywienie nieco koloru glossem) i są naprawdę wyjątkowe. Jest całe mnóstwo blogów dziewczyn z gładką prosta taflą, a zdecydowanie łatwiej im zrobić sobie zjawiskowe zdjęcie niż osobom z falami czy lokami, gdzie tu się spuszy, tam odstaje, a blask bardzo trudno uchwycić na zdjęciu (chociaż często na filmach to i owszem).

    Wiem, że wyglądam jakbym nie przeczytała ze zrozumieniem, piszesz, że nie chcesz dobrych rad, a ja zaczynam z kolorem... Nie gniewaj się, zawsze jak widzę Twoje włosy, wyobrażam je sobie z cieplejszym połyskiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rad po uszy mam tylko tych podcięciowych. Henna za to to jest... Temat rzeka. Używam cassii (w piątek zrobiłam niefortunny cassia gloss, użyłam złej odżywki i skończyłam z plasteliną na głowie) ale to nie to samo. Moja cassia jest zmieszana z henną (firma Henne Natur) i mimo to... nic. Kolor się czasowo ożywia, później wraca do chłodniejszego. Najbardziej zależy mi na blasku i wzmocnieniu włosów, ale mam coś takiego, że panicznie boję się zmiany koloru włosów. Za jakiś czas henna mi się nabuduje, zrobi się ciemniejsza... No dobra. Mogę farbować tylko odrosty. Ale i tak. Kiedyś mi się znudzi i co? Odrosty? 15 lat zapuszczania naturalnych włosów? :D Nawet w tym tygodniu szukałam zdjęć efektów farbowania henną jasny brąz, bo to chyba najbardziej zbliżony do mojego kolor. I widzę, że by moje włosy przyciemniła.
      Myślałam nad glossem właśnie, albo żeby dodać kilka łyżek henny do cassii... ale skoro ma jej starczeć na odżywienie to czy kolor też nie złapie?

      I tak to wygląda. Co jakiś czas widzę efekty farbowania, widzę tę gładkość i blask i już szukam na allegro. Ale jednak nie :)

      To znaczy, że nie jestem gotowa na ryzyko zmiany koloru włosów. Może za jakiś czas będę chciała zmiany i nie będzie mi ona przeszkadzała. Teraz nie jestem gotowa nawet spróbować licząc na to, że nic się nie stanie.

      Chociaż trochę czekam aż ktoś mnie przekona.

      Usuń
    2. Załatw sobie próbki i pofarbuj pasemka od spodu. Pochodzisz sobie tak z pół roku, zobaczysz jak takie włosy się zachowują, jak wygląda kolor, namyślisz się. Jakby co to będziesz miała tylko parę pasemek w innym kolorze, w sumie masz już jedno czerwone.

      Usuń
    3. Jeśli nie jesteś gotowa, to prawie na pewno nie będziesz zadowolona. Ale zastanów się nad glossem z 1-2 łyżeczkami henny. Myślę, że zauważysz różnicę w kolorze, a po jednym glossie z pewnością zmiana się wypłucze.

      Miałam kiedyś klientkę, której robiłam "niewidzialne" pasemka. To znaczy tylko ona je widziała. Była bardzo przywiązana do swojego koloru włosów i chociaż dla innych nic się nie zmieniło, dla niej delikatna zmiana odcienia niektórych pasm włosów to było już dużo :) Na podstawie tej sytuacji wysnułam wniosek, że gloss w Twoim przypadku da zamierzony efekt zmiany-nie zmiany, w dodatku odwracalny :) Bo prawdą jest, że z henny użytej wielokrotnie nie da się "wyjść". Za to powiem Ci, że moje włosy nie ciemnieją z czasem. Nakładam zioła tylko na odrosty, a raz na 3-4 miesiące na całość.

      Usuń
    4. Dobra próbka nie jest zła. Moje czerwone pasemko dawno się wypłukało :) Ale nie miałabym nic przeciwko spróbowaniu jasnobrązowej henny. Dopisuję do listy :)

      Mój problem z henną polega na tym, że długo, długo byłam przekonana, że henna się nie wypłukuje. Może dla 1% osób, o których doświadczeniach czytałam na LHC. Nagle okazało się, że wielu osobom w Polsce henna się wypłukuje. Nie jestem w stanie się do tego przekonać, nie wiem dlaczego :) Może to kwestia marki? Może henna Khadi się wypłukuje a inne nie? I boję się, że mi złapie kolor i nie zejdzie kiedy będę chciała. Ale "zmiana-nie zmiana" to dokładnie to, co by mi się przydało.
      Co jakiś czas do tego wracam i się zastanawiam. Ale ciągle nie jestem przekonana, więc nie próbuję. Może znajdę inne sposoby na uzyskanie tego, co daje henna jeśli chodzi o kondycję włosów? Póki co rozmyślam i kombinuję próbki.

