Wrześniowa aktualizacja długości ~ September length update

Przed podcięciem włosy miały 96.5 cm a więc urosły od końca sierpnia o 1 cm. (Jakiś czas temu pisałam Wam jak mierzyć włosy i jak samodzielnie podciąć końcówki.) Fakt, że we wrześniu ze względu na masę krótkich wyjazdów nie wcierałam kozieradki regularnie. Więc przyrost nie jest większy, ale wystarczą mi baby hairs, które mam :)

Podcięłam włosy o... a to jest ciekawy wątek, proszę państwa. Podcięłam włosy o około 5 cm, ale miara pokazała 3 cm, czyli włosy w tej chwili mają 93.5 cm. A to dlatego, że podcięcie wyszło krzywo (synonim artystycznej awangardowej asymetrii. A jaka piękna aliteracja!) Nie pierwszy raz, przyzwyczaiłam się :) Noszę włosy związane więc to nie problem. Poprawię w grudniu. W każdym razie lewa strona jest wyraźnie dłuższa. Po reszcie czuję, że włosy są krótsze, zwłaszcza kiedy je rozczesuję czy zaplatam. Ale czuję też wyraźniej niż przy jedno- czy dwu-centymetrowych podcięciach, że końcówki są grubsze. Z prawej strony jestem już dość blisko linii zdrowych włosów. Cieszę się. Bardzo :) To nie tak, że lubię mieć zniszczone stare końcówki. Nie mogę się doczekać aż je zetnę, ale nie chcę tracić aż tyle długości na raz. I powtórzę, że zaczęcie zapuszczania włosów od ścięcia suchych i/lub zniszczonych końcówek nie jest jedyną drogą, wbrew temu co powtarza znakomita większość polskich włosomaniaczek. Zwłaszcza ścięcia tych pierwszych można żałować dość szybko, o czym pisała niedawno Weronika

Wspomnę też, że wstążka wyznacza kość ogonową czyli 99 cm a końcówki są dość blisko... czyli znów się przesunęła. W rzeczywistości do kolejnego "przystanku" brakuje mi jeszcze 5.5 cm.

Kilka dni przed zrobieniem zdjęcia (wyrazy wdzięczności dla Króla Małżonka za nieocenioną pomoc) wprowadziłam nowy plan pielęgnacji, o którym niedługo wspomnę. (To wspomnienie ma 954 słowa więc zaparzcie sobie herbatę i przygotujcie ciasteczka.) Wielkich efektów póki co oczywiście nie widać ale na zdjęciu włosy są po domowej masce nawilżającej. I jest dobrze. Jasne, że do końcówek można się przyczepić. Ale ja po prostu cieszę się, że jestem blisko linii zdrowych włosów. A długość na zdjęciu wygląda o wiele lepiej niż przy poprzednich miesięcznych aktualizacjach. 

_____________________________

Before I trimmed it, my hair was 96.5 cm long (37.9") so it grew 1 cm (0.4") since the end of August. (Some time ago I showed you how to measure hair and how to trim your own hair at home.) The truth is I had a lot of short travels in September so I wasn't using fenugreek regularly. So there's no great growth but I am happy with baby hairs that I have :)

I trimmed my hair about... well, that, ladies and gentlemen, is a fascinating story. I trimmed my hair about 5 cm (2") but the measuring tape shows 3 cm (1.2") so now it's 93.5 cm (36.8"). And this is because of an uneven cut (which is a synonym of artistic avant-garde asymmetry. What a beautiful alliteration!) It's not the first time, I am used to it :) I wear my hair up so it's not a problem. I will even it out in December. Anyway, the left side is considerably longer. When it comes to the rest I strongly feel that my hair is shorter, especially when I comb or braid it. But I also feel my ends are thicker, and the difference is bigger than with my 1 or 2 cm (0.4" or 0.8") trims. On the right side I am pretty close to the healthy hair line. I am happy :) Really happy :) It's not that I like having old, damaged ends. I can't wait until I trim them but I don't want to lose so much length at once. And I repeat, to begin growing long hair with trimming dry or damaged ends is not the only option, contrary to what the majority of Polish bloggers say. You can really regret cutting dry ends, as Weronika has written recently

I will also mention the fact that the ribbon marks 99 cm (39") which is tailbone length (TBL) on me and the ends are pretty close to it... which means it has moved. The truth is I still need 5.5 cm (2") to get there.

A few days before I took the picture (many thanks to King Consort for his help) I introduced a new hair care plan. I will mention it soon. ("I will mention it" means 1 194 words so get yourself some tea and cookies). No big effects now, obviously, but in the picture my hair is after a home-made moisturising treatment.  And it's good. Of course you can pick at the ends. But I am simply happy I am closer to the healthy hair line. And the length looks much better in this picture than in the previous ones.


Wrzesień 2013. 93.5 cm
September 2013. 93.5 cm or 36.8"


Wrzesień 2012. 82.5 cm. Tylko 0.5 cm przyrostu od 2011 – obcinałam co 3 miesiące wszystko, co urosło. Czarna wstążka to typowa linia bioder. Granatowa – kości biodrowe, moja wyznaczona linia. Coś mi się pomyliło przy ustalaniu tego miejsca. Miałam dalej do bioder od talii ale za to teraz będę krócej czekała na włosy do kości ogonowej :)
~
September 2012. 82.5 cm or 32.4". Only 0.5 cm (0.2") of growth from 2011 because I was trimming all the length I was gaining every 3 months. The black ribbon marks typical hip line. The navy blue one – hip bones, the place where I set the line. I messed something up when I was marking hips on me so the distance between waist and hip was longer, but now I don't have to wait so long for tailbone length hair :)


Wrzesień 2011. 82 cm. 
September 2011. 82 cm or 32.2"

We wrześniu 2010 nie zrobiłam zdjęcia włosom bo tak intensywnie o nich myślałam i czekałam na przyrost że postanowiłam mierzyć je co 2 miesiące ;)
~
In September 2010 I did not take an update pic. I was thinking so much about hair and waiting so impatiently for growth that I decided to measure hair every two months.

