niedziela, 28 sierpnia 2016

Sierpniowa pielęgnacja włosów

Mycie
szampon Ecolab: wzmacniający, objętość i wzrost włosów
od połowy miesiąca: Sylveco, balsam myjący z betuliną

Odżywki do spłukiwania i maski (typ według działania)
Maska Biovax do włosów ciemnych (humektantowo-emolientowa)
Maska Ziaja Intensywna Odbudowa: Ceramidy (silikonowa)

Dodatkowo: rozcieńczona maska Kallos Cherry, do zmywania oleju

Zabezpieczanie i pielęgnacja końcówek
Marion 7 efektów: kuracja z olejkiem arganowym

Olejowanie
olej Alterra Limetka i Oliwa
ZSK naturalny olej z orzecha włoskiego

Półprodukty, płukanki, dodatki do masek i odżywek
gliceryna (z wodą pod olej, 1:1) – nawilżanie

Suplementy i przyspieszanie porostu
nic – przerwa

Skóra głowy (ŁZS)
Cerkogel 30
Emolium, Emulsja na suchą skórę głowy

Nowości
Nic! Po raz pierwszy od co najmniej dwóch lat (wcześniej nie oznaczałam nowych produktów w danym miesiącu, ale jestem prawie pewna, że były).

Notatki
1. O cudownych efektach używania tylko ulubionych produktów, czyli “a jednak nie muszę podcinać końcówek.” Ostatnie tygodnie (i nie chodzi o sam sierpień) były ciężkawe jeśli chodzi o włosy. Susza na zmianę z deszczem, nowe produkty które jak się okazało zaszkodziły (nieszczęsne proteiny w masce i odżywce Joico z lipca), wakacyjny wyjazd, a więc zmiana wody i trochę mniej uważna pielęgnacja, czyli na przykład przetrzymanie oleju albo turbanu, pójście spać z wilgotnymi włosami. (Ale w tym roku na wakacjach byłam gotowa na to, że zapewnienie włosom odpowiedniej pielęgnacji poza domem i poza moim zwyczajnym rytmem dnia będzie trudniejsze. Wiedziałam też, że nawet niewielkie zaniedbanie szybko doprowadzi do pogorszenia ich stanu i wyglądu. Zgodnie z zeszłorocznym postanowieniem nastawiłam się na to, żeby bardziej się pilnować i planować pielęgnację tak, by była jak najpełniejsza. Zrobiłam wszystko, co mogłam i odczułam różnicę na plus. Choć nie było tak dobrze, jak byłoby w domu, to włosy nie były tak niezadowolone jak w zeszłym roku.) Patrząc na włosy przez te ostatnie tygodnie zaczynałam rozważać podcięcie, idąc za całkiem prawdopodobnym scenariuszem pod tytułem “końcówki po dziesięciu miesiącach się zestarzały, są często przesuszone i nie pozwalają całości włosów dobrze się układać i dobrze wyglądać.”
Ale sierpień był miesiącem bez nowości. Używałam tylko starych ulubieńców, bo na wyjeździe nie chciałam poświęcać uwagi na obserwowanie działania nowych kosmetyków. Drugim powodem były właśnie wcześniejsze kiepskie włosowe dni, trafiające się zbyt często. Chciałam się przekonać, czy nawet przy najlepszej pielęgnacji utrzyma się spuszenie i suchość. Gdyby tak było, wiedziałabym, że już czas na cięcie.
Kiedy wróciłam do domu i do pełnej pielęgnacji włosy dostające tylko to, co bardzo lubią nagle zaczęły wyglądać świetnie. Gładkie, dociążone tak, że aż proste, błyszczące, sprężyste. Na końcach żadnych śladów przesuszenia, ani wizualnie ani w dotyku. Magia ulubieńców musiała co prawda trochę poczekać, bo okoliczności wyjazdowe nie pozwoliły jej zadziałać od razu, ale kiedy wróciłam do domu – wspaniałość. Okazało się, że żadnego problemu z końcówkami ani z całością włosów nie ma. Miesiąc bez nowości był perfekcyjny. (Poza drobnym wyjątkiem, kiedy związałam wilgotne włosy i zmęczona poszłam spać. Zdarza się :) Wtedy gorszy włosowy dzień był do przewidzenia.)
To nie znaczy, że przestanę sprawdzać nowości. Ta jedna na długość na miesiąc to na tyle mało, że nawet jeśli nie daje super efektów, pozostałe trzy produkty uratują sytuację. A jeśli coś po prostu szkodzi, od razu przestaję tego używać. Ponadto produkty, które mam w szafie i na liście zakupów są dobrze przemyślane, z dużą szansą dobrego działania. Warto je poznać. Ale na pewno muszę bardzo uważnie czytać składy i unikać schowanych protein, jak w Joico. Będę też co jakiś czas robiła miesiąc bez nowości, bo to służy włosom jak czysta magia.