      Usuń
  16. Popieram Cię, jeżeli masz zniszczone końcówki i nie chcesz ich ścinać, to jest to tylko i wyłącznie Twoja sprawa. Ja podcinam włosy raz do roku, a wiem, że należy raz na kwartał, najlepiej jeszcze co 2 miesiąc, tylko po co? Niech każdy zajmie się sobą, wychodzę z założenia, że jeśli oczekuję czegoś od 2 osoby, najpierw muszę wymagać tego od siebie; gdyby wszyscy wychodzili z takiego założenia, świat byłby o wiele przyjemniejszy ;) Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam. Nic nie należy :) Robimy to, co nam odpowiada :) Nie jesteś jedyną osobą, która podcina włosy raz na rok. Kilka razy widziałam wpisy z podstawami pielęgnacji z punktem "podcinaj końcówki co 6 tygodni" albo "co 2 miesiące". Co to za zasada? Przecież każdemu włosy niszczą się w innym tempie... :)

      O tak. Świat byłby lepszy :)

      Usuń
  17. Rozumiem i szanuję! Sama mam zniszczone od słońca krótsze pasma - wierzchnią warstwę. Gdybym miała ściąć brzydką, puszącą się niezdrowo część, zostałyby mi włosy do brody, podczas gdy reszta sięga za talię (tak, już za!<3). Zamiast tego ścinam je systematycznie.
    Muszę wypróbować dziś/jutro jedną z Twoich fryzur warkoczowych, naszła mnie ochota. W końcu już mogę, bo wyhodowałam sobie włosy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hurra! Włosy za talię! :)

      To też jest coś. Gdybym ścięła włosy znów musiałabym czekać na możliwość zrobienia niektórych fryzur :(

      Usuń
  18. Ja pamiętam (jeszcze z czasów przedwłosomaniackich), że z powodu złego stanu końców (=połowy włosów) scięłam je do ramion z długości jaką mam obecnie. Włosy odżyły, bo te pozostanowione były w świetnej kondycji ale była to praktycznie połowa długości.
    I tak naprawdę nigdy ani tego do końca nie żałowałam ani też nie uważałam za w 100% słuszną decyzję. Teraz nie zdecydowałabym się na taki krok. Użyłabym metody 'małych kroczków' czyli rozłożyłabym to cięcie na kilka wizyt u fryzjera i to byłoby najlepsze wyjście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze słyszeć coś takiego od osoby, która spróbowała radykalnego cięcia :)

      Usuń
  19. Doskonale Cię rozumiem, sama zaczęłam zapuszczać włosy kosztem ich kondycji, ale wystarczy, że się przerzuciłam na świadomą pielęgnację i samo podcięcie końcówek wystarczy, ale jako, że nie robiłam tego od dłuższego czasu, muszę podciąć troszkę więcej, bo są w fatalnym stanie, jednak nie zrobię jakiegoś drastycznego cięcia, bo krótkie włosy mi po prostu nie pasują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowód, że wszystko da się zrobić :):)

      Usuń
  20. Moje końce też nie są idealne, ale jestem z nich coraz bardziej dumna. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. W sumie masz rację. Ja swoje też ścinam powoli, za bardzo kocham ich długość. Zawsze gdy ktoś mnie pyta, odpowiadam, że cięcie jest konieczne, ale nie musi to być od razu pozbycie się 20 cm. Mimo, że mam czasem rozdwojone końce przy uchu, to przecież nie obetnę o tyle włosów.
    Wolę się trochę pomęczyć ścinać co miesiąc po 1 cm, i ich nie niszczyć to najważniejsze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mamy tak samo. Ja też mam świadomość, że potrzebuję podcięcia włosów ale nie wszystko na raz... :) I nie niszczyć bardziej, dokładnie :)

      Usuń
  22. A poza tym ja od roku schodzę z farbowania. Gdybym przyjęła taktykę typu "zetnij te zniszczone końce WSZYSTKIE na raz" w przypadku moich włosów rozjaśnianych i co za tym idzie bardziej zniszczonych, to przecież zostałabym łysa! :D
    Mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mnie też było łatwiej zapuszczać bez podcinania, chociażby z tego względu, że przy podcinaniu przy okazji traciłam też trochę zdrowych końcówek ;) I nie widziałam, by pojedyncze rozdwojenia dramatycznie "szły w górę". Za to przyjemniej pewnie mieć zdrowe końcówki, bo zwyczajnie, łatwiej wtedy je pielęgnować i rozczesywać. A włosy na Twoich zdjęciach wyglądają raz lepiej, raz gorzej, jak to włosy :) Zresztą, z tego co zauważyłam, są osoby, którym się bardziej postrzępione końce zwyczajnie podobają. Ja lubię (na swoich włosach) ten stan pomiędzy zaniedbaniem a świeżym cięciem :)

    Tak swoją drogą, to ja rozumiem bezgraniczną miłość do długich włosów i chęć ich posiadania. Bardziej mnie dziwi, jak widzę młodą dziewczynę z krótkimi i zniszczonymi włosami, zastanawiam się wtedy, jak to możliwe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię takie pośrednie końcówki. Są jeszcze wielbiciele fairytale ends, czyli całkiem przerzedzonych końcówek tak jak u elfów w filmach :) Mnie się takie podobają u innych.

      Usuń
  24. podcinanie co 3 miesiące to przecież tez podcinanie i regularne pozbywanie się końców, które są w słabszej kondycji:) Uszy do góry, tutaj zawsze znajdzie się jakaś "mądrala", która przecież "najlepiej wie, co Ci potrzebne" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się. Poza włosami muszę trochę popracować nad nieprzejmowaniem się niektórymi opiniami innych :)

      Usuń
  25. Jak już mówiłam rób jak uważasz :). Twoje włosy i Ty musisz się z nimi dobrze czuć. Sama lepiej wiesz co dla nich i głównie dla Ciebie najlepsze. No i co najważniejsze, przecież Ty je podcinasz. Za jakiś czas pozbędziesz się tych końców bez radykalnej zmiany długości. Ja swoje zniszczyłam zbyt długim trzymaniem rozjaśniającej farby- ciemny brąz nie tak łatwo rozjaśnić. Włosy się rwały i były paskudne :/. Koleżanka zapytała się mnie czemu mam białe końcówki włosów :p. Zresztą rozdwojone już były przed tem. Mimo wszystko wolałam mękę z kolorem i powolne obcinanie niż obcięcie całych włosów brrr. Przed włosomaniactwem było ciężko bo włosy mi nie rosły. Trochę to trwało zanim podrosły(naturalki) do ramion. Przynajmniej potem rosły szybko i mogłam co miesiąc pozbywać się 2cm(czasami więcej). Od tego momentu szybko poszło(szczerze to nawet nie wiem kiedy :D) i nie żałuje. Drugi raz robiłabym to samo. Zresztą nawet po kryzysie który był kilka miesięcy temu(pokazywałam stan rozdwojonych końcówek) podcinałam włosy kilka razy o 5 cm a nie od razu :D. Wiem, ze dla mnie taki sposób jest najlepszy. Miałam już włosy np. po zapięcie stanika i jednak wolę dłuższe :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze kiedy mi przypominasz, że drugi raz zrobiłabyś to samo jestem jeszcze bardziej przekonana :) Każdy kolejny przykład tego, że to jest możliwe mi pomaga :)

      Usuń
  26. Podpisuję się pod postem obiema łapkami! Niestety miałam do czynienia z tym samym problemem ludzi którzy wiedzą lepiej ode mnie,niestety przejaw tej wszech wiedzy zaserwowała mi fryzjerka.Podcięcie końcówek o równe 12 cm było dla niej zupełnie normalne "bo przecież są suche" taa...po ziołach niestety wszystko jest suche za parę dni byłyby normalne prócz rozdwojeń z którymi przyszłam czyli około 1cm...Łatwo komuś z dwoma włosami na krzyż bo sam nie potrafi zapuscić wmawiać innym,że nie warto a to co utnie przeciez i tak odrośnie,szkoda,że za rok bo moje włosy rosną bardzo powoli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fryzjerka mi kiedyś oznajmiła, że jak nałożę sobie na włosy takie, o, serum, (silikony) to będę miała od razu odbudowane włosy :) No nieźle! :)
      Mam wrażenie, że problem z niektórymi fryzjerami polega też na tym, że przyjmują, że klient(ka) nie zapuszcza włosów. Bo jak się nad tym zastanowić mało kto to robi. I tak, przychodzisz z włosami za łopatki podciąć końcówki a kończysz z włosami do ramion, bo fryzjerzy zakładają że to taka standardowa łatwa do utrzymania,ułożenia długość włosów. Po jakimś czasie na to wpadłam. Niektórym trzeba po prostu powiedzieć, że się zapuszcza włosy. Może to coś zmieni?

      Usuń
    2. Następnym razem pewnie poinformuje fryzjerke o zapuszczaniu jednak jeśli zaznaczam, że chce stracić około 1cm to nie toleruje samowolki ale to co zafundowała mi ta pani przeszło moje oczekiwania. Narazie jedyne co planuje zmieniać to przejście na osobiste ścinanie osobistych włosów. Z dala od nich potwory :< historia o nagłej cudownej odbudowie tez jest ciekawa widać wyszła z założenia że czego nie widać tego nie ma.

      Usuń
    3. Jasne :) Zastanawiam się czy niektóre dziewczyny same w to wierzą czy tylko klientom wciskają historie o odbudowie włosów serum...

      Hurra dla osobistego ścinania :)

      Usuń
  27. Mam wrażenie, że zbyt mocno przejmujesz się opinią innych wypisywaną w komentarzach. Wnioskuję to po dzisiejszym poście, a także wcześniejszych. Wrzuć na luz, po co Ci dodatkowy stres ;)
    Ja bym czepiła się w Twoich włosach tego, że je rozczesujesz, a nie ugniatasz w fale czy loczki. Dlaczego? Bo takie mam osobiste przekonania, taki jest mój gust. Dlaczego nie piszę Ci tego ciągle w komentarzach? Bo wiem, że moja opinia to tylko moje subiektywne zdanie, a nie prawo ustawowe i nie czuję potrzeby wciskania komukolwiek moich przekonań na siłę ;) Masz prawo do własnego zdania na ten temat i w stosunku do Twoich włosów ono jest najważniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. Nad tym muszę popracować :)

      Wiesz, ja nawet nie myślę o swoich włosach jako o falach, które rozczesuję. Myślę o nich raczej jako o dość prostych z łatwością falowania czy zakręcania. To znaczy wiem, że mam fale, ale nie czuję że są na tyle wyraźne żeby zmieniać pielęgnację, wprowadzić jakieś zasady CG czy coś takiego. Ciekawe :) Ale przede wszystkim nie lubię nosić rozpuszczonych włosów, więc nie będę się bawiła w ugniatanie. Może raz na jakiś czas... :)

      Usuń
  28. Szczerze mówiąc, jak widzę u kogoś postrzępione końcówki to od razu myślę o podcięciu, dlatego że ja zawsze chodzę w rozpuszczonych włosach i patrzę na to z mojej perspektywy ;) Ale tego przecież nie widać przy związanych włosach, więc bez przesady z tym namawianiem do podcinania ;p
    Przed włosomaniactwem miałam coraz bardziej liche włosy, nie wiedziałam tego co teraz więc... pod wpływem mamy i fryzjerki ścięłam włosy z długości poza stanik do długości przed ramiona... Głupio zrobiłam, że się dałam, nie mogłam na siebie patrzeć w lustro, zamknęłam się w sobie i dopiero po 2 latach "odżyłam". Niby to tylko włosy, a ile zmieniają ;)

    Co to Twojego komentarza u mnie - też jestem falowana :) Stylizuję włosy na prosto, bo tak mi wygodniej, ale po każdym warkoczu i tak się znowu falują.
    Może kiedyś poznam Cię po włosach gdzieś na ulicy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zobaczysz takie wysokie stworzonko, ze związanymi włosami, w biegu, to mogę być ja :D

      Usuń
    2. Najprędzej na bielańskim kampusie :)

      Usuń
  29. Dzięki za tego posta, bo znów mnie dopadło, że pora podciąć włosy. Jak ci pisałam pod inną notką, mam ogromną różnicę w długości włosów, rosną one powoli i szkoda mi każdego centymetra. Mimo zniszczonych końców chyba jednak jeszcze wytrzymam :)

    za to dzięki twojemu blogowi częściej podpinam włosy. Pamiętam twój wpis na ten temat i swoją pierwszą myśl - "Hodować długie włosy, a potem je ciągle nosić spięte? Co za bezsens!". Jednak teraz widzę, jak wolniej się niszczą. Tylko wprawy mi brakuje, by robić coś bardziej skomplikowanego niż koczek-ślimak... :P

    ms

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam czasami. Do podcięcia wg planu daleko a ja już chcę dzisiaj, bo mnie wkurzają. Ale nie :) Powoli też się da.

      Wiele osób uważa, że to totalny bezsens mieć długie włosy i spięte. Dla mnie jakoś nigdy to tak nie wyglądało, nawet kiedy pierwszy raz się z tym spotkałam. Kompletnie nie czuję potrzeby pokazywania włosów. Ale przede wszystkim jest mi niewygodnie w rozpuszczonych :)

      Usuń
    2. mi też zaczyna być niewygodnie w rozpuszczonych ;) no i grzywka odrasta, też argument za spinaniem.

      zresztą po tamtym twoim wpisie zaczęłam zauważać, jak wiele dziewczyn nosi rozpuszczone włosy i przygniata je potem paskami od toreb, albo włosy przyczepiają się rzepów przy kapturze, albo ocierają o ciepły sweter i kosmacą. to wcale nie wygląda dobrze. zmieniam więc nawyki i nieudolnie próbuję nowych upięć :P

      ms

      Usuń
    3. Aaa! Rzepy! Tylko nie to :)
      Niszczenie włosów to jedno. Drugie- to boli. Nie wiem, może nie wszystkich. Ale mnie tak. Takie pociągnięcie włosów paskiem, zaciśnięcie między plecami a oparciem krzesła. A po tym wszystkim wieczorne rozczesywanie. Aaaaaua.

      Próbuj :) Tego się da nauczyć. Widzę po sobie,. Lepiej mi idzie kiedy zaplatam i upinam regularnie. Jeśli przez kilka tygodni robię tylko proste upięcia, robi się trochę gorzej. Tak samo dziewczyny na YT- im dalej, tym lepsze filmy :)

      Usuń
  30. Po moim dwuetapowym hennowaniu i indygowaniu wyobraz sobie moje koncowki - no puch i susz do sciecia :P Ale ja sie nie dam i odzywie :) Więc nie scinamy, wszystko w swoim czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, takie coś to już na 99% się da zrobić :) Jestem przekonana, że prawie na pewno da się naprawić taki przesusz, który wylazł po hennie czy innych ziołach. Szkoda ścinać włosy bo po hennie sa przez tydzień suche. To tylko tymczasowe. Co innego po rozjaśnianiu albo po spaleniu prostownicą. Wtedy nie ma co wierzyć w cud. Ale henna nie zniszczyła włosów, tylko je właśnie podsuszyła przecież :)

      Usuń
  31. Blogów włosowych jest dużo, jeżeli komuś nie pasuje twoja strategia niech nie czyta, a nie się bawi w dawanie świetnych rad, na które każdy może wpaść sam ;) Ja jestem raczej fanką mięsistych końcówek, ale żal mi długości, po pierwsze lepiej się czuje w dłuższych włosach (takich naprawdę długich nie miałam nawet na komunię ; ) ) Po drugie, zniszczenia mi nie idą w górę, więc niszczą się tylko te końcówki, które mają się zniszczyć ( czasem zwłaszcza przy stopniowanych włosach ostre cięcie końców może wręcz zaszkodzić włosom). No i takie włosy o naturalnie przerzedzonych końcach wyglądają kapitalnie do retro sesji w klimacie malarstwa prerafaelitów :) S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się nie zwracać zbytniej uwagi na Ciocie Dobra Rada ;) Zwłaszcza te co potrafią tylko pisać, a nie czytają ;)
      Gdybym mogła mieć mięsiste i gęste końcówki bez utraty długości, miałabym je za 3 minuty :) Ale póki co tak samo szkoda mi długości mimo, i że nie moje końce nie wyglądają świetnie, nie zetnę ich. Ale za jakiś czas dorobię się zdrowych i gęstych :) Póki co chodzę i wyglądam sobie jak z obrazu :D Tylko jeszcze mogłabym być ruda.

      Usuń

Prześlij komentarz