Komentarze

  1. Ja bym nie wytrzymała i wyrównała ten krzywy tył. Ale Tobie nie będzie to robić różnicy.
    Cieszę się razem z Tobą. Chcę już zobaczyć jak będą wyglądały Twoje włosy w całości zdrowe. To będzie piękny widok. Kiedy mogę się go spodziewać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że się cieszysz. Naprawdę, przy tym co dzieje się czasem w komentarzach to dla mnie bardzo ważne żeby wiedzieć, że jest kilka osób które wspierają mój nietypowy wybór jeśli chodzi o podcinanie i zapuszczanie.

      Po lewej linia zniszczonych włosów jest wyżej bo lewą stronę bardziej szczotkowałam w czasach plastikowych szczotek (tak mi wygodniej, zaczynałam zawsze od lewej i ta strona więcej obrywała). Ale optymistycznie spojrzę na prawą stronę. I postanowię, że kolejne podciecia to też nie będę 1-2 cm tylko więcej. Dajmy na to 4-5 cm. Powiedziałabym, że wystarczą 2-3 razy w takim układzie. I zakładam (mam podstawy) że zniszczenia nie idą w górę. Do tej pory tego nie zaobserwowałam więc chyba nic się nie zmieni na gorsze.
      A więc albo marzec albo czerwiec :) Najpóźniej za rok, we wrześniu :)

      Usuń
  2. ja także bym ścięła ... piszesz że tak słabo rosną i widać na pierwszym zdjęciu prześwity w końcach to oznacza to ze wykruszają się i nie widać przyrostu na długości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W którymś poście Henri pisała że jak zmierzyła długość zdrowych włosów i podzieliła przez miesięczny przyrost to jej wyszedł czas od którego nie prostuje i nie suszy włosów. Więc włosy są przerzedzone, ale nie "same z siebie", tylko przez suszenie i prostowanie. Czy się kruszą - nie wiem. A przyrost na długość przecież ciągle jest, Henri podcina końcówki co 3 miesiące a włosów i tak przybywa =)

      Usuń
    2. Dziękuję za wsparcie logistyczne. :)
      Dokładnie tak. Końcówki są stare, z czasów prostowania i suszenia. Zniszczenia nie idą w górę, nawet te najdłuższe końcówki jakoś bardzo nie niszczą się w okresach między podcięciami. Najczęściej po 3 miesiącach nadal widać prostą linię cięcia.
      Brak przyrostu przez rok to podcięcia :) Już dodałam informację do posta, bo faktycznie nie było to jasne.

      Usuń
    3. Miałam ochotę wszystkim w dół poodpowiadać jak tak czekałam kiedy się odezwiesz =D

      Ja mam gorszy brak przyrostu - w lutym 2012 włosy miały 62 cm, teraz mają 68,5-69cm. Wszystko przez podcinanie. I sama nie wiem czy zrobiłam lepiej, bo niby nikt moich końcówek nie hejtuje, ale wolałabym jednak mieć dłuższe włosy.

      Usuń
    4. Ja przeczytałam komentarze na mailu i musiałam trochę odczekać zanim zebrałam się do odpowiedzi. 300 głębokich oddechów :D

      I tak to jest. Niby spokój od krytyki, ale włosy krótkie. Możesz zaryzykować. Podcinaj mniej i zobacz jak wzrost negatywnych komentarzy odnosi się do nastroju i wielkiego pytania "długie czy idealnie zdrowe?" :) Przyszłość to przyszłość. Ale znam to myślenie "gdybym nie podcinała..."
      Gdybym nie ścięła włosów od bioder do brody... ach.

      Usuń
    5. Moim zdaniem głównym problemem w Twoim przypadku nie są przerzedzone końcówki ale fakt że prowadzisz bloga o tematyce włosowej. Od zawsze przyglądałam się włosom innych osób, widziałam włosy chyba we wszystkich konfiguracjach długości, grubości i gęstości. I zazwyczaj potrzeba naprawdę nieźle włosy zniszczyć żeby przy każdym poruszeniu tematu włosów słyszeć "zetnij zetnij". Obecnie jestem na kierunku gdzie mam same dziewczyny, bardzo zadbane ( czuję się przy nich trochę kiepsko szczerze mówiąc =)), i część z nich ma albo długie ale cieniutkie kitki, albo przerzedzone końce, albo dość mocno poniszczone, ale jakoś żadna nie robi z tego dramatu i nie zamierza golić się na łyso. Tylko w blogosferze zauważam taki wszechobecny pogląd, że jak włosy mają być długie to koniecznie muszą być gęste i idealne. Mając tych włosów trochę mniej lepiej ich nie pokazywać nawet, bo choćby były w stanie idealnym, i tak pewnie zjawią się jakieś ciocie dobre rady polecające Ci najlepiej ostrzyc się na łyso właśnie, bo długie rzadkie włosy są ohydne i w ogóle bleee. Jak masz kitkę o grubości mniejszej niż 7 cm to lepiej zamknij się w domu i nie wychodź do końca życia. Widać masz żałosne geny i szczęście nie jest dla Ciebie, tylko dla tych ładniejszych i gestszowłosych. Tak samo włosy zniszczone, zamknij się w domu na 3 lata albo noś na głowie czepek dopóki nie obetniesz wszystkich włosów, bo jeszcze ktoś dostrzeże na Twojej głowie jedną rozdwojoną końcówkę. Wkurza mnie to, wiesz? Skoro ktoś ma rzadkie/cienkie/zniszczone włosy a jednak je zapuścił/zapuszcza, to widocznie podobają mu się długie, prawda? Dużo łatwiej włosy ściąć niż zapuścić, ale mało kto w blogosferze pomyśli ile czasu czekałaś aż te włosy Ci urosną, tylko będzie Cię oceniał według jednego szablonu.

