Moja włosowa historia ~ My hairstory

Moja włosowa historia

Moje włosy nigdy nie przeżyły żadnych wielkich dramatów jeśli chodzi o zniszczenia. Nie zrobiłam niczego typu intensywne rozjaśnianie, co doprowadziłoby je do ruiny w chwilę. Nie farbowałam ich, poza jednym pasemkiem, które dostało trochę zmywalnej farby. Za to będzie kilka wariacji jeśli chodzi o długość ;) I ślady starej pielegnacji– suszarki i prostownicy. Brr.

_____________________________________________

 My hairstory

My hair has never gone through anything really dramatic in terms of damage. I have never lightened it or done anything that would ruin it in a second. I have never dyed it, apart from one strand, to which I applied a non-permanent dye. But you will see a few length variations ;) And some signs of old hair care – blow-dryer and flat iron. Brr.  


Dzieciństwo. Cały czas miałam dość długie włosy. Może czasem dłuższe niż tu. Na każdym zdjęciu z przedszkola mam dwa grube warkocze z kokardami. Ach!
I nie miałam pojęcia o odżywce, aż do II klasy podstawówki. Moja mama lub babcia myła, czesała i zaplatała mi włosy.
~
Childhood. I always had my hair long then. Maybe sometimes it was even longer than in this picture. In each photo from kindergarten I have two thick braids with ribbons. Ach!
And I had no idea that hair conditioners existed, until I was in the second grade. My mum or my grandma was washing, combing, and putting my hair in updos.

Z kolejnego okresu nie mam zdjęcia, ale opisać go warto, bo to był TEN moment. Po przyjęciu, II klasa podstawówki. Wszystkie koleżanki nie mogły się doczekać ścięcia włosów a mnie to nie przekonywało, bo nie zapuszczałam swoich dla tego jednego dnia, tylko po prostu zawsze miałam je długie. Nawet mi przez myśl nie przeszło ścinanie. Kilka dni po komunii, kiedy byłam z koleżankami na podwórku, jedna z nich, ze świeżo obciętymi włosami do ramion, odwróciła się szybko i jej włosy uniosły się i zafalowały na wietrze. Scena jak z filmu. Następnego dnia moje dwa warkocze były na wystawie w salonie fryzjerskim. A ja miałam prosto ściete włosy do brody. Nie żałowałam. Aż do czasów liceum, kiedy zaczęłam je zapuszczać, na poważnie, a były może do linii pachy. Wtedy zaczęłam być na siebie zła. Trzeba było mocniej machnąć głową, to i moje włosy by popłynęły na wietrze. A nie lecieć do fryzjera. Nie ma to jak znajomość podstaw fizyki.
~
I have no picture from the next phase, but it's worth describing, since it was THIS moment. It was after the First Communion. The second grade of primary school. All my friends couldn't wait to have their hair cut after the communion and I didn't care, because I wasn't growing mine for that day. I simply always had long hair. I never thought about cutting it. A few days after the communion I was outdoors with my friends and one of them tossed her newly cut, shoulder-length hair, and it flew beautifully in the wind. Like in a movie. The next day my two braids were decorating a window in a hair salon. And I had a straight, chin-length cut. I never regretted it, until high school, when I started to grow it long, seriously, and it was maybe at APL (arm pit length). Then I became angry at myself. I should have tossed my hair more, and it would fly on the wind too, instead of running to a salon. There's nothing better than knowing basic physics.


