3 miesiące z siemieniem lnianym ~ 3 months of flax seed treatment



Przyszedł czas na podsumowanie picia siemienia lnianego. Niestety, pomimo mojego początkowego optymizmu, słowo-klucz to "rozczarowanie".

Zanim zacznę, pozwolę sobie odesłać zainteresowane osoby do BlondHairCare po informacje o toksyczności siemienia. KLIK.

Czas trwania: 3.04.13 do 24.06.13. Prawie trzy miesiące.

Przygotowanie: zazwyczaj wieczorem zalewałam dwie łyżki siemienia (firmy Sante) chłodną przegotowaną wodą, wstawiałam do lodówki, piłam rano po dodaniu dwóch łyżeczek syropu owocowego, dokładnie gryząc ziarenka.

Systematyczność: w ciągu pierwszych dwóch miesięcy opuściłam w sumie może 8 dni – nie brałam siemienia na weekendowe wyjazdy, celowo. Za to w czerwcu miałam go tak dość, że wyjeżdżając na pięć dni również z rozmysłem zostawiłam siemię w domu.

Efekty na włosach:

1. Przyrost: 1 cm w kwietniu, 2 cm w maju, 1 cm w czerwcu. Czyli zero przyspieszenia.

2. Baby hairs: myślę, że gdyby miały się pokazać, już by się to stało, nawet zakładając, że zaczęły rosnąć dopiero w drugiej połowie terapii. Nic takiego nie nastąpiło. Nawet nie ma sensu wstawiać zdjęć robionych przed piciem siemienia i pod koniec. Te krótkie włosy, które mam, a które łatwo dostrzec, bo odstają po myciu są na tyle długie (jakieś 6 cm), że dziękuję za nie pokrzywie (którą piłam od stycznia do marca włącznie, KLIK). Możliwe też, że są to baby hairs, które wyrosły tak po prostu, z cebulek, będących ostatnio w fazie uśpienia, podobnie jak te kilka krótkich włosów, widocznych nad czołem. Nawet jeśli wyrosły one po siemieniu, a nie naturalnie, jest ich niewiele.

Inne efekty:

Tu też niczego pozytywnego nie zanotowałam. W kwestii zmniejszenia ochoty na słodycze czy słone przekąski nie tyle przestałam mieć na coś ochotę, ile przestałam wiedzieć, czego chcę. (Wcześniej zawsze wiedziałam, czy chcę paluszki czy czekoladę. Jeśli czekoladę, to jaki smak, i tak dalej ;) ) Gorsze było to, że przez siemię lniane nie wiedziałam nawet co chcę zjeść na obiad. Właściwie na nic nie miałam ochoty i było mi dość obojętne co jem.

Pomimo bardzo dużej ilości błonnika (większej niż w otrębach czy jakichkolwiek granulkach jakie jadłam) siemię nie wpłynęło pozytywnie na trawienie.

Jeśli chodzi o cerę, również niewiele się stało. Dzięki blogerkom zaczęłam używać kremu do twarzy, także minimalna poprawa stanu skóry (mniej wyprysków, nawilżenie) może być kwestią właśnie używania kremu.

Ogólne wrażenia:

Na początku zjedzenie/wypicie kubka siemienia zajmowało mi 10 minut i było pełne entuzjazmu. Cieszyłam się, że jem coś zdrowego a smak był w porządku. Pod koniec, w czerwcu, siedziałam nad kubkiem godzinę, bardzo niechętnie, a siemię zaczęło smakować jak część rośliny, której nie powinno się jeść. Jak na przykład natka marchewki. Zaznaczam, że nie było stare, bo zużyłam w sumie jakieś cztery paczki, żadna nie stała otwarta zbyt długo. Zmiana smaku syropu pomagała na bardzo krótko.

Na początku czerwca miałam już problem z przełknięciem siemienia, jak w kreskówkach. Raz odlałam wodę/żel i dodałam miękkie ziarenka do jogurt domowego (banan i mleko). Narzeczony powiedział „zepsułaś jogurt :(” i miał rację. Fakt, że smaku siemienia już nie czułam, ale smak jogurtu się zepsuł a problem z połknięciem miałam i tak.