      Usuń
    6. Dokładnie. Jeszcze nie spotkałam się z sytuacją w której ktoś komuś na żywo by powiedział "Zetnij, bo masz okropne końcówki" na widok włosów. Co innego blogi. A ja widziałam wiele zdjęć końcówek w dużo gorszym stanie, wiem jakie moje są na żywo (np. przy przesuwaniu przez włosy palcami na ogół nie czuć żadnej różnicy, chyba, że po kiepskiej odżywce która nie poradziła sobie z samymi końcówkami a i to często znika po nocy) i bezczelnie powiem, że nie uważam, żeby naprawdę były "tragiczne" i "okropne". Ale przecież na blogu muszą być idealne :) Mogę sobie je mieć jakie chcę, ale nie pokazywać.
      Ja tu żyję, nazwijmy to ryzykownie "normalnie", nie jestem modelką, moje zdjęcia to nie sesja. Ani doczepiane włosy. Nawet nie lampa błyskowa. A może oportunistycznie powinnam zacząć jej używać. (Żartuję. Tak łatwo się nie ugnę.) Mocno i poważnie przeraża mnie to dążenie do ideału we wszystkim. Wyjście bez podkładu na twarzy to już coś niepełnego, prawie jak bez butów. Tak samo włosy z rzadkimi końcówkami.
      Nigdy też nie zrozumiem postów z serii "inspiracja" w których są zdjęcia z magazynów albo nawet zdjęcia zwykłych dziewczyn (widać że tło to dom, łazienka...) ale z włosami wystylizowanymi na lokówce czy doczepianymi. A to dość łatwo odkryć, wystarczy poszukać trochę więcej zdjęć na ich profilach. Dążenie do czegoś takiego byłoby dla mnie mocno frustrujące.

      Nie chciałabym przestać pisać. Na razie nawet tego nie rozważam. Za to czepki... No. To jest myśl. Mam dwa, jeden niebieski i jeden różowy. Oba z koronką, żeby było ciekawiej. Plus jeden z materiału, w rybki jeśli dobrze pamiętam. Do tego dochodzi kilka zimowych czapek uzbieranych przez ostatnie kilka lat. Może zmienię styl comiesięcznych aktualizacji włosowych? :) Może wtedy dostanę oficjalne prawo do pokazywania się?

      Zakładając bloga nie miałam pojęcia, że tak to będzie wyglądało. Po 3 latach na LHC, gdzie mało kto ma idealne końcówki i w życiu, ani razu, wśród tysięcy wiadomości nie widziałam, żeby ktoś napisał "fuj, zetnij" nie wiedziałam co się dzieje przy pierwszych negatywnych komentarzach co do końcówek. Ale jest jak jest. Nie taki był cel ale skoro tak wyszło, to pośrednio, przy okazji, będę walczyła z idealnym obrazem włosów. Kto chce niech podcina 4 cm od razu po zauważeniu 10 rozdwojonych końcówek. A ja będę robiła swoje.

      Usuń
    7. Przez internet zawsze łatwiej się wymądrzać, o tym wie chyba każdy =), co innego powiedzieć komuś w twarz że nie podoba ci się u niego to i tamto - no to już większości ludzi odwagi brakuje.
      Twoje końcówki mogą być nawet w idealnym stanie, ale na zdjęciu nie widać czy są porozdwajane czy nie ( zazwyczaj nie widać) - więc co Ci z tego? Za to fakt że są przerzedzone każdy na zdjęciu zauważy, i większość ( jak widać) się przyczepi. Chcesz to rób zdjęcia z lampą błyskową - mogę się założyć że to i tak nic nie zmieni, włosy będą bardziej błyszczące ale końcówki Ci się nie zagęszczą od tego i komentarze o obcięciu będą się pojawiać dalej.
      Przeraża Cię dążenie do ideału? Zaczęłam właśnie studia i na moim kierunku jestem jedną z nielicznych osób które nie mają makijażu, zrobionych paznokci i nie są poubierane jak na sesję zdjęciową - a że kierunek jest mocno związany z dbaniem o siebie właśnie ( kosmetologia - na zajęciach będziemy po kolei uczyć się na sobie nawzajem tych wszystkich zabiegów które inne dziewczyny mają w małym palcu a ja nigdy ich nie robiłam, i założę się że nikt nie będzie chciał być ze mną w parze...). Dla nich ciągłe "dążenie do ideału" nie jest frustrujące ani trochę, tak sądzę. Nie wiem ile one czasu na to poświęcają ( dla mnie - tracą), i chyba nie chcę wiedzieć. I nawet w takim środowisku są dziewczyny którym blogosfera kazała by się ostrzyc na łyso, bo włosów mało albo zniszczone.
      Ja bloga raczej nie będę prowadziła ( zbyt regularnie), mam już doświadczenie w tej dziedzinie i wiem że po prostu się do tego nie nadaję. I będę swoje włosy zapuszczała w spokoju. Szkoda że w realnym życiu nie da się tak łatwo uciec.

      Usuń
    8. Pomyślałam jeszcze że tak się wściekam na photoshopa na stronach z serii tumblr i pinterest ale tak naprawdę wiele dziewczyn na blogach nie przerabia swoich zdjęć. Właściwie zdecydowana większość. Ale to i tak nie poprawia sytuacji bo nadal wychodzi na to, że jak się nie ma z natury gładkiej tafli niskoporowatych włosów, to do widzenia.

      No właśnie. Kurczę, przecież długość wygląda ze 3 razy lepiej niż na zdjęciach z poprzednich miesięcy. Zwłaszcza od tego z sierpnia. Ale co tam. Końcówek można się czepiać :D

      U mnie na kierunku na szczęście nie ma takiego parcia. Ale za to, nie wiem czy już o tym wspominałam, pewnie tak, nie przepadam za wyjściami do galerii handlowych. Czuję się tam kiepsko. Chociaż nie powinnam. Ale jednak.

      Usuń
    9. Taak, proste włosy wyglądają zazwyczaj dobrze bez niczego. A falowane/ kręcone potrzebują dużo wydziwiania żeby ładnie wyglądały, możesz mieć je w świetnym stanie a wyglądające jak szopa.

      Długość może i wygląda lepiej, ale końcówek chyba najczęściej czepiają się nie stali czytelnicy ( którzy jednak czytają co masz do powiedzenia i wiedzą, ze Ty i tak te końcówki ścinasz), ale nowi i przechodni ( i takim trzeba ciągle wszystko tłumaczyć). Bleh.

      Ja do galerii w ogóle nie chodziłam dopóki mój chłopak nie zaczął mnie zabierać, i też tego nie lubię. Przebywanie tam dłużej niż 2-3 h to już dla mnie strata czasu, i też czuję się kiepsko. A mój potrafi tam spędzić calutki dzień buszując w ubraniach dla mnie.