2. Maski Biovax zmieniły skład. Nie wiem czy wszystkie, na pewno wersja do włosów ciemnych bo nowej używałam w tym miesiącu i porównałam składy (obie wersje poniżej). (Pamiętam, że na pewno widziałam podobne zmiany w wersji do włosów suchych i zniszczonych.) Jest dość duże przerzucenie kolejności składników aktywnych (zaznaczone pogrubieniem), zmieniła się końcówka składu. “Lawsonia inermis extract” zmieniło się na “lawsonia inermis leaf extract”, ciekawe czy to zmiana składnika czy tylko zapisu, ale chyba to drugie, bo z czego innego poza liśćmi mógłby być ten ekstrakt z henny? Podejrzewam, że po prostu zawsze był z liści. Miód i olej ze słodkich migdałów nie mają angielskich odpowiedników w nawiasie.

Stary skład: aqua, cetyl alcohol, cetrimonium chloride, cetearyl alcohol (and) ceteareth-20, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, acetylated lanolin, glycerin, lawsonia inermis extract, mel (honey) extract, hydrolyzed silk, polyquaternium-59 (and) butylene glycol, parfum, mica (and) titanium dioxide (and) iron oxides, fucus vesiculosus extract, sodium benzoate, potassium sorbate, benzyl alcohol (and) methylchloroisothiazolinone (and) methylisothiazolinone, citric acid, linalool, hexyl cinnamon

Nowy skład: aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol, ceteareth-20, cetrimonium chloride, fucus vesiculosus extract, hydrolyzed silk, mel extract, prunus amygdalus dulcis oil, lawsonia inermis  leaf extract, polyquaternium-59, glycerin, acetylated lanolin, butylene glycol, parfum, sodium benzoate, potassium sorbate, benzyl alcohol, methyisothiazolinone, methylchloroisothiazolinone, imidazolidinyl urea, citric acid, triethanoloamine, linalool, mica, Cl 77891, Cl 77491

Jeśli chodzi o działanie, u mnie jest takie samo, przynajmniej przy wersji do włosów ciemnych. Nadal sama cudowność i zachwyt. Ale wiem, że nie u wszystkich tak jest. Dajcie znać czy różnice w składach są też w innych wersjach (wszystkie stare składy znajdziecie tutaj) i czy maski działają u Was tak samo jak wcześniej.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Moja kolekcja kosmetyków do włosów: sierpień 2016

Trzydzieści osiem sztuk. Nie, nie zapomniałam o małym słówku “sto” z przodu ;) Kto by pomyślał? Ja, choć często patrzyłam na wszystkie moje kosmetyki do włosów razem wzięte, nie myślałam, że jest ich tak mało. Tak, wiem, że większość kobiet ma szampon i może odżywkę :) Piszę “mało” - jak dla mnie, mało jak na to, czego się spodziewałam. Chciałam napisać “mało jak na włosomaniaczkę” ale takie porównywanie nie ma żadnego sensu, jedna z nas może mieć dziesięć produktów a inna sto. I jest dobrze :)

Poprzednio taki post napisałam w czerwcu 2013. I miałam wtedy 36 produktów. A teraz… sytuacja wygląda tak:
(listy pisałam od lewej do prawej, na zielono zaznaczone są produkty obecnie otwarte, a podkreślone to te, których jeszcze nigdy nie używałam i czekają na poznanie – czyli nieoznaczona reszta to stare, sprawdzone produkty, ale w tej chwili nieotwarte)



Szampony (w sumie: 3)
Biovax, szampon do włosów ciemnych
Sylveco, balsam myjący do włosów z betuliną
EcoLaboratories, szampon odżywczy

Szamponu używam jednego na raz do momentu aż się skończy a butelka starcza mi na 1.5-2 miesiące. Kupuję je na bieżąco i nigdy nie mam ich wiele, najwyżej kilka sztuk zapasu po zakupach internetowych.



Maski i odżywki (w sumie: 13)
Planeta Organica, odżywka Toskańska oliwa
Planeta Organica, balsam turecki
Ziaja, maska intensywna odbudowa: Ceramidy
Ziaja, maska Masło kakaowe
Biovax, maska do włosów ciemnych
Biovax Latte
Biovax Glamour Caviar
Go Cranberry, maska intensywnie regenerująca
Seri Natural Line, maska miodowo-migdałowa
Planeta Organica, maska Toskańska oliwa
Natura Siberica Professional, nawilżająca maska rokitnikowa
Biovax BB odżywka do włosów suchych i zniszczonych
Biovax BB odżywka Bambus & Olej avocado
Używam dwóch masek/odżywek w miesiącu i zmieniam je co miesiąc. Jak pisałam w poście o mojej pielęgnacji włosów w pigułce, optymalnie chcę mieć otwartych na raz maksymalnie siedem. Sześć pozwala mi na to, żeby nie wracać do tych samych zbyt często (przy tej ilości mogę co trzy miesiące, to wystarcza, nawet dwa są w porządku. Byle nie co miesiąc, bo monotonia mi szkodzi, efekty stają się słabsze) a nieparzysta, siódma, daje możliwość zmiany w parach również bez zbyt częstych powtórzeń. Czasem, tak jak teraz, mam mniej otwartych opakowań, bo akurat coś się skończyło a jeszcze nie otworzyłam kolejnych, wracając zamiast tego do już otwartych produktów z poprzednich miesięcy.


Oleje (w sumie: 11)
Bania Agafii, delikatny olejek do masażu
Babydream fur Mama Pflegeöl (butelka z pompką w tylnym rzędzie)
Alterra, Limetka i Oliwa
Loton Oil Therapy, Macadamia
ZSK Naturalny olej z kiełków pszenicy
ZSK Naturalny olej makadamia
ZSK Naturalny olej z orzecha włoskiego
ZSK Naturalny olej awokado
ZSK Naturalny złoty olej jojoba
ZSK Organiczny olej z krokosza barwierskiego
ZSK Rafinowany olej z nasion bawełny

W miesiącu używam również dwóch olejów, zmieniam je co miesiąc, a optymalna liczba otwartych to też siedem – te same obliczenia i zasady co przy maskach. I też czasem bywa tych otwartych mniej. 


Sera do końcówek (w sumie: 5)
Biovax Naturalne Oleje, Eliksir wygładzająco-nawilżający
Dove Pure Care Dry Oil, serum do wszystkich rodzajów włosów
Gliss Kur Ultimate Color Elixir
Marion 7 Efektów, kuracja z olejkiem arganowym
L'oreal Mythic Oil, odżywczy

Tak się składa, że ta piątka to moje wszystkie ulubione olejki. Te, które się nie sprawdziły powędrowały w świat a niczego nieznanego nie mam. Kupowałam je wszystkie w dużych odstępach czasu, ale pierwsze buteleczki nadal nie były skończone kiedy kupowałam ostatnie. Biorąc pod uwagę to, jak wolno się zużywają, pięć serów to dość dużo. Ale dla mnie to dobry zestaw. Zależy mi na różnorodności, minimalna liczba olejków to dla mnie trzy, dwa więcej to niedużo. O tych pięciu wiem, że na pewno je zużyję, bo wszystkie są świetne. Poza tym nic więcej nie czeka w kolejce do przetestowania, więc posiadanie wszystkich swoich ulubieńców, zwłaszcza, że jest ich piątka, to  teraz idealna sytuacja.


