Dlaczego nigdy nie noszę rozpuszczonych włosów ~ Why I never wear my hair down



Państwo wybaczą, ale muszę się „wypisać.” To mój odpowiednik wygadania się. Przyznam, że było mi przykro, zdenerwowałam się na cały dzień, kiedy zostałam uznana za dziwaka (co by nie rzec wariatkę) dlatego, że od trzech lat noszę spięte włosy. Te przyjemności miały miejsce poza blogosferą, na szczęście. Wiem, że osób, które spinają i związują włosy jest więcej, widziałam kilka nieśmiałych komentarzy na innych blogach. Cieszę się, że nie jestem jedyną włosomaniaczką niemogącą (lub niechcącą) przekonać się do rozpuszczania włosów. Popiszę dziś trochę o powodach mojej… dziwaczności.

Ochronnego upinania nauczyłam się na The Long Hair Community i od pierwszego dnia po dołączeniu do forum (3 marca 2010) podjęłam wyzwanie „Noś włosy spięte przez…” Moje cieniutkie końcówki aż proszą, żeby je gdzieś bezpiecznie schować. No to zapraszam do koka albo warkocza! :) Zaczęło się od miesiąca, później było 100 dni. Teraz jest już ponad tysiąc. Takich osób na LHC jest masa. Nie powiem, że większość członków upina włosy, bo nie mam pewności, ale zaryzykuję stwierdzenie „setki”.

1. Ochrona

Noszę włosy związane, ponieważ rozpuszczone niszczą się dużo szybciej. A to tarcie o płaszcz, a to pasy w samochodzie, pasek od torebki, zamek od kurtki, oparcie krzesła, wiecznie odgarnianie włosów z twarzy, wiatr, mróz, słońce. A wieczorem rozczesywanie, przy którym łamie mi się masa włosów. Nie mówiąc o tym, że to boli.

Jakiś czas temu wyszłam na spacer z psem mając rozpuszczone włosy. I pierwszy raz od kilku miesięcy musiałam je rozczesać, pierwszy raz miałam je splątane. Jednak weselej mi się żyje bez tego. Zdaję sobie sprawę, że można zapytać „to co, w rękawiczkach chodzisz, żeby rąk nie pobrudzić?” Cóż, rękawiczki by mi przeszkadzały, upinanie włosów nie. Ręce można łatwo i bezboleśnie umyć. Rozczesywanie wyraźnie niszczy mi włosy i boli. (Nawet Tangle Teezerem, czy grzebieniem z The Body Shop, który jest gładki i ma szeroko rozstawione zęby.) TT używam do wygładzania włosów po przeczesaniu ich palcami. Zapomniałam już, co to splątane włosy, rozczesuję je palcami i tylko po to, żeby dokładnie rozpuścić warkocz czy koczek. Jedynie na końcach mam czasem supełki, kiedy nadchodzi pora na podcięcie.

Kontrargument brzmiał „włosy zapuszcza się po to, żeby je pokazywać. Po co w ogóle je chronić i zapuszczać skoro nie można ich pokazać.” Szkoda, że na początku nie było napisane „uważam, że” albo, że wypowiedź nie brzmiała „ja zapuszczam włosy, żeby je pokazywać.” Nie wierzę, że jest to uniwersalna prawda. Sama z LHC wyniosłam zwyczaj myślenia o długich włosach jak o dobrym tatuażu: jest dla mnie, nie dla innych. Wystarcza mi świadomość, że mam (dość) długie włosy a już inni nie muszą o tym wiedzieć.

Nie brakuje mi rozpuszczania włosów, nie myślę „Zapuszczam, ale nie mogę ich pokazać. Szkoda, że nie mogę ich rozpuścić, ale tak bardzo boję się, że włosy się zniszczą...” Nie jestem ich więźniem, chociaż zostałam za takiego uznana. Spinanie ich jest dla mnie naturalne, nie było mi ciężko nawet na początku. Rozumiem chęć pokazywania pięknych, długich włosów. Ale przecież nie jest to jedyna możliwość ani (jedyny) cel zapuszczania dla wszystkich. Prawda…?

2. Wygoda

Widzę po koleżankach oraz dziewczynach i kobietach na ulicy, że włosy wielu z nich mieszkają sobie wygodnie i grzecznie za ich ramionami, na plecach, i spadają do przodu tylko przy pochylaniu się. A wtedy dadzą się założyć za uszy. Nawet, kiedy wieje unoszą się tylko nieznacznie z brzegów.

Moje za to fruwają z pasją. Są śmiesznie lekkie. Nie czuję różnicy, kiedy je podniosę ręką a później opuszczę na plecy, zero ciężaru. Nie musi nawet mocno wiać, żebym miała końcówki na wysokości nosa i włosy wszędzie wokół głowy. A już najlepiej im na twarzy. Po wspomnianym spacerze z psem (wiało lekko) znikł mi przedziałek. („Mam talent”?)

W pomieszczaniach nie jest łatwiej. Trudno mi pisać czy czytać, bo nagle mam kilkadziesiąt tysięcy towarzyszy. Od kiedy włosy są dłuższe niż do łokci, nie mogę sobie nawet zrobić kanapki. Mania spadania przed ramiona oraz długość sprawiają, że byłoby jak w restauracyjnych dowcipach.

Zdarza mi się również, że wchodzę do pokoju a część włosów zostaje za zamkniętymi drzwiami.

Kontrargument „zetnij, to krótsze będziesz mogła nosić rozpuszczone” to nie to, bo krótsze włosy byłyby jeszcze lżejsze, plątałyby się tak samo, i tak bym ich nie rozpuszczała. Na tym mi nie zależy. A na długich tak. Nie muszę dokonywać wyboru „długie czy rozpuszczone” bo druga opcja nie ma w ogóle znaczenia.

3. Komfort psychiczny

Póki co nie zadziwiam długością, więc ten argument nie będzie moim osobistym. Ale wszystkie osoby z włosami dłuższymi niż do bioder mieszkające w krajach, gdzie nie jest to normą, a już zwłaszcza właścicielki i właściciele włosów do kolan i dłuższych skarżą się, że ludzie na ulicy pokazują ich palcami i/lub chcą dotknąć włosów, żeby zobaczyć, czy są prawdziwe. Więc rozpuszczają je tylko do zdjęć i na spotkaniach. I nadal mają niesamowitą radość z posiadania długich włosów.

4. Fryzury

Po to zapuszczam włosy! :) Poza radością z długości. Do niektórych wymarzonych jeszcze trochę mi brakuje, ale wiele mogę już robić. Tak z dwieście.

Przy okazji zastanawiam się nad serią „uczesanie dnia”. Z instrukcjami. Co o tym myślicie? Mamy nails of the day oraz outfit of the day. Chcemy updo of the day?

_________________


I have to write something, if you excuse me. Writing is my version of talking a problem over. I must admit I was sad and lost my nerves when I was called a freak (almost in the literal sense) because I have been wearing my hair up for over three years now. These cute things took place outside blogs, happily. I know that there are more people doing the same thing, I mean putting their hair up, because I have seen shy comments on other blogs. I am glad I am not the only hair lover who cannot get used to (or doesn’t want to get used to) wearing my hair down. Let me write a few words about the reasons of my being a freak.

I have learnt to put my hair up in protective updos on The Long Hair Community and from the very first day, when I joined the discussion boards (March 3rd, 2010) I took the “wear my hair up for … days/months…”. My thin ends literally ask to be hidden somewhere so I am glad to give them a nice bun to sit it ;) I started with a month, and then I went for a 100 days. Now it has been more than a thousand. And there are many people like me. I can’t say that the majority of LHC members put their hair up, but surely there are hundreds of them.

1. Protection

I wear my hair up because when it is down it gets damaged much faster. There is friction (coats and jackets), seat belts, bag straps, jacket zips, chairs, constant tossing the hair out from the face, wind, cold, sun. And de-tangling at night, when many hairs break. Not to mention that it hurts.

Some time ago I went for a walk with my dog with my hair down. And I had to de-tangle it for the first time in months; I had it tangled for the first time in a long time. I am much happier without it. I am aware of the fact that one can ask “so, you wear gloves not to make your hands dirty?” Well, gloves would bother me, putting my hair up does not. I can wash my hands quickly and without pain. Detangling my hair damages it and hurts. (Even when I use a Tangle Teezer or The Body Shop wide tooth seamless comb.) I use the TT to smooth my hair out after I detangle it with my fingers. I have forgotten what it means to have tangled hair. I only have to finger-comb it to take down a braid or a bun. Only sometimes I have little knots at the ends, when the time to trim comes.

The counter-argument was that “one grows hair to show it. Why would you grow your hair and protect it if you can’t show it?” Too bad that the person did not write “In my opinion…” at the beginning or that the comment did not went like “I grow my hair to show it.” I do not believe that this is the universal truth. LHC taught me to think about long hair as if it was a good tattoo: it’s for me, not for other people. It is enough for me that I know I have (quite) long hair; others do not have to know it.

I do not miss wearing my hair down, I do not think “I grow my hair but I cannot show it. Too bad I can’t let it down, but I am so much afraid that it will get damaged…” I am not my hair’s prisoner, although some people see me as one. Putting it up is natural for me; it was not difficult to get used to it even at the beginning. I understand that other hair lovers feel the need to show beautiful, long hair. But it is not the only option or the (only) goal of growing long hair for everyone. Right…?

2. Comfort

Looking at my friends as well as on women and girls at the streets, I see that hair of many of them sits nicely behind their shoulders, on their backs, and it falls to the front only when they lean forward. And even then it is possible to put it behind the ears. Even when the wind blows, their hair moves only a bit, at the outer edges.

My hair flies. This is its biggest hobby. It is ridiculously light. When I take it up and then release it so that it falls down my back I feel no difference, no weight at all. The wind doesn’t have to blow hard and I have the ends of my hair as high as my nose and everywhere around the head. And it likes best to sit on my face. After the walk with my dog I didn’t even have my parting visible. And the wind blew so lightly. (“Henrietta’s got talent”?)

It’s not easier inside. It’s hard to write or read because I immediately have several hundred companions. Since my hair has been longer than elbow length, I can’t even make myself a sandwich. Situations like from restaurant jokes would follow if I tried.

It sometimes happens that when I enter the room, my hair stays outside. Behind a closed door.

The counter-argument „cut the hair shorter so that you will be able to wear it down” does not work because then my hair would be even lighter, would tangle just as it does now and I wouldn’t wear it down anyway. Plus, I don’t care for wearing my hair down. But I want to have it long. I don’t have to make the choice: having it long or wearing it down because the second option does not matter at all.

3. Psychical comfort

So far I do not have super long hair, so this argument will not be my personal one. But all people with hair longer than, let’s say, hip length in countries where this is not typical and especially owners of knee length or longer hair complain that people on the streets stare at them and try to touch their hair to see if it’s real. So they let it down only to take pictures and on long-hair meetings. And they still have the great joy of having long hair.

4. Updos

This is why I grow my hair long! :) Apart from being happy with having it long. I still need to wait to be able to make some updos. But for now I can make a lot as well. About two hundred.

By the way, I have been thinking about an “updo of the day” series. With tutorials. What do you think about it? We have „nails of the day” and „outfit of the day”. Do we want an „updo of the day” series?

Komentarze

  1. FAKT ROZPUSZCZONE WŁOSKI PRZEZ MECHANICZNE URAZY NP SZYBCIEJ SIE ROZDWAJAJĄ NA KOŃCÓWKACH,JA TAK MAM NIESTETY WIĘC NOSZĘ KRÓTSZE WLOSY DO RAMION I CZĘŚCIEJ JE PODCINAM,NIE LUBIĘ MIEĆ SPIĘTYCH WŁOSÓW WIĘC MUSZĘ SOBIE RADZIĆ W INNY SPOSÓB;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam ale muszę to napisać.trafiłam na Twojego bloga przypadkowo bo tak jak i Ty jestem zwolenniczką spiętych włosów.dbam o nie ale lubię siebie w spiętych moje włosy ściełam jakieś 2 lata temu i od tej pory intensywnie o nie dbam.z włosów od ramion mam prawie po pas..dodatkowo farbuję to chyba jedyna niszczycielska rzecz w stosunku do nich.ale wracając do tematu Twoje włosy są..brzydkie ! nie wiem czy to przez zdjęcia ale przepraszam są jak u jakieś babuleńki z czasów wojny. wyglądają jak zaniedbane,nawet nie wiem jak to opisać jedyny plus za długość reszta masakra aż przykro patrzeć że osoba z takimi włosami posiada bloga...mimo wszystko pozdrawiam i życzę większego ogarnięcia tego na głowie

      Usuń
    2. Nie wiem czy widziałaś wszystkie zdjęcia, na przykład te najnowsze albo te które w tej chwili są na pasku bocznym. Bo kiedyś było kiepsko, ale uważam, że teraz nie jest. Możesz mieć swoje zdanie (tylko kompletnie nie rozumiem po co je wyrażasz skoro jednocześnie za to przepraszasz) ale ja mam prawo się bronić ;) Nie jest super, ale jest lepiej. I nie wiem cóż to za podejście - tylko osoby z super włosami mogą mieć bloga? To gdzieś jest napisane? ;)

      Usuń
    3. wyrażam i przepraszam ot taka moja natura,chyba ze względu na to że jesteś ,,wrażliwą'' osobą bo tak jak to napisałaś na początku wpisu że zdenerwowałaś się i to na cały dzień przez to że ktoś uznał Cię za dziwaka.Nie chciałam Cię zdenerwować na cały kolejny tydzień..:) i niee uważam że tylko osoby ze świetnymi włosami powinny mieć bloga ale ukazywać w nim jakąś przemianę,różnicę,motywować inne osoby.Polecasz różne produkty do włosów patrząc na Twoje zachęcająco to nie wygląda..Twoje włosy proszą się o ścięcie i to wysoko w górę,żeby coś zyskać trzeba coś stracić wydaję mi się że postawiłaś na ilośc nie na jakość.Jeśli chodzi o polecane rzeczy przez Ciebie na porost włosów może skorzystam reszta nie zachęca,działa odwrotnie wręcz niestety.

      Usuń
    4. Ja za to idę po linii "jeśli masz coś mówić i za to przepraszać, to tego nie mów". Albo jak mówisz, chociaż nie przepraszam ;) To po prostu wydaje mi się logiczne. Bo to przepraszanie i tak nie daje absolutnie nic.
      Nie zdenerwowałam się, a już na pewno nie na tydzień :D I nadal polecam najnowsze zdjęcia (w tym aktualizację która pojawi się jutro). Uważam, że przemiana jest. Nie u każdego trwa to siup, dwa miesiące, odpowiednia maska i już jest ekstra.
      Nie wiem ile czytałaś moich wpisów, w każdym razie dość często wspominam o tym jaką drogą idę w kwestii końcówek. Jeśli mam mieć krótkie włosy z super końcówkami, nie będę wcale zadowolona. Dlatego ścinam stare zniszczenia powoli. Stan włosów się poprawia a długość zostaje. Nie dla każdego "tylko stan włosów się liczy, długość nie ma znaczenia" ;) Można mieć póki co trochę każdej z tych rzeczy, a za jakiś czas będe miała długie i całkiem zdrowe włosy :)

      Usuń
    5. Pozwolisz, że skopiowane i wklejone pod postem o szczotkowaniu komentarze usunę, bo chyba wrzuciłaś je tam przez pomyłkę. ;) Dyskusja w jednym miejscu nam wystarczy, prawda?