      Usuń
    10. Dlatego też zastanawiałam się czy nie przygotować wpisu o mojej końcówkowej filozofii (:D) i nie podrzucać linku wszystkim tym, którzy myślą, że nie wiem że mam rzadkie końce i trzeba mi to powiedzieć to wtedy je zetnę. Może właściwie to zrobię. Zamiast pisać to co miesiąc od nowa.

      Strata czasu to na pewno. Mnie galeria widzi tylko jeśli naprawdę czegoś potrzebuję. Rozrywki w piątkowe wieczory mam inne :) Ale i tak... Widać, że faktycznie rozwinęła się kultura galeriowa. Tam się po prostu spędza czas. Pochodzić po sklepach, zjeść coś, pochodzić po sklepach, wypić kawę. I gdzie tam w to wszystko ja, rozczochrana i w bluzie "bo przecież tylko do galerii idziemy".
      Zakupy lubię szybkie. Pamiętam jak wybrałam się z tatą po buty na studiówkę. Pierwszy sklep, pierwsze czarne buty bez ozdób, i już. Byłam zachwycona :)

      Usuń
  3. Podcięłabym włosy na twoim miejscu, takie rzadkie końce nie wyglądają przyjemnie, a włosy szybko odrosną te kilka centymetrów. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podcinam powoli i nie zmienię "polityki" :) Na szczęście nikt końcówek nie widzi, poza zdjęciami, a mnie na co dzień nie przeszkadzają :) Wolę długie i średnioidealne włosy (a więc podcinanie powoli) niż krótkie z idealnymi końcówkami.

      Usuń
    2. Do zdrowej linii włosów brakuje mi więcej niż tylko kilka cm, powiedzmy że jest to 10 do 15 a więc rok rośnięcia zakładając, że nadal będę podcinała wlosy co 3 miesiące żeby utrzymać zdrowe końce. Rok krótkich włosów to za długo dla kogoś, kto i tak czeka już kilka lat :)

      Usuń
  4. są mega długie , ale rzeczywiście może zdecydujesz się na cięcie od linijki? popdobno włosy się nie rozdwajają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kształt cięcia nie ma żadnego wpływu na rozdwajanie się końcówek :) Gdybym od razu ścięła włosy do zdrowej linii wtedy faktycznie wyglądałyby lepiej i nie rozdwajałyby się tak szybko, ale za jakiś czas na pewno.

      Usuń
    2. Ok. Wyczytałam U BHC dzisiaj, że cięcie od linijki może jednak mieć wpływ na stan końców. Ale wolę lekkie U i minimalne cieniowanie, więc to i tak nie dla mnie :) Jak już dotnę się do zdrowych końcówek nie będą się szybko niszczyły mimo cieniowania, bo nie będą za bardzo miały od czego :)

      Usuń
  5. Oj już masz bardzo bliziutko do wymarzonej linii :).
    Do zobaczenia jutro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzież tam :) To tylko kolejny przystanek :) Ale faktycznie do niego już w miarę blisko. Zwłaszcza krzywej lewej stronie! ;)
      Jak tam po spotkaniu? Dotargałaś rzeczy do domu? :)

      Usuń
  6. Jakie długie :) Mam wrażenie, że jesteś bardzo wysoka, albo włosy tak się wydłużają :) Skoro chodzisz w związanych włosach to spokojnie możesz chodzić w takich nierówno podciętych. Swoją przygodę z włosomaniactwem zaczęłam przypadkowo - właśnie od wizyty u fryzjera, gdzie obcięła mi za dużo a chciałam szybko mieć dłuższe :) Nie taki diabeł straszny z tym obcinaniem. Jak wiadomo wszystko ma swoje dobre i złe strony. Czekam aż będziesz miała włosy do kości ogonowej :) Może kiedyś zobaczę Cię w Toruniu :)

    Widzę, ze kilka osób proponuję ci podcięcie końcówek - może faktycznie lepiej by wyglądały, ale ja bym się bała na Twoim miejscu i zdecydowanie robiła to stopniowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam 181 cm wzrostu. (A nie 173 czy 175 jak myślałam do niedawna :) Stanowczo za długo się nie mierzyłam :D )

      Jesteś z Torunia?! Ale super! :)

      Będę się trzymała stopniowego podcinania. Nie chce wracać do krótkich włosów, brrr :)

      Usuń
    2. Z Torunia nie ale z Bydgoszczy a to przysłowiowy rzut beretem :) Spotkanie blogerów mnie omineło, ale zawsze można zorganizowac ploty przy kawie ;)

      Usuń
    3. Jasne, że tak! :) Na spokojnie, bez masy planowania.

      Usuń
  7. podcinaj, koniecznie! mimo że są długie, nie wyglądają zbyt efektownie przez te końce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja bym nie dała rady chodzić w takich krzywawych :D
    Jeśli Tobie to nie przeszkadza to zostaw, ale ja na pewno zdecydowałabym się na cięcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez to, że mam związane a w lustro nie patrzę bo nie mam w domu żadnego, w którym mogę zobaczyć swoje włosy z tyłu (są już za długie a lustro za wysoko ;) ) wcale mi to nie przeszkadza. To już nie pierwszy raz jak będę biegała 3 miesiące z linią włosów w kształcie S (czy inna awangarda..) ;)

      Usuń
  9. Nie jestes jedyna. Ja takze nie scielam wszystkich zniszczonych wlosow bo musialabym je obciac po ramiona, czyli pozbyc sie calego rozjasnionego, spalonego dolu a to nie wchodzilo w gre :D. Moje naturalki byly zupelnie inne niz na sile rozjasnione do blondu wlosy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś kolejnym przykładem na to, że się da. I tego będę się trzymała :) Czasem potrzebują takiego przypomnienia. Dzięki! :):)

      Usuń
    2. Rob swoje. Dla mnie gorsze by bylo posiadanie krotkich wlosow niz noszenie podniszcznych i rozjasnionych(mimo, ze nienawidzilam tego koloru i meczyl mnie bardzo) . Najdluzej rosly za ramiona. Pozniej szybko poszlo, rosly szybciej(wlosomaniactwo ;) ), czasami je przyciemnialam henna- wtedy szybko sie zmywala ale chociaz na chwile bylo mi lepiej i nawet nie wiem kiedy odrosly :D. Drugi raz zrobilabym tak samo.