Kilka razy poważnie się zakrztusiłam. Możliwe, że to przez to, że zaciskało mi się gardło podczas przełykania siemienia. Naprawdę miałam go dość. Gdyby nie to, że nie mieszkam sama i zawsze mogłam mieć kogoś do pomocy w razie problemu, przerwałabym terapię.

Jestem mocno rozczarowana. Już po miesiącu miałam dosyć siemienia. Męczyłam się, a pozytywnych efektów zero, za to nabawiłam się przejściowych problemów z jedzeniem. Wszystkie osoby, których opinie czytałam są zachwycone siemieniem. Dobre samopoczucie  szybszy przyrost włosów, masa baby hairs... U mnie nic. Kompletnie.

___________________________________

Time to sum up my flax seed drinking therapy. Unfortunately, despite my initial optimism, the key word will be "disappointment". 

Before I start, let me send you to BlondHairCare for information on toxicity of flax seed. CLICK.

Duration: 3 April 2013 until 24 June 2013. Almost three months.

Preparation: usually, I would put two tablespoons of flax seed (made by Sante company) into a cup with lukewarm water at night, then I'd put it into a fridge and drink it in the morning, after adding two teaspoons of fruit syrup. I was biting the seeds carefully.

Regularity: in the first two months I missed 8 days in total, more or less. Going away for a weekend, I was leaving flax seed at home intentionally. But in June, when I went away for five days, I left flax seed at home on purpose, as well. 

Effect on hair:

1. Growth rate: 1 cm (0.4") in April, 2 cm (0.8") in May, 1 cm (0.4") in June. So the growth was not faster than usually.

2. Baby hairs: if they were to appear, they would have appeared already, I think. Even if they would have started growing in the second half of the treatment. None such thing has occurred. There is no point in posting before and after pictures, even. Those short hairs that I have, which are easy to spot because they stick out after washing, are long enough to be effects of nettle tea that I was drinking from January until March (inclusively). You can found a summary of this treatment here, CLICK. It's also possible that these are baby hairs that have appeared just like that; they grew from the follicles that used to be in the resting phase just as those few shorter hairs that I have on my hairline above my forehead. Even if they grew because of flax seed, not naturally, there are few of them. 

Other effects:

I haven't noticed anything positive here either. In terms of limiting my need for something sweet or salty, it was not that I didn't have the cravings. I simply stopped knowing what I wanted. (Before, I always known whether I wanted sweets or something salty. If I needed chocolate, I knew which taste I wanted ;) ) The worse thing was that I didn't know what I wanted to eat for dinner. In fact I didn't feel like eating anything and I didn't care much for tastes. 

Despite being full of fibre (flax seed has more fibre than any bran or fibre grain I have ever eaten), flax seed did not influence my digestion. 

When it comes to the complexion, not much happened. Thanks to beauty blogs, I have started using face cream, so maybe the better condition of my face (less spots, more moisture) is a merit of the cream.

General impressions:

At the beginning drinking/eating a cup of flax seed was taking me 10 minutes and it was a pleasure. I was happy to eat something healthy and the taste was ok. At the end, in June, I was sitting for about an hour with a cup of flax seed and it tasted like a part of a plant that we are not supposed to eat. Like carrot leaves. I emphasize that it was not old. I used about 4 packages of flax seed in those three months so none of them was open for too long. Changing the taste of the fruit syrup was helpful, but only for a few days.

In June I had problems with swallowing flax seed. Like in cartoons. Once, I separated the seeds from the liquid/gel and I added them to a home-made yoghurt (banana+milk). My fiancé said "you spoiled the yoghurt :(" and he was right. I didn't feel the taste of flax seed but the taste of the yoghurt was bad and I still had problems with swallowing it.

A few times I choked. Maybe it's because my throat was becoming so tight when I tried to swallow flax seed. I was really fed up with it. If I hadn't lived with someone, if I hadn't had people who could always help me if I choked, I would have stopped the treatment.

I am very disappointed. I was fed up with flax seed after a month. I was tired of it and there are no positive effects. I only had temporary problems with eating. All the people whose opinions I have read are happy with the results of flax seed treatment. They feel better, they have a ton of baby hairs and their hair grew faster. No such things for me...

