Versatile Blog Award: 7 faktów o mnie ~ 7 facts about me

Podwójnie! :)

Dziękuję Mał Gosi z bloga http://mojeheryy.blogspot.com oraz Marice, autorce bloga http://mariolka2.blogspot.com. Ze zwyczajowym spóźnieniem, zabieram się za odpowiedź.

7 faktów o mnie ;)
Na początku myślałam, że nic ciekawego o sobie nie wymyślę, ale jednak coś się znalazło. Pozwolę sobie potraktować tag łącznie, bo 14 ciekawych rzeczy nie dam rady wyprodukować ;)

1. Nie cierpię białych ubrań, poza koszulami. Białej spódnicy czy spodni nie założę w życiu. Za nic. Tylko suknia ślubna byłaby ok, ale moja i tak jest kremowa. (W poniedziałek odbieram gotową! :) )

2. Skoro jesteśmy przy ubraniach – w października zacznę trzeci rok bez spodni. Przez 99 procent czasu noszę spódnice albo sukienki i, latem, krótkie spodenki. Wyjątki to: domowy dresik ("klasyka i elegancja na co dzień"), szybkie wypady po czekoladę do Tesco, imprezy typu tatrzańskie wędrówki lub temperatura poniżej 20 stopni Celsjusza. Po takim czasie czuję się dziwnie w spodniach i jest mi raczej niewygodnie. Brr.

3. (Teraz o jedzeniu. I tak jestem z siebie dumna, że nie jest ono na pierwszym miejscu.) Nie przepadam za śmietankowymi i waniliowymi smakami. Prawie w ogóle ich nie czuję na przykład w lodach czy budyniach. Jedzenie śmietankowych lodów u Lenkiewicza to dla mnie strata okazji, kiedy można zjeść pyszne piernikowe (Toruń!) czy bananowo-wiśniowe. Albo "Donald", czyli guma Orbit dla dzieci. Albo biała czekolada. Albo jogurt z żurawiną. Albo...

4. Nie do końca pamiętam jakie procesy decyzyjne sprawiły, że studiuję filologię angielską. "Coś humanistycznego" musiało być, raczej język, ale dlaczego angielski? Składałam też podania na rosyjski, włoski i lingwistykę rosyjsko-angielską. Kompletnie nie pamiętam co myślałam w dniu określania priorytetów rejestracji ale... nie żałuję :) Wręcz przeciwnie. Za to do samego angielskiego zbliżyło mnie czytanie o włosach :) Wcześniej używałam języka tylko na lekcjach.

5. Daleko mi do bycia racjonalną. Niestety. Boję się po horrorach. Niekoniecznie spodziewam się potwora w szafie i niby nie wierzę w to, że zapalę światło w pokoju i przywita mnie koleżanka z "Kręgu" czy "Obecności". A jednak, paradoksalnie, boję się. 
Jeszcze bardziej paradoksalnie – co jakiś czas oglądam sobie straszny film żeby sprawdzić czy się uodporniłam. Póki co – nie.

6.  Kocham pandy. Zbieram maskotki a poza nimi pieniądze, żeby przesłać jakiejś porządnej organizacji chroniącej te misie. Pierwsza zakładka w mojej przeglądarce to strona zoo, w którym można oglądać pandy na żywo dzięki kamerze internetowej.

7.  Swego czasu miałam fazę na czarne ubrania, trampki, plecak-kostkę, proste włosy i czarny makijaż oczu. Było dość ciekawie w gimnazjum, w którym był zakaz noszenia rozpuszczonych włosów i makijażu. (A także martensów, pomalowanych paznokci, czerwonych ubrań, bluz z kapturami, nienaturalnie farbowanych włosów...) Wolność nastawała tylko w piątki a i to nie do końca. Nie, żebym była buntownikiem kłócącym się z paniami przy wejściu. Raczej chorobliwa nieśmiałość ułatwiała mi chowanie się i przemykanie.

Niedawno nominowałam do tagu połowę włosowej blogosfery, więc znów póki co zostawiam tag otwarty do podchwycenia dla tych, którym akurat przychodzi do głowy 7 śmiesznych faktów o sobie ;)

_______________________________________

A double one! :)

I would like to thank Mał Gosia from the http://mojeheryy.blogspot.com blog and Marika from http://mariolka2.blogspot.com. Late as always, I am responding.