      Usuń
    3. Dziękuję :) Gdybym była sama, jedna wśród wszystkich innych dziewczyn, które zaczęły zapuszczanie od totalnego podcięcia, byłoby ciężęj. Chociaż i tak bym nie zrezygnowała. Świadomość, że nie jestem sama, pomaga o 200% :)

      Usuń
  10. Długie.

    Henri, rozumiem coraz lepiej, czemu czasem denerwują Cię komentarze "zetnij". Mam wrażenie, że połowa osób, które to piszą nie ogarnęły czytania na tyle, żeby przyjąć do wiadomości, że Twoje włosy zawsze są spięte, więc estetyczna strona końcówek nie gra roli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastrzyk zrozumienia mocno mnie podbudował :)

      Tymi co nie czytają przejmuję się mało. Gorzej z osobami, które co chwila przypominają mi, że długie włosy kiedy są zniszczone są bez sensu i mam je ściąć do idealnych końcówek a jak nie to mam nie prowadzić bloga. Te osoby czytają wpisy i rozumieją, że chce powoli podcinać końce ale przypominają mi, że jest kiepsko. Nie, że mnie to denerwuje. Mają prawo. Raczej mnie to martwi i w takich chwilach zaczynam faktycznie wątpić w to, czy skoro nie mam idealnych włosów to warto prowadzić bloga.
      Po czym przypomina mi się, że po pierwsze opinia innych, nawet większości, niczego w moim życiu nie zmienia. Najwyżej jest mi przykro. A więc nie zapuszczam włosów dla innych. Tu wraca argument "no to zapuszczaj sobie dla siebie ale nie pokazuj bo nie warto". W tym momencie przypominam sobie, że jest kilka osób, które rozumieją mój wybór i mnie wspierają. I dla tych osób będę pisała. Oraz dla siebie.
      Nie powiem, żeby mnie nie dołowały takie komentarze. Dlatego dziękuję Ci za wsparcie :) Prawda jest taka, że gdyby nie takie osoby jak Ty faktycznie nie pisałabym bloga. Gdyby były same negatywne komentarze nie byłoby po co. Wtedy serio mogłabym zapuszczać włosy siedząc cicho w domu :)

      Usuń
    2. Naprawdę szkoda mi Twoich nerwów. Sama się wkurzam, jak czytam kolejne i kolejne komentarze o tym, jakie to Twoje końcówki brzydkie i setne tłumaczenie, dlaczego nie ścinasz. Ciesze się, że czytelnicy tacy jak ja poprawiają Ci humor :)

      Usuń
    3. Jeszcze raz dziękuję, za poprawianie humoru, wsparcie i motywację :)

      Usuń
  11. o rany, zetnij proszę!!! Lubię czytać Twoje posty, ale staram się nie patrzeć na zdjęcia, bo są wprost antyreklamą Twojego bloga. 10-2- cm to minimum.
    Nie jestem hejterem, czytam Twojego bloga ze względu na ciekawe wpisy i nie raz chciałam wpisać abyś je skróciła. Ale dziś te zdjęcia są tak okropne, że nie mogę się powstrzymać. Zresztą prawie wszystkie komentarze są podobne- "zetnij". Więc zrozum, że dla otoczenia są brzydkie, nawet jesli Tobie się to podoba.
    Wybacz szczerość.
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę tego nie napisać: gdyby wszystkie negatywne komentarze wyglądały tak jak Twój, świat byłby dość wyraźnie lepszy :) Bardzo doceniam to jak napisałaś komentarz.

      A własnie wydawało mi się, że zdjęcie wrześniowe jest lepsze od poprzednich. Bo długość jest gładka i nawilżona.
      Końcówki są krzywe, fakt, ale nie będę ich wyrównywała zaraz. Poczekają te 3 miesiące. Poza tym nic się nie zmieniło i nie zmieni, nadal będę powoli podcinała włosy. Zastanowiłam się dłużej nad anty-reklamą o której wspomniałaś. Może to racja, że więcej osób czytałoby bloga gdybym była kolejną dziewczyną z krótkimi włosami ale z idealnymi końcówkami. Nie, żebym ignorowała czytelników. Wręcz przeciwnie. Ale jestem daleka od robienia czegokolwiek pod publiczkę. Miałabym więcej obserwatorów (może) ale też krótkie włosy. A więc podobałyby się komuś a nie mnie. To jest kompletnie absurdalne i tą drogą nie pójdę.

      I pojawia się, rzeczywiście, argument że mnie włosy mogą się podobać ale innym nie. Wychodzi, że powinnam przestać je pokazywać i pisać bloga. Mogę je sobie zapuszczać jak chcę bez pokazywania innym.
      Nie z buntem, nie dla zasady, ale będę robiła swoje. Dla siebie. A więc zapuszczam włosy i podcinam powoli. A pokazywać je będę dla tych czytelniczek (i czytelników :) Feminizm zobowiązuje. Równość to równość w końcu.) którym nie przeszkadzają stare końcówki. Za jakiś czas "dotnę" się do tych zdrowych włosów i liczę na to, że negatywne komentarze się skończą :)

      Usuń
  12. Współczuję Ci, ja nie wiem jakbym się czuła słysząc tyle razy, że powinnam ściąć włosy, bo są brzydkie itp... Fakt, na tym zdjęciu końcówki wyglądają wyjątkowo niekorzystnie, ale np tu: http://henri-and-her-hair.blogspot.com/2013/07/zdjecia-w-ogrodzie-2-garden-photoshoot-2.html i tu http://henri-and-her-hair.blogspot.com/2013/07/zdjecia-cassia-i-szczotka-jonizujaca.html wyglądają bardzo ładnie, końcówki wcale nie odcinają się od reszty włosów pod względem gęstości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze postanowiłam coś dopisać :) ja też mam rzadkie końcówki, i czasem wyglądają normalnie, a czasem aż krzyczą, że są przerzedzone i proszą o ścięcie :D chyba wszystko zależy od ich ułożenia, jak są zebrane razem to wydają się gęstsze, wyglądają jak włosy ścięte w kształt V, a jak są takie 'rozczesane' jak na Twoim zdj, to widać, że jest ich mało. Może teżspróbuj je trochę 'zebrać' do zdjęć? :)

      Usuń
    2. Uczucie jest kiepskie. Miks lekkiej frustracji z czymś co zmierza w stronę załamania ;) Nie polecam :)

      Dziękuję za wsparcie. Już napisałam to Lenie: bez takich osób naprawdę bym nie pisała, bo dla samych komentarzy "zetnij" nie warto.

      Kiedyś próbowałam tłumaczyć, że to kwestia zdjęcia, bo końcówki mam tak naprawdę od 2010 w podobnym stanie (tylko jest tych starych mniej i mniej bo ścinam) a czasem wyglądają w porządku. Ale ktoś to wyśmiał, mało kto uwierzył, więc przestałam używać tego argumentu. Cieszę się za to bardzo, że ktoś zauważył, że tak fakycznie jest.

      Podpowiem małżonkowi, żeby jakoś inaczej czesał mi włosy przed zdjęciem. Zawsze je rozczesuję, przerzucam do tyłu i Król Małżonek jeszcze je czesze bo nie są to niskoporowate włosy które same układają się w taflę :D Czasem wychodzi w porządku, czasem jest gorzej. Spróbuję, w ramach zmniejszania ilości negatywnych komentarzy, inaczej ułożyć końcówki. Nie zmieni to ich stanu ale może chociaż się schowają :)

      Usuń
  13. Dajcie spokój z tymi "złotymi" radami o mocnym skróceniu włosów. Henrietta ciągle powtarza, że nie chce pozbyć się zniszczonych końcówek jednym cięciem a Wy dalej swoje. Moim zdaniem to jest albo brak umiejętności czytania ze zrozumieniem, albo czysta złośliwość. Bo w troskę jakoś nie wierzę.

    OK, włosy Henri nie są idealne, ale czasem właśnie fajnie jest popatrzeć na coś NIEIDEALNEGO w tym naszym współczesnym świecie, żądającym od nas doskonałości i perfekcji, które są nieosiągalne przecież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się kiedyś czy z tych wszystkich moich odpowiedzi nie przygotować szablonu do podrzucania wszystkim tym, którzy nie czytają wpisów albo nie są w stanie zrozumieć mojego wyboru, uszanować go i zostawić bez komentarza (setnego już, a jak widać nie zmieniam zdania więc chyba nie warto mi sto pierwszy raz proponować obcięcia ;) ). Ale uznałam, że wtedy to będzie jeszcze mniej docierać. Więc zostanę przy tłumaczeniu tego samego od nowa :)

      I, racja, nie bezpośrednio, bo nigdy o tym wprost nie wspominam ale bardzo świadomie walczę z obrazem idealnym, czy to twarz, czy włosy, czy ubiór. Że okładki i wnętrza gazet takie są to wiedziałam. To tak totalnie nierealny świat, że nie ma co się na nim wzorować, jak dla mnie. Ale nie spodziewałam się tego w blogosferze, tworzonej przez "zwykłe" dziewczyny, nie modelki w parze w mistrzem photoshopa. A jednak. Tu też ma być idealnie.
      U mnie nie będzie. I już :)

      Usuń
  14. masz takie długie włosy a na spotkaniu miałas spięte :( szkoda, że nie widziałam ich na żywo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przykre, ale chciałam uniknąć wersji "co z tego że długie skoro końcówki nie są idealne. Co z niej za włosomaniaczka i blogerka." Poza tym kocham koronę z warkocza ;)

      Usuń
  15. Czepiają się Ciebie niepotrzebnie, to Twoja sprawa kiedy chcesz obciąć włosy i ile ;)
    Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Bardzo :) Dobrze przeczytać coś takiego.

      Czepiacze będą się czepiać. Jakiś czas będę tłumaczyła swoje, a któregoś dnia dotnę się do zdrowych końcówek :)

      Usuń
  16. Jasne, że nie podcinaj. Sama chciałabym mieć już włosy twojej długości, ale to trwa, trwa, trwa... Do tego schodzę z mocnego cieniowania (najkrótsze są do ramion, najdłuższe do talii, więc rozrzut spory), końcówki mam dość mocno sfatygowane, noszę włosy rozpuszczone, bo mój chłopak tak woli i wiesz... Normalnie to już bym je podcięła od czerwca ze 2-3 razy i pewnie wtedy mogłabym napisać to samo, co wyżej, tylko włosy miałabym krótsze :P
    Pozdrawiam,
    ms

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozrzut faktycznie spory :) Ale to nic. Wszystko jest do zrobienia. Chociaż wiem, ile zajmuje to czasu...

      Usuń
  17. Witaj,

    Już od dłuższego czasu jestem czytelniczką Twojego bloga. Bardzo, ale to bardzo podoba mi się Twoje podejście do niektórych spraw, również tych związanych z pielęgnacją. Wydajesz się być bardzo naturalną, niezmanierowaną dziewczyną. Podoba mi się nawet to, że do swoich zdjęć, nie układasz jakoś specjalnie włosów i mówisz otwarcie, że daleko Ci do dokonałości i perfekcji. Twoja postawa tym samym jest dla mnie niezwykle budująca i szczerze ją podziwiam! Naprawdę trudno jest mi zrozumieć dlaczego w opinii wielu osób
    "włosy idealne", to tylko te z równiutko podciętymi końcówkami, bez żadnych odstających włosków, gładkie i lśniące. Dziękuję Ci również za naprowadzenie na forum Long Hair Community, w którym przepadłam bez reszty. Uważam że warto byłoby napisać o LHC oddzielny post. Kobiety i mężczyźni (bo długie w łosy nie są zarezerwowane tylko dla nas, kobiet), którzy dzielą się na nim swoją wiedzą są niezwykle otwartą, wspierającą grupą. Nikt nikogo nie krytykuje z powodu nierównych końcówek, nie mówi, że nie wypada mieć długich włosów powyżej pewnego wieku. Na LHC kobiety mają odwagę zamieszczać swoje zdjęcia, nie przejmując się swoją wagą, figurą, siwizną, odrostami i wszystkim tym co w opinii wielu polskich włosomaniaczek jest tematem tabu. Dziękuję Ci Henrietto za to, że tym co piszesz wybijasz się wśród zalewającej internet masy podobnych do siebie blogów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo Ci dziękuję :) Takie komentarze sprawiają, że bardziej wierzę w to, że warto pisać. Nie jest tak źle, żebym myślała o schowaniu się, ale często zastanawiam się jak wiele osób dzieli pogląd, że włosy muszą być z pięknymi, równymi końcówkami, bo inaczej nie ma co ich pokazywać. Kilka razy ktoś mi to napisał.