      Usuń
  2. koniecznie z instrukcjami zrób! ja ciągle chodzę w koku i już mi się znudził :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok :)
      Póki co mam gotowy jeden zestaw zdjęć z instrukcjami. Trzy wersje jednego koka ;) Ogarnę to jakoś, opiszę i niedługo wrzucę :)

      Usuń
  3. Jestem za tą serią:D Uwielbiam upięcia.

    Mam podobne zdanie do Ciebie w tym temacie:)
    Też nie nosze rozpuszczonych na co dzień. Zazwyczaj - jesli według mnie- dobrze wyglądaja, rozpuszczam ale tylko na niedziele i tylko do kościoła. Po powrocie spinam. No chyba że mam bardzo dobry dzień, warunki atmosferyczne są ,,odpowiednie'' i mam taki kaprys to pozwalam im na jakiś czas pofruwać :)
    Po myciu często nosze je rozpuszczone by wyschły no i do spania.
    Nieprzyjemności od strony włosowej na szczęście mnie na razie nie doświadczają:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie seria będzie :)

      To ja rozpuszczam czasem na spacery, ale musi nie być wiatru, żebym nie spędziła całego czasu odkopując swoją twarz. W domu po myciu tak samo czekam aż wyschną bez związywania. Ale na co dzień... chyba bym zwariowała :D

      Usuń
  4. " zwyczaj myślenia o długich włosach jak o dobrym tatuażu: jest dla mnie, nie dla innych."- zgadzam sie to nam posiadaczka ma sie podobac dlugosc, kolor itd. Jesli chodzi o rozpuszczone wlosy to kiedys rowniez nigdy ich nie rozpuszczalam. Plataly sie,fruwaly itd. Teraz to lubie bo sie tak nie placza. Jednak tez mam fruwające włosy i gdy wieje to mam je nad glowa :D.
    A takim "dziwadlem" bylam w gimnazjum gdy wszystkie znajome szlaly z fryzurami a ja mialam dlugie wlosy. Chociaz nie takie jak teraz po robilam sobie schodki po bokach. Co ciekawe najgorsze byly komentarze od znajomej ktorej marzyly sie dlugie wlosy ale nie umiala sie z nimi obchodzic, zniszyla je i sciela :D. No ale to byla osoba ktora musiala byc najlepsza we wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jak moje zrobią się w końcu kiedyś ciężkie i nauczę się wygładzania, też będę mogła je rozpuszczać częściej... ;)

      Usuń
    2. Heh moje moze i teraz wygladzone ale nadal fruwaja i tak juz pewnie zostanie :D. Jedyny plus, ze sie juz tak nie placza.
      Co do jeszcze komentarzy to przypomnialo mi sie jak kiedys czesto slyszalam zarzut o to czy takie wlosy mam zamiar nosic do starosci. I nie bylo to wypowiedziane w mily sposob. Tak jakby to bylo zbrodnia. Strasznie nie rozumiem takiego czepiania sie. Raz posluchalam rad- rozjasnilam wlosy, wycieniowalam i dlugo tego zalowalam. Nigdy wiecej. Liczy sie to w czym ja sie dobrze czuje. Takze Cie rozumiem. Takie niezbyt ciekawe komentarze pojawiaja sie chyba po przekroczeniu pewnej dlugosci...

      Usuń
    3. Chyba tak, bo jednak dla większości osób długie włosy są ok maks do bioder, a później zaczyna się "za długie, zetnij". Co innego Long Hair Community, gdzie włosy do kolan nikogo nie dziwią :)

      Co do starości... Też widziałam podobne komentarze, chociaż nie pod swoim adresem. Zastanawiam się o co chodzi. Że starsza osoba, powiedzmy po 60 roku życia nie powinna mieć długich włosów? A już w ogóle jak są siwe, co dla większości 60-latków jest normą? Haha :) Widziałam wiele zdjęć kobiet z siwymi włosami po tyłek. Na złość osobom czepiającym się.

      Jest też opcja "poczekaj poczekaj, zetniesz jak będziesz musiała zajmować się dzieckiem" która jest chyba moim numerem jeden :D Kocham stereotyp matki Polki, która nawet nie zmienia piżamy na dzienne ubrania, a jesli już to na dres, bo nie ma czasu :) A 20 minut na mycie włosów? To już wyrodna matka.

      Usuń
    4. Ja juz widzialam takie komentarze gdy wlosy byly za talie :p.
      Wiesz co dla mnie to bylo o tyle dziwne, bo do starosci mi bylo daleko(wtedy bylam nastolatka, pozniej im czlowiek starszy tym wlasnie pojawia sie czesciej argument, że po dziecku sie zetnie) i nie rozumialam takich dziwnych aluzji. Skad ja mialam wtedy wiedziec co bedzie gdy bede staruszka. A zreszta denerwowal mnie tylko ton tych wypowiedzi(bo kazdemu sie podoba co innego i moze wyrazic swoja opinie no ale bez narzucania i karcacego tonu)- jakbym robila cos zlego, byla dziwna i nie znala zycia bo i tak je zetne, to tylko wlosy powinnam eksperymentowac(rowniez z kolorem ) jak inni i miec modna fryzurke. Nawet jesli to co z tego, wtedy chcialam dlugie i juz. Od tego czasu minelo 13 lat i nadal lubie dlugie. Jak to ostatnio anonim u mnie podsumowal- sa tak dlugie, ze moge sie juz powiesic na nich :/.
      Co do tego forum to od kilku dni podziwiam tam warkocze dziewczyn i szczeka mi opada z zachwytu.
      Moja kolezanka miala kiedys wlosy identyczne jak anwen(nawet dluzsze), tez czarne ale sciela po dziecku wlasnie. Szkoda, bo zawsze je podziwialam. Nigdy o nie jakos specjalnie nie dbala a wygladaly zdrowo. Strasznie jej zazdroscilam bo moje wtedy wygladaly okropnie ;). No ale to jej wybor i nie truje jej nad uchem, ze powinna zapuscic itd.

      Usuń
    5. "Po dziecku" to chyba bardziej z powodu hormonalnego wypadania? Przynajmniej ja tak myślałam :P

      A mi się podobają starsze panie z długimi włosami. Kiedyś w autobusie widziałam taką śliczną (nie tylko młodość ma prawo do urody)kobietę z mlecznobiałym warkoczem do pasa. Cudny był.

      Usuń
    6. Czyli świetnie widać, że ludzie się po prostu czepiają skoro nawet kiedy byłaś nastolatką "martwili się" o Twoje włosy na starość :D
      O, ten ton "nie znasz życia" to jest to. Bo włosy ma się po to, żeby co pół roku ścinać je i farbować tak, jak to jest akurat w modzie. Nie rozumiem skąd się bierze przekonanie niektórych osób, że jeśli ktoś ma długie włosy to jest dziwny i staromodny w negatywnym znaczeniu tego słowa, właściwie zacofany, albo są to powody religijne, albo jest metalem ;) Jak nie, to przecież powinny być modnie obcięte i pofarbowane, zmieniane co chwila a nie, jak można zapuszczać? Nuda.