7 facts about me ;)
First I thought I wasn't able to find seven things, but I have managed to do so. I will treat the tag as one, since I can't find 14 interesting facts ;)

1. I hate white clothes, apart from shirts. I will never put on a white skirt or trousers. Never. No matter what happens. The only white piece of clothing I could tolerate is a wedding dress, but mine is ivory anyway. (It will be ready on Monday! :) )

2. Since we are talking about clothes – in October I am starting my third year without trousers. 99% of time I wear skirts and dresses or, in summer, shorts. The exceptions are as follows: tracksuit to wear at home ("classic elegance everyday"), quick chocolate shopping in Tesco, parties such as walking up in the mountains or temperature that falls below -20 C. After so long time I feel quite uncomfortable and awkward wearing trousers. Brr.

3. (Now comes the food. I am proud of myself for not mentioning it earlier anyway.) I don't like cream and vanilla tastes. I don't even feel them when I eat ice cream or something similar. Eating vanilla ice cream at Lenkiewicz's is a waste of opportunity to take gingerbread one (Toruń!) or banana and cherry. Or Donald, which tastes like bubblegum. Or white chocolate. Or cranberry and yoghurt. Or...

4. I don't quite remember the decisive processes that led me to studying English. I knew it had to be a soft science, let's say a language, but why English? I also applied for Russian studies, Italian and English + Russian combined. I don't know what was I thinking on the day when I chose my priorities... but I don't regret. To the contrary, I like what I do. And the thing that brought me closer to English was reading about hair. Before that I was using English only during classes in high school.

5. I am far from being rational. Unfortunately. I am afraid after watching a horror movie. It's not that I expect a monster to sit in my closet and theoretically I don't believe that when I switch the lights on there will be the "The Ring" or "The Conjuring" lady waiting for me in the middle of the room. But, paradoxically, I am still afraid.
What's even more paradoxical – from time to time I watch a horror movie to see if I have become less afraid. Not yet.

6. I love pandas. Both giant ones and red ones. I collect toys, but also money, so that soon I will send a sum to some good organisation, which protects those animals. The first tab in my browser is a website of a zoo that allows you to observe pandas via internet camera. 

7. In the past I went through a time when I wore black clothes, trainers, a soldier's backpack, straight hair and black eye make-up. It was quite interesting in a junior high school, in which it was prohibited to wear make-up and your hair down. (As well as martens, nail polish, red clothes, hoodies, hair dyed in unnatural colours...) Freedom was coming on Fridays only, and still we couldn't do anything. Not that I was a rebel, fighting with the ladies checking us at the entrance. It was rather about hiding and being shy, which was helping me to go unnoticed.

Since I recently tagged half of all hair bloggers, I will leave the tag open, again, for anyone who has some fun ideas for 7 facts about herself or himself ;)

Komentarze

  1. Piernikowych lodów nigdy nie jadłam, ale muszą smakować wyśmienicie!
    Narobiłaś mi nimi apetytu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są cudowne... :) W ogóle lody u Lenkiewicza to jakiś ewenement. Gałka jest wielkości... papryki :D To pierwsze co mi przyszło do głowy. Albo pomarańczy, o. I jeśli smak Rafaello, to ma wiórki. W owocowych są całe owoce. W piernikowych są kawałki piernika. <3

      Usuń
  2. Jak ja bardzo chciałabym chodzić tylko w sukienkach i spódnicach ! Już spory czas temu planowałam się przerzucić, ale nie mogę jakoś szafy nimi uzupełnić :< Kupujesz swoje na miejscu czy zamawiasz przez internet?
    Przeraża mnie to, że jak znajdę coś u mnie w mieście to prawie zawsze kosztuje taka spódnica majątek :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, też mam problem z uzupełnieniem szafy:(
      Przez internet nie zamawiam, bo mam problem z rozmiarem a nie jestem na tyle cierpliwa, żeby odsyłać. Czasem pasuje 38, czasem 42. Czasem M, czasem XL. Więc mam tylko kilka spódnic, kupionych dawno, na wyprzedażach (serio, niektóre pamiętają czasy gimnazjum) i w second handach a na co dzień chodzę w 2-3, które pasują do wszystkiego :) Sukienki podobnie.

      Chciałabym mieć tak z 5 porządnych spódnic, które mi się w 100% podobają i które jakościowo wytrzymałyby kilka lat. Jakoś trudno taką dostać. W sieciówkach spódnica z bawełny, i to miniówka, jest po jakieś 60 złotych. Te ich 59.99. Z bawełny! Po jednym praniu robi się przezroczysta :D Bu :(

      Poluję na zwykłą dżinsową spódnicę do kolan, ciemną, maksymalnie prostą, ale takie rzeczy chyba też przestały istnieć :D Albo są w cenach trzycyfrowych.