Komentarze

  1. Hmm.. ja właśnie dziś zdałam relację z miesiąca przyjmowanie lnu mielonego i również była to jak najbardziej pozytywna relacja. Nie wiem w sumie od czego to zależy. Może od rodzaju lnu i przepisu? Bo ja nie jadłam ziarenek całych, tylko mielone zalewałam wrzątkiem a i tak piłam bez nich, bo je odcedzałam. Może po prostu zależy to od jakichśtam naszych biologicznych uwarunkowań :) Na mnie odkąd pamiętam siemię lniane dobrze działało(w sensie na włosy, bo 5 lat temu piłam je regularnie przez 2 lata i włosy nigdy nie były w lepszym stanie), więc teraz nie było dla mnie zdziwieniem, że też dobrze zadziałało. Pewnie to biologia ma coś do powiedzenia na ten temat!
    Szkoda, że u ciebie się nie sprawdziło :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też żałuję, bo jednak trzy miesiące spędziłam czekając na cokolwiek. Może nawet paznokcie, chociaż nie zależy mi na poprawie ich stanu. Nic. Nadal są miękkie jak papier.

      Właśnie założyłam, że będę piła wszystko, co się da w wersji, która według opisów jest najpełniejsza, czyli ziarna całe, nie mielone i, no właśnie, ziarna, a nie tylko żel. A tu nic...

      Usuń
  2. U mnie siemie lniane dawalo efekty jedynie na ukladzie pokarmowym. Pomoglo mi wtedy bardzo. Jednak na wlosach efektu brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech... U mnie nawet to nie. Już lepsze efekty dało jedzenie otrąb regularnie. A liczyłam na to, że przez sporą zawartość błonnika siemię przy okazji pomoże mi na trawienie.

      Usuń
  3. Oj, szkoda że u Ciebie nie działa. Ja na szczęście lubię po prostu i chrupię czasem zalane wrzątkiem albo prażone, i mam wrażenie, że działa na wszystko. Nawet pomogło mi wyjść z letniego(!) zapalenia gardła;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że nie tylko ja choruję w lato :D Wszyscy nad jeziorem, ja z gorączką w łóżku.

      Prażonego mam ochotę spróbować :) Została mi jedna otwarta i jedna zamknięta paczka. Część pójdzie na włosy, ale resztę pewnie zjem, tylko w mniejszych ilościach i nie na siłę :)

      Usuń
  4. Ja na Twoim miejscu przerwałabym kurację po pierwszym miesiącu, ewentualnie po drugim zadławieniu. Wątpię, żeby ewentualne korzyści były warte takich 'atrakcji' ;)
    Ja właśnie zaczęłam drugi tydzień kuracji i jak głupia, poza koktajlami z siemieniem, wszędzie dodaję prażonych ziarenek. Uważam, że są pyszne, ale muszę się powstrzymywać, bo myślę że 3 łyżki stołowe siemienia dziennie to gruba przesada :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był taki moment, że postanowiłam, że przerwę kurację. Nawet gdyby efekty miały być cudowne, nie będe ryzykowała. Później znalazłam rozwiązanie, piłam siemię tylko kiedy ktoś był w domu, na dodatek powoli, i pomogło.

      Fajnie, że Ci aż tak smakują ziarenka :):)

      Usuń
  5. U mnie siemię działa bardzo dobrze. Włosy rosły trochę szybciej, baby hairs rosły znacznie szybciej i pojawiały się nowe. Największy plus widziałam w stanie paznokci, były twarde jak nigdy, mocne i ani jednego rozdwojenia.
    Ale u mnie jest jak u ciebie, na początku z entuzjazmem zjadałam siemię, po miesiącu jadłam je wręcz z obrzydzeniem, nie mogłam go przełknąć. Póki co robię od niego przerwę, ale kiedyś powtórzę kuracje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż na paznokciach mi nie zależy jakoś bardzo, to ucieszyłabym się, gdyby siemię chociaż na nie zadziałało. A tu nic. Jak były miękkie tak są :D

      Usuń
  6. Szkoda, że nie było efektów :( u mnie spektakularnych nie ma , ale zawdzięczam mu m.in 'nieprzytycie' podczas pochłaniania ogromnej ilości słodyczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Dobre i to :) Mi już apetyt wrócił, na szczęście. Może to dobrze, że podczas kuracji nie miałam ochoty na słodycze, ale szkoda, że przerzuciło się to też na jedzenie w ogóle.