      W końcu przygotowałam o tym osobny wpis... Nie wiem ile osób przekonam, może nikogo, ale i tak spróbuje. O LHC też będzie. Mam wersję roboczą na pulpicie. Wiem, że cały czas obiecuję ( ;) ) ale cały czas pamiętam i jak wstawię te kilka wpisów, które już są prawie skończone, LHC będzie następne w kolejności.

      Czuję, że nie do końca pasuję do blogosfery. Ale się nie poddam. Może nie zmienię poglądów innych osób, ale przynajmniej zostanę tu, gdzie jestem. Nie schowam swoich "okropnych włosów", bo nie jestem w stanie przekonać się do opinii, że tylko perfekcyjne warto pokazywać. Nie umiem i nie chcę. Na szczęście.
      Blogi czytam od stycznia i nadal jestem zaskoczona wszechobecnym dążeniem do idealnych końcówek. A jeszcze bardziej wciskaniem tej drogi innym. Na LHC jest inaczej... Cieszę się, że Ci się tam spodobało :) Ja jestem od początku zachwycona atmosferą i podejściem do zapuszczania włosów. Wiadomo, że tam nikt nie skrytykuje nikogo za zdjęcie włosów z suchymi końcówkami. I nie każdy ma rozmiar 36. I nikt nie ścina włosów po 40 roku życia "bo to nie wypada. A siwe to w ogóle!"

      Dziesięć razy dziękuję Ci za wsparcie :) Taka wiadomość sprawia, że przestaję myśleć o wszystkich negatywnych komentarzach z ostatniego miesiąca. Przestają mieć znaczenie kiedy na nowo wiem, że warto pisać :) Że nie jestem sama w odrzucaniu rządów "idealnie albo wcale".

      Usuń
    2. Cieszę się, że choć trochę poprawiłam Ci nastrój:) Wyobrażam sobie, że złośliwe komentarze, głupie pytania i montonematyczne "zetnij włosy", nawet świętego mogłyby wyprowadzić z równowagi:) Dobrze, że dystansujesz się do tego typu uwag i nadal chcesz prowadzić bloga. Ja sama nigdy nie zaistaniałam w internetowej przestrzeni (może również dlatego, że nie utożsamiam się z polską blogsferą) więc tym bardziej cenię Twoje mocne nerwy i cierpliwość w stosunku do różnego rodzaju osób, które tu spotykasz. Zauważyłam, że bardzo często tłumaczysz się w komentarzach ze swoich wyborów - czy to z tego, że nie podcinasz włosów, czy że nosisz je upięte. Pewnie jest to spowodowane tym, że starasz się być mimo wszystko uprzejma (choć wyobrażam tylko sobie jak musi się w Tobie gotować :P), ale naprawdę nie musisz tego robić! Osobom, które są szczerze zainteresowane Twoim blogiem, wystarczy jeden obszerniejszy post, w którym wszystko wyjaśniasz. Nie musisz tłumaczyć się ze swoich wyborów, poglądów czy czegokolwiek co dotyczy Ciebie i Twojego życia,a zwłaszcza sprawy tak trywialnej jaką są włosy! Sama przez długi czas tłumaczyłam się z tego, że jestem wegetarianką i odpowiadałam wciąż na te same pytania zadawane mi przez "życzliwe osoby". W końcu dotarło do mnie, że dopóki nie robię czegoś złego, nagannego czy krzywdzącego innych, nie muszę nikomu się tłumaczyć! I naprawdę bardzo mi ta świadomość ulżyła:)
      Zastanawiałam się nad tym o czym pisałaś - a mianowicie o dążeniu do pewnego nierealnego ideału (włosów, cery, figury, stylu życia). Sami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jaką dużą krzywdę robią nam wyimaginowane odgórnie wzorce piękna!Dlaczego, skoro jesteśmy tacy mądrzy i jest to "ogólnie znana prawda" wciąż dajemy się jej uwieść? Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo mnie to drażni i zniechęca. Naprawdę uważam, że w dzisiejszym świecie bycie "outsiderem" może być poczytywane za komplement.Dlatego też zastanawiam się czy nie przestać zaglądać na pewne blogi poświęcone tematyce włosowej,a których do tej pory byłam czytelniczką. Od pewnego czasu zaczęłam zauważać, że ścieżka, którą obierają niektóre blogerki jest mi zupełnie obca. Nie podoba mi się "reżim równych końcówek", chwalenie się kolejnymi zakupami kosmetyczno - modowymi, zdjęcia z życia codziennego, które (przynajmniej w moim mniemaniu) powinny być sprawą intymną i prywatną. Brakuje mi w polskiej blogsferze ironii, sarkazmu, dystansu do siebie, patrzenia z przymróżeniem oka i lekkości pióra. Większość blogów włosowych jest taka..monotematyczna i poważna, dlaczego? Dlaczego z lekkiej tematyki, o której przecież traktują, nagle robi się coś tak monumentalnego? Aż chciałoby się zapytać :"why so serious"?:)) Wiesz Henrietto co mnie również zachwyciło w LHC? A mianowicie to, że niektóre piszące w nim kobiety mają taki wspaniały, udzielający mi się dystans do siebie i swoich niedoskonałości. Pozwól, że przytoczę jeden z często pojawiających się pod ich postami opisów: "48, grey hair, overweight, menopausal, stretch marks, saggy boobs, dodgy ankles, no BS attitude, fighter, lover, dancer, artist, running with dogs, ascending with larks, drunk with giggles and ripping up the myths in England's green and pleasant land". Czyż to nie jest mistrzostwo? :))
      Kończę nareszcie mój przydługi komentarz. Musiałam się wygadać, mam nadzieję, że to zrozumiesz:) Pozdrawiam Cię serdecznie,

      Indulekha

      Usuń
    3. Mój humor jest dość długofalowo poprawiony :)

      A cierpliwość tracę czasem, i nauczyłam się dawać sobie do tego prawo. Trudno było. Za bardzo chcę być miła. NAwet nie świadomie, po prostu tak już mam. Przeurocza i skrajnie nieprzydatna cecha zwana pięknie naiwnością. W swojej głupotce liczę na to, że jak ktoś mi pisze coś negatywnego to jest szansa mu coś wytłumaczyć. Że jak przedstawię swoje zdanie to ktoś zobaczy drugą stronę. Nie, żebym chciała cały świat przekonać do rzadkich końcówek. Ale chociaż do tego, żeby mnie za to nie potępiać co 7 sekund... Byłoby miło.
      I też dlatego tłumaczę, ale jutro podrzucę post, który stałych czytelników zanudzi i uśpi, a może innym trochę pomoże zrozumieć moją nietypową włosową drogę.