To późna podstawówka. Krócej niż tu nigdy nie było, a to w ogóle jest jakaś pomyłka fryzjera. Chciałam okrągłą fryzurę, a nie taką chłopięcą. Generalnie od czasów II klasy podstawówki miałam włosy najdalej trochę za ramiona. Nie mogłam nigdy przeżyć tego etapu, więc ścinałam. Irytowały mnie, były za krótkie żeby je wszystkie związać, każde pasmo innej długości bo odrastały z obcięć typu to wyżej, a rozpuszczone, z tego samego powodu, też przeszkadzały. Trochę chciałam mieć je długie, ale przy ramionach kilka razy traciłam cierpliwość i musiałam zaczynać od nowa.
~
That's late primary school. My hair has never been shorter than on this picture, and that cut is some mistake of a hairdresser. I wanted a round cut, not this, which made me look like a boy. Generally, since the 2nd grade, my hair was at most at a bit beyond shoulder length. I couldn't go through that stage, so I kept cutting it. My hair was irritating me then, because it was too short to tie it all up, since every strand was of different length. No wonder, as the hair was growing from cuts such as the one above. When it was down, it was irritating me for the same reason. I wanted to have it long, but at shoulder length I lost patience a few times and I had to start over.


Gimnazjum. W końcu przetrwałam jakoś etap, po którym mogłam coś z włosami zrobić. Nadal byłam na poziomie myślenia co jakiś czas "Chciałabym mieć długie włosy" ale nie wiedziałam jak to osiągnąć. Musiałam chodzić do fryzjera "bo końcówki się niszczyły" a fryzjer, zamiast 3 centymetrów ciął 10, chociaż prosiłam o minimalne podcięcie. I tak w kółko. Na początku gimnazjum dopadłam prostownicę i używałam jej przez rok czy dwa po każdym myciu. Tak samo z suszarką, od zawsze, i gorący nawiew, bo szybciej. Plus plastikowa szczotka do mokrych włosów i noszenie ich rozpuszczonych prawie cały czas. 
~
Upper-primary school. Finally I have managed to go through the shoulder length and I was able to do something with the hair. I still was at the stage of thinking "I'd like to have long hair" but I had no idea how to do it. I had to go to hairdressers to have my ends trimmed, and they were cutting 10 centimetres instead of 3, no matter if I asked for just a bit. At the beginning of the upper-primary school I discovered a flat iron and I was using it after every wash for 1-2 years. Also, I was always using a blow dryer (hot setting, it was quicker), a plastic brush for wet hair and I was wearing it down almost all the time.


Maj 2010, moje pierwsze poprawne włosowe zdjęcie na forum LHC, które odkryłam 3 marca 2010, i wtedy zaczęła się moja mania :) W końcu mogłam zacząć naprawdę zapuszczać włosy. O tym, czego nauczyło mnie LHC, napiszę osobną notkę. A zapuszczanie i pielęgnacja włosów okazały się moim największym hobby. Jedynym, które przetrwało dłużej niż kilka miesięcy.
Trzymam ręce na biodrach. Wtedy jeszcze myliłam pojęcie tego, czym jest pas- myślałam, że to to samo, co talia.
~
May 2010, my very first proper hair picture for LHC. I discovered LHC on March 3, 2010, and it was when my hair mania began. Finally I was able to grow my hair long properly. I will write a separate entry about what LHC has taught me. Growing and taking care of long hair became my biggest hobby and turned out to be the only real one, the only one which lasted (and still lasts!) longer than a few months.
My hands are on hips. I was confusing the Polish words for waist and hip then. 



Wcześniej w maju 2010. Po pierwszym oczyszczaniu. Lekka szopka ;) Zaraz po odkryciu LHC rzuciłam na jakieś 1.5 roku silikony, przez niedoinformowanie i zawierzenie masie nowych informacji, których nie zweryfikowałam. Błąd. Wystarczyło więcej poczytać, żeby odkryć, że silikony nie są złe i kropka, a tylko dla niektórych źle działają. Ale o tym też napiszę osobną notkę. Dla mnie zawsze działały super, kiedyś tego nie wiedziałam, bo nie wiedziałam, że istnieją i nie miałam porównania do pielęgnacji bez silikonów, ale patrząc wstecz po rzuceniu ich widziałam, że moje włosy były z nimi szczęśliwsze. W końcu do nich wróciłam. 
~
Earlier in May 2012. After my first clarifying. A bit of a haystack ;) Just after discovering LHC I stopped using silicones for 1.5 year or so, because of my lack of understanding of new information, of which I received a ton. Mistake. It was enough to read a bit more to discover that cones are not bad. They just don't work for some people. But I will write about it a separate entry, too. For me they have always worked well. I didn't know it then, because I had no idea what they were and I had no comparison to the cone-free routine, but when I dropped them and I was thinking about my time with silicones, I knew that my hair was better with them. So I went back to using them.



Sierpień 2010. Komuś się nudziło, najwyraźniej. Zrobiłam porównanie wyglądu włosów mokrych przed i po rozczesaniu grzebieniem. Na zdjęciu po prawej są już prawie suche. Końcówki i wierzchnia wastwa moich włosów schną, dosłownie, w kilka sekund. Zdjęcia w intensywnym świetle dziennym.
~
August 2012. Someone here was really bored. I made a comparison of how my hair looks uncombed and combed when it's wet. Yes, on the right-hand picture it looks dry. That's because the upper layer of my hair and the ends dry in mere seconds. Literally. The pictures were taken when there was intense daylight in the room.


A tu porównanie już suchych włosów, przed i po szczotkowaniu. I podobne oświetlenie.
~
And here's a dry hair comparison, before and after brushing. Similar lighting.


A tak wyglądały wtedy moje końcówki, kiedy nie padało na nie światło i nie używałam lampy błyskowej. Horror.
~
This is how my ends looked back then, when there was no intense lighting and I wasn't using the flash. Horror.


Luty 2011. 78.5 cm. Włosy urosły do talii miesiąc wcześniej niż się spodziewałam. Niespodzianka! :) Nie mam pojęcia skąd się wzięło to jasniejsze pasemko. Rzadko ale jednak, pojawia się na zdjęciach. 
~
February 2011. 78.5 cm/30.9 inches. My hair reached waist length a month earlier than I expected. Surprise! :) I have no idea where the light strand comes from. Very rarely, but still, it is visible on pictures.



Marzec 2011. Nie zmieniałam niczego w kolorach tego zdjęcia. Któregoś dnia po prostu zauważyłam, że w mieszkaniu gdzie wtedy mieszkałam światło popołudniu sprawiało, że moje włosy wyglądały na rude. Bardzo, bardzo, bardzo chciałabym mieć takie z natury. Ale nie pofarbuję.
~
March 2011. I changed nothing in the colours of that picture. One day I simply noticed than in the flat in which I was living then, the afternoon light was making my hair red. I would love to have such hair naturally. I would really, really, really love it. But I won't dye it.




A tu porównanie, włosy w tamtym świetle a kolor zazwyczaj.
~
A comparison between how my hair looked in that lighting and how it usually looks like.


Lipiec 2011. Przed ślubem brata poszłam na zabieg odżywczy do osiedlowego salonu. (W obcym mieście, salonu nie znałam, ale został mi polecony ze względu na ten zabieg. Sauna dla włosów, okazało się. Coś, co można zrobić w domu z czepkiem i ręcznikiem.) Nie byłam u fryzjera od stycznia 2010 (studniówka, uczesanie), bo nauczyłam się sama podcinać sobie koncówki. Tamte fryzjerki, poza językiem jakim się posługiwały i brakiem wychowania, wysuszyły mi głowę suszarką dotykającą włosów i powietrzem tak gorącym, że oparzyły mi skórę, wszystko to na plastikowej szczotce, a później stanęły nade mną razem i nie mogły uwierzyć, że ktoś może mieć tak "okropnie zniszczone włosy". Tłumaczenie, że mam fale i jak się wysuszy na szczotce takie włosy efekt jest jaki jest– nie pomogło. Uznały, że skoro nie mam loków, to sianko oznacza zniszczenie. Więc wyprostowały mi włosy (!) podcięły, chociaż nie chciałam i powiedziały, że żeby włosy odbudować (!) trzeba nakładać takie oto serum – tu nastąpiła prezentacja ciężkiego silikonowego zaklejacza. "O, od razu odbudowane." Może się to wydawać śmieszne, ale z niedowierzania i bezsilności popłakałam się w domu. 

Kilka dni później poszłam na uczesanie, do salonu L'Oreal, i zapytałam czy z moimi włosami faktycznie jest źle. Opisałam też swoją pielęgnację. Fryzjerka poświęciła chwilę na przyjrzenie się włosom i uznała, że są suche, z natury, ale nie zniszczone. Poza końcami, pamiętającymi czasy prostownicy. 
~
July 2011. Before my brother's wedding I went to a small salon in a neighbourhood for a nourishing treatment. (I was in a city which I don't know well, I didn't know anything about this salon, but it was recommended to be because of the treatment. Which turned out to be a hair sauna, something everyone can do at home with a shower cap and a towel.) I haven't been in a salon since January 2010 (updo for my prom), because I have learned how to trim my ends at home by myself. The hairdressers there, apart from the language they were using and generally bad manners, blow-dried my hair on so hot setting and held the blow-dryer so close to my head 
(it was touching hair), that they burnt my scalp. They used a plastic brush to do it. And then they gathered around me and said they couldn't believe that someone may have "so horribly damaged hair". It didn't work when I tried to explain I have waves, and when you use a blow-dryer and a plastic brush, you end up with such a thing. They concluded that since I don't have curls, the haystack means damage. So they flat ironed my hair (!), trimmed it, although I asked them not to do it, an they said that I have to use such product – here, they showed me a heavy silicone serum that would glue everything– to reconstruct (!) the hair. "See, it's restored immediately." Maybe it's ridiculous, but I cried at home as I felt helpless and I couldn't believe what they did and said.

A few days later I went to have an updo done to a L'Oreal salon, and I asked the hairdresser if it's really so bad with my hair. I also described my hair care routine. She took some time to examine it and said that it's dry, naturally, just like that, but not damaged. Apart from my old ends, which are damaged, as they remember the old times of flat iron. 


Dowód fal – dzień przed tamtą wizytą, skoro i tak nie nakładałam żadnej odżywki, postanowiłam nie czesać włosów po myciu nawet palcami i zrobić zdjęcie do klasyfikacji tekstuty. (Przydałoby się następne, bo jednak wtedy wycisnęłam wodę z włosów, co mogło je lekko wyprostować.)
~
A proof of waviness. A day before that visit, as I wasn't applying any conditioner anyway, I decided to leave it uncombed after washing and take a hairtyping picture. (I need a new one because I squeezed water from my hair then, which could straighten it a bit.)




Luty 2012. Zaczynałam czuć, że są długie. Wyjątkowo rozpuszczone na randkę z narzeczonym :)
~
February 2012. I was beginning to feel that my hair was long. As an exception, it's down, for a date with my fiancé. 


Luty 2012, aktualizacja. Przed wielkim ścięciem. 85.5 cm. Wstążka na biodrach.
~
February 2012 length update. Before the big trim. 85.5 cm/33.7 inches. The ribbon marks hip length.


Marzec 2012, po wielkim podcięciu końcówek. Jak zwykle na przełomie pór roku podcięłam włosy ale zamiast 1-2 cm obcięłam 7.5 cm, przechodząc z 87 cm (mierzyłam, nie robiłam zdjęcia. W miesiącu, w którym podcinam, robię zdjęcie już po podcięciu a przed tylko mierzę.) do 79.5 cm. Wtedy naprawdę tego potrzebowałam. Małe podcięcia nie wystarczyły, usuwałam zniszczenia za wolno, włosy zaczęły się plątać na końcach.
Wstążka na biodrach.
~
March 2012, after the big trim. As usually at a turn of seasons I trimmed my hair but then, instead of cutting 1-2 cm (0.4 - 0.8 inch) I cut 7.5 cm/3 inches, going from 87 cm/34.25 inches (I measured hair, without taking pictures. In the months in which I do trims, I measure my hair before cutting and I make pictures only after a trim.) to 79.5 cm/31.3 inches. My hair really needed it then. Small trims weren't enough, I wasn't quick enough with removing the old damage, my hair started to tangle at the ends.
Ribbon marks hip length.


Porównanie. Zdjęcie ze stycznia 2012 (lewe) dobrze pokazuje stan moich końcówek. Nagle włosy robią się zniszczone i rzadkie. Kiedyś zmierzyłam długość włosów do tego miejsca. Biorąc pod uwagę średni roczny przyrost 12 cm okazało się, że właśnie wtedy przestałam używać suszarki i prostownicy. Prostownica odpadła chyba pod koniec gimnazjum a suszarka w liceum, wydaje mi się, że przed znalezieniem LHC.
Środkowe zdjęcie, luty 2012, długość miesiąc przed ścięciem i prawe, marzec 2012, po podcięciu.
~
A comparison. January 2012 photo (left one) shows the condition of my ends really well. Suddenly my hair goes dry and thin. Once, I measured the length up to this point. Taking 12 cm/4.7 inches as the average annual growth, I calculated that this is the point where I stopped using blow-dryer and flat iron. I left flat iron at the end of upper-primary school and a blow-dryer somewhere in high school, I think before I found LHC.
Central picture, February 2012, length a month before a trim, and the right-hand one, March 2012, just after a trim.


Kwiecień 2012. Po użyciu reguły dwóch tygodni zrobiłam coś, co zawsze chciałam zrobić. Pofarbowałam sobie jedno pasemko włosów ze spodniej warstwy na... miało być rude, jak moje włosy w słońcu, a wyszło wiśniowe. Byłam zła. Jedyna rudość na jaką się zdecydowałam, a jeszcze nie wyszła. Farba nie doczekała nawet 28 myć, zeszła sporo wcześniej. Po czymś takim bałabym się używać farb chemicznych. Nie wiem, co bym myślała gdybym zdecydowała się na farbowanie całej głowy na rudo a po spłukaniu okazałoby sie, że kolor jest wiśniowy. Ale stawiam na atak trzydniowej furii, czy coś podobnego.
W końcu polubiłam ten akcent i cieszyłam się nim, kiedy był widoczny.
~
April 2012. After using the two weeks rule I did something I have always wanted to do. I dyed one strand of my hair red. It was on the under-layer. It was supposed to be natural red, like my hair in the sunlight, but it turned out cherry. I was angry. It was the only red I was ready to put on my hair and it didn't work. The dye didn't even last 28 washes. After such an experience I'd be afraid to use chemical dyes. I have no idea what I would do if, after deciding to dye my whole hair red, I'd see cherry red there. I guess it would be a three-day long attack of ultimate fury, or something like that.
After a while I began to like this accent and I enjoyed it as long as it was visible.


Maj 2012. Znów włosy w słońcu. Po podpięciu wierzchniej warstwy widać resztki wiśniowego pasemka. Znów z okazji spaceru rozpuszczone włosy :)
~
May 2012. Again, in the sun. After pinning the upper layer, the remains of the cherry colour are visible. My hair is down again, just for this walk :)

Grzywka
Grzywkę miałam od zawsze, mniej więcej taką jak na trzecim zdjęciu. Nigdy się nie układała. Ani jako prosta, ani skośna, ani cieniowana, ani cięta równo, ani z przedziałkiem z boku ani na środku, ani rzadka, ani gęsta, z czubka głowy. Zawsze się wywijała. W końcu w zimowej sesji na I roku studiów przeszkadzała mi zaraz po myciu, a uczyłam się intensywnie, więc podpięłam ją odruchowo. I tak już została, chociaż zawsze myślałam, że będę miała grzywkę do końca życia. Dużo lepiej mi bez niej :) Jest teraz mniej więcej do ramion, trochę dłuższa. Co jakiś czas minimalnie podcinam te końcówki, bo też robią się suche.

Fringe
I had a fringe since I was little, it looked more or less like the one on the third picture. It was never ok, it was messy. No matter if it was straight or slant, layered or cut straight, with a parting on a side or in the centre, thin or thick, taken from the top of my head. It was always wavy. Eventually, during winter exams on my 1st year of studies, I pinned it to the side because I was studying hard and the fringe was in my way, I had freshly washed hair. And it stayed like that, though I used to think I am a "fringe forever" person. I feel much better without it :) It's more or less at shoulder length now, or a bit longer. I trim the ends from time to time, since they become dry, too.







Komentarze

  1. Widze sporo przeszły włoski, moje też z natury sa suche i walcze z tym jak mogę. Zazdroszczę Ci że ładnie Ci bez grzywki ja wygladam masakrycznie bez niej - ale już trudno.
    Czekam na post o LHC odkryłam to forum nie dawno i jeszcze się gubię:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w sumie dopiero w 2011, latem, wpadłam na to, że suche włosy to niekoniecznie zniszczone :D

    Ja CAŁY CZAS myślałam, że mi źle bez grzywki. Jak chciałam rozśmieszyć znajomych, podnosiłam ją z czoła ręką do góry. I był śmiech :D A teraz... Uważam, że nie tylko mi bez niej lepiej w sensie
    "wygodniej", ale też lepiej wyglądam. Nawet gdyby sama grzywka mi się dobrze układała (a nie układała się wca-le!) to bardziej podobam się sobie bez niej. Popróbuj podpinać. Na lewo, na prawo, do góry, ciaśniej albo luźno ;) Jakoś na pewno będzie Ci pasować.

    LHC się ostatnio zrobiło lekko rozrzucone. Przez masę nowych osób zrobiło się tak, że starzy użytkownicy trzymają się trochę razem. Czasem się nie dziwię, ileż można odpowiadać na pytania "co to jest CWC czy długość klasyczna", skoro codziennie ktoś zakłada taki temat... Ale jest to najlepsze miejsce w sieci jakie znam. Poznałam masę wspaniałych ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz widzę dwujęzycznego bloga o tematyce włosowej! Świetnie, że robisz takie coś;) będę zaglądać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Sama przez prawie 3 lata włosomanii korzystałam wyłącznie z anglojęzycznych źródeł. Przyzwyczaiłam się trochę do tego, do czytania o włosach po angielsku, poza tym poznałam sporo fajnych osób więc pomyślałam, że będę prowadzić bloga w obu językach :)

      Usuń
  4. Widze, ze i Twoje wloski sporo przeszly :), w sloncu maja piekny kolor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Przeszły trochę... Głównie z powodu mojej nieświadomości i podejścia z serii "to tylko włosy. Starczy szampon i to pierwszy lepszy."

      Cały czas staram się je nakłonić, żeby miały taki kolor również w cieniu i w pomieszczeniach. Nie chcą ze mną rozmawiać... Za to henna co jakiś czas wraca i kusi.

      Usuń
  5. Dlaczego nie chcesz zafarbować włosów? Ja, na Twoim miejscu, skusiłabym się na hennę :)
    Sama używam i sobie chwalę, włosy mają piękny kolor i powalający blask :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem przekonana do zmieniania koloru w ogóle. Podoba mi się mój i przede wszystkim idealnie mi pasuje. Jeśli henna, to chciałabym znaleźć taki kolor (np. jasny brąz czy orzechowy brąż) albo taką mieszankę (cassia + henna) która nie zmieniłaby koloru. Nie ma mowy że będę się bawiła z odrostami albo z zapuszczaniem swojego koloru jak mi się znudzi za kilka lat farbowanie :) Chciałabym samego blasku i odżywienia... ale że jest to mało prawdopodobne, zostaję przy innych metodach chociaż kilka razy byłam bliska zamowienia henny.

      Usuń
  6. Masz bardzo ładny kolor, szczególnie na słońcu. :) Mówisz, że nie chcesz zmieniać koloru, ale marzy Ci się rudy. Może henna, ale bezbarwna? Podobno nadaje rudawe refleksy, i do tego odżywia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używam cassii, ale koloru to ona nie zmienia :) Czasem minimalnie, ale cassia się wypłukuje i włosy wracają do naturalnego odcienia. Także rudość zostanie w sferze marzeń... i na zdjęciach w słońcu.

      Usuń

Prześlij komentarz