Inne (w sumie: 6)
Cerkogel 30
Emolium, emulsja do suchej skóry głowy
Kallos Cherry - moja maska do zmywania olejów
ZSK Gliceryna roślinna, 3 sztuki

Nie używam już półproduktów poza gliceryną, zrezygnowałam też z odżywek bez spłukiwania. Nie mam stylizatorów. W tej grupie za to byłyby produkty do przyspieszania porostu, ale w sierpniu mam przerwę a w zapasie nic nie czeka.


Wszystkie produkty, których w danym miesiącu nie używam a więc nie są w szufladzie łazienkowej szafki, czekają w szafie w przedpokoju. W przyszłości planuję wyczarować sobie osobną szafkę "włosową" — na wszystkie kosmetyki, ozdoby i akcesoria (których nie ma wiele: trzy szczotki,  kilka czepków, koszulka-turban, maszynka, nożyczki, nieużywana suszarka ;))

Suma 38 produktów do włosów dla mnie jest w porządku :) Teoretycznie mogłabym mieć ich trochę mniej w niektórych kategoriach, ale nadmiary mają swoje powody (większe zakupy na internetowe – wolę zapłacić raz za przesyłkę niż za kilka miesięcy kupić kolejną porcję kosmetyków w osobnej paczce; wydajność silikonowych olejków – zużywają się wolno a chcę mieć kilka na zmianę i nie powtarzać ich za często). Część kosmetyków jest wciąż zamknięta, także chociaż posiadam ich więcej, otwieram maksymalnie te 7 masek i 7 olejów, 1 szampon. Zwracam uwagę na  kolejność dat ważności. Także wszystko jest pod kontrolą ;) 

Mam zapasy, ale nieznaczne. Za to na pewno większych mieć nie chcę, bo już wiem, że to nie ma sensu. Kiedy odkrywałam blogosferę, szybko powiększała mi się lista zakupów, dość szybko ją też realizowałam. Kupowanie było o tyle szybsze niż zużywanie, że w pewnej chwil miałam zapas masek na, jeśli dobrze pamiętam, dwa lata. Więc co z tego, że kupiłam je od razu po przeczytaniu pozytywnych recenzji, skoro miałam ich użyć za długie miesiące? Czekać na to równie dobrze mogą w sklepie, to, że były w mojej szafie nic mi nie dawało. Teraz robię zakupy tylko wtedy, kiedy coś mi się kończy i wiem, że w rozsądnie niedługim czasie będę miała możliwość użycia kolejnych produktów. Zasada dotyczy zarówno ulubieńców jak i nowości. A że nowość na długość (olej/maska) wprowadzam maksymalnie jedną w miesiącu, nieznane kosmetyki długo czekają na liście zakupów, a ostatnio większość zakupów to sprawdzeni ulubieńcy.

W ramach ciekawostki, kilka słów o moich pozostałych kosmetykach, czyli o kolorówce, pielęgnacji twarzy i ciała. Tu instynktownie od zawsze utrzymuję minimalizm. Posiadanie a przede wszystkim używanie większej ilości produktów nie sprawia mi przyjemności i nie jest mi potrzebne. Mam tylko to czego  naprawdę potrzebuję (odpadają drobiazgi typu krem na noc, pod oczy, do stóp), po jednym egzemplarzu, wracam wciąż do ulubieńców zmieniając ewentualnie zapach (na przykład krążę między trzema zapachami balsamów do ciała Ziai ;)). Perfumy? Cztery flakony. Mam dziesięć produktów do makijażu. A miałabym mniej, gdyby nie kilka prezentów ;)

Jeśli macie chwilę na liczenie, podzielcie się ilością swoich produktów do włosów w komentarzach! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...