      Usuń
  7. U mnie tak samo, na nic nie wypływa pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślałam, że siemię działa dla wszystkich. Przynajmniej na coś. Jak nie włosy, to może chociaż cera albo trawienie :d

      Usuń
  8. Kuracje wewnętrzne są ciężkie do ocenienia. Jeśli męczyło Cię jedzenie siemienia to tym bardziej powinnaś odpuścić lub jeść je w innej formie. Ja je lubię w formie dodatku do muesli. Nie stosowałam regularnej kuracji, ale raz na kilka dni po zalaniu gorącą wodą i odczekaniu 10 minut dodawałam płatki i mleko. W tym połączeniu jego orzechowy smak mi pasował :) Chociaż jak miałabym je konsumować dzień w dzień przez 3 miesiące to też bym miała dosć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wpadłam na inną formę, która by mi odpowiadała. Niestety :( Ale chciałam przeprowadzić dokładną kurację, żeby być w stanie ją uczciwie ocenić.

      Usuń
  9. Również odniosłam podobne wrażenie. Wytrwałam 2 miesiące z siemieniem. Początkowo smakowało mi, ale po jakimś czasie miałam dość nie tyle smaku, co konsystencji, mdliło mnie od niego. Niestety nie zauważyłam efektów i przerzuciłam się na skrzypokrzywę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak skończę kozieradkę, też zaczynam skrzypokrzywę. Herbatkę zostawiłam sobie na zimę (październik-grudzień) a póki co lato spędzam pachnąc kurczakiem curry.

      Usuń
  10. szkoda że brak efektów.. u mnie kuracja trwa już miesiąc i jak na razie tez brak efektów :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może jeszcze będą. Ja jakoś nie wierzę w baby hairs pojawiające się w kilka dni po rozpoczęciu jakiejkolwiek kuracji :) Sama liczyłam na efekty jakoś w połowie. Założyłam, że wszystkie dobre składniki najpierw powędrują gdzie indziej, bo włosy nie są dla organizmu priorytetem.

      Usuń
  11. Biorę udział w akcji, więc do końca sierpnia muszę jeszcze łykać glutka. Moje dotychczasowe miesięczne kuracje nie przyniosły nic - ani efektów ubocznych, ani żadnych pozytywów. Cieszę się, że w końcu ktoś też zareagował podobnie, bo do tej pory więszkość to ochy i achy, aż myślałam, że coś ze mną nie tak:P

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie siemię nie zrobiło praktycznie nic.
    Na włosy nie wpłynęło. Cery nie mam najgorszej, więc też nic nie dawało..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dokładnie jak u mnie... Coś tam się z cerą stało, ale może to krem i cudowny brak czasu na grzebanie i wyciskanie :D

      Usuń
  13. Szkoda, że nic pozytywnego nie zauważyłaś. Też myślałam, żeby zacząć pić siemię jednak chyba wolę nakładanie glutka na włosy niż spożywanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już będę mogła patrzeć na siemię, też podkarmię włosy glutkiem :D

      Usuń
  14. Ja siemię stosuję głównie zewnętrznie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. też piłam co prawda miesiąc, ale też nic ciekawego nie zauważyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może miesiąc to za krótko na włosy...?

      Usuń
  16. U mnie działało jedynie na układ trawienny i planuję tylko z tego powodu do niego wrócić. Ale za to moje włosy kochają siemię zewnętrznie w niemal każdej postaci :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Widoczne twój organizm nie potrzebował tego. Siemię lniane wpływa na gospodarkę hormonalną. Jest polecane kobietom, które mają zaburzenia miesiączkowania, cierpią na PSM lub przechodzą menopauzę. Siemię reguluje wszystko i wpływa na humorki. Skoro ty nie miałaś z tym problemów to pewnie po prostu rozregulowało Ci się przez siemię.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz