Rossman haul

Moje zakupy nie mają nic wspólnego ze zniżką 40% na kolorówkę i produkty do pielęgnacji twarzy :) Łatwo było się oprzeć, bo do mojej w miarę minimalistycznej pielęgnacji twarzy wszystko mam (dwa kremy, jedno mleczko, jeden tonik...) i nie lubię mieć więcej, tak samo z makijażem.
Za to to, co się stało przy półce z kosmetykami do włosów jest... cóż.

Szłam po podstawy. Żel pod prysznic i do higieny intymnej... Postanowiłam jeszcze zimą, że dopóki nie zużyję tych masek i odżywek do włosów, które mam, nie kupię nic nowego. Dość dobrze mi szło, zrobiłam tylko dwa wyjątki... Za to w piątek... W piątek okazało się, że w Rossmannie są odżywki i szampony Aussie. Mam na liście zakupów odżywki, bo dla wielu moich długowłosych znajomych Aussie 3 Minute Miracle to produkt numer jeden, którego zapas zawsze mają w domu. Nie miałam pojęcia, że poza allegro produkty Aussie są dostępne w Polsce. Niedawno jedna z Was napisała mi, że ma u siebie w mieście Aussie w drogerii, ale nie pomyślałam, że u mnie też będą, w Rossmannie.

Cena na początek była sporo niższa niż standardowa. I zaszalałam. Wzięłam obie wersje 3MM (Luscious Long i Reconstructor) i Moist, tej ostatniej tylko 75 ml bo większych nie było. (Na szczęście dla mnie.)
Przy kasie okazało się, że cena każdej z trzech odżywek jest sporo wyższa od tej na półce.  Zauważyłam to dopiero po wydrukowaniu rachunku... 
Moja radość ze zdobycia czegoś, co wydawało się odległe i niedostępne trochę zmalała. Cóż. Nie ma jak poczucie winy i średnia spostrzegawczość. Może chociaż odżywki będą działały tak fantastycznie jak dla innych :)

Jestem ich ciekawa. Być może dałam się nabrać, bo zagraniczne, bo ciekawe, nietypowe opisy, bo świetne recenzje... I wydaje mi się, kompletnie nielogicznie, że tylko u nas jest tak, że producent obiecuje łagodny organiczny szampon a po wodzie jest SLES albo, o ironio, SLS. I że odżywka ma nawilżać a ma wysoko w składzie jakiś wysuszający alkohol. Nie wiem dlaczego myślę, że firmy na przykład amerykańskie czy australijskie funkcjonują inaczej, że ich produkty są zupełnie inne. Chociaż prawdopodobnie dla australijskich włosomaniaczek Aussie jest jak dla nas Ziaja czy francuski ale łatwodostępny Garnier. Etykieta jedno, recenzje drugie a działanie dla poszczególnych osób to jeszcze coś innego. 



Teraz już regulaminowo. Babydream, płyn do kąpieli, litrowy, który będzie mi służył za żel pod prysznic. Lubię duże opakowania. Tanio i spokój na długo. Szanse, że się nie sprawdzi są małe, nie jak przy produktach do włosów, więc pozwalam sobie na wielkie butelki. A to tego Facelle. Pewnie zapach Ziaji Intima Migdałowej mi nie da spokoju (uwielbiam go) ale póki co przetestuję Facelle. Może odważę się umyć nim włosy, ale... nie wiem czy skóra mnie nie znienawidzi.

 

Jak tam Wasze zdobycze Rossmannowe? :)

______________________________

My Rossman haul has nothing to do with the 40% discount on make-up and face care products :) No temptation there, so it was easy for me. I have all I need for my quite minimalistic face care routine (two creams, one cleansing milk, one skin tonic...) and I don't like having more. Same with make up. But the thing that happened on Friday near the hair care products' shelf was... Well...

I went there to buy basic stuff. Shower gel, feminine wash... In winter I decided not to buy more hair conditioners or deep treatments before I use up what I already have. I was doing well, with just two exceptions. But on Friday... well, it turned out that Aussie products are available in Poland, in Rossmann. I have their conditioners on my shopping list, since for many of my longhaired friends Aussie conditioners are the miracle products. They always have a few of them at home. I had no idea that apart from the Internet I can get Aussie stuff anywhere in Poland. A while ago one of you let me know that she has Aussie products in a drugstore in her town, but I had no idea I also have them, in Rossmann.

The price was lower than the standard one, since this is the beginning of Aussie being sold in Poland. So I went crazy. I took both versions of 3MM (Luscious Long and Reconstructor) and Moist, with only 75 ml of the last one, since there were not bigger packages. Luckily for me. When the bill was printed out I noticed that prices of all three were higher than they were on the shelf... Great.
My happiness connected with having something which, I thought, was hard to get, became smaller. There is nothing like a mix of feeling guilty and being not too quick to perceive things. Maybe, at least, the conditioners will work as great as they do for other people.

I am curious. Maybe I was had because it's a foreign product, the labels are original and interesting and the reviews are great... And I think, absolutely illogically, that only here manufacturers announce an organic, gentle shampoo which has SLES just after water or, even better, SLS. And a moisturising conditioner has a drying alcohol high on the list. I don't know why I think that American or Australian companies and their products are different. But probably, for Australian hair lovers, Aussie is like Ziaja for Polish people, or Garnier, which is French but easily accessible. The label says one thing, many reviews say something else, and for a particular person the effect on hair may be still different... 

And the rest is "legal". Babydream, bath liquid, a big bottle (1 litre) which will be my shower gel. I like big packages. They are cheaper and I am stocked for a while. Since the chances that it will not work are small, I can risk a big bottle, unlike with hair products. And I also got Facelle feminine wash. I love the smell of Ziaja Intima Almond, but for now I will test Facelle. Maybe I will risk and wash my hair with it, but... I am afraid my scalp would hate me.

What have you bought recently? :)

Komentarze

  1. Jestem ciekawa recenzji produktów z Aussie.
    Miałam je już kilka razy w ręku, ale nie mogłam się a nie zdecydować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak skończę Kallosa (niekończąca się opowieść...) i 500 ml Biovaxu, bo te dwie maski mam teraz w łazience, pewnie wezmę Aussie, chociaż są najnowsze. Też jestem ciekawa, czy to coś zupełnie innego niż nasze odżywki/maski, czy nie.

      Usuń
    2. Będę czekała z niecierpliwością na recenzje, ponieważ mnie intrygują :)

      Usuń
    3. To będę pamiętała, żeby w następnej kolejności wziąć Aussie. Sama jestem ciekawa :D

      Usuń
  2. nieźle Cię załatwili z tymi cenami.. chore. Ja w rossmannie bardzo zaszalałam... chcesz to zajrzyj do mnie i zobacz bo wszystko wymieniać by długo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niby cena obowiązuje taka jak na półce... Szkoda, że odeszłam od kasy. I że różnica była spora :( Kiedyś, też w Rossmannie, na półce była cena maski Nature Fusion Pantene 4.99. Chyba ktoś nie dodał jedynki z przodu. I teoretycznie powinna być sprzedawana za te 4.99 :D Chociaż po zeskanowaniu w kasie pewnie wyskakiwało 14.99.

      Usuń
    2. Musisz niestety patrzeć na ceny przy nabijaniu ich przy kasie. Ostatnio chciałam kupić przecenioną koszulkę na rower - tylko i wyłącznie obniżona o połowę cena mnie przekonała do kupna. Przy kasie nabiło 100%. Zwróciłam na to uwagę, kasjerka nie wiedziała o jaką promocję chodzi, wzywała "pomoc". Ogarnęli się i naliczyli mi prawidłowo. Na prawdę trzeba się pilnować. Zdarzyło mi się w mięsnym - zauważyłam niestety dopiero w domu, że pierś z kurczaka policzyła mi jako pierś z indyka :/ Kasjerzy to tylko ludzie, ale nie bójmy się im zwrócić uwagi, zapytać ;)

      Usuń
    3. Może po takiej terapii szokowej się nauczę. I odwagi i pilnowania cen.

      Usuń
  3. Jeżeli przy półce wisiała niższa cena za ten kosmetyk niż ta na jaką Cię podliczyli (to ich błąd jest) to możesz,a nawet musisz o tym poinformować. Poprosić kierownika czy kasjerkę, pokazać te cenę.
    I wtedy oni MUSZĄ podliczyć Cię za te kosmetyki za taką cenę jaka była napisana. (tą niższą)
    Jeżeli masz paragon to wracaj natychmiast do sklepu ! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebym ja była teraz w tym mieście, w którym zrobiłam w piątek zakupy... :( Jak wrócę poszukam paragonu. Kurczę. Wszystko przez moją najpierw gapowatość (w ogóle nie wpadłam na to, żeby podliczyć dokładnie cenę w myślach, pani skanowała i skanowała te kody kreskowe) a później, jak już wyszło wyraźnie więcej po dodaniu podliczeniu ostatniego produktu, okazało się jak zwykle, że mam odwagę na poziomie między zero a 0.5 :(

      Usuń
  4. mnie Aussie w ogóle nie kusi, w tej cenie można znaleźć znacznie lepsze (skład, działanie) produkty;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Działania jestem ciekawa, a składem nie będę się sugerowała. Używając takiej metody wyboru odżywek straciłabym świetną rozmarynową Garniera, bo skład ma nie tyle z czyms szkodliwym, ile po prostu słaby. A działa świetnie! :) Poza tym (niestety) recenzje zachęcają mnie do Aussie :D

      Usuń
  5. Na wizażu jest akcja testowania tych produktów :-) można się zgłosić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też to zrobiłam, jak nie wygram to może spróbuje po recenzji Henrietty ;)

      Usuń
    2. O, no proszę. Widzę, że wejście na rynek z rozmachem :)

      Usuń
  6. Ciekawa jestem produktów Aussie, bo z tego co słyszałam jeszcze zanim pojawiły się w Polsce, że to zwykłe produkty. W Stanach kosztują kilka dolarów, a widząc ich cenę na półce w PL, poszłam dalej. Podobno są to kosmetyki w stylu Garnier.
    Obserwuję i zapraszam do siebie (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem własnie, że w Stanach są tanie... A u nas oczywiście cena zagraniczna. Ale tak wiele dziewczyn sobie chwali 3MM, że spróbuję.

      Usuń
  7. Też jestem ciekawa Aussie, ale ich cena plus skład bardzo mnie zniechęciły... Ale skoro zbierają takie dobre recenzje, to coś w tym musi być, więc być może kiedyś wypróbuję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skład jest... ech... te wszystkie cuda z przedniej etykiety są nisko na liście. Ale zobaczymy :)

      Usuń
  8. mi te odżywki przetłuszczają i obciążają włosy ;x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja liczę, jak zawsze, na DOciążenie, więc może się sprawdzą :)

      Usuń
  9. O, to z przyjemnością poczekam na recenzje Aussie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już obiecałam Michasi, że w następnej kolejności biorę do łazienki z szafki Aussie :)

      Usuń
  10. Ja jak usłyszałam, że "Uwielbiane przez kobiety na całym świecie" to pomyślałam, ze co tam, ban banem ale musz ekupić bo penwie w promocji będą. Ale najpierw zajrzałam na kwc, sprawdizłam składy.. no i mnie nie zachwyciły. U mnie z reguły jest tak, że jak coś ma dobry skłąd, to i dobrze działa, a one jakos mnie nie przekonały, a i ceny mają jak na tak przeciętne inci wygórowane. Ale kto wie, może z ciekawości kiedyś ulegnę.

    Co do Facelle- własnie kończę go testować, chyba napiszę o nim kilka słów więcej,a le póki co nie jestem pewna co do jego działania. W każdym raize na skalp radziłabym uważać, a i włosy moga go nie polubić :)Co do moich zdobyczy rossmannowych- uległam zniżkom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za swoje "ban banem ale" zostałam karę już przy kasie :) Ale trudno. Świetna nauczka.


      Skoro na skalp Facelle nie do końca się nadaje, to... znów zmieniłam zdanie :D... może jednak odpuszczę. Włosów nie myję szamponem, także skończy się na używaniu go zgodnie z przeznaczeniem. Tak myślałam z resztą. Po umyciu balsemem dla mam Babydream była tragedia. Ja chyba muszę myć włosy szamponami, a nie kombinować z czymś, co w ogóle nie jest przeznaczone do skóry głowy...

      Usuń
    2. Ja podejrzewam, że u mnie osobiście w Facelle mój skalp drażniły te składniki mające regulować pH, nie wiem czy jest tam kwas mlekowy czy cośtam innego, ale to jego za to obwiniam. Inne wykluczyłam.

      Co do mycia sklapu- ja powoli też dochodzę do takiego samego wniosku. Może lepiej już sobie po prostu dać spokój z eksperymentowaniem, bo z tego się całe zło bierze?

      A Facelle może posłużyć jako żel pod prysznic- u mnie się sprawdził o niebo lepiej niż jako szampon.

      Usuń
    3. pH, no wlasnie... Podobno szampony dla dzieci maja inne niz te dla doroslych i dlatego niektore osoby po jakims czasie maja problem ze skora glowy. A o zelu do higieny intymnej wole nie myslec :D

      Usuń
  11. O Aussie słyszałam już dawno i miałam ochotę je wypróbować, no i masz, zniszczyłaś mnie - jak do tej pory trzymałam się świetnie, tak teraz musiałam sobie jedną kupić. Wzięłam tylko próbkę tej regenerującej - za buteleczkę 75 ml dałam 12 zł :/ ale lepiej te 12 niż 30 za dużą wersję. Na razie mogę powiedzieć tyle, ze bardzo ładnie mi ta odżywka pachnie - na pierwszy "rzut nosa" zapach jest bardzo sztuczny, czuć detergent, ale zaraz potem to wrażenie znika i odżywka pachnie cudnie, słodko, jakimiś owocami czy czymś. Kolor i gęstość też są ok. Mam nadzieję że nie oblepi mi za bardzo włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedze i czuje sie winna kuszenia :D

      Ale cena jest przykra :(

      Zapach przypomina mi Stapiza. Guma balonowa...? :D

      Usuń
    2. Mejbe. Stapiza nigdy na oczy nie widziałam na żywo, więc o zapachu tym bardziej nie mam pojęcia. Cena przykra ale od czasu do czasu można sobie pozwolić.
      Ostatnio w centrum handlowym widziałam na wystawie jakiegoś sklepu fryzjerskiego odżywki po 60-70 zł. To dopiero musi boleć, no ale profesjonalna pielęgnacja włosów musi kosztować =D Już miałam wejść, zgarnąć jedną i sprawdzać skład ( a potem prawdopodobnie zapytać obsługę co to za gó*no sprzedają za tak ciężkie pieniądze) ale mnie stamtąd szybko zabrano i nie miałam okazji. Chociaż ciekawe co by siedziało w takim cudzie z kwasem winowym ( tak, a następna z śliną leniwca albo ze sproszkowanymi meteorytami, też wymyślają pierdoły żeby tylko ludzi złapać...).

      Usuń
    3. Dokładnie, a ślina leniwca jest na ostatnim miejscu w składzie i jej legendarne magiczne działanie na włosy i tak nie ma szans się ujawnić. Cóż za strata! :D

      Kiedyś w salonie L'Oreal dostałam próbkę ich profesjonalnej maski. Świetna była. Ale 200 ml za stówkę to nie dla mnie :)

      Usuń

Prześlij komentarz