Recenzja: Maska Biovax Keratyna i Jedwab ~ Review: Biovax Keratin and Silk DT

Zazwyczaj udaje mi się nie mieć oczekiwań w stosunku do nowych produktów. Nie wierzę składom. Jeśli chodzi o recenzje często należę do tych 10% osób, dla których źle oceniany produkt zostaje kosmetykiem roku a z kolei to, co innym daje efekt włosów jak z obrazka u mnie stwarza stóg siana. Też jak z obrazka ;)

Wobec tej maseczki za to miałam pewne oczekiwania. Najpierw była nowością. Patrzyłam na nią przez szybę. Recenzji pełnych zachwytów przybywało. W końcu ją kupiłam, w ramach kontrolowanego urodzinowego szaleństwa. Od listopada do września czekała w szafce. (Mały test na cierpliwość. Wygrałam ;)) Otworzyłam ją tuż przed ślubem i tuż po tym jak przesuszyłam włosy ziołową odżywką oraz użyłam kilka razy kiepskiego oleju Parachute (chciałam go skończyć), więc wymagania zaraz podrosły.

Po nałożeniu maski i trzymaniu jej 30 minut (bez żadnej odżywki jako pierwszego O w OMO) włosy wyschły do klasycznego siana. To nie był efekt „włosy bez odżywki”, to był przesusz. Mniej niż zero. Po związaniu w wygładzający kucyk (widoczny poniżej) włosy były dużo gładsze w dotyku kiedy przesuwałam po nich palcami, ale wizualnie wierzchnia warstwa była napuszona.

Później był ślub i wesele. Myłam włosy w czwartek (standardowe mycie po poprzednim wtorkowym), później w piątek wieczorem, przed wizytą u fryzjera w sobotę rano. (Fryzjerka zgodziła się, żebym sama umyła w domu włosy i przyszła z suchymi kiedy powiedziałam, że mam ŁZS i pewnie zdrapię sobie skórę głowy jeśli użyjemy szamponu z salonu.) Następne mycie (i zdzieranie lakieru z włosów) to niedziela rano. W ten sposób w ciągu 4 dni umyłam włosy aż 3 razy. Nie były szczęśliwe, ale gdybym z kolei poczekała z czwartkowym myciem do piątku wieczorem czy soboty rano skóra głowy byłaby jeszcze mniej zadowolona.

Wracamy do maski Biovax. Skoro się nie spisała a ja chciałam mieć ze sobą jak najmniej rzeczy w ramach ślubnego podróżowania użyłam jej jako 1. w metodzie OMO, chociaż zazwyczaj używam do tego prostych, tanich produktów. Żeby było weselej do porcji, którą nałożyłam po myciu, dodałam około 2 łyżeczek oleju z pestek winogron. Jak zawsze wprasowałam maskę i trzymałam na głowie 30 minut.
I tu było minimalnie lepiej. Ale minimalnie.

Kolejny raz użyłam maski Biovax dokładnie w ten sam sposób co w niedzielę po ślubie, ale bez oleju winogronowego. I znów efekt był słaby.

Tym, co zaskoczyło mnie w tej masce jest jej gęstość. Trzy poprzednie wersje, których używałam były inne. Gęste, ale o konsystencji kremu. Ta jest wręcz lekko twarda. Dopiero po nocy ślady palców w słoiczku znikają, a i to tylko częściowo. W tym przypadku gęstość lekko utrudnia aplikację. Maskę spokojne można rozcieńczyć wodą.

Podsumowując, rozczarowałam się. Maska sprawdza się źle jako druga w OMO, jako 1. i 2. niewiele lepiej. Nie chodzi nawet o to co dzieje się zaraz po wyschnięciu włosów, bo wiele odżywek czy masek przesusza i puszy mi włosy w tym momencie a po nocy efekt zmienia się na dużo lepszy. W przypadku tego produktu niestety tak nie jest. Moja miłość do masek Biovax nie osłabła, ale do wersji Keratyna + Jedwab nie wrócę. Zastanawiałam się nad przeproteinowaniem, ale nie sądzę, żeby było to możliwe. Mam wysokoporowate włosy i rzadko używam protein. Lekkie przeproteinowanie nastąpiło dopiero po laminowaniu żelatyną, więc nie wierzę żeby po drogeryjnej masce z niewielką ilością protein było aż tak źle. Chyba muszę po prostu uznać, że się nie sprawdza. 