      Też nie identyfikuję się z polską blogosferą w dużym stopniu. Nie wszystkie blogi włosowe z perspektywy ogólnego podejścia do pielęgnacji mnie przekonują. Makijażowych nie dotykam w ogóle, modowych również nie. I tak sobie tkwię, ja i moje "brzydkie i niewarte pokazywania końcówki." Ale co poradzę, że jest mi tak dobrze i naturalnie. Trudno zmienić na zawołanie przekonania. Zwłaszcza jak sie nie chce :D Nie zmienię się dla fanów idealnych końcówek.

      Masz rację w tym tłumaczeniem się. I właśnie dzięki temu że o tym napisałaś powstał jutrzejszy post. Inaczej bym próbowała dyskutować z ludzmi którym wcale o dialog nie chodzi jeszcze przez długi czas :D Dziękuję za motywację do ogarnięcia sie i ograniczenia swojej uprzejmości do zdrowego poziomu. Nie dam się zjeść przecież anty-fanom moich włosów ;)

      Jestem dumna z bycia w sporym stopniu outsiderką :) Chociażby włosową. A to dążenie do ideału... Dopóki nie zaczęłam czytać blogów nie miałam pojęcia że jest aż tak. Zdjęcia a gazetach są, ok, ale czy ktoś serio ma za cel tak wyglądać? A ma. Nie krytykuję, każdy robi co chce, ale dziwić się mogę. Weźmy same włosy- przestałam czytać posty z serii "inspiracje" (jak pokażę swoje pewnie ktoś mnie ugryzie znów :) )bo to w dużej części włosy wystylizowane na lokówce, ułożone do zdjęcia, każde pasmo, plus lampa błyskowa. Choćby nie wiem co, najlepszą nawet pielęgnacją nie da sie czegoś takiego osiągnąć. To nie motywacja do pielegnacji czy zapuszczania ale do lokówki i lampy błyskowej. I jak tu dążyć do czegoś co nawet nie jest prawdziwe? Kiedyś sama się frustrowałam i nie mogłam się doczekać aż będę miała gładką taflę włosów. Prosiłam swoje fale żeby się ogarnęły ale jakoś nie chcą. A teraz je lubię:)

      Kocham LHC. Szkoda, że od dawna są problemy techniczne. Już z rok... A albumy nie działają z półtora roku pewnie. Od tego czasu rzadziej tam bywam, ale obiecałam sobie, że wrócę do regularnego pisania. Mniejsze i jakby bezpieczniejesze jeśli chodzi o dziwnych ludzi i fetyszystów jest unTamedTresses. Na LHC ostatnio porobiły się jakieś kłótnie... Ech. Sporo osób przeniosło się na UTT właśnie.
      Ale dla mnie i tak LHC zostanie kolebką włosomanii i lubię tę atmosferę i podejście do długości i pielęgnacji włosów. :) No właśnie, ten podpis... :):)

      Jak kiedyś zrobię sie taka superpoważna i stracę do siebie i do pielęgnacji dystans, uszczypnij mnie. Proszę :)

      Usuń
    4. Indulekha nie wiem, czy tu jeszcze kiedyś zajrzysz, ale muszę to napisać - skopiowałam sobie część Twojego komentarza i wkleiłam na pulpit. Doskonale ujęłaś to, co mierziło mnie od dawna, a nie mogłam tego jakoś sprecyzować :)

      Usuń
    5. Właśnie tu zajrzałam Leno:) Dziękuję Ci bardzo, jest mi niezwykle miło:)

      Indulekha

      Usuń
  18. Od pielęgnacji włosów można się uzależnić. Uzależnienie może przejawiać się w liczeniu włosów po kąpieli, po czesaniu, codziennym przeglądaniu końcówek, testowaniu niezliczonej ilości szamponów i odżywek.
    Najbliżsi zaczną cierpieć, bo włosy, ich stan, ich utrzymanie będzie ważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi najbliżsi nie cierpią, ja nie liczę włosów. Spokojnie :)

      Usuń
  19. Pisząc ten komentarz miałem na myśli mojego młodszego brata, który kilka lat temu był wprost uzależniony od dbania o swoje włosy. Jego ówczesna dziewczyna była zachwycona jego włosami - które były długie, gęste i kręcone. Brat wprost "oszalał" i zamykał się w łazience smarując się jakimiś miksturami i rozpaczając nad każdym włosem, którego znalazł w odpływie wanny. Także dbanie o włosy może dotknąć też tę brzydszą płeć, jak widać:) Pozdrawiam, Zyga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo. Długowłosi panowie w mojej rodzinie mogliby mi pozwolić na podrzucenie im odżywek. Ale nie chcą :) U nas jest w drugą stronę :)

      A tak poważnie, pilnuję się. Czytałam ostatnio kilka tekstów o pasji i uzależnieniu w kontekście pozornie nieszkodliwych rzeczy takich jak nawet układanie puzzli, o którym ciężko myśleć jako o uzależnieniu. Włosy nie są dla mnie najważniejsze i mam nadzieję, że nigdy się nie staną :)

      PS. Jak miło mieć męskiego czytelnika :) Dziękuję!

      Usuń
  20. Moim zdaniem mocno zniszczone końcówki jednak rzutują na wygląd całych włosów. Tak ja to widzę. Przyznam, że zwracam zawsze na to uwagę w ocenie włosów :) Ale rozumiem całkowicie, że można się bać stracić dużo z długości i preferować to robić stopniowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że rzutują. Sama widzę po swoich zdjęciach, że ładnie to nie wygląda. Po prostu. Ale przez to, że wiem, że zniszczenia już nie wędrują w górę bo nie robię tych rzeczy, które zniszczenia powodowały, mogę sobie pozwolić na powolne podcinanie :)

      Usuń

Prześlij komentarz