      Lena, wszystkie komentarze jakie słyszałam na żywo w kwestii ścinania włosów po urodzeniu dziecka były, wprost lub przez aluzję, związane z totalnym, panicznym, męczeńskim brakiem czasu :D

      Kurczę, chciałabym mieć warkocz do pasa kiedy będę już siwa:)

      Usuń
    7. Lena nie trzeba byc matka, zeby sie meczyc z hormonalnym wypadaniem ;). Myslac tak powinnam je juz dawno sciac, jak wiele innych dziewczyn. Chodzi raczej wlasnie jak pisze Henrietta o wygode i brak czasu na wlosy. Fakt dziecko kolezanki kiedys intensywnie wytargalo mnie za wlosy ale mozna je spinac(wiecej tego bledu nie popelnilam :D ) no a dbanie o wlosy nie zajmuje duzo czasu. Jest kilka matek blogerek i zapuszczaja wlosy ;).

      Usuń
    8. Na moje włosy (i okulary, to było gorsze) też kiedyś niemowlak napadł :D Od tego czasu uważam :)

      Usuń
  5. Wybacz, ale jakoś nie rozumiem problemu. Nosisz spięte włosy - to Twój wybór. Skąd docinki? Co miały na celu te osoby? Zapuszczasz włosy, żeby były długie. Taki masz plan i tyle. Czy kogoś boli, jak Ty masz związane włosy? Chyba ktoś miał potrzebę wyładowania stresu na Tobie, gdyż sądząc po tonie Twojego posta uraził Cię niewybrednymi komentarzami. Jak byś chodziła w grubej czapce cały rok tylko dla ochrony włosów to by było dziwne :P
    Ja lubię mieć rozpuszczone włosy, jak "smyrają" mnie po plecach czy ramionach (do łokci im daleko :P), ale jak robię coś konkretnego to je związuje lub upinam - związuję do spania, jak coś piszę, jeżdżę na rowerze, zajmuję się końmi, czy na nich jeżdżę. A tak BTW w podręcznikach do jazdy konnej w rozdziale jazda w terenie jest zwykle nakaz związywania/splatania włosów, a najlepiej chowania pod kask, gdyż stanowią niebezpieczeństwo dla właściciela jak gdzieś się zaplączą ;)
    Dla mnie marnotrawstwem włosów jest ciągle ta sama fryzura :P Ale wiadomo jak to jest na co dzień - warkocz/kucyk/kok na szybko i gonimy do naszych obowiązków ;) Ale jak jest chwila czasu to warto pokazać włosy w innej wersji niż tylko codzienny kucyk czy warkocz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie jestem w stanie odkopać w historii przeglądarki tej strony, ale właściwie zaczęło się nagle "nie chcę nikogo obrażać ale" i po cudownym "ale" zostałam uznana za totalnego dziwaka bo związuję włosy. Jakbym powiedziała "nigdy nie jem przy ludziach. Nie i koniec. Nikt nie może zobaczyć jak jem. Nie, nie nie!" albo "nie noszę niczego w kolorze czerwonym. Nigdy". Byłam mocno zdziwiona tym, że "włosy zapuszcza się po to, by je pokazywać" to podobno oczywistość.

      Usuń
    2. Komentami się nie przejmuj ;) Chociaż trzeba przyznać, że jest przeświadczenie, że włosomaniaczka nosi włosy rozpuszczone. Czytałam u Anwen, że jak była na spotkaniu blogerów i z powodu upału miała upięte włosy to uznali ją za blogerkę modową :D

      Usuń
    3. Tak, też to czytałam :D Świetny pośredni komplement :) Anwen ma dwa w jednym :)

      Usuń
  6. Ja rozpuszczam na większe wyjścia, albo na uczelnie czy coś, ale tylko po myciu, na drugi dzień już nie :) Fakt z upięciami jest wygodniej, ale ja lepiej się czuję z rozpuszczonymi, bardziej się sobie podobam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie najbardziej podobam się w luźnych pół-upięciach. Za to nie wiem co z rozpuszczonymi włosami bo wyglądam jak Samara po 15 sekundach. Z żadnej strony nie widać twarzy :D

      Usuń
  7. jestem bardzo za taką serią :) sama w ogóle nie chodzę w rozpuszczonych włosach. Pewie to kwestia przyzwyczajenia, ale po tak długim czasie upinania/związywania czuję dyskomfort, gdy mam włosy przy twarzy, a szczególnie schylając się, gdy ograniczają pole widzenia. Poza tym są kręcone i nigdy nie wyglądają idealnie, a ja obsesyjnie przygładzam i poprawiam odstające kosmyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że nie jestem jedyna :):):)

      Usuń
  8. O matko, ale mi nerw skoczył. Co za debilizm "zapuszcza się po to, żeby pokazywać." Zapuszczam dlatego, że mam taki kaprys, mogę zapuszczać, bo lubię, jak mi się odpływ w prysznicu częściej zapycha i jest to absolutnie niczyja sprawa. Ja zapuszczam głównie z myślą o warkoczach i upięciach - bo mi się podobają. Ba, NIE podobają mi się setki dziewczyn na ulicy z plecami zakrytymi kocem z włosów. Moje zdanie, mam do niego prawo, nikomu nie mówię: weź, zepnij, bo mi się nie podoba, fuj, fuj, fuj, dziwolągu! (choć nie lubię, jak muszę na pikniku chować swoje kanapki przed kłakami koleżanki :P).
    Uch. Poważnie. Aż mi się chce powiedzieć, że to jakaś głupia dziunia musiała wypalić, taka z tych, co jak osiągną wymarzoną figurę, to będą półnagie chodzić. Zresztą - w upięciach też widać włosy: kolor, blask, można podziwiać splot, czy urodę upięcia. Serio, długość jest jedynym, na co warto zwrócić uwagę? Uch. Nerwowam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie :) Ja też zapuszczam, bo lubię mieć zatkany odpływ a nawet owieczki z włosów przetaczające się po parkiecie w domu. Takim jestem dziwakiem, o! :)

      Nie do końca rozumiem zapuszczanie włosów po to, żeby inni na nie patrzyli (w życiu by mi się nie chciało robić czegoś takiego dla kogoś...) ale, no właśnie, nie mówię nikomu, że jest dziwny z tego powodu. "Uwielbiam" osoby głoszące swoje, dość dziwne, opinie jako prawdy objawione i naskakujące na wszystkich, którzy uważają inaczej. Rozumiem za to fakt, że ktoś lubi rozpuszczać włosy albo nie może się przyzwyczaić do związywania.

      Dla niektórych najwidoczniej długość to jedyne, co można podziwiać. Upięcia już nie :D

      Usuń
  9. Szczerze mówiąc, jestem w stanie zrozumieć oba podejścia. Może dlatego, że sama jestem gdzieś pomiędzy tych dwóch filozofii. Z jednej strony zwykle związuję włosy, żeby się nie niszczyły, ale gdy akurat stwierdzę, że wyglądają nadzwyczaj ładnie, rozpuszczam, właśnie żeby pokazać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też rozumiem rozpuszczanie włosów :) Ale już na zapuszczanie po to, żeby pokazywać, mam głowę za małą. A tym bardziej na wciskanie tego innym. W dość obraźliwy sposób.
      Pewnie gdyby nie to, że po chwili jestem zaplątana, też bym rozpuszczała włosy czasami, w te dni kiedy wyglądają lepiej niż zazwyczaj ;)

      Usuń
  10. oo, jakbyś zrobiła taką serię, to byłoby super ;)
    sama noszę głównie spięte włosy, ale to dlatego, że bardzo lubią się puszyć. Czasem jednak zdarza mi się je rozpuścić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zrobię :) Pewnie będzie na początku chaos, typowy dla mnie, bo nigdy wcześniej nie robiłam takich zdjęć do instrukcji, ale cieszę się na to wszystko :) Dziś zrobiłam pierwsze, do Nautilus bun'a, w trzech wersjach :)

      Usuń
  11. Takich ludzi trzeba ignorować niestety... to niemal tak samo jak próbuje się wyjaśnić znajomym że nakładam olej na włosy czy myje olejem twarz, "olejem?! oszalałaś?!". Nie da się. Nie da i już.
    Ja niestety jestem uzależniona od chodzenia w rozpuszczonych przez co moje włosy cierpią bo je wiecznie gdzieś przytrzaskuje i wiecznie o coś pocierają.
    A seria z instrukcjami...dla mnie bomba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jeju. Kiedyś też chciałam zarazić koleżanki włosomaniactwem. Racja, olejowanie, ale tylko włosów, to ostatnia rzecz o jakiej bezpiecznie można rozmawiać z osobami niezainteresowanymi pielęgnacją. Wszystko co jest za tą linią bezpieczeństwa- a więc mycie odżywką, samą wodą czy nawet niemycie włosów w ogóle bo po czasie u niektórych osób się do tego przyzwyczajają- to gigantyczne ryzyko :D

      Usuń
  12. Hej, podczytuję Cie od jakiegoś czasu, ale komentuję pierwszy raz.
    Nie masz się co denerwować głupimi komentarzami, bo takie zdarzają się zawsze. Pewnie gdybyś nosiła tylko rozpuszczone, też komuś wydałoby się to dziwne. Ja akurat jestem z tych, które zapuszczają by pokazywać... eh nie ma to jak nutka ekshibicjonizmu :D
    A tak na serio, jak mi moje kręcioły urosną do pasa, kończę akcję zapuszczanie, bo zwyczajnie nie chcę mieć włosów za długich do noszenia rozpuszczonych. W takich które chwilami zakrywają mi pół twarzy czuje się bezpieczniej, jakkolwiek dziwnie to brzmi.
    Pomijając, że jak widać mam inne zdanie niż Ty, to szanuję Twoje, bo dzięki temu mamy taka różnorodność na głowach. Gdyby wszystkie długowłose miały biegać z niezwiązanymi czuprynami, albo wszystkie wiązać byłoby po prostu nudno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym chciała, żeby wszyscy mieli takie podejście jak Ty :) Pozwolę sobie powtórzyć, trochę ryzykując, bo niestety na piśmie nie widać tonu głosu i braku wrogich zamiarów ;), że sama nie rozumiem zapuszczania włosów (tylko) po to, żeby je pokazywać. Jestem stanowczo za leniwa, żeby robić coś takiego dla innych :) Ale to tylko ja, a "nie rozumiem" nie znaczy "nie szanuję".
      Gdyby każdy podchodził do tego typu kwestii tak jak Ty, Internet byłby spokojnym miejscem pełnym przyjaźni ;)

      Usuń
    2. Ja też się czuję bezpiecznie z rozpuszczonymi włosami. Czasem, gdy wiem, że będę mieć stresującą sytuację, rozpuszczam specjalnie włosy, aby poczuć się pewniej.

      Usuń
    3. Fajny sposób na dodanie sobie pewności siebie :) Super, że to tak działa. Ja już się tak odzwyczaiłam od rozpuszczonycb włosów, że teraz gdybym miała iść na przykład na rozmowę o pracę czułabym się tak, jak osoba nosząca od lat czarne ubrania w, nagle, kolorowej sukience :D

      Usuń
  13. Ja w domu zawsze związuję włosy.
    Jeśli jest okres letni cały czas mam je w koczku lub warkoczu. Nie potrafię wytrzymać, kiedy lepią się do mojego ciała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szaliczek z włosów w temperaturze 34 stopni w cieniu to jest to! :)

      Usuń
  14. Hm ja byłam zdania , że rozpuszczone niszczą się dużo szybciej , ale pomyslałam''to po co je zapuszczam?'' :) więc związuję tylko w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam osoby, które z kolei tylko w domu rozpuszczają :D Świat jest cudownie różnorodny. Wszyscy byśmy zasnęli z nudów, gdyby nie takie drobiazgi. Taka mała rzecz, związywanie włosów, a jaka dyskusja :)

      Ja z kolei wiem, że gdybym chciała rozpuszczać, po roku włosy by mi się pewnie skróciły i nie byłoby czego pokazywać, tak kruszą mi się końcówki :D

      Usuń
  15. Yeah I'd love to see an "updo of the day" series! Wow you know 200 updo's, that is an incredible amount! And I completely understand why you want to wear your hair up. I've been wearing it up for 13 years, for some of the same reasons as you. I started wearing it up for work and wore it down occasionally (not anymore though), like some people have a bob my style was a bun. I didn't even think much about it. It was convenient, quick and easy and looked neat :) Later the reasons changed, like for more protection against damage and the other ones you mention.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 13 years! You are my hero :) That's so great... :)
      I have collected these 200 updos in over three years. YouTube helped, and LHC and UTT as well. Whenever a new video appears on one of my subscribed channels, I take a notebook and write down the instructions :) And now I have a ton of them, some are still untouched, I haven't tried them. High time :)

      Usuń
  16. Ludziom nigdy nie dogodzisz, ja ścięłam włosy na boba z APL bo lepiej mi właśnie w rozpuszczonych i tak mi się podoba. Ostatnio usłyszałam że sie koszmarnie postarzam i że wygladam jak nobliwa pani po 30! Najlepsze że wszyscy inni dają mi max 20 lat a mam 25, a pani ktora mi to powiedziala miała widoczne niezbyt estetyczne zgrzewy od doczepianych pasemek, paredziesiąt sztuk po kazdej stronie głowy. I zawsze będą głosy typu "po co zapuszczasz te marne piórka", jak również "krótkie włosy cię szpecą", oraz "po co farbujesz" i "ale masz wstrętny mysi kolor". Staram się nie zwracać uwagi na to i nosić się jak mi się w danym momencie podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, za mysi kolor też mi się dostało! :D
      Uwielbiam boby. Kiedy moja mama przyszła od fryzjera ze ślicznym bobem na głowie miałam jedyny moment myślenia, że może jednak nie będę zapuszczała... :D

      Czasem trzeba mi przypomnieć takie rzeczy. Że to subiektywna opinia, że niektórzy czują się super w Internecie i wyżywają się przez łatwe wyzłośliwianie się na innych, że, właśnie, ludziom nigdy nie dogodzę. Dziękuję! :)

      Usuń
    2. Też ostatnio spodobały mi się boby!;) Jak już osiągnę mój cel zapuszczania, planuję obciąć włosy na boba i oddać jakiejś fundacji

      Usuń
    3. Podstawą jest szacunek dla drugiej osoby, nie rozumiem po co ludzie komentują negatywnie czyjejś fryzury, koniec końców każdy się nosi jak lubi i nie ma sensu sprawiać komuś przykrości. No i jeszcze właśnie internet gdzie można komuś przywalić anonimowo i podawać się za ósmy cud świata. I tu przypomniał mi się taki fajny cytat na który natrafiłam w internecie: "W świecie w którym wszyscy mają wyrobione zdanie o wszystkim, milczenie i rezerwa są dwiema formami elegancji". Ps. Moja przygoda z bobem chyba powoli dobiega końca, grzywka jakoś nie chce trzymać formy, włosy na skroniach nagle mi zaczęły mi falować, od niedawna trenuję i chcę móc zrobić swobodnie wysokiego koczka.

      Usuń
    4. Wychodzę z tego samego założenia. Nawet jeśli nie podoba mi się jakieś zdjęcie u kogoś na blogu czy jakiś sposób pielęgnacji nie komentuję wcale. Może jest to utopia i tworzenie sobie ślicznego milusiego światka, ale nie widzę sensu w sprawianiu innym przykrości w imię wolności słowa czy odwagi wyrażania własnego zdania. Można mieć odwagę ale niekoniecznie jej używać, jeśli nie trzeba.

      Usuń
  17. ja bardzo lubię chodzić w spiętych, rozpuszczone szybko mnie wkurzają, ale wydaje mi się że lepiej wyglądam jednak w rozpuszczonych więc kilkanaście razy dziennie związuję i rozpuszczam :D w koku albo kucyku po pół godzinie zaczynają mnie boleć cebulki :/ najbezpieczniejsza fryzura to warkocz, ale mam za krótkie włosy żeby to ładnie wyglądało.

    nie przejmuj się głupimi komentarzami! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tego właśnie muszę się lepiej nauczyć. Nieprzejmowania się.

      Usuń
  18. No widzisz, a ja nie znam ludzi, tzn w tym wypadku kobiet, które zapuszczają włosy, by je upinać :D I dlatego twoje myślenie jest mi bardzo obce, ale nie przyszłoby mi raczej do głowy tego krytykować... Ot, ciekawy punkt widzenia, po prostu nie dla mnie, bo nienawidzę mieć spiętych włosów :D A ludzie nie mają już chyba co robić ze swoim życiem, że taką błahą sprawę krytykują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Internet pozwala na straszne rzeczy, racja :) Nawet gdybym miała w głowie jakąś negatywną opinię na temat osoby, która cały czas spina włosy, z grzeczności albo świadomości małego znaczenia tej kwestii w ogóle bym jej nie pisała :D

      Usuń
  19. O tak, chcę Updo of the Day! <3 brakuje mi tego na blogach włosomaniaczek - same recenzje masek, a zero sposobów na fajne upięcia:(
    Ja nosze włosy z reguły rozpuszczone, bo po prostu najładniej mi w takiej fryzurze. Wolę wyglądać dobrze, niż chronić włosy jak małe, bezbronne niemowlaczki - jeśli sobie nie radzicie, to spadówa! Kupię sobie perukę!:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak powiesz moim włosom "jeśli sobie nie radzicie, to spadówa!", połowa zaraz sobie pójdzie :D Zwłaszcza ostatnie 20 cm końcówek. Te to tylko czekają na zwolnienie :D Dlatego tak się troszczę ;)

      Updo of the day na pewno będzie :) Postaram się wrzucać te mało znane upięcia, bo warkocz holenderski i kok-skarpetka zrobiły się wystarczająco znane ostatnio :)

      Usuń
  20. ja z kolei nie lubię związywać włosów i robię to tylko, kiedy mi przeszkadzają, poza tym po upięciach boli mnie skóra głowy, a kiedy zepnę niezbyt mocno, po chwili się uwalniają z objęć gumek/spinek/klamr- widocznie chcą być na wolności ;-) poza tym mimo, że noszę rozpuszczone, nie uważam, żeby bardziej się przez to niszczyły, przyznam, że nawet zgęstniały od czasów gimnazjum, gdzie maltretowałam głowę upięciami. pasy w samochodzie, guziki, suwaki itd na szczęście nie mam z tym problemu, nie wiem dlaczego ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz szczęście do odpornych włosów, pewnie :) Fajnie :)

      Usuń
  21. a ja po prostu nie potrafię spinać włosów, w ogóle, a ponoć lepiej wyglądam w upiętych:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy mi się wydaje, czy masz niskoporowate, gładkie włosy? Może mi się coś wymyśliło :D

      Usuń
    2. obstawiam u siebie wysokoporowate - strasznie się plączą i jakby haczą jeden o drugiego. z kolei z upięć się wyślizgują, albo ciążą niemiłosiernie tak, że czasami aż potrafi mnie głowa rozboleć:/ generalnie złośliwe bestie;)

      Usuń
    3. To moje tak mają na końcówkach. Rzep :D Bardzo lubią trzymać się razem i wiązać w supełki (?!).
      Na bolącą głowę są sposoby. Dobrze rozłożony ciężar włosów, luźniejsze, większe upięcia, żeby nie ciągnąć cebulek w jednym miejscu... ;)

      Usuń
    4. tylko właśnie z luźniejszych upięć wypadają, albo upięcie przesuwa się na głowie aż w końcu zaczyna ciążyć;) sytuacja bez wyjścia;)

      Usuń
    5. Jakieś musi być... :) Może warkocz francuski (a lepiej dwa), nawet zrobiony z tylko 2-3 pięter jako baza? Nie musi być super dokładny, z małych pasemek nawet. Taki... na szybko. U mnie działa. Kok bez tego dość szybko "odpada" od głowy i wisi na karku :D

      Usuń
  22. Henrietto, to Twój wybór. Nie przejmuj się okropnymi komentarzami, niekiedy zazdrosnymi. Mi moja mama ostatnio powiedziała, że moje włosy od połowy są "WYPŁOWIAŁE". Tworzy mi się ombre po lecie i nic na to nie poradzę :) Ludzie czasem nieświadomie wypowiadają komentarze....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że tamto było świadomie, ale już się nie przejmuję :) Właściwie co zmieniają czyjeś złośliwości w moim życiu...? :)

      Usuń
  23. Kiedyś na ważniejsze wyjścia nie wyobrażałam sobie jak mogę włosy związać. :) Po czasie mi przeszło i liczy się wygoda, a przede wszystkim dbanie o nie. Pozwalam jednak im odpocząć, ale to ostatnie częściej w domu jak wiem, że nic im się nie stanie tak też je związuje. Jak na razie i tak mam za krótkie włosy na moje ukochane fryzury z warkoczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Któregoś dnia nagle się okaże, że sa wysttarczająco długie :)

      Ja na większe wyjścia rozpuszczam, ale bardzo szybko tego żałuję... :D

      Usuń
  24. Twoje włosy, twoja sprawa ;) Niech każdy robi to co chce. Jeśli czujesz się lepiej w spiętych włosach to logiczne, że nosisz upięcia. Nie wiem co komu do tego. Ja osobiście lubię siebie w rozpuszczonych włosach, bo wyglądam lepiej w rozpuszczonych. Ale oczywiście nie popadam w skrajności, wtedy gdy sytuacja tego wymaga np. ćwiczę, jeżdżę rowerem, jestem na zakupach i przymierzam mase ciuchów albo gdy wychodzę na wiatr, słońce czy mróz to zawsze związuję włosy, bo tak jest po prostu wygodniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie podejście jest najlepsze :)

      Usuń
  25. Nie wiem czemu jeszcze nie zostawiłaś u mnie adresu maila pod konkursem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę zostawiać komentarza bez odpowiedzi... ;) Ubrania nie są do końca w moim stylu, a na takie nie mam miejsca, dosłownie. Zależy mi tylko na tym, co mi się w 100% podoba lub czego potrzebuję ;)

      Usuń
  26. Też po ostatnim podcięciu ciągle spinam włosy i nie uważam, żeby było to dziwaczne... Każdy nosi je tak jak mu wygodnie, więc nie rozumiem ludzi, dla których jest to "nienormalne".

    OdpowiedzUsuń
  27. A ja, mimo włąśnie tych wszystkich możliwości na niszczenie włosów nosząc je rozpuszczone właśnie tak je najczęściej zostawiam. Niestety, moje nie są tak lekkie jak Twoje i w upały jest mi ciężko. Jednak jeśli zepnę je w koczek po 4h czuję, jakby mi wszystkie cebulki umarły, a diabeł rozgościł się na skalpie i krzyczał :) Więc dla mnie rozpuszczenie włosów to jedyna fryzura(oprócz warkocza, ale nie zawsze mam czas żeby go zrobić) nosząc którą nie bolą mnie cebulki.
    Aczkolwiek w Twoim wypadku chyba też chodziłabym w związanych czy jakoś upiętych włosach, bo przy Twojej długości to jednak bardzo łatwe żeby je zniszczyć opierając się o oparcie czy własnie o pasy czy tam o cokolwiek, a skoro masz takie leciutkie to nie masz problemu :) Poza tym- ja bym sie nie przejmowała komentarzami ludzi na ulicach. Jak byłam mała nie lubiano mnie tylko z tego powodu, że byłam ruda. I to mnie jakoś zahartowało na takich ingnorantów jak Ci wytykający innych na ulicach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Metafora z diabłem jest świetna :D :)

      Czasem chciałabym mieć gładkie, ciężkie włosy ale zawsze wtedy myślę, że byłoby ciężko je spiąć.

      Usuń
    2. Tak mówią te, które mają niskoporowate i śliskie jak jedwab włosy, że "gumki spadają". Mnie nigdy taki problem jakoś nie dotyczył... :D

      Usuń
    3. No właśnie wiem :D Z klamer podobno też się włosy wyślizgują. To jednak wolę swoje średnio-wysoko porowate :)

      Usuń
  28. rozumiem Cię w kwestii lekkości włosów, ja też nie czuję ich ciężaru, przez co gdy jestem na dworze latają we wszystkie strony i wyglądam jak lew :) od kilku miesięcy na co dzień noszę włosy w warkoczu na bok, lecz gdy widzę się z narzeczonym rozpuszczam je i wtedy jestem atakowana z każdej strony.. a to moja półdługa grzywka plącze mi się koło ust, a to spadają mi z pleców na ramiona.. a jak idę to nawet pod pachy chcą włazić :O ale i tak ich nie zetnę, uwielbiam je w każdej postaci :) w sumie upinanie włosów przyczynia się też do tego że nikt nie przyzwyczaja się do ich wyglądu na co dzień :) a później idziesz na jakieś spotkanie/imprezę itp. i możesz wszystkich zaskoczyć swoimi pięknymi długimi włosami, które dotychczas skrywałaś :) moja kuzynka całe życie chodziła w związanych włosach od dzieciństwa, do tej pory tak robi, a gdy na imprezę je rozpuści to wszyscy je chwalą jakby ich w życiu nie widzieli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raaany, myślę dokładnie tak samo :) Generalnie mam włosy dla siebie, ale czasem śmiesznie jest je rozpuścić i patrzeć na reakcje znajomych :D

      Usuń
  29. Pamiętam, jak sama miałam włosy za tyłek i to właśnie noszenie ich rozpuszczonych wydawało mi się..może nie dziwne, ale strasznie męczące. Poza tym, to, za czym najbardziej tęskniłam podczas długości "do ucha" to właśnie upinanie, warkocze, koki i wszystko co tylko do głowy przyjdzie (a raczej "do włosów" :) Jak widać, znudziło mi się trzymanie ich luzem i znowu zapuszczam... Folder z fryzurkami do przetestowania rośnie, więc ostrzę ząbki na Twoją fryzurę dnia. Nie przejmuj się, że ktoś mówi "dziwak", tylko zamawiaj pizzę c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panowie z Venus będą wdzięczni :)
      Ej, czemu ja nie wiedziałam, że miałaś włosy za tyłek? :D Wiem, że prawdopodobieństwo tego, że bym się na Ciebie rzuciła z radością było spore, ale jednak :P

      Usuń
  30. No osad tez jeszcze mam:( Pomimo tego, że myje tym szamponem i już mi się kończy.. ale już nie ma tego świądu. Mogłabyś podać propozycje kosmetyków, które ci pomogły? z góry dziękuję:)!
    pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
  31. Zgadzam się z Tobą :) upięte włosy to zdrowsze włosy :) także swoje upinam i dziwnie się czuje gdy mam je rozpuścić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę się cieszę kiedy znajduje się wiecej takich osób jak ja :) :*

      Usuń
  32. Po pierwsze, nie rozumiem, o co cały hałas - dlaczego szykanować kogoś z powodu tak banalnej w gruncie rzeczy sprawy, jaką są włosy? Po drugie, rozumiem Twoje argumenty, zwłaszcza ostatnio, bo w rozpuszczonych włosach nie wyszłam z domu chyba od dwóch tygodni, głównie z powodu zmiennej pogody - w upały strasznie grzeją, przy wilgoci zaczynają się puszyć. A nawet jeśli pogoda jest znośna, wpadają do ust podczas jedzenia i przy najmniejszym wietrzyku wyglądają, jakby nad głową przeszedł mi tajfun. Rozwiązanie? Robimy kucyk i problem z głowy. Gdybym jeszcze umiała upleść sobie z włosów cokolwiek bardziej skomplikowanego, w ogóle nie chodziłabym w rozpuszczonych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszej kwestii- Internet. To chyba jedyna odpowiedź. I brak zastanowienia się nad tym, co się pisze. Może i to kogoś dziwi, może ktoś uważa za totalnie niezrozumiała, głupie i bez sensu to, że noszę związane włosy. Ale żeby od razu radośnie to wszystkim oznajmiać...?

      To mamy podobną sytuację :) U mnie dochodzi jeszcze argument ochrony włosów, zwłaszcza końcówek :)

      Usuń
  33. a ja akurat lepiej czuję się z rozpuszczonymi chociaż pasma przy twarzy(zapuszczana grzywka) są strasznie denerwujące :D dlatego podpinam je do tyłu i jest gites ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból :) Sama zapuszczałam grzywkę i świętowałam dzień w którym cała dała się spiąć z tyłu i nie wypadała do wieczora :)

      Usuń
  34. Zgadzam się z Tobą w 100%, może moje włosy nie są bardzo długie, ale są równie lekkie i na wietrze latają jak szalone. Zapuszczam je dla siebie, nie dla innych. Na co dzień związuję w warkocza czy też koczka i już się nie martwię, że znów będą mi wpadać do oczu. Walczę również o mocne końcówki staram się je chronić najlepiej jak potrafię. Masz piękne włosy! Też bym kiedyś chciała osiągnąć taką długość! http://szalonaczupryna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale masz fajny nagłówek bloga :) Naprawdę chodzi przede wszystkim o to, żeby kochać swoje włosy :)

      Usuń
  35. Związywanie włosów to podstawa.
    Jestem włosomaniaczką od x lat, ale tak naprawdę zaczęłam dbać poprawnie o włosy niecały rok temu. Mam włosy cienkie do pasa, które zawsze nosiłam rozpuszczone. Powodowało to wykruszanie i dewastację końcówek (jak cieniowane, choć ścinam na prosto), rozdwajanie, plątanie, wyrywanie przy czesaniu. Od chwili wprowadzenia pielęgnacji olejowej (jestem na 4 olejach) zaczęłam także nosić włosy związane. Poprawa kondycji jest ogromna. Włosy podcinałam 3 miesiące temu, nie mam ani śladu rozdwojonej końcówki, przy czesaniu żadnego wyrywania ani wypadania, z czym miałam też problem.
    Wieczorem rozplatam warkocz, mam błyszczące, zdrowe, mocne włosy. Nigdy więcej rozpuszczania, gdyż to niszczy włosy i jest niehigieniczne dla włosów.
    Związywanie pomaga też wyeliminować konieczność codziennej stylizacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze wszystkim się zgadzam :) Kurczę, jak czasem chodzę po domu w rozpuszczonych włosach nie wyobrażam sobie robienia tego na co dzień i poza domem. Tyle odgarniania, odrzucania, a rozczesywanie później... aż boli, dosłownie. Wiem, że pewnie niewiele osób ma taki problem i tak lekkie włosy, więc rozumiem, że nie wszyscy muszą mieć potrzebę wiązania włosów. Ale chociaż ze względu na samą ich kondycję... czasem warto :) Nie mówiąc już o problemie z serii "bad hair day" :)

      Usuń
  36. Odkąd (świadomie :) )dbam o włosy ( 2 /2,5lat ), noszę je zawsze upięte w warkocz. Ostatnio nawet lekko się podłamałam tym, że muszę je nosić związane, tyle kobiet wokół ma to w nosie i chodzi w rozpuszczonych, ale gdy rozpuszczam mam to samo co Ty, nieokiełznane, latające. Czasem (może raz na miesiąc, dwa) zdarza mi się wyjść w rozpuszczonych (jak mnie mąż ładnie prosi ;p ) ale nie potrafię się wtedy skupić na niczym innym, niż na tym, że muszę ciągle je odgarniać, przygładzać, poza tym mam fobię jak patrzę jak się ocierają o kurtkę/płaszcz etc myślę wtedy o zgrozo moje końcówki :D może to dziwne, ale mam to gdzieś, wkurza mnie gdy widzę paniusie które paradują z rozpuszczonym sianem ich włosy jakby krzyczą " zepnij nas!" wrr
    nie mogę, nie po to dbam o długie włosy. Ale czasem mi przykro.
    Myślę sobie, że hoduję je dla męża, tylko on widzi je rozpuszczone, jakby nagie i bezbronne, heh, to w pewnym sensie bardzo intymne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię wyjątkowość momentów w których noszę rozpuszczone włosy :) Na większe wyjścia typu opera na przykład.
      I patrząc na osoby z długimi (powiedzmy do bioder i dalej) rozpuszczonymi włosami czasem się zastanawiam jak one to robią, że nie mają tych włosów na twarzy i wszędzie wokół siebie, a czasem po kondycji widać, że regularne rozpuszczanie bardzo długich włosów źle się niestety kończy.
      Tak sobie jeszcze ostatnio myślę, że jak osiągnę swój cel może będę częściej rozpuszczała wlosy, albo będę robiła fryzury pokazujące długość, czyli warkocze właśnie :)

      Usuń
    2. jaaaa, wyobraź sobie takie loczyska do połowy uda xD a ja właśnie ostatnio staram się zmienić warkocz na kok, bo się denerwuję jak końcówka się o wszystko ociera, to aż fizycznie boli :D uczę się, opornie mi to idzie, póki co umiem tylko zrobić koka z wypełniaczem, nawet zwykłego ślimaka nie umiem :(
      Oglądałam z mężem Twoje zdjęcia fryzur i byliśmy pod wrażeniem :) stwierdził, że będzie mi robić takie :D powiedz, jak zrobić tego koka "Cinnamon bun z warkocza angielskiego" ?
      Doradź, czym spinać włosy żeby niszczyły się jak najmniej ? Jak daję zwykłe wsuwki to później z przerażeniem widzę takie pogięte,złamane włoski :/ zwykłe żabki wystarczą ?

      Usuń
    3. Cinnamon bun z warkocza angielskiego to po prostu kok-ślimak z warkocza, ale ważne jest żeby zacząć od kucyka, wtedy zrobić warkocz i potem zawinąć go w kok. Baza z kucyka pozwala na zrobienie takiej ładnej, okrągłej bombeczki, a nie płaskiego rozsypującego się koka :)
      Nie zniechęcaj się. Ja często czytam że ktoś ma dwie lewe ręce i nie umie się uczesać, a przecież z umiejętnością czesania się nikt się nie rodzi. Malować się dziewczyny uczą, a jak im fryzura trzy razy nie wyjdzie to już twierdzą, że to nie dla nich :) Mnie na początku najprostszy koczek też nie wychodził wcale. Albo się rozsypywał, albo był brzydki. Pomogło mi to, że najpierw skręcam włosy wokół osi, na zapas, więcej niż potrzebuję do jednego okrążenia koczka, a potem zwijam koczka :) Jak robi się to jednocześnie, jest dużo luźniej i całość się potrafi rozsypać.

      W ramach motywacji:

      https://www.youtube.com/watch?v=hR0uf4-VeDM

      Włosy same w sobie piękne, ale do tego w pewnym momencie dziewczyna pokazuje swój pierwszy warkocz. Po paru latach, zobacz jakie cuda robi:

      http://haartraumfrisuren.de/tutorials/

      Większość dziewczyn z fryzurowych kanałów z YouTube mowi, że do pewnego momentu, kiedy były już dorosle, nie umiały zrobić warkocza francuskiego. A potem szaleństwo :)

      Żabki pewnie będą dobre, ale muszą być porządnie zrobione. Miałam kiedyś takie z H&M, niby żabki jak żabki, wzięłam bo były różne rozmiary, a koszmarnie ciągnęły włosy, pojedyncze włoski jakoś się w nie wciskały, haczyły, i przy zdejmowaniu zawsze kilka wyrwałam. Potem odkryłam, że u mnie najlepiej sprawdzają się albo klamry z twardego kauczuku (mam czarną ze Świata Spinek, 30 zł za sztukę [fakt że duża, mniejsze pewnie tansze] ale jest idealna, całkowicie gładka) albo takie jakby podwójne, z błyszczącą bazą plus nakładka:

      http://img.szafa.pl/ubrania/1/005625823/1304269366/klamra-do-wlosow-panterka-szczeki-francuskie.jpg

      Znalazłam akurat taką w panterkę :D ale czarne czy inne neutralne też są :) Te bazy są gładkie, nic nie ciągną, nie łamią włosów.

      Albo, zamiast wsuwek możesz spróbować szpilek fryzjerskich, tych takich otwartych, w kształcie "U". Potrzeba ich więcej bo nie trzymają tak dobrze, ale nie niszczą włosów.

      O! I jeszcze spin pins. Spin pins są genialne :) Stacjonarnie nie widziałam, tylko na allegro, ale warto :)

      Usuń
  37. O rany, bardzo dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź to bardzo miłe :)
    Po przeczytaniu Twoich postów, m.in http://henri-and-her-hair.blogspot.com/2015/09/suche-wysokoporowate-fale-i-minimalizm.html oraz http://henri-and-her-hair.blogspot.com/2014/09/henri-i-suszarka-czyli-powrot-po-latach.html
    chciałam Ci powiedzieć, że czuję że jesteś moją włosową siostrą - ale nie w sensie że mamy takie same włosy, tylko chodzi mi o to że mamy takie same refleksje, dylematy i dokładnie te same błędy popełniamy w pielęgnacji :) Czytając te posty stwierdziłam, nic dodać nic ująć, mam, miałam zupełnie tak samo, to niesamowite ale też bardzo pocieszające, że jest kto taki jak Ty z takimi samymi włosowymi przejściami :) Dzięki Tobie odkryłam to co Ty napisałaś, że nie dbam o włosy tylko "wykorzystuję je do testowania produktów" , straszne to ale tak jest. Do minimalizmu doszłam jakieś dwa miesiące temu, bo tak to ZAWSZE było na bogato, bardzo ciężko moje włosy obciążyć (to wręcz graniczy z cudem) tak jak u Ciebie, ładowałam np łyżki olejów do masek i się dziwiłam ze włosy są coraz gorsze, nic im nie pomaga.
    To niesamowite naprawdę, czytając Twoje wpisy czuję się jakbym czytała myśli w swojej głowie, bardzo to miłe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję przejścia przez zapisy moich przemyśleń, naprawdę :) Zwłaszcza post z minimalizmie ;)

      Usuń

Prześlij komentarz