P.S. Po głębokich filozoficznych rozważaniach doszłam do wniosku, że to jednak przeproteinowanie.



   


Tak wyglądały włosy zaraz po wyschnięciu. Zdecydowanie gorzej niż bez jakiejkolwiek odżywki.
~
That's my hair just after it dried. It looks much worse than without any conditioner at all.



(To mój dziwnie skręcony tułów oraz) niezawodny wygładzający kucyk.
~
That's my trusted smoothing ponytail... and my torso, twisted in a weird way. Nevermind.


Tak wyglądały włosy po dłuższej chwili w kucyku.
~
This is my hair after I took down the ties after a longer while.


Usually, I do not have any expectations when it comes to new products. I do not believe in INCI analysis. Reviews... Well, I often belong to those 10% of people for whom a brilliant product does bot work and the other way round. What gives others hair like from a picture, gives me a haystack. Which also looks like in a picture ;)

But I had some expectations associated with this particular deep treatment. First, it was a newly released product. I stared at it through the shop window. Amazing reviews kept appearing. I finally bought it during my (controlled) birthday frenzy. It waited in my closet from November till September. (A little patience test. I passed ;) ) I opened it just before my wedding and just after I dried my hair out with a herbal conditioner and I used the Parachute coconut oil, which is of low quality (I just wanted to finish it). Expectations grew.

I haven't found an official English description of this DT, but the "eponymous" ingredients are keratin and silk. They call this new technology Pro2Kéra. There is a description on the jar that includes the size of molecules even. It should deeply nourish and restore hair.

After I applied the DT and kept it for 30 minutes (with no conditioner as the first one in CWC) my hair dried to a classic haystack. It was not the "no conditioner" effect. It was a desert. Less than zero. Then I tied it in my smoothing ponytail (take a look at the picture above) and the hair became smother to touch but it was still frizzy on the upper layer.

Then there was my wedding and the reception. I washed my hair on Thursday (the standard wash which came after the previous one on Tuesday) and then I did it on Friday night, before my appointment with a stylist on Saturday morning. (The stylist said I can wash my hair at home and come with it dry. It was because I said I have seborrhoeic dermatitis and a salon shampoo would make my scalp itch.) The next wash was on Sunday. I had to to it to get rid of the ton of hairspray I had on my head. So, in four days I washed my hair 3 times. It was not happy. But if I skipped the Thursday wash and waited with it until Friday or Saturday morning my scalp would be even worse. 

Back to the Biovax DT. Since it didn't work well and I wanted to carry as few things as possible (I had to travel a bit before and after the wedding) I used it as the first C in CWC, though I usually use cheaper, runny products there. To make it all better, I added 2 teaspoons of grape-seed oil to the portion I put on my hair as the second C in CWC. I pressed the DT in and kept it on my hair for 30 minutes, as usually. The effect was only slightly better.

Next time I used the DT in the same way I did on Sunday, just without the oil. And again, results were poor.

What surprised me in this DT was the density. Three other versions of Biovax treatments I have used were dense but creamy. This one is a bit hard, I'd say. Traces of my fingers that were visible in the jar disappeared only after a night and not completely. In this case the density makes application a bit more difficult. You could dilute this product with no problem.

To sum up, I am disappointed. The DT works bad as the second one in CWC, not much better as both the first and second. It's not about what the DT does to my hair just after it dries. Many DTs or conditioners make my hair dry of frizzy then, and after a night the effect changes to a much better one. Not this time. My love for Biovax treatments has not become weaker, but I will not buy the Keratin + Silk version again. I was thinking about too much protein, but I don't think it's possible. My hair is of high porosity and I don't use much proteins. I had slight symptoms of too much proteins after gelatin treatment, so I don't believe it can be so bad after a drugstore deep treatment which does not have much proteins inside. I think I have to say that this DT just doesn't work.

P.S. After a long session of serious philosophical considerations I have arrived at a conclusion that it is too much protein, after all. 

Komentarze

  1. Szkoda, że się nie sprawdziła. Mnie jakoś ona nie kusi, pewnie też byłoby sianko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w ogóle nie pomyślałam o możliwym sianku... Niespodzianka! :)

      Usuń
  2. Tak wygladaly moje wlosy po pierwszym uzyciu maski laminujacej :D. Teraz uzywam maski biovax do wlosow oslabionych i bardzo ja polubilam. Tej nie mialam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje tak wyglądały po żelatynie. Kurczę, najwyraźniej nie są aż tak wysokoporowate jak mi się wydawało i nie potrzebują wielu protein. Ha. W sumie, dobra wiadomość :)

      Usuń
  3. Oddaj maskę w dobre ręce i jej więcej nie używaj! :) Wiesz co Ci powiem, Twoje włosy są suche, ale na zdjęciu z kucykiem błyszczą się niesamowicie - bije od nich zdrowie :) Zazdroszczę Ci tego. A jak się u Ciebie sprawdza mąka ziemniaczana?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już ją skończyłam. Z olejem jakoś poszło. Ale w życiu do niej nie wrócę. W przeciwieństwie do innych Biovaxów ;)
      O mamo, chociaż gdzieś wyglądaja tak, że nie zasługują na hejt :D Dziękuję :) Wprowadziłam nowy plan pielęgnacji i właściwie zmianę widać już po miesiącu. Teraz wyglądają tak prawie codziennie :)

      Mąka ziemniaczana na razie niestety stoi na półce. Ale po listopadowej przerwie jej użyję :)

      Usuń
  4. Mam ją i czeka na swoją kolej, mimo, że jej jeszcze nie używałam to już jestem rozczarowana... Czytam o niej głównie złe rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę. A ja właśnie same dobre. A tu i tak... klapa :)

      Usuń
  5. Związywanie włosów wiele daje jeśli chodzi o wygładzenie właśnie ;D ja też korzystam z tej metody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój najlepszy sposób :) Fakt, że są odgniecenia ale mnie to nie przeszkadza. Wygładzenie bombowe, i jak prosto to osiągnąć :)

      Usuń
  6. Moje włosy wyglądałyby tak samo, jeżą się na samą wzmiankę słów "keratyna" i "jedwab" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszło, że moje też. Coś się nie dogadałam z nimi. Widocznie wcale nie potrzebują protein aż tyle. Skoro maska je przeproteinowała...? Bo to chyba jednak to.

      Usuń
  7. Nie miałam jej, ale kiedyś bardzo mnie kusiła. Ja od protein na razie trzymam się z dala, bo moje włosy reagują na nie puchem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo co u mnie... Z jakiegoś powodu zakładałam, że moje włosy potrzebuja protein...

      Usuń
  8. Miałam kiedyś jej próbkę, ale pamiętam, ze szału nie zrobiła.
    Faktycznie możliwe, że i dla mnie je lekko spuszyła, ale tego niestety dokładnie nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy już to, że nie robiła szału ;)

      Usuń
  9. Ostatnio zastanawiałam się między nią a tą brązową z olejami, kupiłam tę drugą (o obu czytałam dobre rzeczy). Jeśli chodzi o konsystencję to w mojej też to zauważyłam, jest o wiele gęstsza i twardsza niż dla do ciemnych włosów. W wygładzającym kucyku Twoje włosy przepięknie błyszczą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)

      A o tej z olejami z kolej zdarzyło mi się czytać coś negatywnego. Kiedyś pewnie spróbuję :)

      Usuń
  10. O rany efekt zaraz po wyschnięciu mnie przeraził. Po kucyku wyglądają już o wiele lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też. Na żywo plus w dotyku był dramacik pierwsza klasa.

      Usuń
  11. Szkoda, że się u Ciebie nie sprawdziła. Ja jej nie miałam, ale jakoś nie przepadam za proteinami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba się już też z nimi aż tak nie lubię. Raz na dwa tygodnie w otoczeniu nawilżenia wystarczy.

      Usuń
  12. Szkoda, że się nie sprawdziła. Zadowolona jestem tylko z tego, że ostatnio wahałam się w sklepie czy ją kupić i wzięłam jednak inną wersję:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam ale akurat tej wersji nie polubiłam.

    OdpowiedzUsuń
  14. ;o aż tak? Współczuję. Mi czasem szaleje spalona słońcem warstwa włosów, ale jednak nie aż tak bardzo. Najgorsza rzecz, jak się tak nastawisz, że będzie dobrze działać, a dzieje się dokładnie odwrotnie. I to jeszcze przed ślubem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak. Pełnowymiarowy dramat :) A jeszcze się nastwiłam na cuda wyczytane w recenzjach... :)

      Usuń
  15. podejrzewam, że i u mnie efekt byłby podobny - protein unikam jak ognia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba też zacznę na nie zwracać uwagę w gotowych produktach.W zyciu bym nie wpadła na to, że maską mogę przeproteinować włosy.

      Usuń
  16. A ja chciałabym ją wypróbować, może u mnie sprawdziłaby się lepiej, kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne! :) Nigdy nie chciałam recenzjami nikogo zniechęcić. Najwyżej zasugerować osobom o podobnym typie włosów do moich jak dany produkt może zadziałać. Sama też często kupuję coś pomimo negatywnych recenzji. Warto! :)

      Usuń
  17. A może tak coś więcej o ślubnej fryzurze? ;)

    ms

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na zdjęcia... A w tym czasie mogę poopowiadać. Przeszłam od stadium "super" (u fryzjera) do "gdzie ja znajdę innego wolnego fryzjera w 2 godziny?!" w domu. Ale to jakaś panika ślubna tak się przejawiła chyba to tak naprawdę fryzura była w porządku :) Nie jakaś super wyjątkowa, dwa warkocze i loki, ale mnie się podobała :)

      Usuń
  18. na zdjęciu z kucykiem widać, że twoje włosy wcale nie mają przerzedzonych końców :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      One przez większość czasu wyglądają w porządku. A czasem jest mało pokazowo :)

      Usuń
  19. Ale ty jestes szczupla! :) No widac ze nie sluzy niestety :( A Ja mam i mam nadzieję ze sie spiszę, bo nie lubie wyrzucac pieniedzy w bloto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Też się lekko wkurzyłam. Poza włosowym problemem tuż przed ślubem cały czas myślałam jednak o zmarnowaniu pieniędzy...

      Usuń
  20. Szkoda, że nie spełniła Twoich oczekiwań.

    P.S. Podoba mi się Twoja angielska wersja, jest prawie bezbłędna, co rzadko zdarza się na polskich blogach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Staram się, ale własne błędy najtrudniej wychwycić. Poza tym do naturalnego języka mi daleko, ale pracuję nad tym :)

      Usuń
  21. Masz podobnie jak ja. Służy mi to co jest powszechnie potępiane (bo silikony, slsy i inne takie), a to co polecane (bo skład kipi od dobroci) u mnie się nie sprawdza. Twoje włosy jako nieliczne z blogosfery przypominają w większym stopniu moje, więc obserwuję co ciekawego testujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Silikonów będę broniła :) A sls też nie jest "zły i kropka". Zawsze mnie bawią takie fale paniki :D
      Ocenianie odżywki po składzie... Nawet w to nie wierzę, w analizę. Tu miało być pięknie a nie jest :) Także... trzymamy się potępianych rzeczy :D

      Zawsze myślałam, że mam pospolite włosy. Kolor jak kolor, ale struktura. A właściwie okazuje się, że nie.

      Usuń
  22. Zdradzisz Ci na głowie wyczarowała fryzjerka?:D Jestem strasznie ciekawa Twojej ślubnej fryzurki, może jakaś fotka?:)

    Pozdrawiam

    stała czytelniczka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będą zdjęcia, obiecuję! ;) Sami ich jeszcze nie mamy. Już kiedyś żartowałam, że wrzucę najpierw tu a później na facebooka, znajomym :D
      Moja fryzura była dość prosta, dwa dobierane warkocze plus loki. Niestety trafiłam na fryzjerkę (pomimo uczesania próbnego) która nie do końca wiedziała co zrobić z moimi dość długimi i jak sie okazało ciężkimi włosami. Ale wyszło tak, że mi się podobało. Nie jest to uczesanie warte pinterest'u, chociaż pewnie było z czego takie zrobić (:D) ale... wystarcza to, że dla mnie było ok. Pan Narzeczony nie zwiał, więc tragicznie chyba nie było. Uff :)

      Usuń
    2. no to czekam na fotki ze ślubu :)
      ms

      Usuń
  23. A mi ta paska przypadła do gustu. Moje włosy po niej były miłe, gładkie i lśniące. Ja ją polecam ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz