Recenzja:odżywka Garnier Fructis Lśniące i Gładkie~Review: Garnier Fructis Shine and Sleek



Pełen skład ~ Full INCI list


Działanie:

 Za każdym razem odżywkę nakładałam metodą wprasowywania i trzymałam dość długo, kilkadziesiąt minut.


Pierwszy raz użyłam tej odżywki u babci, która podobno ma okropną, twardą wodę, ale jednak włosy miałam całe gładkie, łącznie z końcówkami.

Pierwszy raz po myciu w domu– bez płukania woda źródlaną, bez olejowania przed myciem – włosy były napuszone i mało błyszczące jak na ich możliwości. Za to miękkie i lekkie, aż za lekkie. Po nocy wierzchnia warstwa była gładka, spodnia nadal napuszona, miałam małe fale, jak przy przeproteinowanych włosach. Drugiego dnia włosy były gładkie.

Po płukaniu wodą źródlaną jest lepiej, odżywka wygładza mi prawie całe włosy, końcówki nie do końca, ale nie jest też tak, że nic z nimi nie robi.

Z oliwką Hipp na 12 godzin przed myciem plus płukanie wodą źródlaną – efekt idealny. Nawet moje stare, zniszczone końcówki wyglądają, jakby nic im nie było.

Zapach: przyjemny, typowy dla Fructisa, owocowy. Czy jest jakiś Garnier Fructis, który pachnie inaczej?;) Mnie kojarzy się trochę z poziomkami a bardzo z czasem sprzed włosomaniactwa, podobnie jak Pantene i Gliss Kur.

Wydajność: spora. Średnia ilość odżywki bardzo dobrze się rozprowadza.

Skład:
Silikony: jeden, amodimethicone, rozpuszczalny w łagodnym szamponie
Proteiny: tak. Trzy wysoko w składzie.
Parabeny: nie
Glikol propylenowy: nie
Parafina: nie
Wysuszające alkohole: niestety jest isopropylowy, ale dość nisko. Moim włosom nie zaszkodził, chociaż sa na alkohole wrażliwe.
Inne: skrobia ziemniaczana, naturalne wyciągi, perfum na ostatnim miejscu w składzie

_________________________________________

I hope that the ingredients are the same as in the other versions. The English one is called "Shine and Sleek". The design of the bottle I've seen in the Internet is different, still the old one, and I couldn't find the INCI list. But I hope it's the same conditioner.
Effects:

Every time I used it I applied the conditioner with my pressing method and kept it under a plastic cap for about half an hour.

I used this conditioner for the first time at my grandma's, who says she has ugly, hard water, but my hair was soft and smooth.

When I went back home, the first time I used the conditioner there – without spring water rinse and without oiling my hair before washing – I had puffy hair and it was not as shiny as it can be. It was soft and light, even too light. After one night the surface layer was smooth and the under layer was puffy and had small waves. It looked like too much protein on hair. The next day my hair was all smooth.

After spring water rinse it was better, the conditioner smoothed almost all my hair, only the ends were not completely smooth. Just... almost. I can't say that the conditioner did nothing to them. It just didn't do everything.

With 12 hours pre-oiling, using Hipp natural baby oil and spring water rinse after washing the effects are ideal. Even my ends look as if they were totally healthy.

Smell: nice, fruity, like all Garnier Fructis products. Is there any line of GF that smells differently?  ;) To me it smells like wild strawberries and the smell reminds me of pre-hairmania times, just like Pantene and Gliss Kur products.

Efficiency: good. Medium amount of the conditioner is enough to spread it over the hair.

Ingredients: 
Silicones: one, amodimethicone, dissolves in mild shampoo
Protein: three, high on the list
Parabens: no
Paraffin: no
Drying alcohols: unfortunately, there is isporopyl alcohol quite high on the list.
Other: potato starch, natural extracts. Parfum at the very end.