      Usuń
    2. Chyba zaraz pogrzebię w pudłach z materiałami i uszyję spódnicę :)

      Usuń
    3. Zazdroszczę umiejętności szycia :) I posiadania dobrej maszyny pewnie :)

      Usuń
  3. W biedronce była promocja na automaty do robienia lodów. Jako że mąż to maniak, a i ja nie pogardzę możliwością samodzielnego decydowania o tym, co się znajduje w tym co jem, skusiliśmy się :) I chwaląc się tylko trochę, potrafię zrobić pyszne herbaciane :) Teraz będę myśleć o piernikowych :)

    Z horrorami mam dokładnie tak samo. A od kiedy zostałam mamą, nie mogę też czytać ani patrzeć jak dzieciom dzieje się krzywda. I głęboko wierzę, że mój pies będzie żyć wiecznie, bo po prostu nie wyobrażam sobie jej straty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu ja to przegapiłam?!

      Lody herbaciane ojeeju :) Ciasteczka herbaciane według przepisu Julii, stąd http://thesheerstories.blogspot.com/2013/04/orange-zest-tea-cookies-recipe.html – po prostu uwielbiam, więc od lodów pewnie też bym się uzależniła :]

      No coś Ty. Jasne, że będzie żył wiecznie. Mój też. Inna możliwość nie istnieje. Naprawdę nie.

      Usuń
  4. Jak mieszkalam w domu rodzinnym i bylam mlodsza i wstawalam o 4.50 po czym szlam przez lasy to tez sie balam po horrorach ale nie moglam ich sobie odpuscic :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że tak właśnie są robione. Nie chcesz, ale oglądasz. Jak chipsy i słodkie napoje :D

      Usuń
  5. a będziesz pisała 50 faktów o sobie?:) ja po kilku razach zaprzestałam oglądania horrorów, czuję że strach nigdy nie minie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy tyle wymyślę :D 50, o mamo! :) Muszę się zastanowić. W zasadzie myślałam, że nie znajdę siedmiu ciekawych a znalazłam. Może da się jeszcze 43?

      Zaczynam się obawiać, że mi też nie minie. Cały czas się boję, że zanim zapalę światło w pokoju zapalą się tam czerwone oczy :D:D Ale oglądam. Ach, marketing. Dałam się złapać.

      Usuń
  6. To już wiem skąd ten Twój perfekcyjny angielski :D
    narobiłaś mi ochoty na lody piernikowe, ciekawe jak smakują ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyższy czas zorganizować spotkanie blogerek w Toruniu i serio zarezerwować kilka stolików u Lenkiewicza :)

      A angielski właściwie nie jest ze studiów. Nie bezpośrednio w każdym razie. Zajęcia mnie nie nauczyły języka, raczej zmusiły, żebym się go sama nauczyła. Ale to pewnie jak wszystkie filologie kontynuacyjne :D Nauczyłam się dużo więcej w domu, z książką, serialem i Internetem, niż na uczelni :>

      Usuń
  7. też rozważałam podjęcia studiów języka obcego, ale bardziej brałam po uwagę rosyjski lub hiszpański.

    99% czasu spędzasz w sukienkach/spódnicach, a ja w spodniach;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rosyjski jest świetny :) Lubię ten język :)

      Kiedyś też tak miałam. Nienawidziłam spódnic. Spodnie i koniec.

      Usuń
  8. Ja studiuję rosyjski i też nie żałuję, choć filologia to zdecydowanie nienajłatwiejsze studia :) A co do 7 - oj miało się taki okres! Teraz, jak pokazuję przyjaciółkom stare zdjęcia, mają niezły ubaw ze "zbuntowanej Oli" ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie. Najłatwiejsze nie są, pomimo obiegowej opinii z serii "no przecież to kurs językowy jest". Jasne :D

      Mi nikt nie chce uwierzyć. Z moim charakterem i obecnym stylem ubierania się samej mi ciężko uwierzyć, że kiedyś łaziłam w glanach non stop :)

      Usuń
  9. Z białych ubrań najgorsze co może być to chyba buty:D też niezbyt często noszę spodnie, sukienki są fajniejsze, po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! :D Dokładnie. Jeśli kiedykolwiek będę miała założyć białe buty, to chyba... "Pójdę boso" :D

      Usuń

Prześlij komentarz