Komentarze

  1. Niedawno właśnie czytałam o tej odżywce i zobaczyłam że ma całkiem niezły skład, te emolienty, proteiny i nawet ekstrakty się trafiły, ale jedna rzecz: amodimethicone- moje włosy go nie trawią. A tak myślę, że bym go kupiła. Jednak ten silikon niemiłosiernie i za każdym razem puszy mi włosy. Dlatego chyba się nie skuszę. Może też odpowiadał za Twoje napuszenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaardzo prawdopodobne. Jednak niewiele używałam odżywek z amodimethicone, w więszości siedzi samotnie dimethicone. Może to ten silikon... Zwrócę na to uwagę w przyszłości.
      Bo w przeproteinowanie wątpię. Nie po odżywce, przynajmniej nie moje włosy. Poza tym efekt by się nasilił po kilku użyciach.

      Usuń
  2. Ostatnio jak byłam w sklepie to długo się zastanawiałam nad jej kupnem, ale w końcu wzięłam inną i troche żałuję, bo skład rzeczywiście całkiem fajny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny. Poza tym alkoholem isopropylowym, który w sumie nawet moim włosom nic nie zrobił.

      Usuń
  3. Miałam ją dawniej kiedy jeszcze prostowałam włosy prostownicą ;/
    Sprawowała się całkiem nieźle, ale... wtedy im i tak nic już nie pomagało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, czasy prostownicy... Ja wątpię, że wtedy używałam czegokolwiek poza szamponem.
      Brrrr.

      Usuń
  4. Tam na początku miała być woda mineralna, czy woda źródlana? Mam wrażenie, że wkradł się błąd:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haa! Jasne, że źródlana. Dziękuję za podpowiedź :)

      Usuń
  5. Póki co jestem zdania że żadna recenzja nie nakłoni mnie do zakupu nowych mazideł dopóki nie przetrzebię porządnie tego co już mam. Powoli wszystkiego ubywa - ale w zakup szamponu chelatującego i tak dałam się wrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się winna wrobienia Cię :P
      Ja też pięknie sama siebie przekonałam do tego samego kilka dni temu... "Bo się kończy" (połowa butelki) "a jest 500 ml w Biedronce, tanio."
      Mhm... :D

      Usuń
  6. Moja koleżanka uwielbia ich produkty.. ;)
    Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Ci wielu sukcesów zarówno zawodowych jak i prywatnych i spełnienia wszystkich marzeń! i obowiązkowo wesołych jajek :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się zastanowić to ja też mam ich sporo. Jak na moją skalę :)

      Dziękuję! :):):)

      Usuń
  7. Nie wiem czemu ale zraziłam się do tych odżywek Garniera... może dlatego że mi się już przejadły. Stosowałam szampon+odżywkę z serii nutri-odżywienie przez całe swoje życie do czasu włosomaniactwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie bez powodu zapach od razu przypomniał czasy sprzed włosomaniactwa... Pamiętam na pewno szampon do włosów tłustych u nasady i suchych na końcach... (ach, ta kompletna nieświadomość w kwestii działania kosmetyków... Stare dobre czasy:D ) i parę innych też było.

      Fructisa jakoś nie wielbię. Wzięłam tę odżywkę, bo jest (ma być...) wygładzająca. Za to Ultra Doux - bardzo :]

      Usuń
  8. To ja tak jeszcze tylko dopowiem, żeby niekoniecznie sugerować się ilością składników tylko po wysokości "Parfum/Fragrance" w składzie. Tuż po proteinach mamy konserwant, którego dopuszczalna ilość to 1%, a po ekstrakcie z herbaty chińskiej składnik substancji zapachowej, którego dopuszczalna ilość w kosmetykach wynosi 0,01%. Sugerowane stężenie gliceryny w kosmetykach do spłukiwania to do 15%. Łatwo można się domyślić ilości pozostałych składników :)
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałam. Nie ma co sie łudzić, że ilości składników w II połowie składu są jakieś wielkie. Tak samo w szamponach... W sumie nie wiem cz takie 0.5% może mieć jakikolwiek wpływ na włosy, czy nawet konsystencję, zapach, kolor produktu... Może w połączeniu z innymi składnikami stablilizuje produkt, ale wpływ na włosy chyba jest zerowy.

      Z 2. strony to dobrze, że elementy na końcu występują w śladowych ilościach. Przynajmniej nie panikuję jak widzę parabeny.

      Usuń
  9. Garnier testuje na zwierzętach:( JAk mozecie tego używac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym nie chciała, żeby zrobiła się tu afera z testowaniem na zwierzętach... Ale też nie chcę się nie odnosić do tego komentarza, chociaż zastanawiałam się parę godzin czy zaczynać dyskusję, bo to jedna z takich, które spokojne nie bywają. :)

      Jestem bardzo daleka od ignorowania losu zwierząt. Moje psy pochodzą ze schroniska, biorę udział w każdej akcji zbiórki żywności, kocy, zabawek dla zwierząt jaką organizuje moja uczelnia, kiedy mogę wspieram organizacje typu WWF.

      Natomiast moje zdanie w kwestii kosmetyków testowanych na zwierzetach wygląda tak: kiedy producent już wyprodukował i rozprowadził produkt do sprzedawców, nie ma najmniejszego znaczenia to, że taka jedna ja go nie kupię. Nawet jesli to jestem ja i 15 moich koleżanek, z którymi wspólnie wściekamy się na testowanie na zwierzętach. Bo przyjdzie 200 innych kobiet do drogerii a znając asortyment Garniera kupią dziennnie z 50 produktów tej firmy.
      Uważam, że pomimo haseł typu "Twój głos ma znaczenie", bez organizacji nie zdziała się nic. Pojedyncze osoby niekupujące produktów Garniera czy innych producentów testujących na zwierzetach w skali nawet Polski nie zmieniają dokładnie nic. Producent w ogóle tego nie odczuwa. Nawet jeśli byśmy zorganizowali akcję bojkotu, w skali takiego Garniera niewiele to da. Ile osób się przyłączy? Jaki to będzie miało wpływ na przychody producenta? W ogóle to zauważy w swoich tabelkach?

      Jestem za bezpośrednim pisaniem listów, podpisywaniem petycji, otwartymi protestami. Ale protest w formie "nie kupię mleczka do twarzy Garniera", nawet jeśli zrobi to 100 osób, nic nie zmieni. A już w ogóle w sytuacji, kiedy zbiorowego i zorganizowanego bojkotu nie ma.

      Uwaga, teraz będę mówiła jedną rzecz na 5 sposobów, bo nie umiem się wysłowić raz a precyzyjnie... ;)

      Pośrednia akcja w postaci bojkotu produktów miałaby sens wyłącznie na ogromną skalę. Jeśli taka akcja jest, przyłączę się. Ale pojedyncze osoby niekupujące produktów już i tak zrobionych nie zmienią nic. Chodzi o to, żeby zmucić producenta to zmiany procedur, bo jak produkt już stoi na półce, nie ma sensu obrażanie się. Jak nie ja, kupi go pani w kolejce za mną. A zmienim procedury pisząc petycje, listy, a nie nie kupując produktów.

      Takie mam zdanie, od dłuższego czasu. Tak to widzę, mam powody, wynika to z dłuższych obserwacji sytuacji podobnych to tej firmy Garnier.

      Usuń
    2. Tak mi jeszcze wpadło do głowy: w przypadku wegetarian taka zasada "każda osoba się liczy" działa, co chwila słyszę o kimś, kto nie je mięsa. Zorganizowali się nieźle.
      Ale pojedyncze osoby niekupujące produktów testowanych na zwierzętach nadal giną w tłumie.

      Usuń
    3. Kilka dni temu szperałam w temacie testów na zwierzętach. L'Oreal (Garnier) robi to w mniej niż 1% przypadków, kiedy nie ma innego wyjścia.

      Usuń
    4. Lepiej. Od marca obowiązuje nowe prawo UE zakazujące produkcji, importu i sprzedaży produktów testowanych na zwierzętach. Więc nawet jeśli Garnier produkuje coś poza UE gdzie testy są dozwolone, tu tego nie sprzedaje.

      Usuń

Prześlij komentarz